Stephanie Plum (#19). Natrętna dziewiętnastka - Janet Evanovich


Reflow text when sidebars are open.
Nie wiem, dlaczego musimy gotować się w twoim samochodzie, w południe, w środku lata, i do tego w takiej gównianej okolicy - powiedziała Lula. - Tu pewnie jest już ze sto stopni. Dlaczego jeszcze nie włączyłyśmy klimatyzacji?
- Jest zepsuta - odpowiedziałam.
- No to dlaczego nie otworzysz okna?
- Zacięło się.
- No to dlaczego nie pojechałyśmy moim samochodem? Mój samochód ma wszystko.
- Twój samochód jest czerwony i błyszczący. Ludzie od razu go zauważają i zapamiętują. Ten samochód ma kamuflaż.
Lula poprawiła się na siedzeniu.
- Kamuflaż, też mi coś. To jest kupa złomu.
Miała rację. Ale była to moja kupa złomu, bo z uwagi na okres posuchy na gruncie zawodowym na nic innego nie mogłam sobie pozwolić. Razem z Lulą pracujemy dla mojego kuzyna Vinniego, w agencji poręczycielskiej w Trenton, w New Jersey. Ja jestem agentką do spraw windykacji poręczeń, a Lula moją od-czasu-do-czasu-partnerką.
Parkowałyśmy na Stark Street, obserwując dom z pokojami do wynajęcia. Miałyśmy nadzieję, że uda nam się złapać Melvina Barrela, jak będzie wchodził lub wychodził. Barrel został oskarżony o posiadanie z zamiarem rozprowadzania, Vinnie wykupił go z więzienia, a Barrel nie pojawił się na rozprawie. Lula dostaje pensję pomocy biurowej, ale mnie płacą tylko wtedy, gdy doprowadzę zbiega, dlatego byłam zdecydowana wytrzymać w moim piekielnie gorącym samochodzie, jeśli to oznaczało, że mogłam mieć szansę zgarnięcia Barrela.
- Pracowałam na tej ulicy, gdy byłam jeszcze panienką do wynajęcia - mruknęła Lula - ale stałam w lepszej części. Te domy tutaj są dla kompletnych frajerów. Żadna dziwka z klasą nie pracowałaby w obrębie tego kwartału. Darlene Gotch tu pracowała, ale okazało się, że w ramach hobby mordowała ludzi.
Lula wachlowała się zgruchomioną torebką po fast foodzie, którą znalazła na podłodze z tyłu auta, i owiewał mnie zapach starych frytek i ketchupu.
- Jak nie przestaniesz tak machać tą torebką, to będziemy pachniały, jakbyśmy pracowały przy kuchni w Gdaczącym Kubełku - stwierdziłam.
- No w sumie racja - odparła Lula. - Robię się od tego głodna i chociaż naprawdę lubię aromat tłuszczu z jedzenia, nie chcę, żeby mi włosy tak pachniały, na okoliczność, że mam je świeżo zrobione. Wybrałam odżywkę o zapachu pi?a colady, żeby pachnieć jak tropikalna wyspa.
Tego dnia miała włosy w kolorze strażackiej czerwieni, wyprostowane tak bardzo, że zyskały strukturę szczeciny dzika. Brązowa skóra Luli lśniła od potu. Jej ekstrazmysłowe ciało zostało wciśnięte w jadowicie zieloną elastyczną spódniczkę rozmiaru dwa, a hektary ciała składające się na jej gors wylewały się z jaskrawożółtego topiku na cienkich ramiączkach. Lula ma metr pięćdziesiąt pięć, jest więc nieco ode mnie niższa. Obie jesteśmy w wieku trzydziestu paru lat i obie jesteśmy singielkami.
Nazywam się Stephanie Plum i nie mam ani ciała Luli, ani jej postawy wobec świata, jaka się z tym wiąże. Ja jestem raczej nastawiona na przetrwanie. Mam brązowe, kręcone włosy do ramion, niebieskie oczy, niemal zawsze podkreślone pociągnięciem czarnego tuszu, przyzwoite zęby, uroczy nosek równiutko pośrodku twarzy. I niemal zawsze mogę dopiąć jeansy.
