Zwlekanie się opłaca - Rory Vaden

Reflow text when sidebars are open.
Wydajność zwiększa się najbardziej dzięki ludziom i nie sposób byłoby samemu wykonać ogromu pracy, która zaowocowała wydaniem tej książki. Kiedy patrzę wstecz na swoje życie, wydaje mi się oczywiste, że jestem "produktem" wielu różnych ludzi, którzy we mnie zainwestowali. Chciałbym, aby ta książka stała się wyrazem mojego uznania dla nich.
Przede wszystkim pragnę podziękować całemu zespołowi Southwestern Consulting. Nasza wizja i chęć "stania się najlepszą na świecie firmą pomagającą ludziom w rozwijaniu zdolności i cech charakteru potrzebnych do osiągania życiowych celów" inspirują mnie co dnia. Wasze poświęcenie w pracy nad ulepszaniem życia naszych klientów jest rzadkim darem. Trudno uwierzyć, że zaledwie kilka lat temu była nas tylko czwórka, a teraz jest nas tak wielu, że nie sposób wszystkich wymienić. Jesteście stale rozrastającą się armią oddanych sprzedawców, a praca z wami to dla mnie zaszczyt. Uważam was za najlepszych spośród Multiplikatorów.
Dziękuję wszystkim, niemal trzem tysiącom klientów, którzy podjęli ryzyko współpracy z nami w programie obejmującym indywidualne sesje coachingowe. Dzięki codziennej wielomiesięcznej pracy z ludźmi z krwi i kości, takimi jak wy, treść naszej książki nabrała prawdziwej głębi. To radość i zaszczyt móc razem z wami zmagać się z problemami, gdyż dzięki temu wszyscy się rozwijamy i możemy oferować innym lepsze rady. Zobowiązujemy się wciąż szukać sposobów, by coraz sprawniej pomagać wam w osiąganiu życiowych celów!
A jeśli chodzi o zespół, który składał i redagował tę książkę, to wyrażam wdzięczność następującym osobom...
Marian, za błyskotliwość w poprawianiu mnie i wydobywaniu ze mnie wszystkiego, co najlepsze. Johnowi i pozostałym członkom zespołu Perigee, za wspaniałą współpracę i przyczynienie się do sukcesu tej książki. Dziękuję też grupie krytycznych czytelników, którzy podzielili się ze mną uwagami po zapoznaniu się z roboczą wersją poradnika: Timowi Thomasowi, Robertowi Pagliariniemu, Jasonowi i Denise Dorseyom, Larsowi Tewesowi, Dustinowi Hillisowi, Amandzie Vaden oraz Ellen Petrillo. Szczególne podziękowania należą się Troyowi Peple'owi: skłoniłeś mnie do zrewidowania moich poglądów, a dzięki twojej szczerości zmieniłem jedną trzecią część tej książki. I oczywiście wyrażam wielką wdzięczność Nenie: gdybyś nie uwierzyła we mnie tamtego doniosłego dnia przed wieloma laty, ta książka nigdy by nie powstała.
Składam również podziękowania wszystkim Multiplikatorom, o których wspominam w tym poradniku, za to, że pozwolili nam o sobie napisać. Należą do nich: Tracy Christman, Pete Wilson, Ron Lamb, Scott Bormann, Troy Peple, Michael Book, Tonya Mayer i Steve Adams. Podziwiam was ogromnie i uważam się za wielkiego szczęśliwca, mogąc z wami współpracować. Oby wasz przykład był wzorem dla innych jeszcze wiele lat.
Osobom takim jak Eric Chester, David Avrin, Jason Dorsey, Jay Baer, Robert D. Smith i John DiJulius dziękuję za rady i wskazówki. Jesteście moimi kolegami po fachu, których cenię za to, że pokazaliście mi, na czym polega prawdziwa klasa w tej profesji, i najlepszymi przyjaciółmi godnymi zaufania. Dziękuję też Hankowi, który był moim coachem i pomógł mi zdobyć się na odwagę, by przemawiać od serca, opowiadać o swoich zmaganiach i szczerze dzielić się swoimi opiniami i przemyśleniami - dzięki tobie stałem się lepszy.
Dziękuję też Mamie, Tacie, Randy'emu, Jasonowi i Amandzie za to, że byliście najbardziej pomocną rodziną, o jakiej można marzyć. Wszystkim przyjaciołom i członkom rodziny dziękuję za wiarę we mnie i zapewnienie mi swobody, abym mógł poświęcać czas innym oraz takim przedsięwzięciom jak pisanie tej książki. Składam też szczególne podziękowania Tracey'emu Johnsonowi, opiekunowi studentów z programu Southwestern Advantage: gdybyś nie namówił mnie do sprzedawania książek po domach, pewnie nigdy nie zarobiłbym na opłacenie dalszych studiów i nie spotkałbym tych wszystkich ludzi, którzy pomogli mi w tym, czym się zajmuję - twoja pomoc miała dla mnie wielkie znaczenie i jestem ci za nią głęboko wdzięczny!
