Recenzje:
Czego nie wiedzą inwestorzy i ciułacze, a wie makler, bank czy ubezpieczyciel zarabiający dzięki naszym pieniądzom? Świat finansów ma dwa oblicza - ostrzega autor książki „Dlaczego twój makler wolałby, żebyś tego nie wiedział", wydanej przez Helion. Jedno oficjalne, które na co dzień serwują nam jego reprezentanci, media, analitycy. To oni opowiadają nam, jak bardzo troszczą się o nasze zasoby, chronią je i pomnażają.

Wiele w tym prawdy, ale to tylko jedna, ta jasna strona, pieniądza. 0 drugiej mówi podstawowe prawo rynku: po pierwsze zyski. Oznacza to, że wszystkie instytucje finansowe są po to, aby zarabiać. Dlatego modelują oni rzeczywistość finansową na swoją korzyść i nie muszą tego rozgłaszać. My powierzając im pieniądze, zarabiamy „przy okazji" i o wiele za mało. Autor radzi, aby to zmienić i inwestować pieniądze tak, aby przynosiły korzyść głównie nam, a nie instytucjom. Jak Nauczyć się tego, co wie makler, bank itp. Pomóc w tym ma właśnie ta książka.

Rzeczpospolita .AK, 2012-06-18


Tytuł jest intrygujący. Pomysł spójny i wyrazisty. Wykonanie nierówne. Ale w sumie książka Tobiasza Malińskiego to ciekawa, bo TROCHĘ INNA książka o inwestowaniu. Na czym polega jej odmienność? Tajemnica tkwi głównie w osobie autora. Tobiasz Maliński jest inwestorem dość młodym, bo grubo przed trzydziestką, który inwestuje, odkąd skończył lat 19. Czyli nie tak znowu długo. Już to odróżnia go od innych autorów polskich poradników, którzy (jak choćby recenzowany tu niedawno Maciej Samcik, autor książki "Jak pomnażać oszczędności") zazwyczaj pamiętają jeszcze początki warszawskiej giełdy. Tę słabość Maliński potrafi przekuć jednak w zaletę. W książce widzimy bowiem odważnego młodego człowieka, który w czasie, gdy jego rówieśnicy szli pewnie na pierwsze praktyki zawodowe w bezdusznych korporacjach, założył sobie rachunek maklerski i wziął przyszłość w swoje ręce. A nie były to już szalone lata 90., gdy polska giełda i system bankowy dopiero się kształtowały. Maliński stanął wobec rynku okrzepłego, uzbrojonego w tysiące ekspertów finansowych, którzy każdym swoim słowem zdają się mówić:.Młody człowieku, to zabawa nie dla ciebie, oddaj nam lepiej swoje pieniądze, a my je zainwestujemy lepiej i skuteczniej. Maliński nie poszedł na taki układ Wziął ze swoich studiów ekonomicznych to, co może mu się w inwestowaniu przydać, a resztę odrzucił Przeczytał parę dobrych książek. I szybko połapał się, że wielu doradców finansowych wie... mniej od niego. Zaczął więc po swojemu czytać sprawozdania finansowe spółek giełdowych. Nauczył się odróżniać te niedoceniane od tych przewartościowanych. Słowem, stworzył własny unikalny system inwestowania, który nie tylko działa, lecz także sprawia mu dużo radości. Zdanie „gdy zagłębiam się w sprawozdanie interesującej spółki, czuję się jak detektyw na tropie" to chyba jedna z najpiękniejszych pochwał inwestowania, jakie kiedykolwiek słyszałem. I właśnie te fragmenty stanowią o wyjątkowości tej książki. Nie chodzi oczywiście o to, żeby strategię Malińskiego kopiować. Prawdziwą wartością poradników inwestorskich jest przecież zazwyczaj nie wiedza w nich zawarta, lecz raczej inspiracja do wzięcia się z giełdą za bary. Oczywiście każdy z autorów takich książek mówi czytelnikowi: Spróbuj, parkiet jest przecież dla ludzi! Ale paradoksalnie, gdy czytamy to zdanie w setnym apokryfie opatrzonym nazwiskiem Warrena Buffeta (apokryfie pisanym pewnie przez jego ghost writera), budzi ono poważne wątpliwości. Maliński, który autentycznie i z wigorem pokazuje nam swoją drogę, przemawia do mnie bardziej niż dobre, ale już tyle razy powtarzane rady czarodzieja z Omaha. Książka ma też niestety pewne niedoróbki. Zwłaszcza w pierwszej części autor nieznośnie długo krąży wokół tematu, zamiast od razu przejść do sedna. Potrzeba mu z górą 60 stron (jedna czwarta całej objętości!), by powiedzieć coś, co można zapisać w dwóch zdaniach. A mianowicie: Inwestowanie nie jest skomplikowane. Ci, którzy tak twierdzą, wietrzą swój własny interes w tym, by każdy z nas w to uwierzył Kto przetrwa te - momentami mało ożywcze - wywody, nie będzie zawiedziony. Ostateczną wartością finansowego poradnika jest przecież jego użyteczność. A rad Maliński czytelnikowi nie szczędzi. Dla wytrwałych ma jeszcze blog, klipy na YouTubie i e--mailową szkołę inwestowania. Dużo dobrej roboty, którą godzi się w tym miejscu dostrzec i docenić.

