Jak wiecie od pewnego czasu eksperymentuję na tym blogu ze zdjęciami. Nazywam to eksperymentowaniem, ponieważ nie miałam do tej pory kompletnie żadnej wiedzy na temat robienia zdjęć, niekoniecznie też chciałam ją zdobywać. Trudno mi jednak było pisać o jedzeniu jednocześnie nie pokazując na zdjęciach tego, co jem i o czym piszę. A picture is worth a thousand words. Najpierw poszedł więc w ruch aparat telefonu komórkowego.
Wraz z kolejnymi próbami zrobienia dokumentacji fotograficznej moich wizyt w rożnych restauracjach, zaczęło do mnie docierać, jak trudną sztuką jest fotografia kulinarna, szczególnie w świetle zastanym. Wtedy też dotarło do mnie, że sama tego nie zrobię, że potrzebuję wiedzy, że muszę się po prostu nauczyć, w jaki sposób podejść do tematu.
Zastanawiałam się co kupić (poza tym, że aparat). Podstawowe podręczniki fotografii ... nie do końca się sprawdzają w fotografii kulinarnej. Zaczęłam drążyć temat i wreszcie znalazłam „Ujęcia ze smakiem” Helene Dujardin. Przeczytałam w jeden weekend. Połknęłam po prostu. Autorka jest jednocześnie blogerką kulinarną i wprawdzie prowadzi bloga o potrawach, które sama przygotowuje, niemniej jednak i tak znacznie mi do niej bliżej niż do fotografa reportażysty czy pajzażysty.
Oczywiście jest to książka dla początkujących, czyli takich jak ja. Duża część poświęcona jest stylizacji dań, która mnie zupełnie nie dotyczy. Wszystko pozostałe jednak dotyczy mnie bardzo. Mamy więc bardzo zrozumiały opis ekspozycji, trybów działania aparatu, wyjaśnienie pojęć przysłony, czasu naświetlania i ISO. Przede wszystkim jednak mamy genialny opis kompozycji, która wydaje się w fotografii kulinarnej mieć znaczenie kluczowe.
Książka Dujardin nie byłaby nic warta, gdyby nie zawierała olśniewających fotografii całkowicie poświęconych tematyce kulinarnej. Oczywiście to jest w pewnym sensie inna dziedzina niż moja. Dujardin bawi się ozdobnikami, dobiera starannie rekwizyty, dania skrapia wodą, podmalowuje, stylizuje po prostu. Nigdy tego nie zrobię. Ja „przychodzę na gotowe”, dania przygotowuje kucharz, nie będę ich też w żaden sposób poprawiać wizualnie, bo dla mnie liczy się smak tego, co za chwilę będę jadła. Starałam się jednak wynieść z tej książki jak najwięcej dla siebie.
Nie ma co ukrywać, nie nauczę się wszystkiego z książki, poszłam więc też na szybki weekendowy kurs fotograficzny. Muszę jednak przyznać, że gdyby nie książka Dujardin uważałabym, że takie słowa jak ogniskowa mogą być zrozumiałe wyłącznie przez fizyków. Daleko mi rzecz jasna do stwierdzenia, że umiem, mogę natomiast powiedzieć, że po części wiem nad czym pracować. Polecam wszystkim, którzy zaczynają swoją przygodę z fotografią kulinarną.
fro.blox.pl froasia, 2012-04-23
Wydana przez Helion książka „Ujęcia ze smakiem. Kulisy fotografii kulinarnej i stylizacji dań" to unikat -może niekoniecznie w fotografii, ale na pewno rzadkość w świecie kulinariów. Choć uwielbiamy podziwiać piękne, smakowite zdjęcia potraw, zwykle nie zastanawiamy się, jak one powstawały. Więc czas na taką refleksję, na taką lekturę...
Helene Dujardin w sposób bardzo oryginalny, subiektywny wprowadza nas w świat „ujęć ze smakiem", pozostawiając jednak czytelnikowi wiele miejsca na wątpliwości, dochodzenie do własnych prawd i odkryć w tej dziedzinie.
Dzięki tej książce z każdą kolejną stroną - wzbogaconą w liczne ilustracje - opanowujemy wiedzę, która pozwoli uwiecznić każde kulinarne dzieło (najlepiej przez siebie przygotowane...). W ten sposób - pozostając w kuchni - będziemy w stanie upiec dwie pieczenie na jednym ogniu - dobrze się najemy, a przy okazji stworzymy sobie szanse na wykonanie fantastycznego zdjęcia.
W trakcie lektury zdobywamy wiedzę teoretyczną przydatną nie tylko przy fotografowaniu potraw. Uwagi i spostrzeżenia dotyczące sprzętu, kompozycji oraz sposobu oświetlenia fotografowanego obiektu z pewnością będzie można wykorzystać podczas podejmowania innych tematów.
Z precyzją charakterystyczną zarówno dla kucharza jak i fotografa poznajemy podstawy sztuki uwieczniania zaplanowanych obiektów kulinarnych, poznając zarówno znaczenie światła, konstrukcji aparatu, pozbywając się dylematów związanych z jakością obrazu i wypracowując własny styl.
Autorka wyraźnie rozdziela fotografowanie w świetle naturalnym od wykorzystywania światła sztucznego, zdecydowanie opowiadając się za naturą z jej wszystkimi zaletami. Jednak „zmuszona" do fotografii w świetle sztucznym, z równym zapałem dzieli się swoją wiedzą i bogatym doświadczeniem.
Wiele miejsca poświęca także zasadom kompozycji obrazu -umiejscowienia głównego tematu, asymetrii, regule trójpodziału, głębi ostrości czy kątom widzenia. Zdradza swe tajniki przygotowań do sesji, planowania ujęć oraz aranżowania sceny.
I choćbyśmy byli już najbardziej doświadczonymi fotografami świata, dobrze jest zapoznać się ze spostrzeżeniami i radami Helene Dujardin, nim przystąpimy do „dania głównego", czyli fotografii kulinarnej. Otoczeni rekwizytami, propozycjami tła, nakryć i obrusów, zagłębiamy się w takie pozorne drobiazgi, jak wysokość i kolor, korzystając ze sposobów sugerowanych przez autorkę na dopełnienie i urozmaicenie sceny. Rozsmakować się będziemy mogli podczas prób fotografowania przypraw i ziół, bakalii, owoców i warzyw, a tym bardziej deserów i napojów. A więc - smacznego i pięknego!
POLSKA - DZIENNIK ŁÓDZKI .N, 2012-04-28
Pozycja ta to jedna z naprawdę niewielu publikacji traktujących o sztuce robienia kulinarnych fotek. Na początku, podobnie jak we wszystkich podręcznikach do fotografii, poznacie podstawowe informacje i porady, jak w najbardziej efektywny sposób wykorzystać możliwości posiadanego sprzętu. Autorka dużo uwagi poświęca na zapoznanie czytelników z wieloma metodami robienia zdjęć w zależności od rodzaju oświetlenia. Jeśli wahacie się, jak dobrać elementy sztucznego światła do stworzenia udanej fotki, to polecamy uważnie zgłębić poświęcony temu problemowi rozdział. Przydatnym dodatkiem jest również część książki poświęcona podstawowym zasadom kompozycji – dla początkujących to wiedza naprawdę bezcenna. Książka Helene Dujardin z pewnością nie jest skierowana do wszystkich maniaków fotografii. To raczej małe kompendium wskazówek, które przydadzą się hobbystom-amatorom, którzy będą chcieli uwiecznić na zdjęciach swoje kulinarne dzieła. Wiedzcie jednak, że od samego patrzenia na zdjęcia wykonane w oparciu o ten podręcznik można przytyć kilka kilo…
magazynt3.pl 2012-04-20
Jedną z rzeczy, nad którą nieustannie pracuję prowadząc ten Blog jest poprawa jakości umieszczanych na nim zdjęć. Chciałbym nauczyć się robić ładniejsze fotografie przygotowywanych przeze mnie potraw, lepiej oświetlone, inaczej kadrowane, w milszych dla oka i ciekawszych kompozycjach. Niedawno na rynku pojawiła się polska wersja książki „Plate to pixel” autorstwa Helene Dujardin, czyli „Ujęcia ze smakiem. Kulisy fotografii kulinarnej i stylizacji dań”. Tytuł chyba dokładnie mówi o tym, czego możemy się dowiedzieć i nauczyć po lekturze tej pozycji. Kiedy tylko dowiedziałem się, że w księgarniach pojawiła się ta książka miałem zamiar ją zamówić, jednak na krótko przed złożeniem zamówienia w księgarni, wydawnictwo Helion przysłało mi jeden egzemplarz do zrecenzowania. Tak więc zaczynam…
Autorem książki jest znana kulinarna blogerka, prowadząca blog Tartalette, na którym jak się domyślacie, znaleźć można setki pięknych zdjęć jej najróżniejszych potraw. Sama autorka, jak pisze we wstępie do książki, zaczynała swoją przygodę z fotografią kulinarną jako zupełna amatorka, robiąc najprostszym kompaktowym aparatem zdjęcia swoich wyrobów cukierniczych, aby jej współpracownicy z cukierni wykorzystywali je jako wzór do przygotowywania kolejnych wypieków. Helene Dujardin jest dziś jedną z bardziej znanych fotografek kulinarnych, w dalszym ciągu prowadzi blog ale również szkolenia, warsztaty foto oraz kulinarne.
