Po pierwszym maratonie nieszczególnie czułem się jak zwycięzca. Jasne, pokonanie czterdziestu dwóch kilometrów z hakiem jawiło mi się jako wyczyn heroiczny, teraz jednak na heroizm zakrawało prozaiczne wstanie z podłogi, siedziałem bowiem pod ścianą łódzkiej Atlas Areny, a dwa worki waty, które zaledwie cztery godziny wcześniej były nogami, odmówiły posłuszeństwa. Nie wiedziałem, czy się z tego śmiać, czy płakać.

Ale dokonałem tego. Wyznaczyłem cel, wylałem wiadra potu, dałem zarobić producentom butów biegowych i zyskałem drobny przedsmak tego, czym żyją ludzie uzależnieni od ekstremalnego wysiłku.
 

Nie do zatrzymania

Właśnie, przedsmak. Bo czy pokonanie królewskiego dystansu wciąż wydaje się heroicznym wyczynem, gdy zestawić je z dokonaniami twardziela pokroju Camerona Hanesa, który w myśl swojej zasady lift, run, shoot codziennie taszczy ciężki głaz pod górę, biega maratony na rozgrzewkę i niezmordowanie szlifuje technikę strzelania z łuku tak, by w decydującej chwili polowania w dziczy nie zadrżała mu ręka?
 

Pracę nad przekładem jego najnowszej książki, Nie do zatrzymania, zaczynałem na zupełnie innym etapie sportowego życia, niż ten sprzed dekady, kiedy siedziałem pod ścianą śmiechu i płaczu. Entezopatia przyczepów Achillesa skutecznie pozbawiła mnie możliwości uprawiania ukochanej dyscypliny sportu na bliżej nieokreślony czas. (Pozdrowienia dla wszystkich przebierających nogami, ewentualnie jedną nogą, jak ja, w kolejce do NFZ na operację).
 

Z jednej strony słowa autora sprawiały, że jakaś siła sama pchała mnie za próg. Z drugiej zaś skłaniały do zastanowienia nad tym, co rzeczywiście oznacza bycie „nie do zatrzymania”. Czy człowiek naprawdę jest „nie do zatrzymania”, jeśli potrafi zatrzymać go własne ciało? Być może. Tylko że patrząc z tej perspektywy, należałoby zdefiniować te słowa na nowo. Nie jako: nigdy się nie zatrzymuj, tylko: nie pozwól, żeby zatrzymanie oznaczało kres drogi.
 

Cierpienie z wyboru

„I co ja mam teraz zrobić?” – pytam w przestrzeń. „Odporność to zdolność do dosłownego podnoszenia się z kolan, po tym, jak zostałeś powalony” – odpowiada mi książka słowami Mike’a Glovera, byłego żołnierza Zielonych Beretów. „Keep Hammering” – dokłada swoje motto Hanes: nie ustępuj, walcz, choćby nikt nie zwracał uwagi na twój wysiłek. Robisz to dla siebie; skazujesz się na cierpienie, które wybierasz sam, aby lepiej przygotować się na to, które ześle ci los. W podobnych słowach wypowiadają się inni twardziele i twardzielki, z którymi rozmawia autor: David Goggins, Courtney Dauwalter, Rich Froning i cała plejada osób wyjątkowych. Każda z tych osób przedstawia swoją drogę na szczyt, naznaczoną nieustępliwością i bólem, a niekiedy trudnymi powrotami z dna – jak Natalie Eva Marie, która wyrwała się ze szponów alkoholizmu.
 

Autor nie słodzi i nie owija w bawełnę, podkreślając rolę ciężkiej pracy i poświęcania czasu na to, co kochasz, niezmordowanie, dzień po dniu. Posługuje się surowym, chwilami nieoszlifowanym językiem, nie wygwiazdkowując słów uznawanych powszechnie za obraźliwe… lecz może nie bezzasadnie? Bo jak inaczej opisać zmagania, przy których półmaraton na atestowanej trasie, z punktami żywieniowymi i toi-toiami ku zaspokojeniu potrzeb obu końców układu pokarmowego, zaczyna przypominać spacer po bułki?
 