Nieżyjącemu już Stephenowi Coveyowi dziękuję za owocną pracę, która pozwoliła zmienić sposób postrzegania czasu. Gdyby nie ty i twój zespół, koncepcje, jakie przedstawiłem w swojej książce, być może nigdy by nie powstały. Dziękuję wszystkim pisarzom i badaczom, którzy pomogli nam w stworzeniu modeli myślenia o czasie. Dzięki waszym staraniom mogłem ukształtować swoje poglądy. Mam nadzieję, że książka ta będzie dla was pocieszeniem i nagrodą za wszystkie wasze dokonania. Wśród myślicieli, którzy mieli na mnie wpływ, znajdują się między innymi: David Allen, Gary Keller, Laura Stack, Kimberly Medlock i Timothy Ferriss.
Końcowe, choć nie mniej ważne, podziękowania należą się mojej Żonie. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, partnerką w biznesie i bratnią duszą. Ubarwiasz moje życie i wnosisz radość we wszystko, czym się wspólnie zajmujemy. Podziwiam cię i uwielbiam; jestem wdzięczny, że trwasz przy mnie. Dziękuję ci nie tylko za wsparcie, ale też za współpracę w czynieniu czegoś istotnego dla innych.
Boże, proszę, działaj przeze mnie codziennie. Uczyń mnie zarządcą dóbr, którymi mnie obdarzyłeś. Reprezentantem talentów, jakie mi zesłałeś. Tym, który niesie Twe przesłanie.
Rory Vaden jest strategiem uczącym metod rozwijania samodyscypliny, magistrem studiów menedżerskich, który na całym świecie prowadzi prelekcje na temat wzmacniania samodyscypliny w celu osiągania życiowych celów. Jego pierwsza książka Nie idź na łatwiznę trafiła na pierwsze miejsce listy bestsellerów "Wall Street Journal" i "USA Today", a także na miejsce drugie listy "New York Timesa" i została przetłumaczona na jedenaście języków.
Rory jest współzałożycielem wartej miliony dolarów międzynarodowej firmy konsultingowej Southwestern Consulting, której zespół liczy ponad siedemdziesięciu członków i świadczy usługi dla biznesmenów w ponad dwudziestu siedmiu krajach, pomagając im w rozwijaniu firm i lepszym obsługiwaniu klientów. Dzięki własnemu systemowi wykorzystywania ważnych danych, sprawdzonym zasadom i wdrażaniu technik sprzedaży, udoskonalanych od stu pięćdziesięciu lat przez firmę matkę Southwestern Company, zespół może nauczać wszystkich sprawnej sprzedaży produktów lub usług.
Poglądy Rory'ego na temat walki z prokrastynacją, rozwijania samodyscypliny oraz produktywności przedstawiano w programie Fox & Friends, a także w Oprah Radio, CNN i czasopismach takich jak "Fast Company", "Entrepreneur", "Forbes", "Inc." oraz "Success", a także w wielu innych środkach masowego przekazu. Jego artykuły i spostrzeżenia zamieszczane w internecie są oglądane średnio ponad dwa miliony razy w miesiącu. Rory prowadzi też podcast w cotygodniowych odcinkach Daily Discipline with Rory Vaden, przedstawiający dwadzieścia pięć najważniejszych wiadomości na temat biznesu.
Jako profesjonalny prelegent ponad pięćdziesiąt razy w roku wygłasza przemówienia dla największych i najlepszych organizacji w Ameryce, takich jak Cargill, Million Dollar Roundtable, Procter & Gamble, MassMutual, True Value, Young Presidents' Organization, Wells Fargo Advisors, Merck, Land O'Lakes, Novartis i setki innych. Rory dzieli się swoimi poglądami na temat zwiększania sprzedaży, wzmacniania samodyscypliny i lepszego wykorzystywania czasu, dzięki czemu można sprawniej obsługiwać klientów i więcej zarabiać!
Zapisz się na darmową rozmowę z jednym z dyplomowanych coachów z Southwestern Consulting i/lub sprawdź możliwości zaproszenia któregoś z naszych konsultantów do swojego biura na bezpłatne jednogodzinne szkolenie dla sprzedawców, odwiedzając stronę internetową coaching.roryvaden.com. Zobacz, kiedy Rory dysponuje wolnym czasem na wygłoszenie prelekcji w twojej grupie. Możesz też skontaktować się z nim za pośrednictwem mediów społecznościowych, zaprenumerować jego podcast i zapoznać się na stronie roryvadenblog.com z dodatkowymi spostrzeżeniami i uwagami, dzięki którym wzmocnisz swoją motywację.
Stoisz przed radykalną zmianą sposobu myślenia o czasie.
