Stracone pokolenie PRL - Sławomir Koper

Reflow text when sidebars are open.
1 Cześć, starenia! Wspomnienia o Zbyszku Cybulskim, red. M. Pryzwan, Warszawa 2007, s. 157.
2 Za: J. Afanasjew, Okno Zbyszka Cybulskiego, Warszawa 2008, s. 127.
3 Cześć, starenia!..., s. 61.
4 Ibidem, s. 32.
5 J. Gruza, Telewizyjny alfabet wspomnień, "Gazeta Telewizyjna", 51/2000.
6 Za: Zbigniew Cybulski. Aktor XX wieku, red. J. Ciechowicz, T. Szczepański, Gdańsk 1977, s. 94.
7 Cześć, starenia!..., s. 160.
8 Za: Zbigniew Cybulski. Aktor..., s. 95.
9 A. Wajda, Powtórka z całości, Warszawa 1989, s. 46.
10 Za: Zbigniew Cybulski. Aktor..., s. 101.
11 Cześć, starenia!..., s. 96-97.
12 Za: Zbigniew Cybulski. Aktor..., s. 122.
13 Cześć, starenia!..., s. 62.
14 Ibidem, s. 127.
15 Ibidem, s. 194.
16 Ibidem, s. 80.
17 Za: Zbigniew Cybulski. Jak być kochanym, http://www.gala.pl/wywiady-i-sylwetki/zbigniew-cybulski-jak-byc-kochanym-7098.
18 Cześć, starenia!..., s. 82.
19 Za: Zbigniew Cybulski. Jak być kochanym.
20 Cześć, starenia!..., s. 135.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Afanasjew J., Okno Zbyszka Cybulskiego, Warszawa 2008
Aktorki polskiego filmu, red. A. Jasztal, Warszawa 2010
Anderman J., Fotografie, Kraków 2002
Anderman J., Stachura. Najlepszy poeta świata, http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,132749,16379748,Najlepszy_poeta_swiata.html
Andrzej Brycht: Wracam do literatury, "Dziennik Łódzki", 23.09.1987
Baniewicz E., Anna Dymna. Ona to ja, Warszawa 2011
Baniewicz E., Dymna, Warszawa 2014
Batura E., Księżycowy chłopiec, Warszawa 2001
Bereś W., Skoczylas J., Generał Kiszczak mówi... prawie wszystko, Warszawa 1991
Biały niedźwiedź, "Przekrój", 47/1958
Bielas J., Kobiety Edwarda Stachury, http://www.ikmag.pl/miesiecznik/rozmaitosci/kobiety_edwarda_stachury_wedrowka_czlowieka.html
Brycht A., "...pragnę napisać piekielnie ostrą powieść polityczną...", "Żołnierz Wolności", 14.07.1967
Bryll E., Przy okazji..., "Panorama", 49/1979
Buchowski M., Edward Stachura. Biografia i legenda, Opole 1993
Celmer-Zajączkowski A., Taniec na ostrzu brzytwy, "Teatr", 7/1991
Cybulski W., Dymny, Dymny, "Film", 25/1983
Czarniecki S., Tarpany, "Ekran", 32/1961
Cześć, starenia! Wspomnienia o Zbyszku Cybulskim, red. M. Pryzwan, Warszawa 2007
Dasko H., Andrzej Brycht - finał, http://niniwa22.cba.pl/brycht_final.htm
Dasko H., Jeszcze pokażę wszystkim skurnolom, "Gazeta Wyborcza", 26.08.1999
Dasko H., Nie ma miłości szczęśliwej. Andrzej Brycht, "Gazeta Wyborcza", 19.08.1999
Dasko H., Odlot malowanego ptaka, Warszawa 2009
Derecki M., Lubelskie lata Edwarda Stachury, Lublin 2009
Dominik T., Karewicz M., Złota młodzież, niebieskie ptaki. Warszawka lat 60., Warszawa 2003
Drużyńska J., Jankowski S.M., Kolacja z konfidentem. Piwnica pod Baranami w dokumentach Służby Bezpieczeństwa, Kraków 2006
Dusza czyśćcowa: wspomnienia o Stanisławie Grochowiaku, red. A. Romaniuk, Warszawa 2010
Dworniczak A., Stanisław Grochowiak, Poznań 2000
Dymna A., Szczawiński W., Warto mimo wszystko, Kraków 2006
Dymny, "Przekrój", 13/1988
...Dymny... Dymny... reż. Jolanta Słobodzian, TVP 1982
Edward Stachura, TVP 1992
Edward Stachura. Niedokończona opowieść, scenariusz i realizacja E. Wanat, TVP SA, Poznań 1996
Errata do biografii. Andrzej Brycht, http://vod.tvp.pl/dokumenty/historia/errata-do-biografii/wideo/andrzej-brycht/4285315
Fac B., "Czerwona Róża" dla Gdańska, "Litery", 1/1969
"Film", 2/1992
Gruza J., Telewizyjny alfabet wspomnień, "Gazeta Telewizyjna", 51/2000
Hańbowski J., O "Ostatnim strzale"... bez strzału, "Panorama Północy", 35/1958
IPN BU 001043/95
IPN BU 0236/171/1
IPN BU 1317/68
IPN Kr 009/3209