Pierwszą rzeczą która rzuca się w oczy po wzięciu do ręki tej książki jest jej solidne wydanie. Książka jest dobrze sklejona, wydrukowana na grubym kredowym papierze, dzięki czemu nie powinna szybko ulec zniszczeniu, nawet przy częstej pracy z fotografowaniem potraw w warunkach kuchennych. Poradnik ten napisany jest lekkim językiem, zagadnienia techniczne opisane są na tyle przystępnie, że będą cennymi informacjami dla każdego kto dopiero zaczyna przygodę z fotografią. Ciekawym dodatkiem są częste wtrącenia, w których autorka opowiada historie i doświadczenia z całego swojego życia i przygód związanych z fotografią oraz z pisaniem bloga.
Pierwsza część książki, a dokładniej dwa pierwsze rozdziały poruszają absolutne podstawy podstaw fotografii. Dowiecie się z nich co to przesłona, czas naświetlania lub czułość ISO. Poznacie podstawowe tryby pracy aparatu. Jeśli nie jesteście zupełnymi foto-amatorami, możecie spokojnie przejść do lektury kolejnych sześciu rozdziałów, które dotyczą kolejno fotografowania w świetle naturalnym i sztucznym, przygotowania do sesji i co według mnie najciekawsze i dla mnie dotychczas najtrudniejsze (widzę, że blogerki mają z tym mniej problemów) – kompozycji oraz stylizacji. Ostatni rozdział dotyczy postprodukcji czyli końcowej obróbki zdjęć w programach graficznych i właściwie bardzo ogólnikowo zajmuje się tym zagadnieniem. Ja akurat nie mam z tym problemu, ponieważ uważam że wiadomości i wskazówki, których autorka dostarcza nam we wcześniejszych rozdziałach, odpowiednio przyswojone pozwalają bardzo często wykonać fotografię bez konieczności jej retuszowania. Kolejność wszystkich rozdziałów układa się w spójną całość a treści w nich zawarte z pewnością wyczerpują większość pytań od blogerów kulinarnych, bo tak, uważam że pozycja ta skierowana jest głównie do tej grupy odbiorców, których nomen omen jest w polskim Internecie coraz więcej.
Książkę „Ujęcia ze smakiem” oceniam bardzo wysoko. Dowiedziałem się z niej kilku rzeczy o których wcześniej nie miałem pojęcia, podpatrzyłem kilka trików i rozwiązań, które mam nadzieję z efektem, już niedługo będę wykorzystywał w moich fotografiach. Fajnym i bardzo praktycznym dodatkiem okazała się ogromna ilość fotografii, z dokładnym opisem parametrów z jakimi zostały wykonane. Bardzo cenne, jak już wspomniałem, okazały się rozdziały dotyczące kompozycji i stylizacji. Być może zainwestuję trochę w sprzęt do sztucznego oświetlenia. Szczerze polecam tą pozycję każdemu kulinarnemu blogerowi, który chciałby poprawić zdjęcia w swoim serwisie i jednocześnie zwiększyć jego oglądalność. Polecam ją również każdemu kto zaczyna interesować się fotografią i nie wie jeszcze czy będzie chciał robić zdjęcia krajobrazów, portretów czy może właśnie potraw powstających w jego kuchni.
fitness-food.pl Karol, 2012-04-17
„Ujęcia ze smakiem. Kulisy fotografii kulinarnej i stylizacji dań” to ciekawa książka napisana przez Helene Dujardin. Ślicznie wydana, wręcz albumowa zachęca do oglądania zdjęć najróżniejszych potraw. Szybko się czyta. Książka przyda się, myślę wszystkim blogującym o jedzeniu.
Dla mnie wnioski były następujące: albo coś jest pyszne albo zabójczo wygląda. Dzięki wiedzy Dujardin nie mam już wątpliwości, jeżeli chcę mieć piękne zdjęcia na blogu muszę im poświęcić wiele czasu.
Powinnam układać specjalne kompozycje, czasem nie dogotować makaronu albo groszku by pierwszy zachował sprężystość a drugi kolor. Powinnam skompletować sobie zestaw najróżniejszych talerzy a nie robić zdjęcia na tym na czym jem naprawdę. Ważne jest to bym fotografowała w dziennym świetle czyli gotowanie po 20 odpada. Powinnam też zostawiać sobie półprodukty, które dodam do zdjęcia by zobrazować proces gotowania – to zadanie wydaje się najłatwiejsze i możliwe do spełnienia. Nie powinnam fotografować na stole przy którym jem bo z pewnością nie ma na im idealnego porządku i kadry będą zabałaganione.
Można by długo wymieniać. Albo pyszne albo śliczne zdjęcie. Ja wybieram pyszne bo po prostu jestem głodna! Postaram się skorzystać z rad Dujardin – zadbać o jadalną kompozycję moich zdjęć. Na resztę nie mogę się zgodzić bo wszystko co na zdjęciach szybciutko trafia do żołądka, a nie mam ochoty jeść zimnej jajecznicy czy tostów, które ostygły.
Dujardin pokazuje, że trzeba dokonać wyboru, na razie stoją po stronie jadalności kosztem wyglądu, po stronie ciepłego jedzenia, któremu pstrykam jedno, dwa zdjęcia.
Może kiedyś zmienię zdanie na razie jednak wolę jeść i cieszyć się z tego co trafia na jeden z moich dwóch kompletów porcelany. Wolę używać mojego ulubionego widelca a nie szukać „gadżetów” by zdjęcie było klimatyczne.
oneginetatopa.blogspot.com Dota Szymborska
„Ujęcia ze smakiem” to świeżo wydany poradnik Helene Dujardin, poświęcony fotografii kulinarnej. Autorka pochodzenia francuskiego, od kilkunastu lat obywatelka USA, magister historii, opowiada o swojej przypadkowo odkrytej pasj,i jaką stała się dla niej fotografia jedzenia. Zakładając bloga kulinarnego o nazwie „Tartelette” w 2006 roku, Helene szybko zyskała uznanie wśród czytelników. Dzięki profesjonalnym zdjęciom, świetnemu wyczuciu estetyki w dekoracji dań, Helene zaistniała również w licznych publikacjach oraz mediach takich jak „Elle”, „Forbes”, „The Times”, „CNN”, „Marta Stewart” i innych.
Poradnik jest instrukcją dla tych którzy chcieliby spróbować swoich sił w fotografii jedzenia. „Ujęcia ze smakiem” to zbiór cennych porad począwszy od podstaw takich jak rola światła, poprzez analizę trybów w aparacie, kończąc na szczegółowych poradach przygotowujących nas do sesji, odpowiedniej stylizacji i kompozycji potraw. W książce nie zabrakło również rozdziału poświęconego postprodukcji, czyli uwag dotyczących kopiowania, edycji zdjęć, ich przechowywania oraz udostępniania jak i praw autorskich.
Podstawy fotografii
Autorka podkreśla, że bez względu na to jaki mamy aparat, jesteśmy właścicielami lustrzanki czy kompaktu, posiadając podstawową wiedzę o fotografii, możemy robić fantastyczne zdjęcia. „Jeśli chcesz tworzyć piękne zdjęcia, musisz rozumieć rolę świateł i cieni, kompozycji i przesłony, czułości i balansu bieli, a także wielu innych czynników”, dodaje. Kluczową rolę podczas robienia zdjęć stanowią prawidłowe ustawienia w aparacie. Niezależnie od modelu, tryby fotograficzne są jednakowe dla wszystkich aparatów, a ich znajomość to absolutna podstawa. Nie należy zapominać o odpowiednim ustawieniu balansu bieli, czułości matrycy (ISO), przysłony oraz czasu naświetlania. To właśnie dzięki znajomości tych funkcji możemy osiągnąć niepowtarzalny efekt, dobrać odpowiednią głębię ostrości i nadać zdjęci indywidualny charakter.
