Recenzje:
Uwaga! Czytasz poradniki psychologiczne? Jeśli tak jak i mnie, motywuje Cię naprawdę głęboka, wewnętrzna potrzeba zmiany, teraz przygotuj się na szok! „Jesteś gotowy uwolnić się OD POTRZEBY ZMIANY”? – pyta Autor Metody Sedony. I nie jest to pytanie retoryczne…

Z racji zainteresowań oraz kierunku studiów przeczytałam w swoim życiu naprawdę wiele książek psychologicznych i poradników. Moda na samorozwój do Polski dotarła stosunkowo niedawno, ale ja już, szczerze powiedziawszy, odczuwam pewien przesyt amerykańskich poradników typu self-help, z okładek których krzyczą chwyty marketingowe w stylu „Jeśli chcesz… zyskać/ stracić/ znaleźć…” lub „Jak…” (w miejsce wielokropków wpisać dowolną ludzką potrzebę czy pragnienie: schudnąć/ znaleźć miłość/ stać się milionerem, itp., itd.). Nie twierdzę oczywiście, że wszystkie te publikacje nastawione są wyłącznie na zysk i tym samym – bezwartościowe. Po prostu, sięgając po kolejną książkę (kiedy z jakiegoś powodu dam się skusić), mam już inną postawę – rozwinięty krytycyzm i wysokie oczekiwania. Z takim nastawieniem otwierałam Metodę Sedony. Twój Klucz do Satysfakcjonującego Życia.

Autor, Hale Dwoskin, popularyzuje odwieczną, buddyjską koncepcję wolności emocjonalnej. Definiuje ją jako stan umysłu, w którym istnieje tylko „tu i teraz” – wolny od bagażu przeszłości i wolny od lęku o przyszłość. Jest to stan absolutnej, bezwarunkowej akceptacji – zarówno rzeczywistości, jak i siebie samego – ze wszystkimi swoimi odczuciami, myślami i emocjami. Kluczem do tak rozumianej wolności jest opuszczenie błędnego koła tłumienia emocji i ich niewłaściwej ekspresji oraz zaprzestanie walki i oporu, bowiem „to, czemu się opierasz, trwa”. Sposobem – droga środka, czyli „uwalnianie”. Celem – „rozpuszczenie” ego, oświecenie… A przynajmniej – wolność od stresu, negatywnych emocji i większa satysfakcja z życia. Jeszcze psychologia czy już filozofia? A może laicka, nowa duchowość? Intuicyjnie czułam, że Metoda Sedony czerpie z buddyjskiej nauki o stanie umysłu, a lektura książki potwierdziła moje przypuszczenia. Rzeczywiście, założenia Metody odwołują się do buddyjskiej koncepcji umysłu ludzkiego, chociażby w tak fundamentalnej kwestii, jaką jest postrzeganie przywiązania jako źródła cierpienia. Dlatego też droga do wolności emocjonalnej wiedzie poprzez wyzbywanie się tzw. negatywnych emocji (albo raczej destruktywnych stanów umysłu) – apatii, smutku, lęku, gniewu, pożądania i dumy oraz przywiązania do czterech fundamentalnych pragnień: bezpieczeństwa, aprobaty i miłości, kontroli oraz oddzielenia. Autor zapewnia, iż warto przebyć drogę poprzez wszystkie te stany i dotrzeć do jądra każdej z emocji, a następnie do tego, co znajduje się głębiej niż emocje – głębokiego spokoju i akceptacji. A to właśnie ten stan – niezmącenia, wolności i radości stanowi naszą pierwotną, czystą naturę. Kluczem do tego procesu jest „uwalnianie” (odpuszczanie), które stanowi właściwie sedno całej Metody.

Metoda Sedony (której de facto dotyczy książka) jest – prosta (sic!). Ale „prosta” nie znaczy „łatwa”. Autor (za co duży plus dla niego) opracował praktyczny podręcznik do pracy z samym sobą. Nie znajdziesz tam (za co kolejny plus) „łatwych i przyjemnych”, gotowych recept na szczęście (w stylu amerykańskiego „Don’t worry, be happy”), lecz – narzędzia do pracy.

Pomyśl teraz o jakimś swoim problemie, o czymś, co rodzi w Tobie negatywne emocje i co naprawdę bardzo chcesz zmienić. Co teraz czujesz? Jakie to emocje? (Nazwij je) W której części ciała się znajdują? Jesteś gotowy zaakceptować ten problem? Nie? W porządku. A czy jesteś gotowy zaakceptować swój brak akceptacji? Tak mniej więcej wygląda początek procesu pracy z sobą według Metody Sedony. Opiera się on na wglądzie, więc ten, kto samotnie wybiera się w tę podróż, musi zachować uważność swojego umysłu i zdawać sobie sprawę z istnienia tzw. mechanizmów obronnych. Według mnie, nie zawsze (to znaczy nie dla każdego i nie w przypadku wszystkich problemów) taka samodzielna quasi-psychoterapia jest możliwa, a nawet dobra i wskazana. Niektórzy, szczególnie jeśli dotykają naprawdę trudnych, bolesnych i starych ran, poczują się bezpieczniej, jeśli podczas tego psychicznego „oczyszczania” owych ran będzie im towarzyszyć drugi człowiek. Jednakże nie jest to zarzut w stronę Autora, czy książki, tylko pewna moja refleksja nad faktycznym wykorzystaniem tego typu poradników.