Iwaszkiewicz J., A może tak coś fabularnego?, "Życie Warszawy", 304/1963
Jakubowski J., Dwa życia Bruna, "Pobocza", 1/2009
Jerzy Urban. Rozmawia Marta Stremecka, Warszawa 2013
Jerzyna Z., Wspomnienie o Stanisławie Grochowiaku, "Tygodnik Kulturalny", 3/1982
Jerzyna Z., Z epizodów zapamiętanych, "Poezja", 10-11/1986
Jończyk S., Debiut Andrzeja Brychta, "Kierunki", 17/1961
"Kamena", 23/1986
Karaszkiewicz J., Słodkie lata, "Gazeta Wyborcza", 15.05.1998
Kępiński P., Sikorski A., Któż to opisze, któż to uciszy. Rozmowy z Wincentym Różańskim, b.m.w. 1997
Klim A., Seks, sztuka i alkohol. Życie towarzyskie lat 60., Warszawa 2013
Komeda-Trzcińska Z., Zośka, Komeda i inni, Warszawa 1996
Konwicki T., Wschody i zachody księżyca, Warszawa 1990
Kowalski J., Teresa Tuszyńska znika, "Wysokie Obcasy", 6/2011
Krasiński J., Stanisław Grochowiak - uległy czy kolczasty, "Tygodnik Powszechny", 45/1995
Krupiński W., Głowy piwniczne, Kraków 2007
Kryska S., Grochowiak we "Współczesności", "Poezja", 10-11/1976
Księstwo Warszawskie, "Gazeta Wyborcza", 06.11.2003
Kucharska M., Kamera gotowa, "Poezja", 8/1981
Kuncewicz P., Stanisław Grochowiak, "Kierunki", 36/1977
Łuszczyna M., Liryka, epika, kastet, "Bluszcz", 7/2010
Machcewicz P., "Służbowy" raport z Monachium, "Plus, Minus", 30/2007
Marx J., Legendarni i tragiczni, Warszawa 2000
Marx J., Sztuczne raje Grochowiaka, "Odrodzenie", 38/1986
Mętrak K., Mowa wygłoszona z okazji Zaduszek 1979 roku, "Literatura", 30/1981
Milczewski S., Pamięci Bruna, "Kalendarz Grudziądzki", 2009
Milczewski S., Wspomnienie o ojcu, "Kalendarz Grudziądzki", 2004
Milczewski-Bruno R., Listy, Warszawa 1989
Młodość, uroda, wielka nadzieja, "Wiadomości Filmowe", 1/1960
Morawski S., Powrót do źródeł, "Film", 12/1967
Nawratowicz B., Piwnica pod Baranami. Początki i rozwój, Kraków 2010
Nowakowski M., Pióro. Autobiografia literacka, Warszawa 2012
Nowicki K., Milczewska okolica [w:] R. Milczewski-Bruno, Poezja, Warszawa 1989
Nowik M.J., Tetetka. Wspomnienia o Teresie Tuszyńskiej, Warszawa 2013
O Zbigniewie Cybulskim. Zebrane wspomnienia z życia aktora, red. W. Bielicki, Warszawa 1969
O Zbyszku Cybulskim w 42. rocznicę śmierci, "Gazeta Wyborcza", 08.01.2009
Olczak-Ronikier J., Piwnica pod Baranami, czyli koncert ambitnych samouków, Warszawa 1997
Osiecka A., Rozmowy w tańcu, Warszawa 1992
Osiecka A., Szpetni czterdziestoletni, Warszawa 1985
Pacuła M., Początek, "Przekrój", 7/1998
"Panorama Północy", 32/1961
"Panorama Północy", 40/1958
Peltz J., Młodzi kręcą film o miłości, "Film", 37/1959
Pełka A., Wolność noszenia, http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/historia/224140,1,wolnosc-noszenia.read#ixzz1cSiOmsnS
"Poezja", 10-11/1976
Przychodzimy, odchodzimy. Wiesław Dymny http://www.polskieradio.pl/8/2384/Artykul/782736,Dymny-byl-genialnym-tworca-po-ktorym-niewiele-mozna-wylozyc-na-stol
"Radar", 9/1983
Raport z Monachium w TV, "Tygodnik Kulturalny", 46/1968
Roman A., Czterdziestu wspaniałych, Warszawa 2003
Rozmowa z Agnieszką Pyzio, córką Czesławy Kulikowskiej z dnia 20.08.2014
"Rzeczpospolita", 14-15.03.1998
Sarzyński P., Wolny M., Kronika śmierci przedwczesnych, Warszawa 2000
Siedlecka J., Wypominków ciąg dalszy, Warszawa 1999
Stachura E., Listy do pisarzy, Warszawa 2006
Stachura E., Pogodzić się ze światem, "Twórczość", 1/1980
Stachura E., Wszystko jest poezją, Warszawa 1982
Staniszkis: Życie umysłowe i uczuciowe. Rozmawia Cezary Michalski, Warszawa 2010
Szaszkiewiczowa K., Podwójne życie Szaszkiewiczowej, Kraków 2011
Szatkowski J., Posłowie [w:] R. Milczewski-Bruno, Listy, Warszawa 1989
