Sztuka życia. 23 lekcje coachingowe - Bob Proctor, Sandra Gallagher

-
Proszę czekać

Przedmowa

Jeśli się nie mylę, Bob Proctor jest jedyną osobą, która zgłębia rozwój osobisty każdego dnia od ponad półwiecza. Jego praca dostarcza nam najcenniejszych informacji: jak przestać przeszkadzać sobie samemu w tym, by wieść życie pełne szczęścia, zdrowia i bogactwa. Jego zasługi są fenomenalne. Pomógł milionom ludzi i niezliczonej liczbie organizacji na całym świecie osiągnąć największe cele.

Bob jest ostatnim żyjącym nauczycielem bezpośrednio związanym ze wspaniałym pokoleniem mentorów: Andrew Carnegiem, Napoleonem Hillem i Earlem Nightingale. Nie ma na świecie drugiej takiej osoby i takiego nauczania. Ponadto Bob nie tylko uczy - on tak żyje! Jest już po osiemdziesiątce, a nie znam nikogo innego z taką energią i entuzjazmem. Zachowuje się tak, jakby dopiero zaczynał swoją misję, a od ponad pięćdziesięciu pięciu lat jest ona wciąż taka sama: pomóc jak największej liczbie osób opanować sztukę życia bez ograniczeń.

Najcudowniejszym aspektem nauczania, jak i całego życia Boba Proctora jest to, że jest on prawdziwie świadom swoich kompetencji. Innymi słowy, radzi sobie nadzwyczaj dobrze i jest świadom tego, dlaczego tak się dzieje. Dzięki temu może dzielić się wiedzą w taki sposób, że możemy ją od razu zastosować w swoim życiu. Odkrycie sekretu, dlaczego i w jaki sposób jego życie zmieniło się zabrało mu dziewięć i pół roku. Lata te poświęcił dogłębnym studiom, czytaniu książek oraz pracy z mentorami i nauczycielami. Gdy zdał sobie sprawę z tego, co się faktycznie wydarzyło, zapragnął podzielić się tym z innymi. Ku jego zdziwieniu okazało się, że prawie wszyscy ludzie sukcesu nie potrafią wyjaśnić, dlaczego ich życie jest tak pomyślne. Zadowalają się myślą, że są inteligentni i sprytni, odebrali dobre wykształcenie lub spotkali na swej drodze dobrych nauczycieli. Ale przecież na świecie jest wielu mądrych, świetnie wykształconych ludzi, którzy wcale tak dobrze sobie nie radzą. Gdy ktoś odnosi duże sukcesy, ale nie jest świadom, dlaczego tak się dzieje, oznacza to, że dysponuje ogromną siłą, którą nie potrafi podzielić się z innymi. Bob Proctor nie tylko odnosi sukcesy, ale wie również, dlaczego. Zdobył cenną wiedzę, którą może przekazywać innym.

Bob Proctor naprawdę wierzy, że wszyscy jesteśmy najwyższą formą boskiej kreacji, że obdarzono nas cudownymi zdolnościami umysłowymi, a jedyna rzecz, której nam brakuje, zawiera się w słowach króla Salomona, nakłaniającego nas do pogłębiania swej wiedzy i zrozumienia. Musimy zrozumieć, kim jesteśmy, dlaczego robimy to, co robimy, i jak zmienić nasze działania, jeśli nie jesteśmy zadowoleni z osiąganych rezultatów. Bob Proctor jest mistrzem w uczeniu właśnie tego.

Jestem wdzięczna za jego bezcenny wkład w moje życie. Jego nauka dała mi siłę do odnalezienia celu w życiu i odwagę, by do niego dążyć. Bycie jego przyjaciółką to dla mnie ogromny przywilej. Jestem też wdzięczna, że mogę być jego partnerką biznesową i prowadzić z nim wspólnie naszą firmę - Proctor Gallagher Institute.

Nauki, których potrzebujesz, by zmienić swe życie i zacząć osiągać rezultaty, o jakich marzysz, mieszczą się na kartach książki, którą trzymasz w ręku. To, czym się dzieli Bob Proctor, to najprawdziwsza sztuka życia. Gdy obrócisz kartkę, by przeczytać pierwszą lekcję, wyobraź sobie, że wchodzisz do sali, w której Bob prowadzi szkolenie.

Sandra Gallagher

Lekcja pierwszaMożesz osiągnąć cokolwiek zapragnieszO odzyskaniu siły umysłu

Wczoraj prowadziłem sesję coachingową i w którymś momencie zauważyłem: "Słuchajcie, za sto lat, a może nawet wcześniej, nasi potomkowie spojrzą wstecz i stwierdzą, że to, co robimy z dziećmi jest przestępstwem. Naprawdę tak się stanie. Będzie to uznane za przestępstwo!".