DZIENNIK GAZETA PRAWNA Rafał Woś, 2012-06-15


Makler nie jest potrzebny!

W jakie aktywa najlepiej zainwestować na początek? Kiedy i ile kapitału? Na te pytania każdy początkujący inwestor musi odpowiedzieć sobie sam. Najczęściej wiąże się to z pierwszymi porażkami, przeplatanymi sporadycznie z sukcesem. Początkowe straty środków prowadzą najczęściej do zniechęcenia i zwątpienia u niedoświadczonych inwestorów i w konsekwencji - zaniechania dalszej praktyki.

W procesie zdobywania bazowej wiedzy na temat rynków finansowych pomocne będzie bez wątpienia doświadczenie praktykujących maklerów. Najnowsza książka Tobiasza Malińskiego „Dlaczego Twój makler wolałby, żebyś tego nie wiedział?" doskonale nadaje się na podręcznik początkującego inwestora. Autor prowadzi czytelnika przez proces poznawania rynku finansowego, przez kolejne etapy własnej działalności inwestorskiej. Książka skupia się na opisie poszczególnych momentów w poszukiwaniu indywidualnej inwestycyjnej drogi. T. Maliński dzieli się swoimi pierwszymi problemami -niewystarczającą ilością kapitału, nieumiejętnością oceny ryzyka, itp. Robi to w sposób bezpośredni, często zabawny, podkreślając przy tym, że w większości przypadków sam musiał znaleźć odpowiedź na nurtujące go pytania.

Książka ma intrygujący, wręcz prowokujący tytuł. Czytelnik nie znajdzie w niej jednak opisu wielkich finansowych afer, zamiast tego Tobiasz Maliński skupia się na opisie konkretnych sytuacji dotyczących pracy, analizy i oceny realiów giełdowych. Autor nadał swojej najnowszej pozycji formę publicystycznej wypowiedzi, relacji z działalności maklera. Jest to bez wątpienia ogromny plus. Lektura przebiega bardzo szybko, nie utrudnia jej także skomplikowane, profesjonalne słownictwo. Wartość merytoryczna jest przy tym ogromna. Do kwestii poświęconych, w szczególności - analizie sprawozdania finansowego powraca się wielokrotnie. Czytelnik uczy się interpretacji zawartych tam danych. Praktyczny charakter książki to największy jej atut. Pytanie zawarte w tytule nie dotyczy zatem osoby maklera, ale każdego początkującego inwestora. Czy jest on gotowy, aby rozpocząć przygodę z rynkiem finansowym, samodzielnie zdobywać potrzebną wiedzę i sięgnąć po możliwości jakie otwiera przed nim współczesny świat finansów. Jeśli tak, to lepiej, żeby makler o tym nie wiedział!

MIESIĘCZNIK KAPITAŁOWY Bartosz Bednarz, 2012-05-01