Szostak V., Jadwiga Grabowska. Warszawska Grabolka podbija świat mody, http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,100958,12275304,Jadwiga_Grabowska__Warszawska_Grabolka_podbija_swiat.html
"Sztandar Młodych", 24-26.05.1985
Szyngwelski W., Sted. Kalendarium życia i twórczości Edwarda Stachury, Warszawa 2003
Śliwonik R., Portrety chwil albo uładnianie, Toruń 2004
Śliwonik R., Portrety z bufetem w tle¸ Warszawa 2001
Teresa Tuszyńska: Młoda, wspaniała, śliczna, http://film.interia.pl/wiadomosci/film/news/teresa-tuszynska-mloda-wspaniala-sliczna,1838991,38
Tkaczuk W., Biała magia, "Filipinka", 10/1982
Tochman W., Schodów się nie pali, Kraków 2000
Toeplitz K.T., Do widzenia, do jutra, "Świat", 19/1960
Tyrmand L., Życie towarzyskie i uczuciowe, Warszawa 2009
Urban J., Kryminał z trupem autora, "Polityka", 35/1971
Wajda A., Powtórka z całości, Warszawa 1989
Wąs M., Wiesław Dymny, Kraków 2013
Wieczorkowski A.J., Mój PRL, Warszawa 2007
Wieczorkowski A.J., Obsypany liryką i popiołem smutku, "Gazeta Wyborcza", 10.04.1999
Wieczorkowski A.J., Zły świadek, "Radar", 44/1986
Wielki talent i szalony język. Ryszard Milczewski-Bruno i jego poezja, http://www.polskieradio.pl/9/396/Artykul/1160799,Wielki-talent-i-szalony-jezyk-Ryszard-MilczewskiBruno-i-jego-poezja
Wiśniak K., Z życia scenografa, Kraków 1998
Wróblewski J., Zakochany Cybulski, http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/film/221153,1,.read
Wspomnienia, listy Edwarda Stachury do Danuty Pawłowskiej cz. I http://sted-tworczosc.blog.onet.pl/2012/01/17/wspomnienia-listy-edwarda-stachury-do-danuty-pawlowskiej-cz-i/
Zbigniew Cybulski. Aktor XX wieku, [red. J. Ciechowicz, T. Szczepański] Gdańsk 1977
Zbigniew Cybulski. Jak być kochanym, http://www.gala.pl/wywiady-i-sylwetki/zbigniew-cybulski-jak-byc-kochanym-7098
Zbigniew Irzyk mówi o grupie Współczesność. Rozmawia Danuta Błaszak, http://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=3&ved=0CDQQFjAC&url=http%3A%2F%2Fwww.miastoliteratow.com%2Fdocs%2Firzykowspolczesnosci.doc&ei=W237U8SqKqj17Aay54HgBA&usg=AFQjCNGoUy3xgDqeiaL5SsgcrqaruKorxg&sig2=qY80nEumF7W6J4mwW5HlSw&bvm=bv.73612305,d.ZGUZwiązani, http://ipn.gov.pl/__data/assets/pdf_file/0003/54057/1-13835.pdf
Zyta Oryszyn: Chciałam wytłumaczyć, o czym napisałam swoją ostatnią książkę - "Ocalenie Atlantydy", rozmawia Karolina Sulej. http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,13882678,Zyta_Oryszyn__Chcialam_wytlumaczyc__o_czym_napisalam.html?as=2
Żernicki J., Tren dla Bruna, "Poezja", 8/1979
Żernicki J., Bruno i Sted, "Poezja", 9/1981
Ulubieńcy bogów umierają młodo" - powtarzał na krótko przed śmiercią Zbyszek Cybulski i ten cytat z Fryderyka Nietzschego mógłby być właściwym mottem tej książki. Kolejna pozycja z cyklu o elitach PRL przedstawia bowiem losy ludzi, którzy z różnych powodów nie zrobili karier, do jakich byli predysponowani, i którzy odeszli z tego świata przedwcześnie, często w tragicznych okolicznościach, by dopiero po śmierci stać się ikonami kultury masowej.
W biografiach bohaterów tej książki doszukać się można wielu podobieństw. Praktycznie każdy z nich rozpoczynał od ogromnych sukcesów, by potem utracić niemal wszystko. W życiu każdego dużą rolę odgrywał alkohol, rozpadały się ich związki uczuciowe, cierpieli z powodu niezrozumienia przez środowisko. I co charakterystyczne - przyczyn ich niepowodzeń życiowych nie sposób doszukiwać się w sprawach natury politycznej, bo choć wszyscy funkcjonowali w specyficznych warunkach epoki PRL, to jednak polityka nie odegrała w ich życiu większej roli. Powodami ich porażek były raczej wady charakteru, prywatne słabości, nadmierna wrażliwość, a czasami nieumiejętność przystosowania się do otaczającej rzeczywistości.