Pomyśl o wolności, jaką cieszą się dzieci, gdy są malutkie. Wyobraźnia może je zabrać dokądkolwiek zechcą. Żyją w fenomenalnym świecie, w którym mogą dokonać wszystkiego, czego zapragną. Mogą być pilotami, chodzić po linie, bez najmniejszego problemu przemierzyć w bród wodospad Niagara. Wszystko dzieje się w ich cudownych umysłach.

Potem wysyłamy dzieciaki do szkoły i nagle okazuje się, że ich kreatywność jest czymś złym. Okazuje się, że z powodu wyobraźni dziecko "nie uważa na lekcji". Odpłynięcie na kilka chwil w cudowny świat stworzony w umyśle od razu spotyka się z pytaniem nauczyciela: "Co robisz?". Zachowanie dziecka jest naganne! A kary są niezwykle skuteczne. Wystarczy ukarać malucha kilka razy i wiesz co się stanie? Zaprzestanie nagannej czynności. W efekcie nasze pociechy zamiast słów pochwały i zachęty, by rozwijały swą wyobraźnię - tę niesamowitą zdolność umysłu - słyszą słowa nagany, które zmuszają je, by się jej całkowicie wyzbyły.

Przywołam tu słowa nieżyjącej już Stelli Adler, wspaniałej pedagog sztuki aktorskiej: "Dorośli pozbawiają wszystko życia. Lepiej tworzyć, wykorzystywać wyobraźnię, niż wszystko zabijać". W pełni zgadzam się z tą myślą.

I tak oto, już jako dorośli, jesteśmy w stanie zapłacić ciężkie pieniądze, wykorzystać cenny urlop, wyjechać na kilka dni daleko od domu tylko po to, aby ponownie nauczyć się, jak korzystać z wyobraźni. Musimy to zrobić. Wszyscy musimy wrócić do punktu, w którym mamy dostęp do owej fenomenalnej funkcji umysłowej. Przecież wszystko, co stworzył człowiek, jest niczym innym jak fizyczną manifestacją czyjejś wyobraźni. Dotyczy to wszystkiego, na co teraz właśnie patrzysz.

Kiedyś miałem biuro na Bayview Avenue w Toronto. Moja firma zajmowała się sprzątaniem przestrzeni biurowych. Pewnego dnia stwierdziłem: "Musimy sprawić sobie telefon samochodowy!". Zatem kupiliśmy telefon, wsadziliśmy kierownika do samochodu, w którym jeździł po mieście i kontrolował pracę sprzątaczek. Ja natomiast mogłem skontaktować się z nim telefonicznie. Na dachu samochodu musieliśmy zamontować bagażnik na narty, żeby utrzymać w odpowiedniej pozycji antenę, by móc się dodzwonić. W owym czasie dostępnych było tylko sześć kanałów, a na dodatek nie działały one zbyt dobrze. Obecnie otwarte są miliony linii. Każdy z nas ma jedną. I możemy komunikować się z każdą osobą na jej częstotliwości. Jak to się stało? Ktoś to sobie wyobraził!

Gdybym zrobił ci teraz zdjęcie, mógłbym je wysłać gdziekolwiek zapragnę na całym świecie. Muszę jedynie wcisnąć ikonę "wyślij" i oto zdjęcie natychmiast "ląduje" w dowolnym zakątku świata, który wybrałem. Gdybyś był w Sao Paulo, dostałbyś zdjęcie. Podobnie, gdybyś był w San Francisco, Szanghaju czy Chicago. Dlaczego? Ponieważ zdjęcie jest wszędzie. Tym, co pozwala mu się zmaterializować w konkretnym miejscu, jest rzecz, która z nim rezonuje - numer telefonu. Bach! I już masz zdjęcie!

Myśl jest podobna do takiego zdjęcia. Jedyną rzeczą, która może ją powstrzymać, jest coś, co z nią rezonuje.

Możemy komunikować się telepatycznie z kimkolwiek i gdziekolwiek. Robimy to cały czas. Po prostu nie zdajemy sobie z tego sprawy. Dlaczego? Gdyż nikt nie wyjaśnił nam tego, co robimy i wyrośliśmy na ignorantów.

