Wstęp
Piszę tę książkę w szczególnym momencie. W roku, w którym moja 14-letnia córka Jagoda kończy podstawówkę, zdaje egzamin ósmoklasisty, wybiera szkołę średnią, dokonuje pierwszych świadomych wyborów w obszarze przyszłości, pracy i rozpoznania swoich talentów.
Kończy szkołę, nie lubiąc szkoły, kojarząc ją z przymusem, kuciem na pamięć, nieprzydatnością tego, czego się uczy, w normalnym życiu. Nie jest to wina jej podstawówki, zresztą bardzo przyzwoitej, zatrudniającej ludzi, którym się chce.
To raczej wina systemu ze wszystkimi jego wadami: fatalnie opłacanymi nauczycielami, niskim prestiżem tego zawodu, przeładowanym programem, przymusem zdawania kolejnych testów i egzaminów... Mogłabym tak wymieniać godzinami. To pewne, że wkrótce coś się musi zmienić...
Trąbimy, że najważniejsze kompetencje przyszłości na rynku pracy to kreatywność, adaptowalność do zmian, umiejętność eksperymentowania. Wyniki badań młodzieży w Europie pokazują jednak, że między 10 a 15 rokiem życia gwałtownie spada poziom kreatywności dzieci, że studenci najbardziej na świecie boją się porażki, która jest nieodzowną częścią eksperymentowania, i że mnóstwo młodych ludzi aspiruje do zawodów zagrożonych wysokim stopniem automatyzacji.
Tak dłużej nie da się ciągnąć: w każdej klasie 30-50 procent dzieci ma orzeczenia o ADHD czy spektrum autyzmu. Swój bunt i nieprzystosowanie do przedmiotowego traktowania w szkole wyrażają poprzez niechęć, alienację, a w późniejszych latach nierzadko próby samobójcze, sięganie po narkotyki czy ucieczkę w samotność. Gabinety psychoterapeutów są pełne młodych z problemami.
Zdarzają się szkoły, które to wszystko rozumieją. Zazwyczaj na czele takiej placówki stoi lider/liderka, siłacz/siłaczka, wspaniała osoba, która zaraża ideą wielu ludzi wokół, wiedziona misją, załatwia pieniądze i zgody, zatrudnia podobnych sobie, buduje kulturę opartą na szacunku i zrozumieniu, jeździ po światowych konferencjach, przywozi nowinki i je wdraża. Taką szkołę można poznać po tym, że wychodzą z niej późno po południu grupki rozgadanych i uśmiechniętych młodych ludzi, którzy szkołę uważają za ważne dla nich miejsce, w którym się rozwijają i uczą dla samych siebie.
Ale te szkoły nie przyjmą wszystkich naszych dzieci. Żyjemy w ciekawych czasach, czasach dysrupcji[1] i fundamentalnych zmian.
Co jako rodzice powinniśmy wiedzieć, żeby przygotować młodych ludzi do życia w tym ciągle ewoluującym świecie? Jak stworzyć systemowo szkołę przyszłości, która będzie "dawała radę"? A przede wszystkim - jakiego młodego człowieka chcielibyśmy w tym systemie wychować? Jakie powinien mieć kompetencje? Jakie umiejętności? Jaki fach?
Na te i wiele innych pytań postaram się znaleźć odpowiedź w tej książce.
Temat, który będę poruszać, jest niezwykle obszerny i wielowątkowy.
Dzisiejszy system edukacji ukształtował się na przełomie XIX i XX wieku. Możemy krytykować go jako przestarzały i nieelastyczny, ale nie zapominajmy, jak wiele mu zawdzięczamy. Gdy spojrzymy na globalne wskaźniki umiejętności czytania i liczenia, okaże się, że nie jest źle. W 1820 roku czytać potrafiło tylko 12 procent światowej populacji. Dzisiaj to prawie 90 procent, a ludzie na całym świecie mają większy dostęp do edukacji niż kiedykolwiek wcześniej. Mobilność społeczna, którą umożliwiła edukacja, znacząco poprawiła jakość życia setek milionów ludzi. Ponadto w świecie, który zmienia się niezwykle szybko, zorganizowana w systemie pruskim szkoła oferuje pewien poziom komfortu i przewidywalności. Rodzisz się, idziesz do przedszkola, potem do szkoły, na uniwersytet, dostajesz pracę, by pobierać emeryturę, a później umierasz. To proste i niezbyt trudne w obsłudze.
