ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Historyczne bzdury o średniowieczu. Jak naprawdę żyło się w czasach dam i rycerzy?

Są takie książki, po których człowiek odkłada je na półkę z myślą: „Dlaczego historia w szkole nie była przedstawiana właśnie w taki sposób?”. „Historyczne bzdury o średniowieczu” zdecydowanie do nich należy. Anna Zielińska udowadnia, że o historii można opowiadać lekko, z humorem i jednocześnie bardzo rzetelnie. Zamiast suchego wykładu dostajemy fascynującą podróż przez średniowiecze, podczas której autorka rozprawia się z mitami, w które wiele osób nadal wierzy. To, co najbardziej mnie zachwyciło, to styl pisania. Autorka bawi się językiem, nie boi się zabawnych porównań do współczesności i dzięki temu nawet tematy, które mogłyby wydawać się trudne lub nudne, stają się niezwykle przystępne. Kilka razy złapałam się na tym, że uśmiecham się podczas czytania, bo sposób, w jaki tłumaczy pewne zagadnienia, jest po prostu genialny. Humor nie jest tu jednak celem samym w sobie - świetnie pomaga zrozumieć opisywane wydarzenia i zapamiętać wiele ciekawostek. Bardzo podobało mi się również to, że książka nie próbuje na siłę szokować. Zamiast powielać popularne stereotypy o „brudnym i zacofanym średniowieczu”, pokazuje, jak naprawdę wyglądało życie ludzi tamtej epoki. Dowiadujemy się sporo o codzienności, zwyczajach, medycynie, higienie czy relacjach społecznych, a wszystko podane jest w sposób lekki i angażujący. To jedna z tych pozycji, przy których naprawdę czuć pasję autorki do tematu. Widać, że zależy jej nie tylko na przekazaniu wiedzy, ale też na tym, żeby czytelnik dobrze się bawił. Dzięki temu kolejne rozdziały czyta się z ogromną ciekawością i trudno poprzestać na jednym. (a to u mnie, wbrew pozorom, nie jest takie proste) Jeśli lubicie literaturę popularnonaukową albo dopiero chcecie przekonać się, że historia wcale nie musi być nudna, to „Historyczne bzdury o średniowieczu” będzie świetnym wyborem. To książka, która uczy, bawi i zostawia czytelnika z masą nowych informacji oraz ochotą, by sięgnąć po kolejne publikacje w podobnym klimacie. Dla mnie była to naprawdę świetna lektura i z przyjemnością polecę ją każdemu, kto chce spojrzeć na średniowiecze z zupełnie innej perspektywy. 

_bookworm_beauty Gurowiec Dominika

Bill Gates. Wizja. Władza. Pieniądze. O wpływach, biznesie i tym, co niejawne

Gdybyś w 1986 roku zainwestował/-a 1000 dolarów w akcje Microsoft, dziś miałbyś/miałabyś miliony. O tym, jak działalność dwóch studentów przeistoczyła się w jedną z najbardziej rozpoznawalnych firm na świecie, opowiada nam Anupreeta Das w książce pt. „Bill Gates. Wizja. Władza. Pieniądze. O wpływach, biznesie i tym, co niejawne” z oferty @wydawnictwohelion w przekładzie Tomasza Walczaka. Autorka, wieloletnia redaktorka działu finansowego „The New York Timesa”, podjęła się trudnego zadania opisania jednego z najbardziej wpływowych ludzi współczesnego świata. Co istotne, Bill Gates ani kadra zarządzająca Microsoftem nie zgodzili się na udział w projekcie, dlatego Das oparła swój reportaż na rozmowach z anonimowymi informatorami. Z ich relacji powstał wielowymiarowy portret człowieka, którego wizerunek przez lata budowany był głównie przez media i oficjalne wystąpienia. Wiele miejsca poświęcono samemu Gatesowi, jego kontaktom m.in. z Epsteinem czy Buffettem i temu, jak zmieniał się na przestrzeni kolejnych dekad. Obserwujemy jego drogę od zamkniętego w sobie, niezwykle zdolnego pasjonata komputerów, przez bezkompromisowego lidera walczącego o dominację Microsoftu, aż po jednego z najbardziej znanych filantropów na świecie. Das nie tworzy jednak pomnikowego wizerunku Gatesa. Z równą starannością opisuje jego wady. Pisze o problemach w relacjach międzyludzkich, obsesyjnym skupieniu na pracy oraz braku dbałości o własny wygląd. Nie pomija również życia prywatnego, wspominając o zdradach małżeńskich, rozwodzie i jego wpływie na wizerunek Gatesa. Dzięki temu czytelnik otrzymuje postać pełną sprzeczności: genialnego wizjonera, ale jednocześnie człowieka z licznymi słabościami. Opowieść o Billu Gatesie zaciekawi nie tylko osoby zainteresowane historią Microsoftu, lecz także tych, którzy chcą zrozumieć, jak wielka władza, pieniądze i ambicja wpływają na charakter człowieka. To dobrze udokumentowany reportaż pokazujący, że za spektakularnym sukcesem często kryją się decyzje, kompromisy i cechy, które budzą zarówno podziw, jak i kontrowersje.
z_kultury_