Większość bohaterów tej książki szybko dotarła na szczyt powodzenia. Ze Zbyszkiem Cybulskim identyfikowały się tysiące młodych ludzi, Teresę Tuszyńską okrzyknięto ideałem kobiecej urody, Andrzej Brycht zaś uchodził za następcę Marka Hłaski. Edward Stachura stał się wieszczem dla niemal całego młodego pokolenia, natomiast Stanisława Grochowiaka uważano za kandydata do literackiej Nagrody Nobla. I tylko Ryszard Milczewski-Bruno i Wiesław Dymny uchodzili za outsiderów, ale nawet oni nie mogli narzekać na brak uznania i nagród potwierdzających ich niepospolite talenty.
Pracując nad tą książką, zdałem sobie sprawę z jej pokrewieństwa z inną pozycją mojego autorstwa, czyli ze Skandalistami PRL. Pisałem tam o Marku Hłasce i Rafale Wojaczku, którzy równie dobrze mogliby zagościć na kartach książki o straconym pokoleniu. Podobnie zresztą jak Ireneusz Iredyński - jeden z bohaterów mojej pracy Alkohol i muzy.
Zdaję też sobie sprawę z faktu, że pominąłem wielu artystów, którzy idealnie wpisywaliby się w temat straconego pokolenia. Andrzej Bursa, Małgorzata Hillar, Kazimierz Ratoń, Józef Gielo, Andrzej Babiński czy Marian Ośniałowski to twórcy, którzy również powinni znaleźć się w tej książce. Niestety, każda pozycja wydawnicza ma określony rozmiar, a ja zawsze wychodziłem z założenia, że nie można pisać o wszystkich. W takim bowiem przypadku otrzymalibyśmy encyklopedyczne notki pozbawione życia i ograniczone do suchych, skrótowo przedstawionych faktów. Nie wykluczam jednak, że w przyszłości powrócę jeszcze do tego tematu.
Pragnę też uspokoić Czytelników obawiających się pewnych powtórek z mojej strony. Co prawda zajmowałem się już osobą Zbyszka Cybulskiego, ale w niniejszej książce podjąłem opowieść o jego losach od miejsca, w którym kiedyś przerwałem narrację. I przedstawiłem go tutaj nie jako młodzieńca stojącego u progu wielkiej kariery, ale jako dojrzałego aktora, którego talentu i możliwości polska kinematografia nigdy właściwie nie wykorzystała - jako człowieka, który umierając w 39. roku życia, miał poczucie życiowej klęski.
Podczas pracy nad tą książką zdecydowanie rzadziej korzystałem ze źródeł zgromadzonych w archiwach IPN. Nie był to jednak mój własny wybór - po prostu moi bohaterowie na ogół byli ludźmi całkowicie apolitycznymi i w przypadku większości z nich zachowały się wyłącznie wnioski paszportowe. Wyjątkiem od tej reguły był Andrzej Brycht, ale akurat on różnił się od pozostałych postaci również pod wieloma innymi względami.
Motywem przewodnim Straconego pokolenia jest alkohol, bo rzeczywiście w czasach PRL wódka płynęła szeroką strugą. Ale nie sposób nie przypomnieć w tym miejscu opinii Janusza Głowackiego, według którego w tamtych latach "po pijaku lub na kacu" powstało o wiele więcej wybitnych dzieł "niż obecnie na trzeźwo". I to jest jeden z największych paradoksów tamtych lat.
Nie byłbym sobą, gdybym przy okazji nie zweryfikował niektórych mitów związanych z bohaterami tej książki, bo przecież w rzeczywistości Zbyszek Cybulski wcale nie był aktorem rozchwytywanym przez reżyserów, Stachura dość dobrze radził sobie pod względem finansowym, a Milczewski-Bruno nie popełnił samobójstwa. Opisując losy moich bohaterów, nie szczędziłem mało znanych informacji na temat ich życia prywatnego i podejrzewam, że niektóre z nich mogą być dużym zaskoczeniem dla Czytelników. Ale to właśnie dzięki nim przedstawiany obraz nabiera cech życia, albowiem nic tak nie zubaża biografii jak ograniczenie się wyłącznie do opisu działalności publicznej. Na wizerunek artysty składa się zarówno jego dzieło, jak i życie prywatne i dopiero z połączenia tych elementów możemy uzyskać w miarę pełny obraz interesującej nas postaci. A nic tak nie służy autentyczności portretu człowieka jak nadanie mu zwykłych, ludzkich cech, ze wszystkimi zaletami, wadami i słabościami.
Sławomir Koper
Zbigniew Cybulski nie przepadał za grą w teatrze, twierdził bowiem, że tam najbardziej widoczne są jego ograniczenia. Miał problemy z dykcją i nie dysponował silnym głosem, a to na scenie stanowiło poważny problem. Podczas występów na żywo nie było również możliwości zamaskowania wad jego sylwetki, a Cybulski nie był zadowolony ze swojego wyglądu.