Kompozycja i stylizacja
„Ujęcia ze smakiem” nauczą nas również jak stworzyć ciekawą kompozycję potraw, które chcemy sfotografować. Ważne jest przemyślane umiejscowienie głównego tematu w kadrze. Element przewodni nie koniecznie musi się znajdować po środku, może być też ustawiony asymetrycznie aby nadać zdjęciu bardziej niestandardowy charakter. Przy aranżacji naszej kompozycji przyda się zapoznanie się z regułą trójpodziału, która polega na umieszczeniu kluczowych elementów kadru w tzw „ gorących punktach”. Reguła ta ma na celu stworzenie kompozycji która jest naturalnie atrakcyjna dla ludzkiego oka. Autorka zachęca przede wszystkim do intuicyjnego podejścia w kompozycji, odejścia od sztywnych reguł oraz traktowania ich ze swobodą.
„Ujęcia ze smakiem” Helene Dujardin to poradnik z pewnością godny polecania, przede wszystkim ze względu na ciekawe, konkretne i uporządkowane informacje na temat fotografii, osobisty charakter jaki autorka nadała swojej książce ale również liczne piękne ilustracje jedzenia.
gotujmy.pl domix
Od kilku lat możemy zaobserwować stale rosnące zainteresowanie gotowaniem i zdrowym odżywianiem, w Internecie pojawia się coraz więcej blogów o tematyce kulinarnej. Odwiecznym problemem blogerów był jednak brak wiedzy fotograficznej i, o ile gotowały świetne dania, problemem były zdjęcia, które niepodparte żadną wiedzą i warsztatem fotograficznym– nie zachęcały ani trochę. Jakiś czas temu, dzięki wydawnictwu Helion, pojawiła się na rynku książka Helene Dujardin pt. „Ujęcia ze smakiem“. Wydawnictwo to w całości poświęcone jest fotografii oraz stylizacji dań, co zdaje się być tym, na co wszyscy kulinarni blogerzy czekali.
Na pierwszy rzut oka książka prezentuje się wyśmienicie, papier jest bardzo dobrej jakośc,i dzięki czemu na zdjęciach mamy dobre odwzorowanie kolorów i szczegółów. Cieszy również przejrzystość książki, a odpowiednia proporcja ilości tekstu do zdjęć na stronach sprawia, że książkę czyta się jednym tchem i nie ma momentu, by nadmiar tekstu mógł czytelnika znużyć. Niesłychanie ciekawym rozwiązaniem są granatowe tabelki z boku stron, w których zawarte są najciekawsze i najważniejsze porady.
Publikacja składa się z ośmiu (logicznie i spójnie podzielonych) rozdziałów. Autorka zaczyna od podstaw fotografii, następnie przechodzi do bardziej złożonych pojęć jak światło, przysłona czy czułość ISO. Te rozdziały są kierowane przede wszystkim do osób w ogóle nie związanych z fotografią (osoby znające się na fotografii śmiało mogą zacząć książkę od następnego- 3 rozdziału). Kolejne dwa działy to wiedza wykorzystywana w fotografii kulinarnej- czyli jak robić zdjęcia w świetle naturalnym oraz sztucznym. Następnym tematem poruszonym przez autorkę jest kompozycja, zwraca uwagę na różnicę pomiędzy środkiem kadru, a jego bokami, tłumaczy między innymi czym jest reguła trójpodziału i perspektywa. Kolejne rozdziały poświęcone są bezpośrednio stylizacji dań, czyli jak przygotowywać się do sesji, jak stylizować odpowiednie danie (genialny rozdział z podziałem na stylizacje dań ciepłych, lodów, przypraw, owoców, sosów, itd.). W ostatnim rozdziale Helene daje nam rady dotyczące postprodukcji. Bardzo ciekawym rozwiązaniem są dodatki na końcu książki, autorka informuje nas z jakich stron można kupić sprzęt fotograficzny, dodatkowy asortyment jak sztućce czy starocie, czy oprogramowanie do postprodukcji (niestety wszystkie linki prowadzą do sklepów zza oceanu, gdzie obecnie mieszka pani Dujardin). W tym dziale znajdziemy również linki do blogów kulinarnych, na których można podpatrzeć, jak zdjęcia kulinarne robią inni znani i cenieni blogerzy.
Helene Dujardin z pochodzenia francuska, a od kilkunastu lat mieszkająca w Stanach Zjednoczonych, z zawodu jest mistrzem cukiernictwa, od 2006 roku prowadzi bloga. Tartelette jest blogiem poświęconym kulinariom, dekoracji i stylizacji potraw. Z czasem Helene zaczęła interesować się fotografią, by móc pokazać swoje wypieki, dania i dekoracje w coraz to ładniejszy sposób. Pewnego dnia postanowiła zająć się tym profesjonalnie i dziś jest zawodowym fotografem kulinarnym. Uważam, że historia Helene jest bardzo ważna, ponieważ nie patrzy na dania okiem fotografa, jak na kolejny produkt który trzeba sfotografować na potrzeby zleceniodawcy- wykształcenie cukiernicze, doświadczenie jakiego nabrała pracując w wielu restauracjach, prowadzenie kulinarnego bloga, powoduje, że doskonale zna realia i problemy z jakimi na co dzień mogą spotkać się blogerzy i fotografowie kulinarni. Etapy rozwoju autorki dają Jej dużo wiedzy i doświadczenia jeśli chodzi o aspekty kuchenne, niestety w książce często wychodzą braki warsztatu fotograficznego.
Już po kilku stronach „Ujęć ze smakiem” zrobiło na mnie wrażenie lekkość czytanego tekstu. Bardzo często zdarza się, iż książki fotograficzne napisane są językiem zaawansowanym, co dla hobbystów, którzy nie zajmują się tym zawodowo z pewnością jest problematyczne. Używane zwroty branżowe, skróty, czy zaawansowane pojęcia spotykam tak często, że sam niejednokrotnie musiałem w Internecie szukać podpowiedzi o czym mowa. A nie o to w tym wszystkim chodzi – a o dotarcie do potencjalnego odbiorcy. Helene swoją książkę kieruje do miłośników gotowania, którym chce pomóc w robieniu zdjęć, a nie zawodowych fotografów. Dlatego na duży plus zasługuje użyty język, który jest pozbawiony fotograficznych pojęć do minimum, a jeżeli już się jakieś pojawia to na końcu książki czeka na nas słowniczek, który w łatwy i przystępny sposób opisuje pojęcie. Autorka bardzo często odnosi się do danych pojęć w formie przypomnienia. Na każdym kroku (czasami, aż do przesady) daje się odczuć, że Helene tłumaczy pojęcia fotograficzne jak dziecku w pierwszej klasie. Trzeba przyznać, że rozdziały o fotografii i działaniu aparatu napisane są w bardzo przystępny sposób, co w połączeniu ze zdjęciami (backstagu), na którym pokazane jest jak ustawiony jest aparat względem dania i źródła światła, powoduje, iż nawet Ci, którzy nie zrozumieją tekstu, mogą zobaczyć i zrozumieć o czym mówi autorka. To kolejny duży plus. Często w książkach brakuje zdjęć „z planu”, a pokazywany są tylko efekty końcowe, przez co czytelnik musi się domyślać jak zrobiono dane zdjęcie, jak rozstawiono lampy, czy użyto jakiś dodatkowych rekwizytów, tutaj mamy wszystko podane jak na tacy.
Autorka publikacji na każdym kroku z chęcią dzieli się zdobytą wiedzą i doświadczeniem, czasami można odnieść wrażenie, że obnaża całą siebie. Często wśród fotografów możemy zauważyć, że każdy skrzętnie chowa swoje kruczki, nie chce się dzielić wiedzą, którą zdobywał latami. Helene jest zupełnie inna (może dlatego, że z zawodu jest cukierniczką J ). Z pewnością nie zaskoczę nikogo, jeśli zdradzę, że informacji takich jest dużo więcej w rozdziałach o jedzeniu niż o technice fotograficznej. Cieszy mnie, iż autorka podkreśla, że sposób w jaki wykonała dane zdjęcie nie jest jedynym prawidłowym sposobem, bardzo często zachęca do próbowania, „kombinowania” i odnalezienia złotego środka dla siebie samego. Gdy tłumaczy oświetlenie, perspektywę, czy chociażby zakup aparatu takiej, a nie innej marki, zawsze zwraca uwagę, iż „mój wybór nie jest jedynym dobrym, po prostu jednym z wielu, Ty poszukaj swojego”. Często w innych publikacjach autor twierdzi, iż przedstawiony przez niego sposób jest jedynym prawidłowym.
Co ciekawe często wspomina innych blogerów i fotografów kulinarnych, a wręcz zachęca do odwiedzania ich stron i szukania inspiracji, nie wspominając o tym, że w dodatku podaje adresy ich stron internetowych, więc można stwierdzić, że reklamuje konkurencję. To bardzo zdrowe podejście autorki. Widać, że przede wszystkim zależy Jej, by czytelnicy robili ciekawe i różnorodne zdjęcia.