Historyczne bzdury o średniowieczu. Jak naprawdę żyło się w czasach dam i rycerzy?

Historyczne bzdury o średniowieczu. Jak naprawdę żyło się w czasach dam i rycerzy? W dzień taki jak ten, równo 616 lat temu, Jagiełło otrzymał dwa nagie miecze pod Grunwaldem. I niewykluczone, że – wbrew temu, co powszechnie sądzimy – nie był to gest krzyżackiej pychy, a dobrze przemyślany komunikat polityczno-propagandowy. Nie możemy też wykluczyć, że niektórzy rycerze przed bitwą nitkowali zęby, a część walczących była... wydepilowana. Średniowiecze jest epoką, która jak żadna inna obrosła negatywnymi mitami. Gdy więc Anna Zielińska, autorka jednego z moich ulubionych facebookowych profili „Historyczne bzdury” zapowiedziała książkę „Historyczne bzdury o średniowieczu” – mojej ulubionej epoce – po prostu musiałem ją mieć. I dzięki Wydawnictwu Sploty ją mam i mogę zrecenzować. Nie jest to podręcznik akademicki, ani książka historyczna. To książka o naszym wypaczonym obrazie historii. I o tym, jak naprawdę wyglądało średniowiecze, epoka niezwykle zróżnicowana, trwająca około 1000 lat, którą w całości lubimy umieszczać w worku z napisem „zacofanie”. Książka jest dokładnie o tym, co zapowiada jej tytuł. Autorka rozprawia się z kilkoma mitami dotyczącymi średniowiecza. Jest więc i o higienie, i o chorobach, o długości życia, o Wielkiej Lechii, o zachowaniu przy stole, rozrywkach, modzie, bitwie pod Grunwaldem, prawie pierwszej nocy i wielu wielu innych rzeczach. Napisana lekkim stylem, znanym mi z profilu autorki na Facebooku. Te raptem 200 stron to naprawdę przyjemna lektura, którą pochłonąłem w dwa popołudnia. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak szybko przeczytałem książkę. Część rzeczy wiedziałem, część autorka mi przypomniała, inne były dla mnie nowe. Mimo lekkości opowiadania autorka nie jest gołosłowna. Powołuje się na na teksty źródłowe, badania naukowe, poważną literaturę. Jedyne, czego mi w książce zabrakło to kolejnych 200 albo i 400 stron z kolejnymi mitami, z którymi Anna Zielińska rozprawia się z właściwym sobie wdziękiem.
http://kopalniawiedzy.pl/