"Był idolem młodzieży - wspominał aktor Jacek Domański - a jednocześnie miał kompleksy: duża głowa i duża pupa. Opowiadał mi, że kiedyś na basenie zobaczył wspaniałą dziewczynę. Olśniła go, zapomniał, gdzie jest, zrobił krok w jej kierunku - okazało się, że jest niższy! Ogromnie go to speszyło. Potem przez długi czas nosił w butach wkładki"[1].
Kompleksy gwiazdora były tak poważne, że wstydził się rozebrać na plaży. Dlatego z reguły przychodził "ubrany po szyję", odsłaniał wyłącznie klatkę piersiową, po czym "natychmiast zakopywał się w piasku tak, by ukryć nogi".
Reżyserzy teatralni za nim nie przepadali, uchodził bowiem za aktora dość kłopotliwego we współpracy. Zawsze spóźniał się na próby, a czasami nawet na przedstawienia. Zdarzało się, że przyjeżdżał do teatru kilka minut po ostatnim dzwonku, by w kompletnej ciszy przejść przez widownię i natychmiast rozpocząć grę.
W ciągu kilkunastu lat kariery aktorskiej wziął udział tylko w dziesięciu inscenizacjach, a prowadząc kabaret Bim-Bom, zadowalał się wyłącznie rolą animatora całego przedsięwzięcia. Nie miał zresztą najlepszej opinii o współczesnej sztuce teatralnej i nie popierał nowych form inscenizacji.
"Nie znoszę wydziwiania w teatrze, które wynika z naszego kompleksu intelektualnego - tłumaczył. - Chcemy w ten sposób udowodnić, że jesteśmy inteligentni. A widzów odstrasza to od teatru. [...] Denerwuje mnie przekonanie, że Polska jest pępkiem świata, denerwuje mnie doszukiwanie się aluzyjności np. u Becketta, który pisząc Czekając na Godota, rzekomo miał na myśli Polskę, albo też Garcin ze sztuki Sartre'a Przy drzwiach zamkniętych to polski dziennikarz z Domu Dziennikarza na Foksal"[2].
Cybulski nie był zresztą człowiekiem, który potrafiłby dziesiątki razy odtwarzać tę samą rolę, ponieważ uważał, że rutyna zabija to, co w sztuce najważniejsze. Dlatego w każdym przedstawieniu starał się dodać coś od siebie.
"Jak się z nim grało? - pytał retorycznie Jerzy Goliński. - Przede wszystkim nigdy nie umiał tekstu do końca, ale nie był bezradny. Każdy spektakl potrafił zagrać inaczej i to właśnie uważam za jego największą zasługę. Dla partnerów nie musi to być uciążliwe, jeśli tylko poczują "tego samego bluesa". Zbyszek wyprzedził swoją epokę. Wyszedł z harcerstwa, z artystycznych happeningów, jakby to dzisiaj powiedziano. Improwizował do końca"[3].
Potrafił jednak wykorzystywać nawet swoje słabości. Miał wadę wzroku i do normalnego funkcjonowania potrzebne mu były mocne szkła. A przez zupełny przypadek zaczął nosić ciemne okulary, które miały się stać jego znakiem rozpoznawczym.
"Pod koniec lat czterdziestych siostra przysłała mi ze Szwecji piękne, czarne okulary - wspominał kolega z uczelni Jarosław Drycz. - Zbyszek przez pół roku chodził za mną i prosił, bym mu je sprzedał. Uległem w końcu, choć nie pamiętam, czy je sprzedałem, czy zamieniłem na fajkę. Zbyszek palił fajkę - miał śliczną, o lekko zagiętym w dół cybuchu. Przy czarującym uśmiechu i pięknych zębach, w ciemnych okularach było mu z nią bardzo do twarzy"[4].
Czasami jednak na scenie nie mógł założyć szkieł, co przynosiło zaskakujące efekty. Cybulski bowiem na ogół nie pamiętał całego tekstu i ratował się notatkami. A jako krótkowidz musiał je czytać z małej odległości.
"Zwykle zapisywał tekst sztuki na meblach, ścianach, wiszących kalendarzach i podłodze - opowiadał Jerzy Gruza. - Później krytycy pisali o ciekawej interpretacji, że pół aktu Zbyszek grał na kolanach z twarzą przy ziemi"[5].
Zdecydowanie bardziej odpowiadała mu praca w filmie, ale tam początkowo również nie odnosił sukcesów. Zadebiutował w Pokoleniu Wajdy, jednak po ingerencji cenzury z jego roli pozostał epizod, na który większość widzów nie zwróciła większej uwagi. Jeszcze gorzej było w przypadku Kanału, bo mimo poparcia ze strony asystenta reżysera w ogóle nie dostał angażu.
"Czyniąc przygotowania do realizacji - wspominał Janusz Morgenstern - podjąłem próbę obsadzenia Zbyszka w jednej z głównych ról, a mianowicie Koraba. Wajda jednak nie dał się przekonać, wolał Janczara. U Zbyszka przeszkadzały mu okulary, mówił, że ma małe oczy bez wyrazu. Ostatecznie chyba dobrze się stało. Janczar zagrał bardzo dobrze powierzoną mu rolę"[6].