- Popatrz tylko na tego durnia, który idzie do nas środkiem ulicy - odezwała się Lula. - Co on wyprawia, do licha?
Dureń był chudym facetem w gangsterskim stroju: workowatych jeansach, siatkowej koszulce damskiego boksera i butach do koszykówki za siedemset dolarów. Bardziej biegł, niż szedł i co kilka kroków spoglądał przez ramię, skanując wzrokiem ulicę. Zauważył Lulę i mnie, skorygował kurs i pobiegł prosto ku nam. Złapał za klamkę po stronie kierowcy i szarpnął, ale nic się nie wydarzyło.
- Co jest grane? - zainteresowała się Lula.
- Drzwi się zacięły - wyjaśniłam. - Czasem tak się dzieje, jak jest bardzo gorąco.
Chudy facet przycisnął twarz do szyby i zaczął wrzeszczeć.
- Co on mówi? - spytała Lula. - Nic nie rozumiem, a do tego zaraz oślepnę od tego słońca, co się odbija od jego złotego zęba z diamentem.
- Chyba mówi, że jak nie otworzę, to mnie zabije.
- To nie brzmi zachęcająco - oceniła Lula. - Może to jest właściwy moment, żebyśmy pojechały na lunch.
Przekręciłam kluczyk. Silnik zacharczał i zgasł. Przekręciłam ponownie i tym razem nic się nie wydarzyło. Spojrzałam na chudzielca i uświadomiłam sobie, że celuje do mnie z pistoletu. Nie jakiegoś tam starego gnata. To był wielgachny pistolet.
- Otwieraj drzwi! - wrzeszczał. - Otwórz te cholerne drzwi!
Lula miała na kolanach torebkę i grzebała w niej z zacięciem.
- Gdzieś tu mam broń - sapnęła. - Zajmij go czymś, a ja poszukam pistoletu.
Zaczęłam coś majstrować przy klamce po mojej stronie, żeby wyglądało, jakbym chciała otworzyć.
- Plan jest taki - powiedziałam do Luli. - Jak już znajdziesz pistolet, to mi powiedz, ja się schylę, a ty go zastrzelisz.
- To by był całkiem niezły plan, ale mogę nie mieć pistoletu przy sobie. Mogłam go chyba zostawić w domu, kiedy zmieniałam czerwoną torebkę na żółtą. Wiesz, jak bardzo dbam o pasujące dodatki.
Chudy był już naprawdę pobudzony. Przystawił lufę do okna, czoło miał przylepione do pistoletu, jakby już przymierzał się do zabójstwa.
- Może jednak powinnaś otworzyć te drzwi - zasugerowała Lula. - Może on tylko chce się wybrać na przejażdżkę, bo go naszła ochota, w takim razie niech sobie weźmie ten zasmarkany samochód. Ja naprawdę chętnie pojadę do domu autobusem.
- Moment! - wrzasnęłam do faceta. - Zaraz otworzę drzwi!
- Co?! - wrzasnął w odpowiedzi.
- Moment!
Odchyliłam się jak mogłam najdalej i z całej siły rąbnęłam w drzwi ramieniem. Otworzyły się natychmiast ku absolutnemu zaskoczeniu chudego, jego pistolet wypalił, a on sam padł na ziemię i znieruchomiał.
Wysiadłyśmy z auta i popatrzyłyśmy na chudzielca. Leżał bez drgnienia i krwawił z rany na czole.
- Zabiłaś go - stwierdziła Lula. - Walnęłaś go tymi drzwiami, a on się zastrzelił.
- To był wypadek.
- Nieważne. I tak wychodzi na to, że go zabiłaś. - Lula trąciła go czubkiem buta, ale facet wciąż leżał nieruchomy. - No. Jest sztywny.
Spojrzałam na swój samochód i zauważyłam, że pocisk wbił się w dach, dokładnie nad drzwiami. Schyliłam się więc i przyjrzałam się chudzielcowi uważniej.
- Nie postrzelił się - oznajmiłam. - Pistolet kopnął i uderzył go w głowę. Jest po prostu nieprzytomny.
- Hunh - powiedziała Lula. - To bym powiedziała jako drugie.