Z ową surowością współgrają nieskomplikowane rady, bo tak naprawdę nie trzeba wiele, by sprawdzić jakość gliny, z jakiej nas ulepiono. „Niemarkowa koszulka. Wyblakła poplamiona czapka. Nie chodzi o sprzęt. Chodzi o trening i wysiłek. Chodzi o to, żeby zacząć. A potem zacząć od nowa” – pisze, a mnie przechodzą ciarki na myśl o swoich pierwszych biegowych zmaganiach.
 

Pasja

Hanes nie szczędzi nam też opisów swojej największej życiowej pasji – myślistwa łuczniczego. To jej jest podporządkowane całe jego życie; to ona pcha go ku niebezpiecznym przygodom w dziczy, gdzie jeden fałszywy ruch może być zgubny, o czym przekonał się jego najserdeczniejszy przyjaciel, płacąc zań najwyższą cenę.
 

Zaznaczę, że nie po drodze mi z myślistwem dowolnego rodzaju. Nigdy nie zrozumiem satysfakcji płynącej z zabicia zwierzęcia dla sportu i licytowania się na jego wielkość czy poroże. Ale też nie muszę, mimo że akurat te fragmenty książki – plastyczne i do bólu szczere – były dla mnie emocjonalnie najtrudniejsze.
 

Znacznie chętniej wypatrywałem kolejnych okazji do kręcenia głową z niedowierzaniem – bo jak wygrać trzy najbardziej prestiżowe ultramaratony w ciągu jednego lata? Dauwalter, która dokonała tego w 2023 roku, na pytanie, czego to wymaga, odpowiada żartem: „Mnóstwa cheeseburgerów”.
 

Kiedy trzeba się zatrzymać

Uśmiechnąłem się, czytając poradę Dauwalter, w myślach zaś zapytałem autora: „Co cię kręci? Co poza łucznictwem i harówką?”. „Potrzebuję (…) potęgi bijącej z ludzi, którzy pokonują życiowe przeszkody” – odpowiada mi na kartach książki.
 

Zaciskam więc zęby i na swoją skromną skalę staram się nie poddawać. Idę na siłownię, wsiadam na rower. Robię tyle, na ile wciąż pozwala kulejący organizm z nadzieją na to, że kiedyś na nowo poznam smak biegowego startu (a najlepiej także mety). A tymczasem wracam do pracy nad przekładem w poszukiwaniu inspiracji. Znajduję ją w historiach trudnych początków. Znajduję ją w opowieściach tych, którzy mimo życiowych zakrętów wychodzili na prostą.
 

Owszem, takie anegdoty to nic nowego, jednak w mojej sytuacji bardziej motywują mnie przypadki osób, które musiały się po czymś podźwignąć niż urodzonych zwycięzców, zwłaszcza jeśli zostały opisane bez zadęcia i trącania strun współczucia. Tam byłem wczoraj – zdają się mówić po prostu – a potem pokochałem ciężką pracę i dziś jestem tu, gdzie jestem.
 

Cameron Hanes i jego rozmówcy uczą nas, jak być nie do zatrzymania i jak wybierać własne cierpienie. Dziś, gdy już dawno postawiłem kropkę po ostatnim zdaniu w książce, zadaję sobie jednak pytanie, czy równie ważnym sprawdzianem silnej woli nie jest umiejętność niezatrzymywania się także wtedy, gdy nie da się zacisnąć zębów i pobiec mocniej. Bo nie każdą kontuzję da się rozbiegać. Bo niekiedy jedynym wyborem, jaki mamy, jest czekać.
 

Wszystkie cytaty pochodzą z książki „Nie do zatrzymania. Jak zdobyć szczyt i utrzymać przewagę”, Onepress 2026.