Wreszcie zaproponowano mu główną rolę - zagrał Rafała we Wrakach Ewy i Czesława Petelskich. Nie był to jednak wybitny film, a sam Cybulski po latach miał gorzko wspominać pracę nad nim:
"[...] było zimno, wiał wiatr, woda w morzu lodowata. Musiałem parokrotnie skakać do wody. Gdy wyciągano mnie na pokład, za każdym razem dostawałem szklankę wódy i z powrotem do wody. Nikt nie pytał, jak się czuję, czy mam dosyć, czy mi to odpowiada, czy też nie"[7].
Wydawać się mogło, że nad jego karierą filmową ciążyło jakieś fatum, albowiem gdy dostał główną rolę w adaptacji Ósmego dnia tygodnia Hłaski, to ze względów politycznych film nie wszedł na ekrany. Jego premiera odbyła się dopiero po upływie ćwierćwiecza, gdy reżysera, scenarzysty i odtwórcy głównej roli męskiej nie było już wśród żywych.
Cybulski cierpliwie czekał i wreszcie dostał dużą, odpowiednią dla siebie rolę. Zawdzięczał to w dużej mierze Januszowi Morgensternowi, który zawsze był wielbicielem jego talentu.
"[...] powiedziałem Wajdzie, że bardzo mi zależy na tym, aby Zbyszek zagrał Maćka w Popiele i diamencie - wspominał reżyser po latach. - Zdjęcia próbne ze Zbyszkiem wyszły, w moim przekonaniu, tak znakomicie, że Wajda zdecydował się go obsadzić. Pojawiła się jednak inna przeszkoda. Otóż kierownikiem artystycznym filmu był Kawalerowicz i do niego należało zatwierdzenie obsady głównych ról. Kawalerowicz miał wątpliwości, gdyż po obejrzeniu Ósmego dnia tygodnia uznał, że Zbyszek wypadł słabo. Ja jednak powiedziałem Wajdzie: niech wybiorą - albo Zbyszek gra rolę Maćka, albo ja rezygnuję z dalszej współpracy. Wajda zgodził się pod warunkiem, że ja będę przygotowywał próby, pracował ze Zbyszkiem nad tekstem, gdyż już wtedy mówiło się, że nie uczy się roli i przychodzi na zdjęcia nieprzygotowany. Przyjąłem te warunki"[8].
Cybulski przed kamerą był sobą, nie zdejmował nawet ciemnych okularów, co zresztą znalazło logiczne uzasadnienie w filmie. Maciek Chełmicki miał bowiem cierpieć na nadwrażliwość na światło, której nabawił się, wędrując kanałami podczas Powstania Warszawskiego. A Wajda poszedł na całość i zgodził się, aby Cybulski nie używał przygotowanych dla niego kostiumów.
"[...] Zbyszek ubrany był tak jak zawsze - wspominał reżyser - w [...] jeansy, zieloną, wyjściową kurtkę, przez ramię przewieszony wojskowy chlebak, sznurowane trzewiki. Oczywiście, uprzejmie przymierzył on w garderobie wszystkie przygotowane kostiumy, ale w końcu ubrał się we własne ubranie. Szedł na zdjęcia absolutnie przekonany, że zrobił to, co do niego należy... Był sobą i chciał oddać się filmowi Popiół i diament cały, razem z butami i blaszaną manierką, którą nosił w chlebaku. Czyż jako reżyser mogłem nie zrozumieć tego wyzwania?"[9].
Aktor wniósł również wiele do scenariusza - to właśnie on zaproponował swoją wersję sceny śmierci Szczuki, gdy po oddaniu strzałów zabójca i ofiara "padają sobie w objęcia". A to wszystko na tle wybuchających fajerwerków odpalanych z powodu zakończenia wojny.
"Zbyszek był również gorącym orędownikiem mojego pomysłu - apelu poległych, czyli zapalania przy barze przez bohaterów kieliszków spirytusu - opowiadał Morgenstern. - Wajda nie zamykał się tylko we własnych wyobrażeniach dotyczących przyszłego filmu, miał tę wspaniałą zaletę, że potrafił nakłonić najbliższych współpracowników: asystentów, aktorów, operatora, do twórczego działania"[10].
Sukces filmu przeszedł najśmielsze oczekiwania, a Cybulski z dnia na dzień stał się prawdziwą gwiazdą. Ulice polskich miast zaludniły się jego sobowtórami - tysiące młodych ludzi zaczęły zakładać ciemne okulary i ubierać się tak jak on. Został pierwszym aktorskim idolem epoki PRL.