Jeśli jesteś podobny do Multiplikatorów, o których przeczytasz w tej książce, to istnieje spora szansa (uzasadniona), że nie przyjmujesz bezmyślnie nowych idei i nie od każdego decydujesz się uczyć. Uważam bowiem, że nie ma nic bardziej frustrującego niż uczenie się czegoś od ludzi, którzy nie stosują tego, o czym mówią. Przedstawione tutaj pomysły pochodzą z różnych dyscyplin, ale możesz być pewien, że zostały przetestowane w prawdziwych sytuacjach życiowych, również przeze mnie. Książka ta, podobnie jak większość innych tego typu poradników, zawiera autentyczne dane z przeprowadzonych przez nas ankiet i prób statystycznych, a także zestawienia informacji pochodzących z różnych publikacji i badań akademickich. Jednak mimo iż w naszej firmie Southwestern Consulting doceniamy badania naukowe, to jednocześnie szczycimy się tym, że jesteśmy praktykami i oferujemy metody naprawdę warte propagowania, a nie tylko takie, które są tanim chwytem reklamowym.
Innymi słowy, naszych zasad nie opieramy tylko na garstce źródeł i teorii. Rzeczywiście stosujemy je w naszej firmie i uczymy się ich wraz z tobą.
Założyłem Southwestern Consulting wspólnie z kilkoma partnerami w 2006 roku. Wkrótce połączyliśmy się z firmą naszych kolegów z Londynu, którzy od 2001 roku pracowali nad podobną wizją. Obecnie nasz zespół liczy ponad siedemdziesięciu członków i współpracowaliśmy dotąd z ponad siedmioma tysiącami różnych grup handlowców.
Nasza podstawowa działalność obejmuje prowadzenie indywidualnych sesji coachingowych dla sprzedawców. Do tej pory udzieliliśmy porad ponad dwóm tysiącom siedmiuset handlowcom, kierownikom działów sprzedaży i przedsiębiorcom. A to znaczy, że przez sześć miesięcy lub dłużej śledziliśmy codzienne zajęcia każdej z tych osób. Kiedy tak długo pozostajemy z ludźmi w bliskim kontakcie, przestają być klientami i stają się przyjaciółmi. Ponad 75 procent naszych przyjaciół twierdzi, że zarządzanie czasem jest ich największym problemem, dlatego zdecydowali się zasięgnąć porady coacha. Dla sprzedawcy czy przedsiębiorcy pracującego w systemie prowizyjnym czas to w rzeczywistości pieniądze, a sprostanie rosnącym wymaganiom, którym muszą poświęcać swój czas, staje się coraz trudniejsze i bardziej stresujące. Opisując codzienne zmagania w pracy i nieustanne próby radzenia sobie z nagłymi kłopotami, nasi klienci najczęściej mówią, że czują się, jakby wciąż "gasili pożary". Dobrze to rozumiemy, ponieważ każdy z naszych coachów - łącznie ze mną - jest na początku sprzedawcą, a dopiero potem zostaje konsultantem.
Wszyscy zajmujemy się sprzedażą i świadczymy usługi dla klientów. Być może bardziej wydajne i zyskowne byłoby wyznaczenie grupy pracowników do sprzedawania oraz zatrudnienie zespołu konsultantów do prowadzenia coachingu, ale wtedy nie wiedzielibyśmy, jak to jest być w sytuacji naszych klientów. Nie bylibyśmy wtedy praktykami. A zatem własne zmagania i wiedza zdobyta dzięki wchodzeniu w położenie naszych klientów pozwoliły nam na opracowanie wyjątkowo ciekawych sposobów innego niż dotychczas traktowania czasu. Musieliśmy się nauczyć pomnażać swój czas i ta książka pokaże ci, jak to robić - bez względu na to, jaki masz zawód.
Chociaż główną naszą usługą są indywidualne sesje coachingowe, testowaliśmy i wprowadzaliśmy również zasady propagowane przez nas w firmach średniej wielkości oraz w dużych przedsiębiorstwach. Prowadziliśmy konsultacje na temat sprzedaży dla firm w dwudziestu siedmiu krajach. Naszymi klientami są zarówno małe rodzinne firmy, jak i większe organizacje, np. Verizon Cellular Sales i DIRECTV. Pomagamy im rozwijać kulturę sprzedaży, pokazując, jak zorganizować rekrutację, stworzyć specjalne scenariusze prezentacji handlowej, programy motywacyjne, plan wynagrodzeń, system sprzedaży dla stałych klientów, a także jak zarządzać relacjami z klientem i zajmować się wszystkim, co potrzebne do zatrudniania, szkolenia i motywowania sprzedawców. Amerykańska siedziba naszej firmy znajduje się w Nashville w stanie Tennessee, mamy też biura w Londynie, Singapurze i Sidney.
Znamy się na sprzedaży. I lubimy się tym zajmować. Wierzymy w tzw. sprzedaż usługową i oferujemy ją od dawna.