Jako osoba zajmująca się fotografią na co dzień i znająca podstawowe działanie aparatu, najbardziej zaciekawiły mnie rozdziały dotyczące kompozycji i stylizacji potraw. Konkretna wiedza oparta na przykładach, zdjęciach i komentarzach spowodowała, iż Helene wytłumaczyła mi co z czym łączyć, czego nie dotykać, i na jakie szczegóły zwracać uwagę. Podobnie, jak we wcześniejszych rozdziałach i tutaj pojawiają się zdjęcia planu, bądź jak kto woli „krok po kroku”. Autorka na przykładzie poszczególnych dań pokazuje jak zdjęcie wyglądało na początku, a jak zmieniało się w momencie dodawania kolejnych elementów dekoracji. Jak i wcześniej, tak i tutaj, opisuje wiele technik, sposobów dekorowania i komponowania dań, jednak nie narzuca czytelnikowi swoich metod, zachęca do działania po swojemu. Jednak nie jestem do końca pewny czy dla osób początkujących (a do nich przecież w dużej mierze kierowana jest książka) jest to dobre rozwiązanie. Z pewnością woleliby poznać jakieś podstawy, kanony i kierunki którymi mogliby podążać na początku, by w następnych etapach poszukiwać swoich ulubionych metod.
Dużym rozczarowaniem był dla mnie rozdział o postprodukcji. W nim objawiło się szczególnie, iż autorka jest cukiernikiem, a fotografem tylko z zamiłowania. Myślę, że wszyscy liczyli na szczegóły jak obrabiać zdjęcia kulinarne by wyglądały jeszcze lepiej: które kolory może bardziej uwydatnić, co w jaki sposób schować za pomocą różnych sztuczek, które dają nam programy do obróbki zdjęć. Zamiast tego dostajemy rozdział w którym autorka opisuje jak zgrywać zdjęcia, jak je nazywać, drukować, publikować w Internecie czy przesyłać do klienta. Dla mnie rozdział ten to mała kompromitacja zarówno autorki jak i osób odpowiedzialnych za wydanie książki. Co tyczy się obróbki autorka przedstawia tylko programy z nazwy (brak chociażby wypisania poszczególnych wad i zalet) używając na koniec, jakże często pojawiającego się w książce stwierdzenia: „ja używam tego, ale masz też program x,y,z, sam sprawdź który najbardziej odpowiada Twoim potrzebom”.
Podsumowując, uważam że jest to dobra pozycja. Każdy znajdzie coś dla siebie; blogerzy trochę wiedzy technicznej (myślę, że wystarczającej by robić lepsze zdjęcia, jednak mogłoby być tej wiedzy więcej, zwłaszcza dla osób troszkę bardziej zaawansowanych), fotografowie jak poruszać się w tematyce zdjęć kulinarnych (wcześniej nie mieli żadnej pozycji na ten temat). Jednak pozostaje pewien niesmak co do warsztatu. Widać po zdjęciach, że autorka nie jest fotografem, przez co zdjęcia nie są w 100% poprawne, często przepalone, bądź z za dużymi cieniami w niedoświetlonych miejscach (często ważnych dla danego dania). Natomiast widać, że w tematach kulinarnych, zwłaszcza jeśli chodzi o kompozycję i stylizację, jest po prostu chodzącym geniuszem. Robi to bardzo dobrze i potrafi to w ciekawy i przystępny sposób przekazać. Na koniec proponuję zapoznać się z mottem, które autorka umieszcza w książce, a według mnie bardzo pasuje do tej recenzji:
„Fotografowanie jedzenia to nieustannie ewoluujący świat kompozycji, stylizacji i aranżacji, który można eksplorować bez końca. Zawsze znajdzie się jakiś nowy rodzaj oświetlenia czy ciekawa sztuczka, pozwalająca wydobyć naturalne piękno potrawy. Chciałbym osiągnąć mistrzostwo w fotografii kulinarnej? Jesteś cierpliwy, pełen pasji i skłonny do poświęceń ? To nie czekaj ani chwili dłużej, weź aparat do ręki i zaczynamy…”.
flash-group.pl 2012-04-12
Jeżeli gotujesz i chcesz uwieczniać swoje potrawy na zdjęciach to nieocenioną pomocą może okazać się książka napisana przez Helene Dujardin odsłaniająca kulisy fotografii kulinarnej i stylizacji dań.
Kulinarne blogowanie zdobywa w Polsce coraz więcej zwolenniczek. Dla wielu pań domu, spędzających czas na opiece nad dziećmi i gotowaniu dla rodziny to świetny sposób na rozwijanie swoich artystycznych zainteresowań i internetową komunikację z osobami o podobnym hobby. Wszak robienie zdjęć wykonanym potrawom to wcale nie jest proste zadanie. Wymaga ono nabycia wielu umiejętności. A może być kreatywne i bardzo inspirujące!
Każdy komu wydawało się, że wykonanie dobrego zdjęcia potrawy to przysłowiowa „bułka z masłem” musiał przeżyć rozczarowanie. To nie jest tak, że stawia się talerz na stole, naciska spust migawki i już – jest piękne zdjęcie. Nic bardziej mylnego! Wykonywanie fotografii kulinarnych jest na Zachodzie rozwiniętą dziedziną. W przypadku zdjęć przeznaczonych do reklam to wręcz przemysł, zatrudniający wielu specjalistów potrafiących wyczarować obrazy, które nie pozwalają nam przejść obojętnie obok reklamy restauracji czy produktu spożywczego. Fotografowanie potraw w domu nie wymaga, rzecz jasna, aż tyle zachodu, ale również nastręcza sporych trudności. W jaki sposób dobrać właściwe światło? Jak ułożyć potrawę by wyglądała apetycznie, a nie jak bezkształtna papka? Czym otoczyć talerz by zdjęcie zachęcało do bliższego zapoznania się z jego zawartością? O tym wszystkim pisze Helene Dujardin w książce „Ujęcia ze smakiem”, która niedawno ukazała się w Polsce nakładem wydawnictwa Helion.
Helene z pewnością jest znana wielu blogerkom. Sama prowadzi kulinarnego bloga pod nazwą Tartelette, który gromadzi pasjonatów dobrych zdjęć i potraw. Blog ten stał się też punktem wyjścia do książki, w której Helene podpowiada jak przygotować się do fotografowania potraw, jak stylizować scenerię, w której umieścimy nasze dania, jak panować nad naturalnym światłem, a także czym fotografować, bo nie jest tak, że każdy aparat nadaje się do fotografii kulinarnej. „Ujęcia ze smakiem” są pod tym względem wiarygodną kopalnią różnorodnych pomysłów. Autorka książki sama fotografuje używając do wykonania zdjęć bardzo prostych środków i metod.
Dysponuje wprawdzie profesjonalną lustrzanką z zestawem wysokiej klasy obiektywów, ale fotografowane obiekty układa na zwykłej desce, blacie, obrusie. Przystawia do okna, używa firanki do rozpraszania światła lub zwykłej białej kartki do jego odbijania. Tym samym pokazuje czytelniczkom jak najlepiej wykorzystać elementy dostępne w każdym domu do stworzenia obrazów zapadających w pamięć. Nie mówi czytelnikowi, jak wielu autorów poradników: „ja fotografuję w wielkim, profesjonalnym studio, ale ty w swoim domu możesz zrobić to samo”, nie obiecuje, że we własnej kuchni zrobimy zdjęcie jak z reklamy wielkiego koncernu spożywczego. Wręcz przeciwnie – radzi, jak przy skromnych możliwościach uzyskać możliwie najlepsze rezultaty. Ale też nie szczędzi profesjonalnych trików. Z książki czytelnik dowie się na przykład jak przygotować się do fotografowania lodów, by smakołyk nie roztopił się tuż po pierwszym ujęciu albo jak wygospodarować w domu miejsce dla fotograficznych poczynań, tak by przygotowywane codziennie posiłki sprawnie fotografować zanim zostaną podane domownikom. Wszystko to składa się na atrakcyjną i zarazem przystępną całość, dlatego książka „Ujęcia ze smakiem” może stać się znakomitym pierwszym krokiem w doskonaleniu kulinarno-fotograficznego hobby. Warto ją mieć.