"Oto po kilku latach stalinowskiego terroru - wspominał Jacek Fedorowicz - po mordowaniu i opluwaniu bohaterów, po popadnięciu z jednej niewoli w drugą [...], po latach krzyczącej niesprawiedliwości, kiedy największych patriotów sądy nazywające się polskimi skazywały za współpracę z hitlerowcami, po tym wszystkim nagle widzowie zobaczyli na ekranie AK-owca, który jest - jak to się wtedy klasyfikowało - bohaterem pozytywnym. Ta pozycja zarezerwowana była dotąd wyłącznie dla dzielnych komunistów. Widzowie wreszcie zobaczyli chłopaka, z którym się chętnie identyfikowali, który pasował do ich - nieco już pewnie wyidealizowanych - wspomnień, ucieleśniał tęsknotę za niepodległym państwem i dawał cień satysfakcji za doznane upokorzenia"[11].
O sukcesie filmu zadecydowała jednak nie tylko polityka, gdyż Cybulski stworzył postać, z którą mogło się identyfikować wielu młodych widzów. To nie był bohater z pomnika ani bojownik, który czuł odpowiedzialność wobec Boga i historii. Był zwykłym, zmęczonym wojną chłopakiem, który tęsknił do osobistego szczęścia i tak naprawdę niewiele różnił się od swoich współczesnych rówieśników.
"Cybulski nie grał postaci historycznej należącej do czasów, jeśli nawet nieodległych, to jednak bezpowrotnie minionych - pisała historyk filmu Alicja Helman. - Grał kogoś współczesnego każdemu młodemu człowiekowi, który kiedykolwiek zasiądzie przed ekranem, by obejrzeć Popiół i diament. Do pewnego stopnia poprzez Chełmickiego Cybulski gra uniwersalny dramat młodości w ogóle"[12].
Ogromny sukces filmu miał się stać w przyszłości największą tragedią zawodową Zbyszka. Przez kolejne lata kariery filmowej chciał odejść od postaci Maćka Chełmickiego i właściwie nigdy mu się to nie udało. Żadna inna jego rola nie wzbudziła podobnego entuzjazmu, ale z drugiej strony Popiół i diament zapewnił mu stałe miejsce w annałach sztuki filmowej. I to zarówno w kraju, jak i za granicą.
Zbyszek Cybulski był typem romantyka, który zawsze poważnie traktował sprawy uczuć i erotyki. Odróżniał się pod tym względem od swojego najbliższego przyjaciela, Bogumiła Kobieli, który dążył do celu najprostszymi sposobami i często odnosił sukcesy. Natomiast Zbyszek przychodził na randki z kwiatami i recytował wiersze, co nie zawsze było doceniane.
W trakcie studiów aktorskich w Krakowie zakochał się w koleżance z uczelni Ewie Lassek. Nie było to jednak najlepiej ulokowane uczucie.
"To było na drugim i trzecim roku studiów - wspominała aktorka Lidia Rybotycka. - Ewa była śliczną, trochę tajemniczą, zgrabną, świetnie ubraną dziewczyną. Poza tym była znakomitą aktorką i w życiu, i na scenie. Pracowała już w teatrze w Katowicach, a my jeszcze studiowaliśmy.
Ze Zbyszkiem przyjaźniłam się, Ewę też dobrze znałam, więc zostałam ich "kurierem". Woziłam listy, przywoziłam suszone kwiaty..."[13].
Ewa lekceważyła jednak Zbyszka, a koleżankom powtarzała, iż "nie może zapominać, że jest z domu Lassek". Jakiś tam Cybulski to było dla niej zdecydowanie za mało i w efekcie nie traktowała adoratora zbyt poważnie. Zbyszek cierpiał i zwierzał się przyjaciołom, odwiedzał ich, "kładł się na kanapie i mówił o Ewie". A chociaż autentycznie ją kochał, to dziewczyna nie widziała dla niego miejsca u swego boku.
Problem przestał istnieć, gdy Cybulski przeniósł się na Wybrzeże. Szybko zdobył tam popularność, co dla panny Lassek było sygnałem, że podjęła niewłaściwą decyzję. Wydelegowała nawet do byłego amanta swoją matkę, która "prosiła, by wrócił do jej córki". Na próżno, albowiem "już wygasło dawne uczucie", a poza tym cała ta sprawa przysporzyła Cybulskiemu zbyt wiele bólu i goryczy.
W Trójmieście miewał przelotne flirty i romanse, wytrwale starał się też o względy sprinterki Barbary Lerczak. Wyznał jej nawet miłość, ale chyba nie był zaskoczony tym, że ich znajomość zatrzymała się na fazie przyjaźni.
"To było czysto platoniczne, piękne uczucie - opowiadała sportsmenka. - Dużo mu zawdzięczam, gdyż otworzył mi oczy na literaturę i film. Był to okres neorealizmu włoskiego. Oglądało się wówczas Cud w Mediolanie, Złodziei rowerów, czytało Małego Księcia. Nie zawsze te rzeczy docierały do mnie. Zbyszek został moim nauczycielem. Czasem tłumaczył mi pewne metafory. Cierpliwie, z czułością"[14].
Przyjaźni tej nie zakłóciły nawet przeprowadzka Barbary do Krakowa ani jej kolejne małżeństwa. Zbyszek często ją odwiedzał, zawsze pamiętał o wysyłaniu kartek ze swoich podróży, czasami pisał dłuższe listy. Zawsze zresztą czuł się odpowiedzialny za swoje sympatie, a ich ewentualne zamążpójście niczego w tej kwestii nie zmieniało. Z drugiej jednak strony miał ogromną liczbę wielbicielek, wobec których starał się być szarmancki, a mimo to jego wrodzone roztargnienie czasami brało górę.