Zastanów się. Gdy rodzi się wiewiórka, nikt się o nią nie troszczy. Sama biega w górę i w dół drzewa. Szuka orzechów. Gdy znajdzie coś smakowitego, zjada to. Natomiast niemowlę umrze, jeśli się nim nie zaopiekujemy. Mała wiewiórka działa instynktownie. To idealne rozwiązanie. Czuje się świetnie w swoim środowisku. My w naszym wręcz przeciwnie - jesteśmy całkowicie zdezorientowani. Dlaczego? Ponieważ, choć posiadamy władze umysłowe, by kreować swoje środowisko, nie robimy tego. Dlaczego tak się dzieje? Bo od zawsze słyszymy: "To głupie", "Dorośnij!", "Wróć do rzeczywistości!", "Za kogo się uważasz?". Stara śpiewka.

I tak oto człowiek o cudownym umyśle miota się w okowach rzeczywistości, sądząc, że na dobre utknął w otaczających go okolicznościach, sytuacjach i warunkach. "Chciałbym to zrobić, ale nie mogę, ponieważ...". To, co następuje po słowie "ponieważ", to właśnie te okoliczności. Stał się więźniem okoliczności. Okoliczności stały się jego wersją Boga... i postępuje zgodnie z tym, co wydaje mu się, że one dyktują. Nawet nie próbuje wpaść na lepszy pomysł.

Jesteś tu, by dowiedzieć się, jak dzięki kilku źródłom dochodu osiągnąć finansową niezależność. Już wiem, jak zareagujesz: "Och, tego nie mogę zrobić". A niby dlaczego nie? "Ponieważ nigdy tego nie robiłem". Pomyśl chwilę. Co by się stało, gdybyś nie uczył się rzeczy, których nigdy wcześniej nie robiłeś? Nadal leżałbyś w kołysce i bawił się palcami u stóp. Wierz mi, że tak właśnie by było!

Musiałeś jednak wstać i postawić pierwszy krok. Na początku rodzice podtrzymywali cię za ręce. Potem radziłeś sobie sam. "Sam zrobił pierwszy krok! Widziałeś? Samodzielnie! Idzie sam! Och, właśnie się przewrócił. Uderzył się!". Krok miałeś chwiejny, potykałeś się. Trochę czasu to zajęło, ale wreszcie nauczyłeś się chodzić.

Nieważne, co "to" jest. Możesz to zrobić. Musisz jedynie nauczyć się jak.

Czytałem kiedyś, że ojciec braci Wright, protestancki kaznodzieja, wybrany na biskupa w swoim kościele, powiedział synom, że już za samą sugestię, iż można wzbić się w przestworza będą smażyć się w piekle. "Gdyby Bóg chciał, abyśmy latali, dałby nam skrzydła".

Wierzono w to przez wieki. Podobnie jak w to, że Ziemia jest płaska. Naprawdę byliśmy tego pewni - i to wcale nie tak bardzo dawno temu! Zgodnie z panującym powszechnie przekonaniem, Ziemia nie mogła być okrągła! Jak tu się utrzymać na jej boku? Nie wspomnę już o dole. A gdy patrzyliśmy na znikający na horyzoncie statek, wyglądało to tak, jakby spadał! Widzisz, to proste - logika przemawiała za tym, że świat nie jest okrągły. I w to wierzono.

Czy uważasz, że ludzie myśleli, gdy przyjęli tę tezę za pewnik? Czy korzystali z cudownej wyobraźni, gdy zakładali, że nie mogą latać? Nie sądzę.

Moim mentorem był Earl Nightingale. Wiele się od niego nauczyłem. Pamiętam, jak mawiał: "Gdyby większość ludzi zechciała powiedzieć, o czym myśli, to zapanowałoby milczenie".

Wielu ludzi rywalizuje ze sobą. Często ludzie rywalizują nawet z kimś, kogo nie lubią. "Pokonam go". Po co? Dlaczego zaprzątasz sobie nim głowę? To nawet nie jest miła osoba. Po co poświęcasz czas na myślenie o niej? A jeśli już chcesz o niej myśleć, skupiaj się na jej zaletach. Jeśli tego nie robisz, wzbudzasz złe wibracje.

Wielu ludzi denerwuje się, gdy ma mnie poznać. Jest to dla mnie zabawne. Pamiętam, jak wiele lat temu zostałem zaproszony jako prelegent na zjazd pracowników firmy Metropolitan Life w Toronto. Wśród tłumu ludzi moją uwagę zwrócił jeden mężczyzna. Powoli podchodził w moją stronę, a potem się wycofywał. I tak kilka razy. Było dla mnie oczywiste, że chciałby mnie poznać, ale nie miał śmiałości. Bardzo się denerwował.