salonliteracki.eu WP
Takie książki należą do rzadkości i, szczerze mówiąc, nie wiem dlaczego. Bo zapotrzebowanie jest duże i wiele osób chętnie kupowałoby takie książki, gdyby tylko było ich więcej. Ponarzekam sobie trochę przy okazji też na polskie książki kucharskie, wśród których mi jest ciężko znaleźć taką, która byłaby ciekawa, z dobrymi przepisami i z ładnymi zdjęciami. Od czasu do czasu pojawiają się perełki, i to wszystko. Zresztą ja sama więcej dobrych zdjęć kulinarnych widzę na blogach niż między stronami książek. Bo choć ludzie należący do polskiej blogosfery (może poza pojedynczymi wyjątkami) nie kończyli szkół fotograficznych, nie studiowali na ASP ani w łódzkiej filmówce, to niektórzy z nich mają doświadczenie, którym mogliby zmiażdżyć niejednego profesjonalistę z dyplomem. Bo uczą się sami, tkwiąc nad miską zupy albo jedną kluską godzinami (od czego bolą później plecy), dobierając kolory, faktury, robią wygibasy z aparatem, a jeszcze jak ktoś tak jak ja nie lubi fotografować inaczej niż przy świetle dziennym, to musi się z tym całym majdanem tak sprężyć, żeby zdążyć przed zachodem słońca (w zimie - do 15). I właśnie ci kulinarno-fotograficzni zapaleńcy pokochają tę książkę. Ma mnóstwo prostych rad i wskazówek, jest konkretna i - co najważniejsze - prosta. Minusem wielu książek do nauki fotografii jest to, że ich autorzy używają zagmatwanego języka, tłumaczą proste rzeczy w skomplikowany sposób albo używają zwrotów z branży, których nie rozumie nikt poza nimi i ich znajomymi. A tutaj tego brak. Ujęcia ze smakiem bardzo pomagają w samouczeniu się. A zdjęcia, które są w środku i cała stylistyka książki są absolutnie cudowne. Stanowczo domagam się większej ilości takich tytułów.
bookmeacookie.blogspot.com Kuchareczka, 2012-04-06
Smakowite ujęcia. Dla kogo jest ta książka?
Zanim odpowiem na to pytanie, zastanówmy się: od kogo ?
- Autorką książki jest Tartalette, chyba jedna z najbardziej znanych blogerek kulinarnych, prowadząca bloga pod tytułem .. Tartalette.
- Tartalette zaczynała jako amatorka, jednak teraz jest znaną fotografką jedzenia, pracuje nad wieloma projektami prowadzi warsztaty kulinarne, które rozchodzą się jak ciepłe bułeczki, więc z pewnością potrafi przekazywać wiedzę.
Dla kogo nie jest odpowiednia ta książka?
- nie jest to książka dla osób szukających szczegółowych wyjaśnień czy wzorów – tutaj trzeba sięgnąć do innej literatury.
- nie jest to (raczej) książka dla osób zainteresowanych komercyjną fotografią jedzenia – nie znajdziecie tutaj tricków stylistów pt. „i teraz polej wszystko niejadalnym olejem, żeby ładnie błyszczało”.
- niewiele informacji znajdą tutaj fotografowie studyjni
Ujęcia ze smakiem to książka pisana przez blogerką, osobę, która kocha jedzenie i zazwyczaj fotografuje w stylu naturalnym.
Dla kogo jest ta książka? Może dla Ciebie, przekonamy się pod koniec recenzji :-)
Wydanie książki.
Kilka słów o wydaniu. Jak widać polska okładka jest brzydka i wiele osób o tym pisało, więc nie będę się powtarzać.
Dodam jednak, że tak jak inne książki fotograficzne wydawnictwa Helion, książka jest świetnie wydana – dokładnie tak, jak oryginał. Gruby, kredowy papier, nasycone kolory etc. Bardzo porządnie i solidnie sklejona. Tak więc szpecąca okładka skrywa bogate wnętrze!
Styl książki.
Książka jest napisana w bardzo „amerykańskim” stylu. Helen unika patosu czy skomplikowanych wyjaśnień. Opowiada historyjki ze swojego życia i ze swojej pracy, jako blogerki i fotografki. Czasem ma się wrażenie, że siedzi obok Ciebie i coś Ci podpowiada :-) Wrażenie to jest mocniejsze, przynajmniej dla mnie, w wersji angielskiej.
Poruszane w książce zagadnienia – co znajdą tutaj początkujący?
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że książka jest przeznaczona w dużej mierze (ale nie tylko) dla osób początkujących. Na początku znajdziecie tematy takie jak przysłona w aparacie, ISO, czas naświetlania etc., czyli podstawy obsługi aparatu.
Przez tę część przebrnęłam dość szybko – in plus smakowite zdjęcia, na których Helen pokazuje, w jaki sposób osiągnęła dany efekt. Więcej pokazuję w filmach, tutaj jednak powiem, że autorka zawsze obrazuje to o czym mówi za pomocą zdjęć. Tłumaczy co to jest ISO? - zobaczycie zdjęcia truskawek z różnymi wartościami ISO. Tłumaczy co to jest balans bieli? Zobaczycie przykłady.
Dla mnie, jako średniozaawansowanego użytkownika aparatu, nie były to odkrywcze rozdziały, ale miło było popatrzeć na ładne zdjęcia.
Coś dla bardziej zaawansowanych.
Bardziej zaawansowani użytkownicy docenią zapewne rozdział o odbijaniu i rozpraszaniu światła. Osobiście zaciekawił mnie także ten o świetle sztucznym – był to temat, którego w ogóle nie znałam. Na korzyść książki przemawia też to, że Helen nie stosuje wielu rekwizytów studyjnych, więc nie zginiemy w gąszczu.
Uwaga! Pisząc o oświetleniu, korzysta z potężnych lamp halogenowych (więcej mówię o tym w dłuższej recenzji), które są raczej poza zasięgiem przeciętnego amatora. Niemniej, skorzystałam sporo z jej porad, fotografując z lampami studyjnymi (tutaj możecie zobaczyć moje przykładowe zdjęcie ze sztucznym oświetleniem – indyjskie ladoo).
Dla każdego coś dobrego.
Przede wszystkim jest to książka dotycząca fotografii jedzenia. Dodajmy, że naturalnej fotografii – czyli takiej, która opiera się w dużej mierze na naturalnym wyglądzie jedzenia (co nie znaczy, że nie można troszkę oszukać tu czy tam;)) oraz naturalnym świetle.
Ponieważ interesuje nas fotografia kulinarna, znajdziemy ciekawe rady dotyczące między innymi kompozycji, odbijania światła czy stylizacji potraw. Dowiecie się między innymi:
- co powinno znaleźć się w niezbędniku stylisty żywności?
- jak zaaranżować scenę do fotografii jedzenia?
- jak najlepiej wykorzystać światło naturalne?
- jak ładnie stylizować sałatki?
- jak apetycznie sfotografować lody?
Oprócz tego znajdziecie też krótki rozdział dotyczący archiwizacji i obróbki zdjęć (bardzo pobieżny), kilka porad w jaki sposób zabezpieczyć zdjęcia przed kradzieżą czy w jaki sposób je sprzedać – są to jednak rady przeznaczone głównie dla obywateli Stanów.
Dodatki i różności.
Miłym dodatkiem (przynajmniej dla mnie), było zestawienie całego sprzętu, którego używa i używała Helen, a także źródeł, gdzie zaopatruje się w dodatki do stylizacji jedzenia. Dla niektórych ciekawy może się okazać krótki rozdział o postprodukcji, przechowywaniu zdjęć i kopii zapasowych.
Tłumaczenie.
Drobna uwaga: jeśli chodzi o tłumaczenie książki, przyznam szczerze, że nie przeczytałam polskiej wersji od deski do deski (za to angielską, jak najbardziej!). Tłumaczenie wydało mi się całkiem zgrabne (nawet zabawne, jak choćby notka „statyw-wywrotyw”) i nie zauważyłam nieścisłości – jeśli jednak ktoś z Was ma tę książkę po polsku i już czytał, dajcie znać!
Ujęcia ze smakiem – podsumowanie.
Myślę, że książka powinna znaleźć się w biblioteczce wszystkich zainteresowanych fotografią kulinarną.
Nie każdy lubi specyficzny (dla mnie zbyt cukierkowy i nieco „ustawiany”) styl Tartalette, ale nie można jej odmówić talentu.
Wiele rzeczy przedstawionych w tej książce było mi znanych (podstawowe ustawienia aparatu i takie tam), ale zawsze dobrze jest przeczytać uporządkowany wywód. Książka zmobilizowała mnie np. do regularnego manipulowania światłem. Nauczyłam się też paru ciekawych tricków (np. tego, że lody lekko podtopione za pomocą słomki do picia, będą wyglądać ciekawiej) oraz zmobilizowałam do robienia zdjęć tylko i wyłącznie w formacie RAW.