"Zbyszek bez przerwy zakochiwał się - opowiadała Lucyna Winnicka. - Były to chwilowe zauroczenia. Panience na poczcie zanosił bukiecik kwiatków, mówiąc, że jest piękna i cudowna, po czym... zapominał o całym zdarzeniu i o dziewczynie. A panienka była szczęśliwa, bo dostała kwiaty do Cybulskiego!"[15].
Wreszcie spotkał tę, z którą postanowił dzielić życie. Elżbieta Chwalibóg była studentką szkoły plastycznej i uchodziła za jedną z najładniejszych dziewcząt na uczelni. Z Cybulskim poznała się przy okazji drugiego programu Bim-Bomu i początkowo nic nie zapowiadało małżeństwa.
"Nie potrafię powiedzieć, kiedy tak naprawdę zaczęliśmy chodzić ze sobą i staliśmy się parą - wspominała po latach. - Krótko, rok czy półtora, mieszkaliśmy w Sopocie we trójkę: Zbyszek, Bobek i ja. Potem już sami w Gdańsku przy Bramie Straganiarskiej. Pobraliśmy się dopiero po paru latach - w sierpniu 1960 roku"[16].
Ich ślub (opisywałem go w jednej ze swoich poprzednich książek) był wielkim wydarzeniem towarzyskim Trójmiasta. Potem jednak przyszła codzienność, nie najłatwiejsza dla obojga małżonków. Pomimo to lata spędzone nad Bałtykiem były najszczęśliwszym okresem ich związku.
"Dopóki nie wzięliśmy ślubu - mówiła pani Elżbieta - żyliśmy bardzo dobrze i zgodnie [...]. Dlatego najmilej wspominam lata spędzone na Wybrzeżu. To był najpiękniejszy okres w naszym wspólnym życiu. W Warszawie zaczął się prawdziwy koszmar"[17].
Kiedy Cybulscy przenosili się do stolicy, Ela była w ciąży. Warszawa, jako centrum życia kulturalnego kraju, stwarzała o wiele lepsze perspektywy rozwoju. Nie dysponowali jednak mieszkaniem ani pieniędzmi, a Zbyszek nie zawsze miał pracę.
"[...] mieszkaliśmy najpierw w dwóch wynajętych pokojach na ulicy Baśniowej na Ochocie - opowiadała pani Elżbieta. - Właścicielka wyrzuciła nas przed samymi urodzinami Maćka. Zostaliśmy bez mieszkania i kiedy Maciek się urodził, nie miałam dokąd pójść. Trochę czasu spędziłam u Kawalerowiczów, a potem - z maleńkim Maćkiem - pojechałam do Katowic, do państwa Cybulskich. Zbyszek w tym czasie załatwił nam mieszkanie na Browarnej. Później przenieśliśmy się na Czerniakowską"[18].
Podstawowymi problemami w ich związku były jednak charakter i przyzwyczajenia Cybulskiego. Zbyszek mógł być doskonałym przyjacielem i świetnym partnerem w nieformalnym związku, ale kompletnie nie nadawał się na ojca i męża. Wprawdzie zaczął wreszcie dużo zarabiać i mógł zapewnić rodzinie stabilizację finansową, ale w domu bywał jedynie gościem. Poza tym miał duszę wagabundy i nigdy nie potrafił przebywać dłużej w jednym miejscu. Po pewnym czasie Elżbieta zaczęła uważać to za rzecz najzupełniej normalną i "w końcu przestała reagować". Doszło nawet do tego, że kiedy umarł ojciec Zbyszka, aktora poszukiwano przez radio, bo nikt nie wiedział, gdzie może akurat przebywać...
Taki tryb życia musiał się odbić na kontaktach Cybulskiego z synem. Aktor był wprawdzie bardzo dumny ze swojego potomka, ale zupełnie nie umiał tego okazać.
"Kiedy nocą Zbyszek wracał do domu zmęczony, Maciek się budził i chciał bawić się z ojcem. Zbyszka to drażniło. Kochał syna, ale nie potrafił się nim zająć"[19].
Właściwie nigdy nie potrafił się porozumieć z najbliższymi. Był dobrym przyjacielem i powiernikiem, ale zupełnie nie sprawdzał się w roli ojca rodziny. I chyba faktycznie nigdy nie powinien wiązać się na stałe, bo nie dość, że nie był do tego przygotowany, to jeszcze najwyraźniej nie było mu to w ogóle potrzebne.
"Jako mąż musiał być bardzo uciążliwy - przyznawał Michał Roniker. - Taki człowiek nie powinien się żenić. Był bardzo dobry, uczciwy, życzliwy, tyle że jego rodzina nie miała okazji, by się o tym przekonać. Sam zresztą żartował, że gdy przychodzi do domu, syn pyta: - Mamo, kim jest ten pan?"[20].
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.