Zawlekłyśmy chudzielca do rynsztoka, żeby nikt go nie przejechał, i wróciłyśmy do samochodu. Znowu spróbowałam użyć kluczyka, ale wóz nie reagował.
- Założę się, że padł ci akumulator - oceniła Lula. - To jest moja profesjonalna opinia. Musisz zorganizować jakiś prąd do tego akumulatora. A ja w tym czasie pójdę sobie na drugą stronę ulicy do tego nędznego sklepu i kupię coś do picia. Cała jestem odwodniona.
Przeszłam przez ulicę z Lulą, kupiłyśmy sobie napoje i stanęłyśmy przed sklepem, pijąc łapczywie. Czarny cadillac escalade przytoczył się ulicą i zatrzymał obok mojego auta. Dwóch idiotów w barwach gangów wysiadło i zgarnęło chudzielca, po czym wrzucili go do escalade'a. Zza rogu wyskoczył żółty hummer, zatrzymał się gwałtownie jakieś pół kwartału od escalade'a, z jego okien wychyliło się dwóch gości i zaczęło strzelać. Escalade odpowiedział ogniem. Facet w przekrzywionej bejsbolówce wyłonił się z szyberdachu hummera i wycelował w escalade'a z wyrzutni rakiet. I PUUUUF! Rakieta ominęła escalade'a i wysadziła mój samochód. Nastała chwila ciszy, po czym oba wozy ryknęły silnikami i zniknęły.
Razem z Lulą stałyśmy z otwartymi ustami, wytrzeszczając oczy na kulę ognia, która pochłaniała moje auto.
- Rany Julek - zdołałam wykrztusić.
- No tak, ale musisz patrzeć od tej jaśniejszej strony - odpowiedziała Lula. - Nie musisz się już martwić, żeby naładować ten akumulator.
Ten komentarz Luli mógłby wydawać się nadto niewzruszony, jak na okoliczności, ale prawda była taka, że nie po raz pierwszy ktoś mi wybuchał samochód.
Zadzwoniła moja komórka i już po dzwonku wiedziałam, że to Komandos.
- Przestałaś nadawać - powiedział, gdy odebrałam.
- Ktoś mi wysadził wóz.
Chwila ciszy.
- I?
- I chyba przydałaby mi się podwózka.
- Słonko - powiedział Komandos. I się rozłączył.
- Przyjedzie po nas? - upewniła się Lula.
- Ta.
Komandos jest Latynosem, żołnierzem służb specjalnych zmienionym w businessmana. Do tego współwłaścicielem firmy mieszczącej się w niepozornym, sześciopiętrowym budynku w centrum miasta. Czasem dla niego pracuję. Raz czy dwa zdarzyło nam się zbliżyć na gruncie mało zawodowym. Komandos ma przy tym czasem irytujący, czasem bardzo pomocny zwyczaj instalowania urządzeń namierzających w moich samochodach. Jego włosy są ciemnobrązowe, obecnie krótko przystrzyżone, oczy prawie czarne, a ciało doskonałe od stóp po czubek głowy. Komandos gra wedle własnych reguł i jest bezkompromisowy. Ubiera się tylko na czarno, jeździ tylko czarnymi samochodami. Jest inteligentny. I silny w każdym możliwym sensie tego słowa. I nie ma nic bardziej przerażającego, niż znaleźć się na jego celowniku.
Nikt nie wyszedł z nędznego sklepiku, żeby popatrzeć na ogień. Nie słychać było nadjeżdżających radiowozów czy straży pożarnej. Zupełnie jakby nie wydarzyło się nic niezwykłego.
Spojrzałam w stronę budynku z pokojami do wynajęcia, zastanawiając się, czy Melvin Barrel siedział tam i rozpuszczał się powoli. Na żadnym z okien nie dostrzegłam klimatyzatora. Centralnej klimatyzacji na pewno też tam nie mieli.
- Założę się, że ten chudy gościu, którego prawie zabiłaś, uciekał przed kimś, dlatego chciał ci zabrać wóz - stwierdziła Lula.
Oparłam się o ścianę budynku.
- Źle wybrał.