Nasza firma matka, grupa spółek Southwestern, rozpoczęła działalność w 1855 roku (firma działała w południowo-zachodniej części kraju, stąd nazwa organizacji) i jest jedną z najstarszych prywatnych firm w Stanach Zjednoczonych. W 1868 roku siostrzana firma będąca naszą wizytówką zaczęła świadczyć usługi dla studentów college'ów: pomagała im zdobywać środki na finansowanie edukacji, szkoląc ich z domokrążnej sprzedaży Biblii i innych książek podczas letnich wakacji. Przez sto pięćdziesiąt lat firma pozostała wierna swojej podstawowej działalności i obecnie niemal trzy tysiące uczniów i studentów w roku szkolnym tworzy zespół przyjaciół, a latem sprzedaje produkt internetowy o nazwie Southwestern Advantage. Jest on oparty na prenumeracie i uzupełnia program nauczania dzieci w szkołach, a także wspiera rodziców pomagających swoim pociechom w odrabianiu prac domowych i wpaja zasady życiowe, o których piszę w swoich książkach. Praca w Southwestern to jedno z najtrudniejszych i wymagających poddania się surowej dyscyplinie zajęć, w jakie może zaangażować się młody człowiek, a jednocześnie wprowadza pozytywne zmiany w życiu. Z Southwestern współpracowali między innymi: Marsha Blackburn (członkini Kongresu z Tennessee), Max Lucado (autor bestsellerów), Jeff Sessions (senator z Alabamy), Rick Perry (gubernator Teksasu), Ronnie Musgrove (były gubernator stanu Missisipi), Mac Anderson (założyciel i były właściciel firmy Successories Inc.), Bruce Henderson (założyciel Boston Consulting Group), Chinh Chu (główny dyrektor zarządzający The Blackstone Group) oraz Donna Keene (była szefowa personelu w Departamencie Edukacji). I oczywiście ja - pracowałem w tym programie przez cztery lata jako rekruter nowych kandydatów i podczas pięciu letnich wakacji zajmowałem się domokrążną sprzedażą, dzięki której zarobiłem około 250 tysięcy dolarów, co pomogło mi ukończyć college i uzupełniające studia magisterskie. Southwestern obejmuje ponad trzynaście jednostek biznesowych działających w różnych dziedzinach. W jej skład wchodzi między innymi Raymond James, najlepsze na świecie biuro zajmujące się planowaniem finansowym, jedna z najszybciej rozwijających się firm sprzedaży bezpośredniej (Wildtree) oraz największa organizacja zbierająca fundusze na edukację (Great American). Obsługujemy ponad cztery miliony klientów rocznie i mamy dochody w wysokości kilkuset milionów dolarów.
Misja Southwestern jest prosta: być najlepszą organizacją na świecie, która pomaga ludziom w rozwijaniu umiejętności i cech charakteru potrzebnych do osiągania życiowych celów. A zatem chociaż jako grupa korporacyjna zajmujemy się różnymi sprawami, to głównym powodem naszego istnienia jest chęć niesienia ludziom pomocy w realizacji ich dążeń.
Zacznijmy więc od twoich planów...
Wszystko, co wiadomo na temat zarządzania czasem, jest błędne.
Z takiego właśnie założenia wyszliśmy, rozpoczynając naszą podróż w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: "W jaki sposób ludzie odnoszący największe sukcesy wykorzystują obecnie swój czas?".
Pracując z ponad siedmioma tysiącami różnych grup w dwudziestu siedmiu krajach i prowadząc indywidualne sesje coachingowe dla ponad dwóch tysięcy siedmiuset osób przez sześć miesięcy lub dłużej w ostatnich ośmiu latach, zespół Southwestern Consulting potwierdził prawdziwość powyższego założenia.
Ludzie sukcesu myślą inaczej. I właśnie dzięki własnemu sposobowi myślenia dokonują odmiennych wyborów, przynoszących zupełnie inne rezultaty od tych, jakie uzyskuje reszta z nas.
Najpopularniejsze modele wykorzystywane w środowisku ludzi pracy do zrozumienia, omawiania lub analizowania zagadnienia związanego z zarządzaniem czasem zostały albo radykalnie poprawione, albo też zupełnie odrzucone przez tych, którzy najskuteczniej pomnażają swój czas.
Dlaczego oni myślą inaczej?
Nie dlatego, że tak chcą, ale dlatego, że muszą.
Ludzie ci, nazywani przez nas Multiplikatorami, zdali sobie sprawę z tego, że aby uzyskać lepsze wyniki, trzeba przejść na inny poziom myślenia.
Przymus osiągania coraz lepszych rezultatów wzrósł, ale pojawiło się także więcej narzędzi do ich osiągnięcia. Multiplikatorzy wiedzą, że zmieniły się wymagania dotyczące czasu.
Aby uzyskać lepsze wyniki, trzeba przejść na inny poziom myślenia.
Weźmy na przykład jakiś dowolny dzień...
Wstajemy rano. Szykujemy się do wyjścia. Załatwiamy różne sprawy. Płacimy rachunki. Zajmujemy się domem. Gotujemy. Jemy posiłki. Sprzątamy. I znowu jesteśmy gotowi udać się na spoczynek. Na te powtarzane czynności potrzebujemy aż pięciu godzin dziennie. W "Newsweeku" napisano, że człowiek poświęca średnio około godziny w ciągu dnia na... przeglądanie swoich rzeczy! Jeśli dodamy do tego codzienne rutynowe czynności wykonywane w pracy, liczba zajętych godzin wzrośnie jeszcze bardziej. Przeanalizowaliśmy ostatnio ponad osiem milionów mejli z sześciu miesięcy przychodzących do firm należących do różnych branż i odkryliśmy, że typowy pracownik szczebla kierowniczego otrzymuje około stu szesnastu mejli dziennie[1]. Musimy jednak być na bieżąco nie tylko z mejlami, ale też z pocztą głosową, wiadomościami tekstowymi, zebraniami, telekonferencjami, dokumentacją, raportami oraz aktualizowaniem informacji w mediach społecznościowych. Często osoby na stanowisku kierowniczym przeznaczają ponad trzy godziny dziennie na takie podstawowe rutynowe czynności, zanim zajmą się prawdziwą pracą.
