Warkocza - Elżbieta Charytoniuk

-
Proszę czekać

? Copyright by Wydawnictwo Poligraf, 2016

? Copyright by Elżbieta Charytoniuk – Modraszka, 2016

 

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żaden fragment nie może być publikowany ani reprodukowany bez pisemnej zgody wydawcy.

 

Projekt okładki: Izabela Surdykowska-Jurek

Ilustracje: Elżbieta Charytoniuk – Modraszka

Skład: Wojciech Ławski

Korekta: Klaudia Dróżdż, Agnieszka Mańko, Maciej Szłapka

Konwersja do EPUB/MOBI: InkPad

 

 

 

Książka wydana

w Systemie Wydawniczym Fortunet?

www.fortunet.eu

 

 

 

ISBN: 978-83-7856-989-3

 

Wydawnictwo Poligraf

ul. Młyńska 38

55-093 Brzezia Łąka

tel./fax (71) 344-56-35

www.WydawnictwoPoligraf.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Książeczkę tę dedykuję mojej Jagnie i mojemu Mieszkowi,

ale też Jasiowi, którzy nie mają warkoczyków, nie są też łysi,

ich życie bynajmniej nie wisi na włosku, ale za to wszyscy...

są o włos od doskonałości...!

 

 

Chcę też podziękować jedynemu sponsorowi,

który nigdy we mnie nie zwątpił,

mojemu kochanemu Stryjowi Andrzejowi Lisowskiemu,

profesorowi i uczonemu, sędziwemu już człowiekowi,

ale o wielkiej kreatywności,

której mógłby Mu pozazdrościć niejeden młody człowiek.

DZIEŃ JAK CO DZIEŃ...

 

Dni mijały im podobnie i nikt w Przestworzach nie miał zielonego pojęcia o tym, że Grzmot coś knuje. Mało tego, wszyscy mieszkańcy Przestworzy w ogóle nigdy nie widzieli Grzmota, to też nie wierzyli w jego istnienie. Czasem napotykali gdzieś na Odludziu szarego Czuczełę, ale nie podejrzewali go o nic złego. Myśleli, że to tylko szary samotnik – dziwak, który mieszka nie wiadomo gdzie. Kiedy nastawał poranek, wszystkie stworki w Przestworzach zaczynały swoje rytuały. Rytuały były przeróżne, w zależności od tego, do której rodziny się należało.

Warkocza była jedna jedyna w swoim rodzaju, tylko ona miała przecież włosy, no i ten nos przyssawkę. Często rano robiła gimnastykę nosa, przysysając się nim do gładkiej skały. W skałach mieszkały Skalniaki. Słysząc mlaskanie i inne odgłosy trąbki Warkoczy, budziły się ze snu i wypełzały ze swoich jamek. Ona uwielbiała patrzeć, jak całymi rodzinami wylegały na powierzchnię skał i układały się w piękne, kolorowe wzory po to, aby powitać nowy dzień.

Potem Warkocza rzucała się w szalone tany, oczywiście już z Pajacem. Wirowali tak na dużych przestrzeniach, a z kolorowych warkoczyków tworzyła się istna karuzela, na którą chciał się dostać każdy. Raptem, nie wiadomo skąd, wyskakiwało mnóstwo żyjątek, bo wszystkie one chciały powirować na tej niesamowitej karuzeli. Wszystkim tym zabawom towarzyszyły jakieś śpiewy i szepty, a nawet dzikie okrzyki radości, ale dla nikogo nie było to uciążliwe. Śpiewały Piptaki, ale też i Wodniaki, rozciągając się po nocy na swoich włoskowych szalupach, łódeczkach i tratwach. Szepty dochodziły z sypkiego podłoża, bo tam właśnie rozpoczynały swój dzień Grzebuły.

Grzebuły to były po prostu stworki, które zagrzebywały się w podłożu. Przypominały trochę kreta, trochę chrząszcza. Wychodziły spod tego sypkiego podłoża tylko na chwilę, właśnie rano po to, aby zobaczyć Słońce i przywitać się z innymi mieszkańcami tego świata. Te Grzebuły zajmowały się tkactwem. Całe ich podziemne królestwo wypełniały wielkie podziemne fabryki, wyposażone w przeróżne maszyny i urządzenia np. tkalnie, wrzeciona. Potrafiły utkać z kolorowych włosów wszystko, a także wykorzystywały kłaczki i kołtunki. Tkały sieci dla Wodniaków (które wcale nie były im potrzebne do łapania ryb), hamaki, dywany i oczywiście materiały przeznaczone na uszycie ubrań, pościeli, a także różnych domowych przytulaków. Stworki powietrza też rano budziły się ze snu i rozpoczynały od razu swoje prace. Miały nagromadzone całe szpule cienkich włosów utkanych już w grubszą nić i powoli rozwieszały ją w przestrzeni, tworząc piękne drogi, ścieżki, mosty, akwedukty, pałace, domki i chatki. To te stwory były odpowiedzialne za budowanie nowych dróg i miast. Nazywały się Powietrzaki.

Powietrzaki były prawie przezroczyste, ale mieszkały w kolorowych kulkach utkanych z najbardziej kolorowych włosów Warkoczy.

A więc Przestworza zamieszkiwała Warkocza z Pajacem, no i po kolei: Skalniaki, Powietrzaki, Wodniaki, Grzebuły, Piptaki, a także Majak. Nie wspominam tutaj o Czuczele, ponieważ ten nieborak szwendał się to tu, to tam, i właściwie nigdy nie było wiadomo, gdzie w danej chwili się znajduje. Nikt nic nie wiedział o istnieniu Grzmota, który jak na nieszczęście o Przestworzach wiedział prawie wszystko i z powodu tego, że były nieziemsko kolorowe, nienawidził ich ze wszystkich swoich sił. Kiedyś za pomocą okularów, które utworzyły się na jego nosie po prostu z Nożyc mających okrągłe uchwyty, zobaczył morze mieniących się kolorów i doznał wtedy wielkiego szoku. Kolorami tysiąca barw i odcieni mienił się Dredowy Las, bo właśnie słońce oświetlało go swoimi łagodnymi promieniami. Tego było za wiele jak na ciemny umysł czarnego Grzmota. Postanowił zniszczyć ten kolorowy świat!