Ale...
Oczywiste jest, że edukacja to bardzo konserwatywny sektor, który nie zmienił się specjalnie przez ponad 200 lat. Skupia on bowiem wokół siebie wiele różnych grup interesariuszy, którzy mają niestety rozbieżne poglądy na to, jak powinna wyglądać edukacja. Prawie każdy rząd jest w tej kwestii bardzo ostrożny i opiera się na doświadczeniach poprzednich pokoleń.
Zmiany są jednak nieuniknione i wierzę, że będą teraz gwałtownie przyśpieszać. Nie sądzę, że z dnia na dzień zobaczymy rewolucję w globalnej edukacji, ale zwykle gdy istnieje wyczuwalne napięcie między ustalonym systemem a zmieniającą się rzeczywistością, to w końcu zmieniająca się rzeczywistość wygrywa. I chyba ten moment właśnie nadchodzi. Choć każda epoka uważa, że jest w jakiś sposób wyjątkowa, to czas, w którym żyjemy, jest naprawdę bezprecedensowy. Szybkość zmian jest nieporównywalna do żadnego innego okresu w historii ludzkości. Technologia, której używamy, podwaja swoje moce w czasie 18-24 miesięcy. Ile przełomowych odkryć miało miejsce w całym 1922 roku? Jedynie 7. A w 1923? Zaledwie 12. W roku 2024 w ciągu każdej godziny prawdopodobnie pojawia się więcej osiągnięć naukowo-technicznych niż w całym 1?2?!
Naprawdę żyjemy w najbardziej niezwykłym okresie w historii ludzkości. A to dopiero początek, bo jak twierdzi Peter Diamandis, założyciel Singularity University i współautor książki Przyszłość jest bliżej, niż nam się wydaje[2], w ciągu najbliższych 10 lat ludzkość doświadczy większego postępu niż przez całe ubiegłe stulecie!
Zmieniła się też demografia! W ostatnich 100 latach populacja wzrosła z jednego do 8 miliardów ludzi, a średnia długość życia, a więc okres, jaki powinien obejmować system uczenia, wydłużył się do ponad 70 lat (kiedyś było to 40 lat).
We współczesnym świecie jesteśmy też coraz bardziej wyspecjalizowani, zależni od siebie nawzajem, żyjąc w złożonych i dynamicznych systemach. Ponosimy za to ogromne koszty środowiskowe i społeczne. Cierpimy też na przeciążenie informacyjne. Na naszych oczach zmienia się rynek pracy: projektanci user experience, detektywi do spraw danych, analitycy blockchain, influencerzy - to wszystko zawody, które nie istniały jeszcze 15 lat temu.
Więc co będzie dalej? Tego nikt tak naprawdę nie wie, ja też nie.
Może właśnie dlatego postanowiłam napisać tę książkę - żeby zebrać dostępną wiedzę i postawić właściwe pytania. Nie będę przewidywać przyszłości, po prostu zastanowię się nad zmianami, z których wiele już trwa, a które mogą mieć wpływ na edukację i uczenie się.
Punktem wyjścia dla mnie jest przekonanie, że wykształcenie nie jest czymś, co się nabywa, a następnie posiada, ale procesem ciągłym, wielokierunkowym, trwającym od urodzenia do śmierci. A jego celem jest znalezienie odpowiedzi na 3 bardzo podstawowe pytania, mianowicie: "kim jestem?", "gdzie jestem?" i "co robię / co robimy wspólnie?".
Odpowiedź na pytanie "kim jestem?" to tak naprawdę rodzaj sokratejskiego poznania samego siebie. Dziś jest ona istotniejsza niż kiedykolwiek wcześniej, ponieważ nasze systemy poznawcze znajdują się teraz pod ogromną presją. Biologicznie bowiem wciąż jesteśmy jedną z małp człekokształtnych. Jeśli weźmiesz dziecko sprzed 20 tysięcy lat i umieścisz je w dzisiejszym środowisku, będzie ono w stanie przetrwać i działać w sposób nieróżniący się zbytnio od zachowań innych ludzi.
Co to wszystko oznacza dla edukacji? Po pierwsze, pytanie "kim jestem?" odnosi się do zindywidualizowanego i spersonalizowanego procesu uczenia. Oznacza przejście od standaryzowanej edukacji do nauczania biorącego pod uwagę indywidualne zainteresowania i możliwości każdego ucznia. Chodzi więc tak naprawdę o maksymalizację indywidualnego potencjału.