W rezultacie zaczęła się szerzyć nowa forma prokrastynacji. Szybko i po cichu zawładnęła ona miejscem pracy niczym chmara zabójczych owadów, doprowadzając do podstępnych i pozornie niewinnych problemów, takich jak:
Tłumienie innowacji. Rotacja kadr i wypalanie się ludzkiego kapitału. Ciągłe nieporozumienia. Nieudane projekty i niedotrzymywanie terminów. Brak zaangażowania i nieodpowiednie wykorzystywanie pracowników. Marnowanie potencjału i atmosfera przytłaczającego pośpiechu, stresu i niepokoju.To tylko kilka szkodliwych produktów ubocznych tego zjawiska, które kosztuje firmy miliony dolarów rocznie. Nie wspominając już o tym, ile lat życia poszczególnych ludzi pożera związany z tym stres.
Ten wszechobecny i potężny niszczyciel produktywności i nowa forma prokrastynacji składają się na wysokie koszty ukryte w prowadzeniu biznesu w dzisiejszych czasach...
Osłabienie priorytetów
W odróżnieniu od tradycyjnej prokrastynacji osłabienie priorytetów nie ma nic wspólnego z lenistwem, ospałością czy brakiem zaangażowania. Efekt końcowy jest jednak podobny: odkładamy na później najważniejsze w danym dniu czynności, świadomie lub nieświadomie skupiając uwagę na mniej istotnych zadaniach.
Jak na ironię zjawisko osłabienia priorytetów najbardziej dotyka ambitnych i wydajnych pracowników, pełnych dobrych chęci, starających się wykonywać swoje zadania jak najlepiej. Niemniej właśnie z powodu wyjątkowej kompetencji tych osób zwykle powierza się im coraz więcej obowiązków, aż mają ich za dużo.
Człowiek zmagający się ze zjawiskiem osłabienia priorytetów może zacząć odnosić wrażenie, że im ciężej pracuje, tym bardziej pozostaje w tyle. W odpowiedzi na każdy mejl, jaki wyśle, otrzymuje dwa. A każde ukończone zadanie wydaje się powiązane z dwiema dodatkowymi czynnościami, które musi wykonać.
Ilość pracy, jaką mamy do wykonania, zawsze powiększa się tak, że wypełnia cały czas, jaki możemy na nią przeznaczyć.
Tacy ludzie, pracując niezwykle ciężko, przeważnie dochodzą też do wniosku, że prawo Parkinsona ukazuje prawdę: "Ilość pracy, jaką mamy do wykonania, zawsze powiększa się tak, że wypełnia cały czas, jaki możemy na nią przeznaczyć".
Często określają swoje życie jako nieustanny tor przeszkód. Najczęstsze zdanie, jakiego używają na opisanie swojej sytuacji, brzmi: "Odnoszę wrażenie, jakbym wciąż gasił pożary, rozwiązując pilne i nagłe problemy", i wypowiadają je z nutą desperacji w głosie.
Nie dają rady, rozmieniając się na drobne. Czują się przytłoczeni i wyczerpani. I wydaje im się, że pozostają coraz bardziej w tyle. Niepewni, czy uda im się dotrzymać tempa, jakie narzuca im życie, działają w stanie przygnębienia, zadając sobie czasem w duchu rozpaczliwe pytanie: "Czy kiedyś będzie lepiej?". Brzmi to tak, jakbym dobrze znał kogoś takiego? To dlatego, że istotnie znam, ponieważ sam taki jestem.
W odróżnieniu od wielu moich znajomych pisarzy, badaczy, mówców czy ekspertów nie zajmuję się zawodowo pisarstwem. Jestem przedsiębiorcą, handlowcem, dyrektorem sprzedaży oraz kierownikiem zespołu liczącego obecnie ponad siedemdziesiąt osób, którym codziennie staram się służyć pomocą. I choć moja pierwsza książka Nie idź na łatwiznę odniosła sukces i uczyniła ze mnie pisarza znanego na arenie międzynarodowej, to nie sądziłem, że napiszę poradnik na temat wydajności.
A to dlatego, że nigdy nie miałem zamiaru rozwiązywać problemów ludzi na całym świecie dotyczących zarządzania czasem, chciałem jedynie poradzić sobie z własnymi.
Zacznijmy więc od omówienia wszystkiego, co myślałem, że wiem...
Myślałem, że jestem zajęty
Od lat wmawiałem sobie, że jestem bardzo zapracowany. Przekonywałem samego siebie, że muszę być bardziej zabiegany niż większość otaczających mnie ludzi.