Wreszcie sprawy wziął w swoje ręce jego menedżer. Podszedł z nim do mnie i przedstawił nas sobie: "Bob, chciałbym, abyś poznał Harry'ego". Dłoń Harry'ego była mokra od potu. Cały się trząsł. Menedżer dodał: "Bardzo się denerwuje spotkaniem z tobą". Zacząłem się śmiać, lecz zaraz szybko wyjaśniłem: "Nie śmieję się z pana, ale proszę pomyśleć: gdybym stwierdził, że boję się spotkania z panem, czy nie uznałby pan tego za zabawne? Wiem, że pomyślałby pan: "Dlaczego ktokolwiek miałby się denerwować spotkaniem ze mną?" Ja też tak myślę. Dlaczegóż ktoś miałby się denerwować spotkaniem ze mną?!".

Czemu to robimy? Dlaczego pozwalamy, aby inna osoba, osoba, której nawet nie znamy, tak nas onieśmielała? Dlaczego czujemy się od niej gorsi? Czemu mentalnie kurczymy się? Na pewno tacy się nie urodziliśmy. Ktoś musiał w nas to zaszczepić. Tak zostaliśmy nauczeni.

A teraz posłuchaj. Jesteśmy już duzi. Potrafimy myśleć, zatem zastanówmy się, co naprawdę chcemy robić. Pozbądźmy się tej uporczywej myśli, że coś musimy. Nic nie musisz. Powiesz: "Muszę oddychać". Wcale nie, możesz włożyć na głowę plastikowy worek i zakończyć swój żywot. Możesz to zrobić. "Trzeba płacić podatki". Wcale nie. Nie trzeba! Możesz wybrać "pobyt" w więzieniu albo udać się do strefy wolnej od podatków. Nie musisz płacić. Nic nie musisz.

Czy wiesz, co należy sobie uświadomić? To my wybieramy to, co chcemy robić.

Viktor Frankl, wiedeński psychiatra żydowskiego pochodzenia, w czasie II wojny światowej zesłany do obozu koncentracyjnego, napisał książkę pod tytułem Człowiek w poszukiwaniu sensu[1]. Całkiem niezła książka. Napisał w niej między innymi, że niezależnie od tego, jak się nad nim znęcano psychicznie, nikt nie mógł zmusić go do myślenia wbrew sobie.

Podobnie jest w przypadku twoich działań. To my wybieramy, co robimy. "Ona mnie do tego zmusiła!". Och, nie, nie i jeszcze raz nie. Nie zmusiła cię. Możliwe, że byłaby jakaś sprzeczka, gdybyś zadania nie wykonał. Alternatywa mogłaby być nieprzyjemna. Ale z pewnością nikt cię do tego nie zmusił. Sam zdecydowałeś, jak postąpić. Musimy brać odpowiedzialność za swoje czyny. Musimy wziąć odpowiedzialność za swoje życie!

Gdy zdecydujesz się na coś, czego nigdy wcześniej nie robiłeś, w twojej głowie zaczną się dziać dziwne rzeczy. Jakiś wewnętrzny głosik będzie ci mówić: "Za kogo ty się uważasz? Nie możesz tego zrobić. W żadnym wypadku nie możesz pojawić się tam o 9.00 rano! O 9.00 rano musisz być tutaj. Masz sprawy do załatwienia!". Często ten wewnętrzny głos wygrywa. Bijesz się z myślami i zazwyczaj głos triumfuje.

W ten oto sposób osoba rezygnuje z namawiania kogoś na zakup ubezpieczenia na 100000 dolarów. Nawet nie wykonuje telefonu, mówiąc sobie: "I tak nic by z tego nie wyszło. Niektórych ludzi po prostu na to nie stać".

Nonsens. Ludzi stać na wszystko, czego zapragną. Jeśli przejdziesz się po swoim domu, zobaczysz, że pełno w nim zbędnych rzeczy. Kupiłeś je, ponieważ chciałeś. A gdy czegoś naprawdę pragniesz, zrobisz wszystko, by to mieć. Tak działa prawo twojej egzystencji. Gdy podejmujesz decyzję, twój mózg przestawia się na inną częstotliwość. Zaczyna przyciągać wszystko, co nadaje na tej samej częstotliwości. Jeśli to rozumiesz, wszystko staje się prostsze. Jeśli nie rozumiesz, wszystko staje się dosyć trudne. Dlatego teraz spróbujemy to pojąć.

Zanim do tego przystąpimy, wydaje mi się, że pomocne będzie wyjaśnienie skąd pochodzę. Chciałbym podzielić się z tobą historią, jak to wszystko się zaczęło.