Tak szybko na koniec. Plusy książki:
- przyjemnie i prosto napisana
- obejmuje różne aspekty fotografii jedzenia
- skupia się na naturalnej fotografii jedzenia
- dużo rad do zastosowania w domowym zaciszu
- piękne i porządne wydanie
- kawał dobrej roboty
Minusy
- brzydka okładka
- (z punktu widzenia osoby bardziej zaawansowanej): rozdziały niepotrzebne przeznaczone na wprowadzenie do fotografii – te informację mogę znaleźć w innych książkach. Z punktu widzenia osoby początkującej zapewne będzie to plusem.
ziolowyzakatek.com.pl Atria, 2012-03-29
Dzięki tej książce w mig opanujesz wiedzę, która pozwoli Ci uwiecznić Twoje kulinarne dzieła. Jak mówi stare powiedzenie, upieczesz dwie pieczenie na jednym ogniu, czyli dobrze zjesz, a przy tym zrobisz fantastyczne zdjęcia. Pamiętaj o jednej żelaznej zasadzie: najpierw fotograf ujesz, potem konsumujesz! Na początek zdobędziesz trochę wiedzy teoretycznej dotyczącej sprzętu, kompozycji oraz sposobu oświetlenia fotografowanego obiektu. Potem odkryjesz, jak sfotografować dania główne, smażone, sosy, napoje oraz przyrządy do jedzenia. Nauczysz się także obrabiać zdjęcia w cyfrowej ciemni - dodawać efekty, korygować wady i udostępniać efekty swojej pracy. Smacznego!
COMPUTER ARTS 2012-04-01
Ta książka wypełnia niszę, bo temat fotografii kulinarnej, choć coraz bardziej popularny, do tej pory traktowany był raczej po macoszemu.
Książka, jest dobrze przemyślana i rozplanowana graficznie. Podzielona została na rozdziały, które stopniowo wprowadzają w świat fotografii kulinarnej. Osoby znające podstawowe aspekty Obstugi aparatu mogą pominąć wstęp o przysłonie, jednak nie wolno im przeoczyć rozdziału o pracy ze światłem. Helene starannie opisuje każdą sytuację oświetleniową i robi to w tak obrazowy sposób, że każdy Czytelnik bez problemu samodzielnie zaaranżuje podobny set-up we własnym domu. Zaletą tej książki jest fakt, że przedstawione zdjęcia nie wymagają zmyślnego sprzętu, autorka nie popisuje się swoją wiedzą, czujemy, że naprawdę chce czegoś nauczyć i bardzo się do tego przykłada. Większość prezentowanych fotografii można wykonać przy użyciu podstawowych akcesoriów, trzeba tylko wiedzieć jak z nich korzystać. Dlatego autorka dokładnie opisuje każde ze zdjęć, technikę wykonania a czasami także kulisy powstawania konkretnego dania. Powodem pewnego niedosytu może być jedynie brak możliwości skosztowania prezentowanych potraw.
W książce znajdziecie cenne informacje dotyczące fotografowania nietrwałych dań czy deserów dzięki czemu dowiecie się jak fotografować sosy, dania smażone, gorące i zimne napoje lub lody, by w czasie sesji wyglądały znakomicie. Wszystkie wskazówki zilustrowane są pięknymi zdjęciami, które biją świeżością i aromatem prezentowanych potraw.
Najważniejszą częścią książki są rozdziały poświęcone kompozycji, przygotowaniu do sesji i stylizacji dań. Dużo miejsca poświęcono doborowi odpowiednich akcesoriów kuchennych, obrusów, łyżeczek, miseczek i samej zastawy stołowej, czyli elementom, które często stanowią dopełniający, ale nadal bardzo ważny element wielu fotografii. Autorka podkreśla, że każda potrawa ma swój charakter, trzeba umieć go określić by dobrze oddać go na zdjęciu.
„Ujęcia ze smakiem", to książka, do której nie można zasiąść z pustym żołądkiem gdyż smakowite fotografie sprawiają, że od razu ma się ochotę zajrzeć do lodówki, a w skrajnych przypadkach rzucić wszystko i zabrać się za gotowanie.
Digital Camera Polska .MŚ, 2012-04-01
„Plate to pixel” autorstwa Helene Dujardin to pierwsza książka traktująca stricte o fotografii kulinarnej, która wpadła w moje ręce. Miało to miejsce już jakiś czas temu, ale gdy tylko dowiedziałam się, że zostanie wydana również w Polsce, postanowiłam napisać swoją recenzję tej książki.
Dla porządku dodam jeszcze tylko, że w recenzji bazuję na angielskiej wersji elektronicznej, kupionej przez amazon.com. Sądzę jednak że trudno mi się będzie oprzeć wersji polskiej, głównie ze względu na na prawdę śliczne zdjęcia. Jeśli się na nią zdecyduję na pewno dodam jeszcze swoje trzy grosze na temat oprawy i wydania.
Kiedy zaczęłam się interesować fotografią kulinarną, sporo czasu spędziłam poszukując wartościowych materiałów, książek, kursów i blogów z których mogłabym czerpać informację. Pozycji książkowych (również po polsku) jest na prawdę dużo,
O autorce
Helene Dujardin jest z wykształcenia cukiernikiem, a swoje doświadczenie zdobywała pracując w restauracjach. Wtedy też zdobywała swoje pierwsze doświadczenia z fotografią kulinarną, które zaowocowały założeniem własnego bloga - Tartelette w 2006 r. Okazało się bowiem, że robienie zdjęć sprawia jej równą (jeśli nie większą) frajdę, co przygotowywanie deserów. Od tamtej pory Helene przebyła drogę od fotografa amatora do profesjonalisty, współpracując z różnymi magazynami.
O książce
Treść jest podzielona tematycznie na osiem rozdziałów, ułożonych w logiczny ciąg. Autorka prowadzi czytelnika po kolei, od podstawowych informacji o fotografii i ustawieniach aparatu, poprzez aspekty oświetlenia naturalnego i sztucznego (łącznie z omówieniem sprzętu, od chałupniczych rozwiązań po profesjonalny sprzęt), kompozycji i stylizacji aż po postprodukcję w programie graficznym. Spis treści książki można znaleźć tutaj.
Mimo, że pierwsze rozdziały są poświęcone technicznym aspektom fotografii, nie znajdziesz tu specjalistycznego żargonu, za to wszystkie zagadnienia wyjaśnione są w bardzo przystępny sposób, i co najważniejsze pokazane na konkretnych przykładach, z komentarzem autorki. Większość porad i wskazówek udzielana jest z punktu widzenia osoby, która samodzielnie gotuje a następnie fotografuje dania we własnym domu, są więc dostosowane do realiów z jakimi fotografowie amatorzy i blogerzy kulinarni spotykają się na co dzień.
Autorka ma też interesujące podejście do tematu. Przedstawia różnorodne techniki (oświetlenia, kompozycji itd.), nie mówi natomiast definitywnie że coś jest właściwe lub nie, ale raczej zachęca do eksperymentowania i szukania własnego stylu.
Co mnie ujęło w tej książce?
Na rynku dostępnych jest sporo książek o fotografii oraz o jej konkretnych aspektach, ale bardzo niewiele omawiających te zagadnienia z punktu widzenia fotografii kulinarnej. Dodatkowym atutem książki jest jej prosty język, pozbawiony technicznego żargonu, zrozumiały również dla foto amatora. Tłumacząc różne zagadnienia Helene powołuje się często na własne doświadczenia
Istotne jest też to, że porady których udziela autorka są jak najbardziej możliwe do zastosowania w warunkach domowych, bez konieczności posiadania drogiego sprzętu czy studia. Helene ujęła mnie we wstępie pisząc, że zaczynała swoją przygodę z fotografią kulinarną od kompaktu, a swoją pierwszą lustrzankę kupiła, gdy możliwości poprzedniego aparatu stały się dla niej ograniczeniem.
Każdy temat jest bardzo dokładnie opisany a każde zagadnienie ilustrowane przykładowymi fotografiami. Z kolei każda fotografia zawiera informacje o parametrach ekspozycji, co również stanowi ważną wskazówkę dla początkującego fotografa.
Minusy?
Wydaje mi się, że książka mogłaby być nieco lepiej zorganizowana. Autorka przekazuje całą masę pożytecznych informacji, ale brakowało mi wypunktowań lub podsumowujących tabelek. Ostatecznie czytając, robiłam swoje notatki, wypisując najważniejsze informacje.
Wydaje mi się również, że rozdział o postprodukcji potraktowany został dość powierzchownie. Nie należy się nastawiać na dokładne informacje o obróbce zdjęć w programie graficznym. Autorka wspomina jedynie o kilku programach do obróbki zdjęć i wymienia podstawowe metody retuszu. Poza tym w rozdziale tym znajdują się jeszcze informacje o czytnikach kart pamięci, archiwizowaniu zdjęć oraz ich udostępnianiu, moim zdaniem również dość pobieżne. Zatem osoby szukające przede wszystkim informacji na te tematy, powinny się rozejrzeć za dodatkową lekturą.