Mówiłem nawet innym: "Jestem teraz potwornie zajęty". Wiele razy pytali mnie, jak mi leci, a ja odpowiadałem wciąż z takim samym melodramatycznym westchnieniem świadczącym o tym, że jestem przytłoczony pracą.
Wyglądało to tak, jakbym nieustannie powtarzał tę historię, ponieważ dawała mi ona błędne przekonanie o własnej wartości. Smutne.
I nagle pewnego dnia uświadomiłem sobie, że ludzie sukcesu, których znałem, nigdy nie uskarżają się na brak czasu ani nawet nie wspominają o tym, jak bardzo są zajęci. Co więcej, wydawało się, że nie mówią innym o wszystkim, co dzieje się w ich życiu.
To byli ludzie zapracowani co najmniej tak samo jak ja i mający więcej obowiązków niż ja. Pewnego razu spytałem o to jedną z tych osób, a ona odparła: "Uświadomiłeś sobie, jak bezsensowne jest poświęcanie energii na opowiadanie lub nawet samo myślenie o tym, jacy to jesteśmy "zajęci". Kiedy docierasz do tego punktu, przenosisz swoją energię na czynności, które wykonujesz, zamiast marnować ją na zamartwianie się faktem, że musisz je wykonać".
Zauważyłem, że ci ludzie niekoniecznie pracują mniej niż ja. Mieli jednak w sobie spokój, którego mnie brakowało. Wynikał on z pogodzenia się z tą sytuacją.
Czego możemy się od nich nauczyć?
Przestań mówić wszystkim, jaki to jesteś zajęty. Oprzyj się pokusie odpowiadania: "Jestem zbyt zapracowany".
Twój problem nie polega na tym, że zajmujesz się zbyt wieloma sprawami, raczej wynika z faktu, że nie panujesz nad sytuacją.
Czujesz się zestresowany i sfrustrowany z powodu różnych przeszkód - racja, ale wszyscy tak mamy. Jednak to ty odpowiadasz za swoje życie. Wszelkie twoje obowiązki wypływają z twoich poczynań lub są wynikiem czegoś, na co sam pozwoliłeś. Nie wypada skarżyć się innym lub biadolić, jacy to jesteśmy zajęci. Ty i ja mamy tyle samo czasu w ciągu dnia co Gandhi, Martin Luther King junior, Matka Teresa, Michael Jordan czy ktokolwiek inny, kto osiągnął coś wielkiego.
Kiedy uświadamiasz sobie istotę problemu, dajesz sobie prawo do znalezienia stosownego rozwiązania.
Kiedy uświadamiasz sobie istotę problemu, dajesz sobie prawo do znalezienia stosownego rozwiązania.
A więc pierwszy krok polega na pokonaniu niepohamowanej chęci uskarżania się na to, że jesteśmy zajęci i nie wystarcza nam czasu w ciągu dnia. Biadoląc w ten sposób, stajemy się ofiarą - taką, jaką byłem kiedyś ja sam.
Nie jesteś ofiarą. To ty tutaj dowodzisz i możesz coś z tym zrobić. Masz dostateczną władzę, by zadecydować, co zrobisz ze swoim czasem, a na co go nie poświęcisz.
Byle byś nie mówił, że jesteś bardzo zajęty.
To pierwszy ze sposobów myślenia, które odróżniają Multiplikatorów od innych ludzi.
Myślałem, że równowaga jest normą
Specjaliści od zarządzania czasem często podkreślają znaczenie równowagi między życiem prywatnym a pracą i zachęcają nas do jej utrzymywania.
Im więcej jednak czasu spędzaliśmy w otoczeniu Multiplikatorów, tym bardziej zdawaliśmy sobie sprawę, że tego rodzaju równowaga to bzdura. Koncepcja ta jest nie tylko chybioną metaforą sposobu wykorzystywania czasu, ale też nieskuteczną strategią. Dążenie do zachowania "równowagi między życiem a pracą" to niepraktyczna norma; nie przyniesie nam upragnionych rezultatów i trzeba ją odrzucić.
Równowaga z definicji oznacza "równe siły działające w przeciwnych kierunkach". Wynika z tego, że aby zachować taką równowagę, trzeba rozdzielić swój czas i energię równomiernie na różne zadania, jakie mamy w życiu do wykonania. Jeżeli bowiem śpimy i pracujemy po osiem godzin na dobę, to wtedy, chcąc naprawdę zachować równowagę, moglibyśmy zajmować się jeszcze tylko jednym rodzajem działalności przez osiem godzin codziennie. A zatem koncepcja ta jest absurdalna i przestarzała.