Gdyby tego typu poradniki samorozwoju miały swoje „poziomy zaawansowania”, ten z pewnością nie byłby przeznaczony dla „początkujących” w dziedzinie pracy nad sobą. Nie dlatego, iż autor posługuje się jakimś specjalistycznym żargonem psychologicznym czy psychoterapeutycznym (gdyż tak nie jest), ale dlatego, że pod warstwą słów ukryta jest niezwykle głęboka, psychologiczna (i początkowo trudna zarazem do asymilacji) treść dotycząca natury ludzkiej. Mimo opakowania owej treści w „amerykańskie pudełko” marketingowe (żywy i „lekko podkręcony” styl; mnóstwo historii ludzi, którym Metoda odmieniła życie) jest ona trudna przede wszystkim emocjonalnie – jak wszystko, co psychologicznie prawdziwe i uderzające w sedno – najpierw usiłujesz zaprzeczyć, ale podświadomie czujesz, że lepiej to przemyśleć. A tym przypadku „trudne” oznacza też z całą pewnością warte uwagi i wysiłku.

Metoda Sedony to właściwie (według mnie) nazwa niewłaściwa. To nie do końca metoda – to bardziej nastawienie do życia. To proces. Na całe życie – nie oczekuj, iż rozwiąże wszystkie Twoje problemy dzięki samemu tylko czytaniu o niej (wybacz tę szczerość, ale to byłaby naiwność). Przeczytałam książkę, wywarła na mnie wrażenie – zdecydowanie wyróżnia się na tle innych amerykańskich poradników self-help psychologiczną i duchową głębią oraz praktycznością narzędzi, ale… tej metody dopiero zaczynam się uczyć. A to zadanie na całe życia praktyki i doświadczania. Podchodzę do niej z dystansem, przyjmuję postawę obserwatora, choć zaciekawionego i zaangażowanego. W tę podróż mam ochotę wyruszyć, a bilet właśnie trzymam w ręce (i ma prawie 400 stron!). Naprawdę polecam – nawet jeśli z jakiegoś powodu nie będziesz stosować Metody Sedony, już sama lektura zawiera potencjał. Jest jak łyk świeżego, górskiego powietrza prosto do płuc – bywa ostre, ale…

moznaprzeczytac.pl MN, 2014-02-07


„Metoda Sedony” to książka, która nie należy do tych cienkich, ma stron przeszło 390. Oprócz nazwijmy to tekstu podstawowego możemy znaleźć tu również wykresy, dopiski na boku kartki trochę przypominające ramki, ale opatrzone tylko kreskami u góry i na dole (odseparowane od tekstu podstawowego) oraz inne dodatki (chociażby te przypominające wydarte kartki z zeszytu).

Znaleźć tu możemy na początku tak zwane Rekomendacje później informację komu książka ta jest dedykowana, mamy tu również zdjęcie tejże postaci, a w dalszej części pozycji znajdziemy kilka wiadomości odnoszących się do tej osoby. Dzieło Hale Dwoskina zawiera także: Podziękowania, Przedmowę autorstwa Jacka Canfielda, Komentarz autora, Wstęp. Po czym przedstawiona została właściwa treść publikacji. Tytuły poszczególnych części książki przedstawia się następująco: Część I – Kurs Metody Sedony, Część II – Praktyczne zastosowania. Na końcu pozycji znajdziemy zaś między innymi kilka informacji o autorze.

Oryginalny tytuł publikacji to: „The Sedona Method: Your Key to Lasting Happiness, Success, Peace and Emotional Well – Being”, na tyle jest to istotne iż dokładnie przetłumaczony tytuł znajduje się w Przedmowie i nie znając jego wersji oryginalnej może to trochę wprowadzić zamieszania. Bo jaka książka została tam wspomniana? Wiedząc jednak jak wygląda oryginalna nazwa książki to zamieszanie znika.

Na stronicach „Metody Sedony” przedstawiono, wspomniano, skąd wzięła się w ogóle ta metoda. Dość istotnym jest, że możemy również znaleźć tu stwierdzenie żeby nie brać niczego za pewnik tylko sprawdzić. To trochę uspokoiło moje obawy wobec tej książki. Nie narzuca ona niczego, tylko ukazuje czego można spróbować w swym życiu.

Dość ważnym zagadnieniem w tej pozycji są emocje, a swoistym słowem kluczem z czym można łączyć prezentowaną tu treść to uwalnianie. Ukazane zostało jak w tym wypadku patrzy się na to pojęcie oraz przedstawiono jak można do niego podejść.

Choć chwilami może się wydawać, że za dużo jest tu swoistego przekonywania jaka ta metoda jest świetna (w niby ramkach ukazane są wypowiedzi różnych osób, które prezentują w czym ta metoda im pomogła) to myślę, że podchodząc z dystansem do prezentowanych treści można spróbować przedstawionych tu technik uwalniania. W niektórych miejscach możemy znaleźć także wzmiankę jak metoda ta działa szybko i jest prosta w stosowaniu… Jednak w innych partiach tekstu znaleźć można informacje, że im dłużej jest ona stosowana tym lepiej działa. Tym samym można zastanawiać się czy rzeczywiście jej działanie jest takie szybkie.

Z lektury tej książki można wynieść informacje, które mogą się przydać czytelnikowi. Można również spróbować prezentowanego tu ‘uwalniania’. Nie liczyłabym jednak na żaden cud, że po samej lekturze czy jednym zastosowaniu tego co zostało zaprezentowane nagle nasze życie stanie się różowe, słodkie i bajkowe. Jeśli jednak mamy jakieś „problemy” z naszymi emocjami i odczuciami zawsze można spróbować tego co zostało tu zawarte „a nuż, widelec” w czymś nam pomogą te działania. Albo przynajmniej staniemy się bardziej świadomi tego co odczuwamy względem pewnych sytuacji.

swiatairi.blogspot.com 2013-11-08