Uwagi na temat wersji elektronicznej
Tak jak wspominałam na początku, swoją recenzję opieram na wersji elektronicznej książki. Mam ona pewną wadę, a mianowicie pomyloną kolejność zdjęć. Nie jest to wielki problem, ale dla mnie było to trochę denerwujące, kiedy zamiast zdjęcia o którym autorka wspomina w tekście znajdowałam w całkiem innym miejscu. Myślę jednak, że te problemy dotyczyły jedynie wersji elektronicznej.
Czy warto kupić tą książkę?
Uważam, że ta książka prawdziwy skarb dla zupełnych nowicjuszy w temacie, ale nie tylko. Myślę, że również wśród osób zainteresowanych szeroko pojętą fotografią kulinarną, jest to pozycja obowiązkowa. Osobiście żałuję, że tej książki nie było na rynku kiedy byłam zupełnie „zielona” w tym temacie, i sama musiałam się mozolnie przedzierać przez gąszcz ten informacji.
wobiektywie.fotografiaodkuchni.com 2012-01-11
Cieszę się, że ta książka została wydana w języku polskim. Kulinarnego bloga Helene czytuje od dawna, to jeden z moich ulubionych blogów, właśnie ze względu na zdjęcia – lekkie, pastelowe. „Ujęcia ze smakiem” to książka o fotografii potraw, tak mogę powiedzieć w skrócie. To książka o tym, jak fotografować jedzenie aby chciało się je jeść.
Sama doskonalę swój warsztat fotograficzny i choć ostatnio więcej skupiam się na estetyce filmów, to chciałabym aby moje zdjęcia były jeszcze lepsze, bardziej apatyczne i bardziej wpadające w oko.
„Ujęcia ze smakiem” Helene Dujardin to książka dla pasjonatów, dla tych z Was, którzy fotografują jedzenie, prowadzą własne blogi kulinarne lub po prostu chcą uwiecznić gotowe danie i pochwalić się efektem chociażby pod Kotletowym przepisem (wiecie, że uwielbiam Wasze zdjęcia, prawda? zawsze mnie cieszy każde kolejne, więc fotografujcie, jak najwięcej!).
Idąc tym tropem mogę powiedzieć (troszkę naciągając), że jest to książka dla każdego :) fajnie przeczytać, fajnie potrenować. Książka składa się z ośmiu części, od tych podstawowych o aparacie i jego funkcjach, przez światło, stylizacje aż po retusz zdjęć. Przyznam, że sama przeczytałam książkę od początku do końca, pomijając jedynie w dużej mierze ostatni rozdział „Postprodukcja”, bo osobiście nie interesuje mnie korekta zdjęć. Staram się tak robić zdjęcia aby już nic w nic nie poprawiać, żeby trafiały do Was tak, jak je przed chwilą zrobiłam. Dla mnie to i oszczędność czasu i powód do dumy, choć chciałabym aby zdjęcia były jeszcze ładniejsze :)
Tak, jak wspomniałam książka podzielona jest na osiem rozdziałów: 1. Podstawy fotografii; 2. Ustawienia i tryby działania aparatu fotograficznego; 3. Fotografowanie w świetle naturalnym; 4. Fotografowanie w świetle sztucznym; 5. Kompozycja; 6. Przygotowanie do sesji; 7. Stylizacja; 8. Postprodukcja.
Osobiście mnie zainteresowały rozdziały środkowe, w każdym znalazłam coś dla siebie, o stylizacji potraw, świetle i aranżacji mogłabym czytać jeszcze więcej. W książce podoba mi się mnogość ilustracji, w zasadzie każde zagadnienie jest dobrze zilustrowane, co pozwala lepiej przyswoić materiał i działa na wyobraźnię. Coś dla wzrokowców.
Ogólnie zdjęcia to ogromny atut książki. Lubię blog autorki (www.tarteletteblog.com), lubię jej zdjęcia i fajnie jest zobaczyć, jak wiele kompozycji powstawało w trakcie, jak różnymi ulepszeniami, detalami, światłem poprawiała jedno zdjęcie aby w końcu stało się idealne. Bo przecież czasem jeden detal może zaważyć na całym zdjęciu.
Osobiście książkę polecam, lektura obowiązkowa w kuchni każdego fotografa kulinarnego, w tym jak najbardziej amatora :)
kotlet.tv 2012-03-21
Dzięki uprzejmości wydawnictwa Helion otrzymałam egzemplarz książki Helene Dujardin „Ujęcia ze smakiem”. Wcześniej nie słyszałam o pozycji, która zajmuje się wyłącznie tematyką fotografii kulinarnej. Z wielką więc chęcią zabrałam się do lektury.
Jak już wspomniałam, jestem zupełną amatorką, jeśli chodzi o fotografię. Jednak zawsze z zazdrością patrzę na wspaniałe aranżacje i zdjęcia blogerów, którzy mają do tego więcej zapału i cierpliwości.
Kiedy tylko pierwszy raz zaczęłam pobieżnie przeglądać „Ujęcia ze smakiem” nie mogłam oderwać wzroku od tych niesamowitych zdjęć! Nie ukrywam, że takie fotografie zachęcają do przeczytania książki i sprawdzenia, jak taki efekt uzyskać.
Ważny dla mnie był fakt, że autorka nie tylko fotografuje potrawy, ale sama jest z wykształcenia cukiernikiem i zdobyła dużo kulinarnego doświadczenia pracując w restauracji. Mam wrażenie, że dzięki temu potrafi dostosować się do realiów, z jakimi blogerzy oraz fotografowie amatorzy spotykają się na co dzień. Lepiej rozumie również potrzebę, aby zdjęcia rzeczywiście oddawały to, co w potrawie najciekawsze. Bardzo spodobał mi się jej pomysł, aby w przypadku odpowiedniej stylizacji dania, najpierw dokładnie wczytać się w przepis i zastanowić się, co nadaje niezwykłość danej potrawie, a następnie uwydatnić to na zdjęciu.
Książka składa się z ośmiu rozdziałów od podstaw fotografii, ustawień aparatu, naturalnego i sztucznego oświetlenia, odpowiedniej kompozycji i stylizacji dań, aż po postprodukcję w programie graficznym. Taki podział zagadnień jest bardzo logiczny i spójnie układa się w całość.
Bardzo podobały mi się rozdziały kompozycja i stylizacja. Zawierały wskazówki, które można wykorzystać, aby odbiorca patrząc na zdjęcie miał ochotę od razu zabrać się do przygotowania danej potrawy. Warto przytoczyć tu motto, którym kieruje się Dujardin „Potrawa ma wyglądać tak apetycznie, żebym miał ochotę ją zjeść… a nie tak pięknie, bym bał się jej dotknąć”.
Lekkim rozczarowaniem okazał się dla mnie rozdział o postprodukcji, ponieważ nastawiłam się na dokładne informacje dotyczące obróbki zdjęć w programie graficznym. Autorka potraktowała go jednak bardzo powierzchownie, głównie wymieniając programy z których można skorzystać, bez podawania ich wad i zalet.
Spodziewałam się, że książka będzie pisana trudnym, specjalistycznym językiem. Na szczęście każde zagadnienie jest wyjaśnione w przystępny sposób, nawet dla osób, które wcześniej nie miały pojęcia o podstawach! Największym atutem jest również pokazanie konkretnych przykładów na zdjęciach. Przyznam szczerze, że bez tych fotografii opatrzonych dokładnymi komentarzami, mogłabym nie zarejestrować, czasem bardzo subtelnych ale i ważnych detali.
Pomimo, iż Helene Dujardin opisuje wiele technik, nie narzuca czytelnikowi swoich ulubionych, wręcz zachęca do poszukiwania metod, które najbardziej nam odpowiadają. W pewnym sensie wolałabym jednak być bardziej ukierunkowana (od czego zacząć), ponieważ mając tak ogromny wybór na pewno trudno będzie mi od razu wszystko przetestować. Problemem jest dla mnie również brak specjalistycznego sprzętu i dodatkowych akcesoriów fotograficznych. Na szczęście autorka daje kilka wskazówek, jak można wykorzystać w tym celu rzeczy, które zapewne każdy z nas ma w domu np. prześcieradło.
Moje odczucia odnośnie tej pozycji książkowej są jak najbardziej pozytywne. Myślę, że zawiera wiele ciekawych wskazówek. Polecam nie tylko amatorom, szczególnie osobom zainteresowanym fotografią kulinarną.
