Wojny konsolowe (ebook)(audiobook)(audiobook)

Wydawnictwo:
Wydawnictwo SQN
Wydawnictwo:
Wydawnictwo SQN
Ocena:
Bądź pierwszym, który oceni tę książkę
Stron:
576
Druk:
oprawa twarda
2w1 w pakiecie:
     ePub
     Mobi

Książka

59,90 zł

Dodaj do koszyka Wysyłamy w 24h

Ebook

54,89 zł
41,17 zł

Dodaj do koszyka lub Kup na prezent Kup 1-kliknięciem

Przenieś na półkę

Do przechowalni

Do przechowalni

Skąd się wziął jeż Sonic?

Blake J. Harris w książce Wojny konsolowe opowiada nam o legendzie świata gier, człowieku, który nie wiedząc nic o tym przemyśle zmienił jego oblicze. W 1990 roku rynek gier wideo należał do Nintendo. Sega była słabnącą firmą z wielkimi aspiracjami. Wtedy na scenę wkroczył Tom Kalinske – człowiek, który z grami nie miał wiele wspólnego, za to miał rzadki talent do wygrywania batalii skazanych na porażkę. Oto Dawid postanowił zmierzyć się z Goliatem, a świat zapłonął. Autor doskonale oddał ducha rywalizacji, która zamieniła się w globalną wojnę korporacyjną prowadzoną na wielu frontach: od domowych salonów i szkolnych placów, przez sale zarządów, po Kongres Stanów Zjednoczonych. Brat wystąpił przeciwko bratu, dziecko buntowało się przeciw rodzicowi, Mario starł się z Sonikiem, Ameryka ponownie walczyła z Japonią. Książka dostarcza bezcennych informacji dotyczących rozwoju rynku gier, jednocześnie pokazując prawa, którymi się rządzi. To oparta na dwóch setkach wywiadów z byłymi pracownikami, rzetelna analiza konfliktu i walki między Sega i Nintendo.

(…) Tom Kalinske skrywał pewien sekret.

Przez całe lata zachowywał go dla siebie, oblekając małymi kłamstewkami, niezobowiązującymi skinieniami głowy i krzywymi uśmieszkami, ale kiedy leżał na pięknej plaży słonecznej wyspy Maui, mając u swego boku kochającą żonę i trzy kipiące energią córki, nie mógł już dłużej tego kryć. Musiał się komuś wygadać.

Oczywiście padło na Karen. Zawsze służyła mu radą i, co najważniejsze, wydawała się dysponować magiczną umiejętnością przepędzania jego zmartwień. Była jego głosem rozsądku, miłością życia.

I akurat przysypiała.

– Ej, Karen – powiedział, trącając jej muśnięte opalenizną ramię. – Karen?

Nie doczekawszy się odpowiedzi, uniósł jej okulary przeciwsłoneczne, by sprawdzić, czy na pewno śpi. Rozważał jej obudzenie w jakiś delikatny sposób, lecz po bliższych oględzinach zorientował się, że Kelly, ich maleńka córeczka, która wtuliła się w matczyne ramiona, również zasnęła.

– Niech mi panie wybaczą – powiedział Kalinske, honorując niepisaną zasadę, której powinni przestrzegać wszyscy ojcowie: pod żadnym pozorem nie budzi się niemowlęcia, szczególnie kiedy jego płytka drzemka pozwala mamie, jak rzadko, na snucie wypełnionych słońcem sennych marzeń.

A więc Karen odpada – tym razem się jej nie zwierzy (…)

                                                                                                      Fragment książki