Dawno, dawno temu, mniej więcej 100 lat wstecz, za siedmioma górami i za siedmioma rzekami, w domku z waty mieszkało siedem papierowych ludzików.
Pierwszy o imieniu Króciak uwielbiał jeść naleśniki, drugi - Bonifaś - grać w szachy. Trzeci najchętniej spał, dlatego 
wszyscy nazywali go Rześki. Czwarty i piąty ludzik od urodzenia nie zostali rozcięci nożyczkami, dlateo noszą
wspólne imie - Combo, a najbardziej lubią filmy muzyczne. Szósty ludzik jest wyjątkowy, gdyż wykonany został
z innego papieru. Z tego powodu zadziera nosa a to, co najbardziej lubi, to opowiadać o sobie. Jego imię to Baron. 
Papierowe ludziki mają swojego przywódcę. To ostatni z nich, znacznie od nich wyższy i lekko łysiejący, Mastero.
Nasza siódemka wiodła spokojne życie, pełne zabawy i śmiechu. Wszystko jednak uległo zmianie, gdy w okolicy zagnieździł się
plastelinowy wrolis. Ta paskuda, mająca ciało w połowie lisa a w połowie wrony, zakradała się nocą do wacianej chatki
papieraków (tak bowiem nazywał się gatunek ludzików) i bezczelnie podbierała watę ze ścian domku.
Każdego ranka gromadka naszych ludzików na polecenie Mastero, zamiast do zabawy, musiała udać się do pracy, by stworzyć watę z sierści mchlaków
i załatać dziury w ścianach. Całe szczęście mchlaki rosły na każdym drzewie w lesie. 
Najbardziej niezadowolony z całej sytuacji był Rześki, bo wolałby pospać niż pracować, oraz Baron, który 
wolałby mówić innym o sobie. Niestety podczas pracy potrzebna jest koncentracja, więc nic innego nie da się robić.
W zaistniałej sytuacji chyba tylko Combo byli zadowoleni, bo podczas pracy mogli śpiewać wszystkie piosenki, które usłyszeli tego
lata w pobliskiej rzece. Musicie wiedzieć, że ryby w rzece śpiewają jak nikt inny na świecie, a do tego ostatnio dostały się
na porcelanową akademię muzyczną, więc ćwiczą i wymyślają nowe piosenki.
Po ciężkiej pracy wszystkie papieraki jedzą obiad: naleśniki z naleśnikami. Króciak jest wtedy taki szczęśliwy, że aż mruczy
jak kocopianki. Swoją drogą w piwnicy watowego domku żyją chyba ze 4 kocopianki! Są miłe, niegroźne, żywią się oglądaniem
żółtej od chłodu ubitej ziemi w piwnicy i kroplami wilgoci, które wznoszą się co jakiś czas z podłogi piwnicy ku jego sufitowi.
U Was w piwnicach pewnie też żyją kocopianki i pewnie też jest ich 4, bo taka już ich natura.
Podczas wspomnianego obiadu Bonifaś zawsze zerka na tapczan, gdzie ma rozstawione szachy i gra
tam sam ze sobą, ruszając się jeden raz przy każdym obiedzie. Tak toczy się obecnie życie naszych papieraków, zmącone
wydarzeniami nocnych eskapad wrolisa. Jednak pewnego wieczora Mastero wpadł na pomysł, żeby pogadać z wrolisem. 
Najpierw jednak należało go odszukać. Z samego rana zamiast naprawiać dziury w domku, cała siódemka wyruszyła 
na poszukiwania gniazda wrolisa. Pod koniec pory obiadowej znaleźli gniazdo! Ich oczom ukazał się zawiszony na drzewie kokon, cały niebieski i sapiący, 
jak zmęczony ubieraniem butów gruby trol, któremu brzuch nie pozwala się schylić. Gdy kokon sapie, oznacza to, że 
właściciel jest wewnątrz. Czujna gromadka powoli i ostrożnie podeszła pod siedzibę wrolisa i zapukała. Kokon zamarł, zmienił
kolor na fioletowy. W jego spodzie otworzyła się powoli maleńka dziura i wydobył się z niej nieprzyjemny syk:
- Czego chcecie? Nikt was tu nie prosił! - wysyczał arogancko wrolis.
- Przyszliśmy tutaj, bo chcieliśmy poprosić, byś nie zabierał waty z naszej chatki. - powiedział Combo. Kiedy trzeba było
powiedzieć coś dosadnie i stanowczo, Combo nadawał się do tego idealnie, bo brzmiał dwa razy głośniej od innych papieraków.
- Dobra - zgodził się wrolis.
Szczęśliwe papieraki wróciły do domu i późnym wieczorem zjadły obiad z odgrzewanych naleśników w sosie z naleśników.
Byli bardzo zadowoleni. Ich życie nareszcie wróciło do normy, znowu od rana bawili się i śmiali. Coś jednak zmieniło się na zawsze.
Nauczyli się, że czasami warto zjeść obiad na kolację a odgrzewane naleśniki smakują lepiej!

Koniec.

Autor: Tomasz Jaśniewski.
Inspiracja: papier toaletowy i wata, którą autor napotkał w łazience.
