Wśród autorów poradników obiecujących osiąganie wspaniałych dzieł, Katrin Eismann jawi się jako trzeźwa realistka: świat nie jest idealny, powstające w nim fotografie też idealne nie są, a z czasem coraz bardziej się niszczą. Dodaje jednak szczyptę optymizmu: nie jesteśmy wobec tych faktów bezradni.
Każdy podręcznik podstaw fotografii zaleca dbałość o prawidłową ekspozycję, ustawianie balansu bieli stosownie do warunków i uważne kadrowanie. Ale cóż, świat jest jaki jest. Zdarzają się fotografie źle naświetlone, przebarwione, z bałaganem w kadrze. Jeśli fotografia taka jest z jakiegoś powodu znacząca - przedstawia istotny moment, ważną dla nas osobę - szkoda ją tak po prostu skasować. I tu wkracza Katrin Eismann ze swoją wiedzą, podpowiadając, co i w jaki sposób można zrobić, gdy wydaje się, że zdjęcie jest beznadziejnie zepsute.
Był sobie raz...
... pradziadek na werandzie, pierwszy krok dziecka, które teraz jest babcią Zosią, automobil stryja. Pozostały po nich fotografie - pożółkłe, poplamione, czasem pogięte, ale wciąż dla kogoś ważne. Czy da się naprawić zdjęcie przedarte na pół i oblane herbatą? Najbardziej efektowna, trzecia część książki daje na to pytanie odpowiedź twierdzącą. Da się, choć po pierwsze wymaga to nieco pracy, a po drugie, to już nie będzie to samo zdjęcie - ale jeśli oszustwo zostanie wykonane dobrze, nikt go nie zauważy. Pamiątka pozostanie pamiątką. Trzecia część poradnika to właśnie ta, przy której wydaje się okrzyki: „Nieee, to niemożliwe”. Albo: „Eee, oszukuje”. Owszem, oszukuje, żebrze, pożycza i kradnie - ale tylko piksele. Okazuje się, że pracowitym klonowaniem można dużo naprawić. Jeszcze więcej, jeśli „kradnie” się piksele, czyli klonuje, z innej fotografii. Duże wrażenie robi retusz damy z bukietem, zamieszczony na stronie 265. Brakuje połowy zdjęcia, a i tak zostało odtworzone. Na następnej stronie okazuje się, że retuszer... wykonał kilka własnych, podobnych zdjęć i nimi się posiłkował. Oszustwo? A czyż to nie końcowy efekt jest tym, co się liczy?
Kolory to podstawa...
... i to od nich rozpoczyna się pracę nad fotografią. To zagadnienie jest też poruszone na początku książki, zaraz po krótkim rozdziale dotyczącym ogólnego warsztatu pracy. Korekcja barw i kontrastu to sprawa tym ważniejsza, im bardziej wyblakłe jest zdjęcie. Obrazki pochodzące z czasu początków fotografii barwnej, od początku problematyczne pod względem koloru, z czasem stają się pomarańczowo-bure. Jak uzyskać na nich naturalne kolory? Odbitki przebarwione z różnych powodów, zbyt ciemne, o kiepskim kontraście - wszystko to da się poprawić. Choć nie zawsze efekt jest rewelacyjny, to jednak w każdym przypadku można sprawić, by był o wiele lepszy niż na początku. Korekcja jasności, kontrastu i barw jest konieczna nie tylko na fotografiach starych - nowoczesne, cyfrowe pliki też nie zawsze mają prawidłowo ustawione parametry i trzeba umieć sobie z tym poradzić. Jak? To tłumaczy autorka na prawie 130 stronach.
Cerowanie artystyczne
Czego nie chcemy na zdjęciach oglądać? To jasne: zarysowań, plamek, czasem większych fragmentów obrazu, które wcale nie powinny się na nim znaleźć, jak na przykład śmieci w tle. Wszystko to da się usunąć, a jak, dowiemy się z rozdziału „Usuwanie kurzu, plam i rys”. Sztuka polega na tym, by usuwając elementy niechciane, zachować teksturę i wiarygodność oryginału - śladów retuszu też przecież nie chcemy oglądać. Dużą, a być może nawet główną zaletą tej książki jest prezentowanie porządnego rzemiosła retuszerskiego - takiego, które nie pozostawia miejsca na niedoróbki czy niestaranność. Takiego, które zachowuje tyle z oryginału, ile to możliwe, a jednocześnie starannie ukrywa wszelkie „szwy” i łaty. Trzeba mieć świadomość - a nabywa się jej czytając Restaurację i retusz - że takie postępowanie jest pracochłonne, ale daje najlepsze możliwe rezultaty.
Retusz portretu
Jasna sprawa, retusz portretów jest bardziej newralgiczny niż retusz, dajmy na to, fotografii kwiatów. Tym bardziej trzeba na nim skupić uwagę, co autorka czyni na ostatnich około 150 stronach książki. Najpierw przedstawia retusz „zwykły”, odnoszący się do prywatnych fotografii normalnych osób, a na koniec taki, jakiego wymagają pisma o modzie i urodzie: w stylu glamour, gdzie wszystko ma być idealne, niezależnie od prawdziwego wyglądu fotografowanej osoby. Ten ostatni rozdział jest pouczający z wielu względów: nie tylko możemy się dowiedzieć, jakie techniki stosują edytorzy, ale też wywnioskować, jak bardzo różnią się portrety prawdziwych ludzi od tego, co obserwujemy na okładkach niektórych czasopism. Po uważnej (i popartej ćwiczeniami!) lekturze tych rozdziałów, o edycji portretu czytelnik będzie wiedział więcej, niż kiedykolwiek przypuszczał że istnieje. I zapewne więcej, niż amator kiedykolwiek zdecyduje się zastosować.
Trochę techniki
Treść to jedno, ale warto też wspomnieć o stronie technicznej książki. Każdy rozdział jest pisany jak ciąg ćwiczeń: od łatwiejszych do bardziej skomplikowanych. Postępowanie z danym zdjęciem jest przedstawione krok po kroku, z pokazaniem etapów pośrednich, struktury potrzebnych warstw (przeważnie trochę ich jest!) i wyjaśnieniem, dlaczego właśnie takie a nie inne metody zostały użyte. Pokazane sposoby działania pochodzą nie tylko od Katrin Eismann. Prezentuje ona metody wielu swoich kolegów po fachu, przeważnie razem ze zdjęciami, na których oni pracowali. „Lista zasłużonych” na końcu książki ciągnie się przez trzy strony. Takie pluralistyczne podejście jest dobre: zamiast uczyć się na pamięć „jedynie słusznej” metody, czytelnik uczy się kombinować, która metoda będzie dla danego przypadku najlepsza.
Na koniec ostrzeżenie: to nie jest podręcznik obsługi Photoshopa dla początkujących. Jeśli ktoś nigdy nie korzystał z tego programu, powinien najpierw zapoznać się z pozycjami bardziej podstawowymi, na przykład autorstwa Deke McClellanda. Pani Eismann nie pisze, gdzie znaleźć krzywe i jak zmieszać kanały; zakłada, że czytelnik jest na tyle świadomy, że potrafi bez ściągi znaleźć mikser kanałów czy podciągnąć krzywą czerwieni, powielić warstwę i utworzyć maskę. „Restauracja i retusz” jest poświęcona technikom bardziej skomplikowanym. Po jej przestudiowaniu przestaną się zresztą wydawać aż tak skomplikowane.
Digital Foto Video Ewa Prus