- No tak, ale nie mógł tego wiedzieć. Widział tylko dwie kobiety, siedzące w samochodzie jak para głupków. Pewnie doszedł do wniosku, że skoro jesteśmy na tyle głupie, żeby tak siedzieć w samochodzie, będziemy też wystarczająco głupie, by mu go oddać.
- Pomylił się.
- Ale niewiele.
Piętnaście minut później zatrzymał się obok nas Komandos w swoim porsche cayenne. Zajęłam miejsce z przodu, a Lula usadowiła się na tylnym siedzeniu.
Komandos rzucił okiem na poczerniały zewłok z poskręcanego metalu i nadtopionych opon, który kiedyś był moim samochodem.
- Twój? - upewnił się.
- Ta - potwierdziłam.
- Powinienem wiedzieć, jak do tego doszło?
- Nie.
Komandos zatrzymał się przed biurem agencji i Lula wysiadła. Chciałam pójść w jej ślady, ale złapał mnie za nadgarstek.
- Zostań. Chcę z tobą porozmawiać.
Mój związek z Komandosem nie był w tej chwili fizyczny. Komandos ma jasno określone priorytety, a małżeństwo nie jest jednym z nich. Tak naprawdę to Komandos nie uwzględnia go na żadnej liście. Do niedawna małżeństwo nie było też moim priorytetem, ale moja matka jest odmiennego zdania i, choć przyznaję to z prawdziwą niechęcią, udało jej się mnie zmęczyć.
- Potrzebuję umówić się na randkę - oznajmił Komandos.
Głos mi podskoczył o oktawę.
- Mam cię z kimś umówić?!
- Nie. Chcę się umówić z tobą. Muszę iść na bankiet i potrzebuję kogoś, kto będzie pilnował mi pleców.
- Mnie? - Terminatorem to ja raczej nie byłam.
- Jakbym wziął Czołga, ludzie zaczęliby gadać.
Czołg to bardzo odpowiednie imię dla zastępcy Komandosa i jego cienia. I Komandos miał rację. Czołg byłby raczej kontrowersyjnym partnerem na bankiet.
- I kiedy jest ten bankiet?
- Jutro wieczorem.
- Jutro? Nie mogę rzucić wszystkiego i iść jutro na imprezę. Trzeba mnie było wcześniej zapytać. W piątek wieczorem spotykam się z Morellim. Idziemy do kina, a potem...
- Mogę ci zapewnić lepsze a potem - powiedział Komandos.
Na sekundę odebrało mi dech. Morelli był zdumiewającym kochankiem, ale Komandos był magiczny. Wzięłam się w garść i spojrzałam na niego spod zmrużonych powiek, mając nadzieję, że sprawiam wrażenie zdeterminowanej.
- Ty i ja skończyliśmy ze wspólnym a potem - oznajmiłam. - Nie ma mowy o jakimkolwiek jeszcze a potem. Morelli i ja mamy umowę.
- Na temat?
- To bardzo oględne.
- Słonko.
- Tym razem mówię poważnie. Może dojrzałam już do poważnego związku dwojga dorosłych ludzi.
Joe Morelli jest gliniarzem w trentońskim wydziale zabójstw. Znam go od zawsze i nasze relacje ewoluowały od wrogich do rozkosznie seksownych aż po "może moglibyśmy żyć ze sobą i to nie byłaby katastrofa". Ma ponad metr osiemdziesiąt i włoskie libido. Czarne włosy, które układają się w fale. Oczy brązowe, które spoglądają taksująco. Ubiera się swobodnie. Nosi jeansy, luźne koszule i glocka 19. Jest też właścicielem wielkiego kudłatego psa o imieniu Bob.
- Zapłacę ci - oświadczył Komandos.
- Przepraszam?!
- Wynajmę cię na wieczór. Będziesz moim ochroniarzem.
To przyciągnęło moją uwagę. Zalegałam z czynszem za miesiąc i jakoś nie sprzyjało mi szczęście, jeśli chodzi o zatrzymania. W tym miesiącu Vinnie wystawiał umowy na niewysokie kaucje i ledwie zarabiałam na pizzę, a co tu mówić o czynszu. I byłam pewna, że zdołam zapanować nad sobą na tyle, by nie zedrzeć z Komandosa ciuchów.
- A co miałabym robić jako ten ochroniarz? - spytałam.