Sukces w biznesie, życiu rodzinnym i prywatnym nie bierze się z wykorzystywania naszych środków czy też zasobów w równych proporcjach w różnych dziedzinach. W rzeczywistości jest wprost przeciwnie. Zazwyczaj jest on rezultatem skupienia naszych talentów, pieniędzy, czasu i energii na jednym najważniejszym celu przez krótszy okres. Okres ten nazwałem w książce Nie idź na łatwiznę "właściwą porą". Najlepszym określeniem będzie tu więc raczej słowo "nierównowaga". Oto przykłady:
Gdybyś miał tysiące dolarów długu, nie wyszedłbyś z niego szybko, spłacając go jedynie po dziesięć dolarów miesięcznie powyżej kwoty minimalnej. Musiałbyś zrezygnować z czegoś w innych dziedzinach życia, by przeznaczyć więcej pieniędzy do momentu całkowitej spłaty zadłużenia. Mając dziewięćdziesiąt kilogramów nadwagi, raczej nie doprowadziłbyś do upragnionej przemiany swojego wyglądu, ćwicząc jedynie dziesięć minut w tygodniu. Musiałbyś tak ułożyć sobie życie na jakiś czas, żeby trenować więcej, na przykład dziesięć godzin tygodniowo, chcąc poprawić zdrowie i kondycję. Kobieta interesu rozkręcałaby swój biznes bez końca, gdyby pracowała dodatkowo tylko po trzydzieści minut tygodniowo. Jeśli jej starania mają przynieść efekt, powinna przeznaczyć na nie o wiele więcej czasu, aby mogła rozpocząć działalność.Pracuj ze zdwojonym wysiłkiem przez krótki okres, żeby zapewnić sobie później więcej czasu wolnego.
Zaletą nierównomiernego skupiania środków na jednym celu przez krótki czas jest to, że jeśli osiągniemy upragniony rezultat, zazwyczaj o wiele łatwiej jest nam utrzymać wysoki poziom wydajności, gdy przeminie już okres wytężonej pracy. Pozostanie na tym nowym poziomie staje się łatwe i przeważnie wymaga dużo mniej wysiłku i/lub niewiele myślenia. Szersze spojrzenie na właściwą porę oraz okres następujący po niej prowadzi nas do strategii, którą nazywamy "pracą ze zdwojonym wysiłkiem przez krótki okres, żeby zapewnić sobie później więcej czasu wolnego".
Kiedy już wyjdziesz z długów i nie będziesz musiał spłacać miesięcznych rat, łatwiej się wzbogacisz i staniesz się niezależny finansowo. Gdy odzyskasz szczupłą sylwetkę i dobrą formę, łatwo ci będzie je zachować, ćwicząc tylko parę razy w tygodniu i stosując mniej restrykcyjną dietę. Udany interes powinien w końcu zacząć przynosić zyski właścicielce, która będzie mogła poświęcać mu mniej czasu, kiedy już zaczną dobrze działać potrzebne do jego funkcjonowania procedury oraz pracownicy.Gdy usiadłem, by napisać tę książkę, przez pięć dni praktycznie ignorowałem wszystko inne w swoim życiu, ponieważ wiedziałem, że ta praca sama w sobie jest dla mnie czymś w rodzaju Multiplikatora. Zdawałem sobie również sprawę z tego, że najlepiej zintensyfikować wszelkie starania z nią związane w krótkim okresie, zamiast codziennie pisać jedno lub dwa zdania przez całe życie.
Wszystko to są przykłady korzyści wynikających z przyjęcia strategii "zdwojonego wysiłku przez krótki okres, żeby zapewnić sobie później więcej czasu wolnego". Metafora odpowiedniej pory nie tylko nabiera coraz więcej praktycznego sensu, gdy wykorzystamy ją w różnych dziedzinach życia codziennego, ale jest to także praktyka, którą stosują ludzie "zrównoważeni" i bardzo produktywni (Multiplikatorzy).
Tymczasem pojęcie "równowagi" częściej stanowi wymówkę na usprawiedliwienie złej wydajności niż wiarygodne wyjaśnienie powodu nieosiągania przez nas upragnionych rezultatów w różnych dziedzinach życia. Równowaga między pracą a życiem prywatnym nie jest kryterium, według którego powinniśmy siebie oceniać ani też normą zapewniającą nam udane życie.
Zastosuj metodę nierównomiernego skupienia i wybierania odpowiedniej pory na wytężoną pracę. Przyjmij koncepcję pracy ze zdwojonym wysiłkiem przez krótki okres, a wkrótce zapewnisz sobie więcej wolnego czasu.
Myślałem, że celem jest wypoczynek
Nie wiem, skąd wziąłem to przekonanie, ale stres, jakiego doznawałem, w większości wynikał z przeświadczenia, że ostatecznym celem szczęśliwego życia jest "czas wolny" czy też "wypoczynek" i "przejście na emeryturę".
Być może wzięło się to z poglądu typowego dla pokolenia wyżu demograficznego, że "pracując dostatecznie ciężko, pewnego dnia odejdziemy na emeryturę!".
A może było to marzenie, jakie snuli moi przedsiębiorczy przyjaciele podejmujący bardzo ryzykowne przedsięwzięcia: "Tylko jeden świetny pomysł i będziesz bogaty zaraz po trzydziestce!".
Albo też wynikało to z mentalności "ruchomych schodów" wyrażanej przez młodsze pokolenie, wciąż przekonane o istnieniu drogi na skróty lub też łatwej drogi do sukcesu.