Nowe Ziemie. Poszukiwanie życia w kosmosie

„Czy jesteśmy sami we wszechświecie?” to pytanie, które od wieków rozpala ludzką wyobraźnię, a książka „Nowe Ziemie” w niezwykle przystępny sposób przybliża czytelnikowi zagadnienia związane z poszukiwaniem życia poza Ziemią. Rozdziały są krótkie i dobrze uporządkowane, dzięki czemu lektura przebiega szybko i płynnie. Książka jest bardzo interesująca i skutecznie pobudza wyobraźnię. Na szczególną uwagę zasługuje również piękna okładka, która przyciąga wzrok i zachęca do sięgnięcia po tę pozycję nawet osoby mniej zainteresowane tematyką kosmosu. Autorka pisze lekko i swobodnie, jakby siedziała obok czytelnika i prowadziła z nim rozmowę. Liczne przykłady sprawiają, że nawet bardziej złożone zagadnienia stają się zrozumiałe. W książce znajdziemy informacje o powstawaniu gwiazd i planet, a także omówienie różnych teorii dotyczących życia we wszechświecie. Widać, że autorka nie obawia się stawiać trudnych pytań i zachęca do samodzielnego poszukiwania odpowiedzi. Prosty i klarowny język sprawia, że treść jest dostępna dla szerokiego grona odbiorców. Bogata bibliografia i indeks pokazują, jak starannie przygotowała się do napisania tej książki. Po zakończeniu lektury długo myślałam o przedstawionych w niej możliwościach i z przyjemnością wróciłabym do wybranych rozdziałów. To wartościowa pozycja dla każdego, kto chce rozpocząć swoją przygodę z tematyką egzoplanet i poszukiwaniem życia poza Ziemią. Szkoda jedynie, że w środku nie znalazło się więcej ilustracji, ponieważ dzięki nim lektura publikacji naukowych staje się jeszcze przyjemniejsza.