Po drugie, liczy się nauka myślenia i uczenia się. To prowadzi nas do takich rozwijających się dziś dynamicznie dziedzin, jak neuronauka, kognitywistyka i psychologia edukacyjna. Wielkie postępy poczyniono zwłaszcza w dziedzinie funkcjonowania mózgu i neuroobrazowania. Dziś w małych placówkach szkolnych na całym świecie testowane są z sukcesem nowe metody pedagogiczne oparte na neurokonstruktywizmie, które stawiają na rozwój nawyków, traktując mózg (a co za tym idzie - także myślenie i uczenie) jak mięsień, który trzeba trenować. Prawdziwą trudnością będzie jednak skalowanie i skuteczne wprowadzenie tych metod nauczania absolutnie wszędzie, w każdej, nawet najmniejszej szkole na końcu świata.
Po trzecie, chodzi też o dbanie o siebie, świadomość, odżywianie, sen i przede wszystkim dobre samopoczucie psychiczne. Liczą się więc zarządzanie sobą, samoświadomość, samokontrola i samokierowanie. To ważne, bo jesteśmy niemalże zaprogramowani do konsumowania i poszukiwania wciąż nowych informacji. Pochłaniamy puste kalorie i bajty informacji niemal kompulsywnie, ponieważ daje nam to chwilowe poczucie szczęścia, powoduje wyrzut dopaminy do krwi. Konsumowanie różnych treści rujnuje naszą koncentrację, pamięć i uważność, ale także stanowi wyzwanie dla samokontroli. Skala stosowania leków przeciwdepresyjnych, a także fakt, że 1/3 zachodniej populacji ma nadwagę, wskazują, że w tym skomplikowanym, szybko zmieniającym się, bardzo technologicznym świecie musimy dać uczniom narzędzia, metody i techniki, aby mogli kontrolować i projektować swoje życie oraz odnaleźć jego sens. I aby mogli odpowiedzieć na pytanie: czy możesz zaoferować światu coś, czego nie potrafi zrobić Google czy ChatGPT?
Tym, w czym ludzki umysł musi się więc zacząć specjalizować, jest umiejętność odróżniania faktów od opinii, poruszania się w lawinie informacji, aby móc odfiltrować te ważne od mniej ważnych, prawdziwe od nieprawdziwych.
Umiejętności cyfrowe nie polegają na stukaniu w telefon komórkowy lub tablet, ale umożliwiają radzenie sobie z niejednoznacznością, integrowanie różnych źródeł informacji, syntetyzowanie wiedzy.
Wyzwaniem jest także to, że coraz więcej informacji i wiedzy pochodzi spoza środowiska szkolnego i musimy nauczyć się właściwie z nich korzystać. Dziś jeśli chcesz wysłuchać światowej klasy wykładu na dowolny temat, wystarczy, że otworzysz Courserę lud edX i znajdziesz wykład, który poprowadzi na przykład profesor z Harvardu, Massachusetts Institute of Technology (MIT), Oxfordu lub sam Andrew Ng - jeden ze współtwórców nowoczesnej sztucznej inteligencji - i to zupełnie za darmo!
Powinniśmy też skupić się w nauczaniu na lawinowo rosnących problemach czy to społecznych, czy środowiskowych, aby zapewnić przyszłym pokoleniom jasne zrozumienie wyzwań, przed którymi stoimy, a które sami stworzyliśmy. Aby umieć sobie z nimi radzić, powinniśmy znacznie więcej uczyć się przez działanie. Odejść od liniowej i podzielonej na kawałki edukacji: przedszkole, szkoła, uniwersytet, praca zawodowa, i rozpocząć mieszanie tych poszczególnych etapów!
Naszym zadaniem jest dążenie do prawdziwej synergii edukacji i doświadczeń zawodowych. W najbliższej przyszłości większość profesjonalistów będzie w stanie ukończyć kilka różnych kierunków studiów, zdobyć różne specjalizacje i wiele razy zmieniać zawody. Środowisko szkolne musi więc wspierać nas w tych zmianach i zapewnić miejsce do refleksji, modyfikowania i dostosowywania się do ciągle zmieniającego się świata.
Szkoła powinna być w związku z tym miejscem, w którym uczniom zadaje się następujące pytania: "Czego naprawdę potrzebujesz, aby zrealizować swoje plany?", "Jakie masz talenty, które możesz wykorzystać w przyszłości?".
Wierzę, że jest to możliwe.