- To, co zawsze. Zasłonić mnie przed kulką, jeśli zajdzie potrzeba, i ogarnąć te wszystkie bankietowe rozmowy.
- Sam nie możesz rozmawiać?
- Grzeczne rozmowy o niczym nie należą raczej do zestawu moich umiejętności.
- Zauważyłam. - No dobra, to nie brzmiało źle i jeszcze dostanę obiad, prawda? - O której po mnie przyjedziesz?
- O szóstej. Impreza odbywa się w Atlantic City. O ósmej.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Urodzona w South River amerykańska pisarka powieści kryminalno-sensacyjnych. Sławę przyniósł jej wielotomowy cykl o łowczyni nagród, Stephanie Plum - obecnie jedna z najpopularniejszych serii książkowych świata.
W latach dzieciństwa z pełnym przekonaniem wierzyła, że pisana jest jej kariera artysty. W sąsiedztwie rodzinnego domu Janet wciąż ze zgrozą wspomina się długie godziny poświęcone nauce śpiewu. Po ukończeniu South High River School spędziła cztery lata w Douglass College, próbując przełożyć rodzące się w głowie wizje na zagruntowane płótno. Wyniki w najlepszym przypadku były frustrujące. W dodatku odkryła, że jest uczulona na pigment.
Już jako matka i gospodyni domowa podjęła jeszcze jedną próbę rozwinięcia kariery artystycznej. Tym razem poprzez pisanie. Po zaliczeniu specjalnego kursu popełniła trzy tomiki prozy... i przez kolejne 10 lat bezskutecznie szukała wydawcy. Nie pamięta już, kto zasugerował jej napisanie romansu. Posłuchała. Do dziś wspomina zdumienie, z jakim wpatrywała się w czek na sumę 2 tysięcy dolarów, który zaoferował jej wydawca. Po dwunastym tomie stwierdziła, że nie ma już pomysłów na kolejne sceny erotyczne i wyczerpała zasób słów opisujących miłosne uniesienia.
Kiedy zobaczyła Roberta De Niro w filmie Zdążyć przed północą, wiedziała już, jakiego bohatera literackiego chce stworzyć. Dwa lata upłynęły Janet na przygotowaniach do pisania nowej książki. Obejmowały strzelanie, trening fizyczny, procedury policyjne, nawet picie piwa. Tak rodziła się Stephanie Plum.
Po pierwsze dla pieniędzy, tom otwierający serię, przez 75 tygodni okupował listę bestsellerów USA Today. Do dzisiaj Janet napisała już 24 książki z łowczynią nagród Stephanie Plum w roli głównej, a statusy bestsellerów New York Timesa czy Amazon stały się dla nich uświęconą tradycją.
Janet Evanovich mieszka z mężem w New Hampshire, niedaleko Dartmouth College. Jak podkreśla, to idealne miejsce na pisanie książek o dziewczynie z New Jersey.
Lubi robić zakupy, czytać komiksy, oglądać filmy. I chce być taka jak babcia Mazurowa.
Copyright ? Janet Evanovich Copyright ? by Fabryka Słów sp. z o.o., lublin 2017 Copyright ? for translation by Dominika Repeczko, 2017
Wydanie I
ISBN 978-83-7964-243-4
Wszelkie prawa zastrzeżone All rights reserved
Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.
Projekt i adiustacja autorska wydania Eryk Górski, Robert Łakuta
Projekt okładki Szymon Wójciak
Redakcja Dorota Pacyńska
Korekta Agnieszka Pawlikowska
Skład wersji elektronicznej pan@drewnianyrower.com
Sprzedaż internetowa
Zamówienia hurtoweFirma Księgarska Olesiejuk sp. z o.o. sp.j. 05-850 Ożarów Mazowiecki, ul. Poznańska 91 tel./faks: 22 721 30 00 www.olesiejuk.pl, e-mail: hurt@olesiejuk.pl
WydawnictwoFabryka Słów sp. z o.o. 20-834 Lublin, ul. Irysowa 25a tel.: 81 524 08 88, faks: 81 524 08 91 www.fabrykaslow.com.pl e-mail: biuro@fabrykaslow.com.pl www.facebook.com/fabryka