Magic.book322 Bernacka Vanessa

Czarne dziury. Klucz do zrozumienia Wszechświata

Na początek kilka słów o autorce. Becky Smethurst, znana w mediach jako „Dr. Becky” (warto zajrzeć na jej kanał na YouTube), jest brytyjską astrofizyczką. Jest młoda, ambitna i bardzo aktywna zarówno w świecie naukowym, jak też popularyzatorskim. W bardzo ciekawy sposób dzieli się wiedzą o bardzo trudnej tematyce, przedstawiając skomplikowane kwestie w sposób, który trafia do wszystkich. Recenzowana książka jest napisana bardzo żywym językiem, nie epatuje naukowymi sformułowaniami, dlatego jestem pewien, że zrozumie ją praktycznie każdy. Dodam, że jest naprawdę wciągająca. Ktoś po przeczytaniu mógłby zauważyć: no chwila, książka niby traktuje o czarnych dziurach, a opowieść o nich w zasadzie zaczyna się w połowie. Ano właśnie – dlatego tak mi się spodobała. Nim zajmiemy się naprawdę trudnym tematem, warto się przygotować. Nikt nie gra koncertu fortepianowego Czajkowskiego, nie przećwiczywszy nut, gam, akordów i pasaży. Autorka bardzo sensownie zaczyna właśnie od astrofizycznych nut i gam. W pierwszych rozdziałach opisuje szczegółowo i bardzo interesująco tematy czysto fizyczne – jak się bada widma światła, na czym polega wszechobecna w analizach astrofizyków spektroskopia. Sporo dowiemy się np. o pracach Josepha Fraunhofera, wybitnego fizyka i astronoma z XIX w., wynalazcy spektroskopu i pierwszego człowieka, który badał widma gwiazd. Jego nazwisko uwieczniono w liniach absorpcyjnych znanych dziś jako linie Fraunhofera. Są to swoiste kosmiczne odciski palców, ujawniające pierwiastki obecne w dalekich obiektach. I tu można się uśmiechnąć, wspominając wielkiego francuskiego filozofa, Augusta Comte’a, który dokładnie w tym samym czasie pisał, że możemy podziwiać gwiazdy, ale nigdy nie poznamy ich składu chemicznego ani struktury. No cóż, są rzeczy na niebie i Ziemi, o których się filozofom nie śniło, parafrazując nieco to, co pisał 200 lat wcześniej Szekspir w „Hamlecie”. Po opisie podstaw autorka w skrócie opowiada o tym, jak jest badane niebo i jak astronomowie, a szczególnie astrofizycy, zbierają dane, które potem wykorzystują do tworzenia i późniejszej weryfikacji modeli zjawisk kosmicznych. Są to trudne tematy, ale tutaj wszystko jest przedstawione bardzo klarownie, często z humorem, bez wchodzenia w niepotrzebne szczegóły. Mając już dość solidne podstawy fizyczne, można się wreszcie zanurzyć w tajemniczy świat czarnych dziur. Tu autorka porusza się dokładnie w swojej tematyce. Przedstawia koncepcję czarnych dziur – od rozważań czysto teoretycznych do współczesnych badań astrofizycznych, w których dr Becky bierze udział. Prostuje niektóre mity o czarnych dziurach, uparcie krążące w mediach. Bardzo ciekawie opisuje wymykające się ludzkiej wyobraźni supermasywne czarne dziury – mają one masy nawet milionów (a być może miliardów) naszych Słońc, ale ich gęstość jest mniejsza niż gęstość wody(!). Bardzo obrazowo opowiada o tym, co by się stało, gdyby człowiek znalazł się w pobliżu czarnej dziury (słynna spaghettizacja). Opisuje też kosmiczne efekty zderzeń czarnych dziur, które skutkują powstawaniem fal grawitacyjnych. Ich istnienie przewidywał już Einstein, ale zostały odkryte doświadczalnie dopiero w XXI wieku. Niesamowicie ciekawe tematy przedstawione w bardzo przystępny sposób. Dla porządku chciałbym tylko zwrócić uwagę na drobne nieścisłości, które napotkałem w tekście. „Te ciemne nazywa się liniami metali, ponieważ astronomowie klasyfikują każdy pierwiastek cięższy od wodoru jako „metal”, ku wielkiemu rozgoryczeniu chemików”. No nie, oprócz wodoru hel też jest w astronomii niemetalem. Podpis pod diagramem Hertzsprunga-Russela: „Gwiazdy ciągu głównego – czyli te, w których zachodzi synteza wodoru”. Nieco dziwnie to brzmi, ponieważ chodzi o syntezę jąder helu z wodoru, a nie syntezę wodoru. Mówimy przecież np. o syntezie amoniaku z wodoru i azotu – syntetyzujemy produkt, a nie substrat. „Promieniowanie alfa składa się z cząstek o ładunku dwukrotnie większym niż ładunek atomu wodoru”. Nieprecyzyjne, ponieważ atom wodoru jest elektrycznie obojętny, ładunek ma jądro wodoru, czyli proton. „Po pozostawieniu na kliszy fotograficznej dwóch monet spostrzegł, że pojawiły się na niej dwa ciemne okręgi”. Wydaje się, że raczej chodzi o koła – okrąg to tylko brzeg koła. „Znając prędkość światła, można obliczyć odległość, jaką przebył laser w obie strony”. Laser się nie porusza, tu chodzi o promień światła lasera. Podkreślam, że to tylko kilka drobiazgów. Książka jest przełożona naprawdę doskonale (tłumaczka: Amata Jo Papaj), a trzeba pamiętać, że tematyka ta nie należy do najłatwiejszych. I jeszcze taka uwaga na marginesie. W wielu miejscach znajdziemy odniesienia autorki do Taylor Swift, bardzo popularnej piosenkarki młodego pokolenia. Od razu przyznam – kompletnie nie znam jej twórczości, jestem o kilka dekad starszy. Gdyby były jakieś cytaty z Leonarda Cohena, Beatlesów czy Procol Harum, pewnie bym je od razu wyłapał. No cóż… Ale są też cytaty z genialnych książek Douglasa Adamsa, którego uwielbiam. W sumie dość naturalnie brzmią one w tekście astrofizyczki. Któż tak doskonale jak Adams opisywał wielkość Kosmosu? Reasumując: książkę mogę z czystym sumieniem polecić każdemu, szczególnie miłośnikom astronomii. Po lekturze zupełnie inaczej spojrzą na niezwykłe zjawisko, jakim są czarne dziury.
portal popularnonaukowy Dworniczak Mirosław
Zamknij Pobierz aplikację mobilną Helion