Jednak bez względu na to, skąd wziąłem przekonanie, że ostatecznym celem jest wypoczynek, okazało się ono całkowicie błędne.
Byłeś kiedyś na dziesięciodniowej wycieczce statkiem? A może leżałeś przykuty do łóżka przez kilka tygodni lub choćby kilka dni? Albo znasz kogoś, kto odszedł na emeryturę w wieku trzydziestu lat?
Jednak bez względu na to, skąd wziąłem przekonanie, że ostatecznym celem jest wypoczynek, okazało się ono całkowicie błędne.
Jeśli tak, to dobrze wiesz, że gdy wypijesz dużo koktajli Margarita, nadrobisz zaległości w spaniu i obejrzysz wszystkie powtórki ulubionych programów, stanie się coś strasznego... a mianowicie zanudzisz się na śmierć!
Jestem za ciężką pracą i zadowoleniem z korzyści, jakie z niej płyną. Wierzę w dążenie do tego, żeby wszystko było lepsze i działało sprawniej. Popieram starania zmierzające do spełnienia marzeń i realizacji pomysłów. Uważam, że należy przeznaczać czas na zajmowanie się tym, co sprawia nam przyjemność. I zdecydowanie zalecam, by mieć nadwyżkę pieniędzy. Musiałem jednak spędzić trochę czasu z prawdziwymi Multiplikatorami, by sobie uświadomić, że praca nie jest czymś, co trzeba jakoś znosić, czego powinno się unikać, gdy tylko to możliwe, że nie jest też ona czymś, co musi mieć wyznaczoną linię mety, do której pędzimy, by pewnego dnia przestać ją wykonywać.
Praca stanowi podstawę życia i źródło głębokiego zadowolenia. Jesteśmy do niej stworzeni. Daje nam poczucie szczęścia i nagradza, wypełniając życie radością. Praca to jedna z najbardziej zaszczytnych form kultu, jakie mamy!
Nie tylko jesteśmy do niej stworzeni, ale też słyszeliśmy o niebezpieczeństwach płynących z niepracowania i zostaliśmy ostrzeżeni przed zagrożeniami, jakie płyną z bezczynności. Czy wiesz, że według raportu Nielsena z 2012 roku człowiek w wieku ponad sześćdziesięciu pięciu lat ogląda średnio telewizję przez czterdzieści osiem godzin w tygodniu? Czyli blisko siedem godzin dziennie![2] Moim zdaniem nie wygląda to na zbyt satysfakcjonujące życie.
Bycie dobrym rodzicem wymaga pracy. Podobnie jak starania, by zostać liderem. Chcąc osiągać świetne wyniki w jakiejkolwiek dziedzinie, musimy się wysilić. Czy podziwiamy ludzi, którzy nigdy w życiu nie pracowali i nie starali się o nic dla dobra innych? Czy znamy jakieś niepracujące osoby warte naśladowania?
Niestety nie.
Dlaczego więc podpisujemy się pod błędnym przekonaniem, że nasze życie byłoby lepsze, gdybyśmy mniej pracowali?
To kolejny mylny pogląd, który podtrzymujemy gdzieś w głębi duszy, uważając siebie za nieudaczników, którzy nie prowadzą właściwego życia, bo za dużo pracujemy.
Bardzo podoba mi się sposób, w jaki Timothy Keller, autor książki Every Good Endeavour, opisuje dobro płynące z pracy:
Księga Rodzaju ukazuje nam wielką prawdę - praca była częścią raju.
...Często traktujemy pracę jak zło konieczne lub nawet karę. Jednak tej pracy, jaka weszła do historii ludzkości po upadku Adama, nie postrzegamy jako rezultatu słabości i przekleństwa; to raczej część błogostanu ogrodu Boga. Praca stanowi taką samą podstawową ludzką potrzebą, jak jedzenie, podziwianie piękna, wypoczynek, przyjaźń, modlitwa i seks; to nie tylko lek, ale i pokarm dla naszej duszy.
Mam nadzieję, że bez względu na swoje wyznanie potrafisz dostrzec wartość takiego podejścia do pracy, ponieważ przypomina ono pogląd, jaki utrzymują wyjątkowo produktywni Multiplikatorzy obojętnie jakiej wiary.
Nie twierdzę, że życie powinno się składać z samej pracy. Jednak odpowiednia i stosowna jej ilość jest podstawą satysfakcjonującego życia.
Praca jest integralną częścią naszego bytu.
Praca daje wolność.
Wykonywana właściwie, przynosi nam radość.
Myślałem, że najważniejsza jest efektywność
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
1 Analiza mejli grupy firm dokonana przez Southwestern Consulting od września 2013 do lutego 2014 roku (wszystkie przypisy, poza zaznaczonymi inaczej, pochodzą od autora).
2 David Hinkley, Americans Spend 34 Hours a Week Watching TV, According to Nielsen Numbers, "New York Daily News", 19 września 2012, nydailynews.com/entertainment/tv-movies/americans-spend-34-hours-week-watching-tv-nielsen-numbers-article-1.1162285.