Miłej lektury.
marta-gotuje.pl 2012-03-20
Fotografia to szlachetna, choć trzeba przyznać, niełatwa sztuka. Wybór odpowiedniego światła, złapanie idealnego kadru i wreszcie przedstawienie ciekawej historii, która w ciągu kilku sekund ma przyciągnąć i zainteresować potencjalnego odbiorcę. W teorii być może brzmi to banalnie, jednak, każdy, kto choć raz miał aparat w ręku, powinien zdawać sobie sprawę z trudności podobnego zadania. Jeżeli fotografia jest dla nas czymś więcej niż tylko wciśnięciem spustu na kompakcie z automatycznymi ustawieniami, książka Ujęcia ze smakiem. Kulisy fotografii kulinarnej i stylizacji dań może okazać się prawdziwym zdrojem wiedzy.
Helene Dujardin mierzy się z fotografią od kilku ładnych lat, a wyniki jej pracy możemy często podziwiać w książkach lub czasopismach poświęconych kulinariom. Autorka nadchodzącego bestsellera prowadzi również swojego bloga, na którym możemy się przekonać o jej fotograficznych umiejętnościach.
Co prawda w księgarniach znajdziemy wiele pozycji, traktujących o robieniu zdjęć, jednak ciężko spotkać taką, która napisana jest z myślą o pasjonatach kulinarnej sztuki. Pani Helene Dujardin daje nam liczne wskazówki, które pozwolą tak sfotografować przygotowane danie, że już od samego patrzenia pobudzą się nasze kubeczki smakowe.
Jeśli posiadasz kulinarne zacięcie, a do tego lubisz chwalić się swoimi kuchennymi dziełami w Internecie, książka Ujęcia ze smakiem sprawi, że najprostsze nawet danie zyska niepowtarzalny rys. Dowiemy się jakie światło wybrać do jak najlepszej prezentacji naszych pieczeni, ciast czy sałatek, przeczytamy o tym, w jaki sposób wykadrować dowolne danie oraz jak posługiwać się głębią ostrości, by każde zdjęcie nabrało indywidualnego charakteru.
Warto wspomnieć, że Helene Dujardin znana jest również jako zawodowa stylistka potraw, a większość przedstawionych w książce dań jest jej autorstwa. Dzięki temu nauczymy się również w jaki sposób urozmaicić i ozdobić dowolną potrawę, tak żeby była jak najbardziej atrakcyjna wizualnie.
Jeśli ktoś uważa, że wielka fotograficzna sztuka wiąże się jedynie z przedstawieniem portretów, pejzaży i aktów, jest w wielkim błędzie. Helene Dujardin udowadnia, że nawet zdjęcie zwyczajnej owocowej sałatki pretendować może do miana dzieła sztuki. Jeśli zatem i w Tobie tkwi dusza artysty, nie wahaj się! Być może masz w sobie ukryty potencjał, a po przeczytaniu tej książki każde z wykonanych ujęć będzie prawdziwie smakowite.
MojePrzepisy.pl 2012-03-01
Kilka miesięcy temu wydawnictwo Helion zapytało mnie o opinię na temat wydania w polskim przekładzie książki Helene Dujardin "Plate to Pixel".
Bardzo się ucieszyłam z tego pomysłu, bowiem nie ma chyba nikogo, kto nie znałby Helene i jej pięknego bloga Tartelette.
Bloguję już na tyle długo, by pamiętać początki zarówno Tartelette, jak i innych kulinarnych blogerów, których styl i umiejętności w ciągu tych kilku lat codziennej pracy ewoluowały do poziomu, który pozwala im na podejmowanie pracy zawodowej przy profesjonalnych sesjach zdjęciowych.
Tworzą one własne książki, współpracują przy innych wydaniach, pisują i fotografują dla czołowych magazynów kulinarnych - nie wspomnę tu o francuskim Elle a Table czy też amerykańskim Martha Stewart Living.
Na przestrzeni wielu lat, z dostępem do aparatów cyfrowych, fotografia kulinarna przeszła ogromną metamorfozę. Wystarczy zajrzeć do dowolnej książki z przepisami z lat 80-tych czy 90-tych, żeby zobaczyć plastikowe jedzenie w bogatych aranżacjach. Świecące pieczone kurczaki, idealnie pokrojone torty czy glazurowane marchewki tak piękne, że nie istniejące w przyrodzie.
Przypominam sobie swoje początki, kiedy zafascynowana zdjęciami kulinarnymi, postanowiłam wziąć aparat i robić takie same. Każdemu, kto nigdy tego nie próbował, wydaje się to banalne - ot, gotujemy coś, ustawiamy na stole, bierzemy aparat i zrobione. Prawda jednak jest taka, że trzeba przejść długą drogę do tego, żeby ze zdjęć być choć w małym stopniu zadowolonym. Okazuje się bowiem, że a to potrawa jest niefotogeniczna, a to światło nie takie, a to zdjęcie nieostre.
Książkę Helen kupiłam jak tylko ukazała się w wersji angielskiej. Chciałam zobaczyć, co ma do powiedzenia i jakie są tajniki jej pięknej, klimatycznej fotografii.
Przyznam jednak od razu szczerze, że dla mnie ta książka nie była przełomem, nie nauczyła mnie niczego nowego. Czytając ją miałam refleksje dotyczące tego, jak sama poszukiwałam idealnych ustawień aparatu, odpowiednich do zdjęć teł czy naczyń. Przechodziłam podobną drogę w czasie, kiedy w książkach dotyczących fotografii kulinarnej radzono, jak używać gliceryny czy sztucznych kostek lodu, a świat blogosfery kulinarnej dopiero raczkował.
Ale jestem przekonana, że dla każdego, kto pisze do mnie maila: "Jaki to aparat i obiektyw", ta książka będzie odkrywcza i pozwoli mu krok po kroku nauczyć się, że udane zdjęcie to nie tylko aparat i jego ustawienia.
Helen w swojej książce porządkuje te informacje i porady i pokazuje jak osiągnąć to, co chcemy. Jedni wolą się uczyć przez codzienne poszukiwania i eksperymentowanie, inni wolą mieć pewne rzeczy podane na tacy i tutaj tę tacę można znaleźć.
I teraz - pokazałam tę książkę dwóm zawodowym fotografom. Każdy z nich miał do czynienia z fotografią kulinarną i każdy z nich tę książkę skrytykował, jako mało profesjonalną. Usłyszałam pod jej adresem wiele krytycznych uwag, z którymi się nie zgadzam.
Można bowiem być geniuszem kompozycji i kadrowania, tworzyć idealne fotografie, do których inny zawodowiec nie będzie miał żadnych zastrzeżeń. Trzeba mieć jednak to coś, umiejętność pokazania jedzenia w taki sposób, żeby chciały się temu przyglądać tłumy.
I to coś ma Helen, która nie tylko napisała książkę będącą bestsellerem na Amazonie, ale również prowadzi warsztaty i szkolenia z fotografii oraz pracuje przy sesjach do innych książek.
I to, co skrytykuje zawodowiec, ujmie kogoś, kto po prostu lubi jeść.
Jestem zdania, że na rynku mamy wystarczającą ilość nudnych, profesjonalnych poradników, pełnych skomplikowanych sformułowań, które dla kogoś, kto po prostu chce się fotografią bawić, są kolejnym tomem do ustawienia na półce i przeczytania kiedyś, w wolnej chwili (czytaj: nigdy). Myślę, że ta książka jest dobrym początkiem dla kogoś, kto być może później będzie chciał zagłębić się w tajniki kompozycji, rodzaju światła czy też rodzajów obiektywów. To jak pierwszy krok do osiągnięcia tego, co się chce.
Każdy, kto nie wie, jak ustawić czas i przesłonę, znajdzie w niej konkretne wskazówki, ze zdjęciami i przykładami. Helen pokazuje jak wygląda jej domowe studio i jakich gadżetów używa.
Przeczytałam książkę w wersji angielskiej. Otrzymałam teraz jej polski odpowiednik, któremu nie miałam okazji przyjrzeć się dokładniej. Mam jednak inne tytuły tego wydawnictwa, które przeczytałam z zainteresowaniem.
Mam jedno zastrzeżenie do polskiego wydawcy - okładka.
W oryginalnej wersji jest to piękne, charakterystyczne dla autorki, zdjęcie. Polski wydawca dokonał melanżu paru luźno ze sobą związanych fot. Nie wiem, po co.
Ja postawiłabym na oryginał.
Ale to jedyny zarzut.
Polecam wszystkim blogerom kulinarnym i tym, którzy do fotografii nie podchodzą śmiertelnie poważnie.
Jestem pewna, że niemal każdy znajdzie w niej coś dla siebie.
whiteplate.blogspot.com Eliza Mórawska