|
Co znajdziemy w tej książce? Można powiedzieć, że mniej więcej... wszystko. Wszystko, co łączy się z edycją fotografii i Photoshopem: informacje na temat porządkowania zdjęć, ich edycji i przygotowania do prezentacji.
Znajdziemy tam nawet jeszcze więcej: porady na temat wyboru sprzętu, kalibracji, wywoływania RAW-ów, przygotowania do druku, retuszu portretów i nie tylko, niekonwencjonalnych metod odszumiania... Czy jest to naprawdę „Mistrzowska edycja zdjęć”, można dyskutować; na pewno jest to jednak bardzo szeroko pojęta edycja - co jest oczywiście zaletą. Prawie 700 stron pomieściło całkiem sporo materiału.
Dlaczego makowa?
Otóż dlatego, że Autor pracuje na komputerach Macintosh i to widać. Oprócz Photoshopa, pojawiają się w książce również inne programy, nie tylko ze stajni Adobe. Wiele spośród zalecanych programów czy pluginów funkcjonuje głównie w wersji dla Maców. Z tego też powodu użytkownicy tych komputerów będą z książki bardziej zadowoleni. Niektóre podrozdziały (co prawda, nieliczne i krótkie) są poświęcone tylko omówieniu obsługi programów na komputerach nazywanych u nas sympatycznie makówkami. Co oczywiście nie znaczy, że użytkownikom „zwykłych” pecetów książka się nie przyda - gros informacji dotyczy obu systemów. Poza tym książka sprawia wrażenie, jakby powstawała przez wiele lat - znajdziemy w niej informacje o PS CS3, ale również odniesienia do bardzo wczesnych wersji Photoshopa i realiów z początków ery cyfrowej. To interesujące, choć nie zawsze praktyczne. Przy okazji: nie trzeba zbyt dosłownie traktować dopisku w tytule „CS3 PL”; polecenia są pisane po polsku i po angielsku, a porady są na tyle uniwersalne, że nadadzą się dla użytkowników i CS4, i CS2 w większości również.
A, B, C i dalsze kroki
Wykorzystywanie narzędzi i wszystkie procedury, kolejne kroki operacji na zdjęciach są opisywane szczegółowo, choć czasem przydałoby się szersze wyjaśnienie motywów doboru parametrów. Oprócz dokładnych opisów, co trzeba robić, miło byłoby też znaleźć więcej wyjaśnień, dlaczego właśnie tak i co byłoby, gdyby dobrać inne parametry czy zaznaczyć inne opcje. Martin Evening jest praktykiem edycji i to widać: przedstawione porady dotyczą praktycznych, realnie występujących problemów. Czasem opis sprawia jednak wrażenie, jakby jego autor tak się przyzwyczaił do swoich ulubionych narzędzi, że już się nie zastanawia, dlaczego na danym zdjęciu właśnie w ten sposób ich używa - a czytelnikom ta wiedza by się przydała.
Dzięki dokładnym opisom działań „krok po kroku” książka nadaje się dla początkujących użytkowników Photoshopa. Wiedza w niej zawarta jest jednak na tyle szeroka, że i zaawansowani skorzystają. Ci drudzy, jeśli się skupią odpowiednio, będą mogli po prostu ją czytać, od czasu do czasu zerkając do programu by coś przećwiczyć; początkujący natomiast powinni „czytać” przed komputerem, z myszką w dłoni klikając po kolei zadane polecenia, by się nie pogubić. Język opisu, choć szczegółowy, bywa bowiem nie do końca jasny. Sama musiałam się przez chwilę zastanowić, o co chodzi na przykład w rozdziale „Rozdzielone barwienie” (s. 151 i następne), zanim stwierdziłam, że efekt jest bardzo ładny, a przedstawione metody (kilka!) proste i warte zapamiętania.
Ratunku, nic nie widzę!
Największą i w zasadzie jedyną poważną wadą książki jest to, że na części ilustracji po prostu nie widać efektu, który jest prezentowany, zajmując czasem parę stron. Na przykład na stronach 209-212 mamy podrozdział „Wyostrzanie zawartości miękkich krawędzi” - czyli coś, co każdy chciałby zrobić, gdyby tylko mógł. Procedura wymaga wielu kroków, a na koniec przykładowy portret zaprezentowano podzielony na dwie połówki: jedną wyostrzoną, drugą nie. W ślepym teście nie sposób zgadnąć, która jest która. Takich przykładów (dotyczących nie tylko wyostrzania) jest niestety sporo. To poważny problem, bo nie widząc efektu na ilustracji, czytelnik nie wie, jaki właściwie miał on być. Niewidzialny? Chyba nie. Czy więc warto w ogóle przeklikiwać się przez kolejne kroki, skoro nie wiadomo, jakie mają być skutki, a w związku z tym, czy o takie właśnie nam chodzi i czy jest to metoda dobra dla zdjęcia, które chcemy edytować? Czy jest w ogóle do czegoś dobra? Z mojego doświadczenia wynika, że przeważnie tak, ale... przecież książka jest przeznaczona dla ludzi, którzy mają się dopiero na jej podstawie uczyć. Tacy przeważnie nie są w stanie wyobrazić sobie efektu przez samo tylko czytanie opisu. Sytuację trochę ratuje płyta z materiałami dodatkowymi. Rozumiem, że podręcznik nie jest wielkoformatowym albumem, w którym można wyraźnie wydrukować każdy piksel - ale nie zmienia to faktu, że problem „niewidocznych efektów” istnieje.
Kocha, nie kocha...
Czytając Mistrzowską edycję zdjęć miałam mieszane uczucia. Z jednej strony, ogrom i różnorodność materiału (a cały jest przeznaczony dla fotografów, nie grafików!) sprawia, że jest to cenna lektura. Fakt, że autor przedstawia kilka metod dojścia do części efektów tym bardziej zachęca, podkreślając jego kompetencje. Z drugiej strony jednak mamy ilustracje, które nie ilustrują omawianych zagadnień oraz język, który nie zawsze jest jasny. Więc warto, czy nie warto? Po zastanowieniu stwierdziłam, że nawet jeśli przedstawione metody edycji nie zawsze uważam za optymalne, to na pewno nie są one nieprawidłowe; czytelnik, który przeklika się przez tę książkę, sporo się nauczy - o edycji, ale przede wszystkim o wykorzystaniu programów z grupy Photoshopa, niuansach narzędzi i ustawieniach, na które warto zwracać uwagę. Nawet, jeśli efektów nie zobaczy od razu.
DIGITAL FOTO VIDEO, 16/03/2010 |

|