W Tycu, w gospodzie "Pod Lutym Turem", nalecej do opactwa, siedziao kilku ludzi, suchajc opowiadania wojaka bywalca, ktry z dalekich stron przybywszy, prawi im o przygodach, jakich na wojnie i w czasie podry dozna. Czek by brodaty, w sile wieku, pleczysty, prawie ogromny, ale wychudy; wosy nosi ujte w ptlik, czyli w siatk naszywan paciorkami; na sobie mia skrzany kubrak z prgami wycinitymi przez pancerz, na nim pas, cay z miedzianych klamr; za pasem n w rogowej pochwie, przy boku za krtki kord podrny.

Tu przy nim za stoem siedzia modzieczyk o dugich wosach i wesoym spojrzeniu, widocznie jego towarzysz lub moe giermek, bo przybrany take po podrnemu, w taki sam powyciskany od zbroicy skrzany kubrak. Reszt towarzystwa stanowio dwch ziemian z okolic Krakowa i trzech mieszczan w czerwonych skadanych czapkach, ktrych cienkie koce zwieszay si im z boku a na okcie.

Gospodarz Niemiec, w powym kapturze z konierzem wycinanym w zby, la im z konwi sytne piwo do glinianych stgiewek i nasuchiwa ciekawie przygd wojennych.

Jeszcze ciekawiej jednak suchali mieszczanie. W owych czasach nienawi, jaka dzielia za czasw okietkowych miasto od rycerskiego ziemiastwa, znacznie ju bya przygasa, mieszczastwo za nosio gowy grniej ni w wiekach pniejszych.
 