Śmieć w kulturze - Katarzyna Kulikowska, Cezary Obracht-Prondzyński


Reflow text when sidebars are open.
[1] I. Karpowicz, Ości, Kraków: Wydawnictwo Literackie 2013, s. 441.
[2] Z. Bauman, Życie na przemiał, Kraków: Wydawnictwo Literackie 2005, s. 47.
[3] Punktem wyjścia była konferencja naukowa zorganizowana przez Zakład Antropologii Społecznej Instytutu Filozofii, Socjologii i Dziennikarstwa UG i Oddział Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego w Gdańsku we współpracy z Instytutem Kultury Miejskiej oraz Muzeum Narodowym w Gdańsku w dniach 18-19 listopada 2013 roku. Szczególne podziękowania za pomoc w organizacji konferencji należą się Karolinie Ciechorskiej-Kuleszy, Ewie Gilewskiej i Mirosławowi Szwabowiczowi.
[4] I. Karpowicz, dz. cyt., s. 441.
[5] Z. Bauman, dz. cyt.
[6] I. Calvino, Niewidzialne miasta, przeł. A. Kreisenberg, Warszawa: Czytelnik 1975.
[7] Por. artykuł Z. Baumana O przemijaniu trwania zamieszczony w tym tomie oraz tegoż, Życie na przemiał, dz. cyt., s. 8.
[8] M. Douglas, Czystość i zmaza, przeł. M. Bucholc, Warszawa: PIW 2007.
[9] Z. Bauman, Życie na przemiał; por. także: Z. Bauman, Straty uboczne. Nierówności społeczne w epoce globalizacji, przeł. J. Hunia, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego 2012; oraz tenże, Razem, osobno, przeł. T. Kunz, Kraków: Wydawnictwo Literackie 2003.
[10] W. K. Pessel, Antropologia nieczystości. Studia z kultury sanitarnej Warszawy, Warszawa: Trio 2010. Warto wspomnieć także o innej pracy Pessela, Śmieciarze. Antyrecyklingowe studium z antropologii codzienności, Łomża: Oficyna Wydawnicza Stopka 2008; por. także tenże, Na śmietnisku świata. Autopsja badacza i masy odpadowe w retorykach kultury, w: Brud. Idee - dylematy - sprawy, red. M. Sztandara, Opole: Wydawnictwo Uniwersytetu Opolskiego 2012.
[11] T. Rakowski, Łowcy, zbieracze, praktycy niemocy. Etnografia człowieka zdegradowanego, Gdańsk: słowo obraz/terytoria 2009. Por. także: T. Rakowski, Zbiory, wyliczenia, przedmioty przejściowe, w: Rzeczy i ludzie. Humanistyka wobec materialności, red. J. Kowalewski, W. Piasek, M. Śliwa, Olsztyn: Wydawnictwo Uniwersytetu Mazursko-Warmińskiego 2008.
[12] M. Thompson, Rubbish Theory. The Creation and Destruction of Value, Oxford: The University of Chicago Press 1979.
[13] T. Dant, Kultura materialna w rzeczywistości społecznej. Wartości, działania, style życia przeł. J. Barański, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego 2007.
[14] J. Barański, Świat rzeczy. Zarys antropologiczny, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego 2007.
[15] Odpady w kulturze/kultura odpadów, [online:] < , [dostęp:13.09.2014].
[16] M. Krajewski, Śmieci w sztuce. Sztuka jako śmieć, "Zeszyty Artystyczne" 2004, nr 13.
[17] Np. R. Sulima, Między rajem a śmietnikiem. Ikonosfera warzywnych ogródków, "Polska Sztuka Ludowa. Konteksty" 1990, nr 4, s. 47-57. Por. także tenże, Antropologia codzienności, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego 2000.
[18] Por. artykuł Z. Baumana, O przemijaniu trwania w tym tomie.
[19] Por. tekst G. Woronieckiej, Zaśmiecone związki. Interpretacja "insanity of place" Goffmana w kontekście kultury indywidualizmu w tym tomie.
[20] Por. artykuł W. Kuligowskiego, Ty śmieciu! Mowa potoczna jako narzędzie dehumanizacji w tym tomie. Por. także: Małgorzata Gnyś-Nidecka, Człowiek - jak śmieć; Sylwester Zielka, Eugenika - między degeneracją a postępem; Aleksandra Rzepkowska, "Świry, dziwadła, nieudacznicy" - o społecznym wykluczaniu osób z autyzmem i ich bliskich w tym tomie.
[21] Por. publikacja M. Golki, Nadmiar i śmieć w kulturze w tym tomie.
[22] Por. artykuł J. Minksztym, [Nie] Święte śmieci w tym tomie.
[23] Por. np.: K. Orszulak-Dudkowska, Garaże i rzeczy. O męskich przestrzeniach niejawnych; K. Kulikowska, Pożądany/zbędny "przedmiot etniczny" w muzeum; P. Możdżyński, Prawda odpadu. Najważniejsze konteksty i znaczenia związane ze śmieciami w sztukach wizualnych i dizajnie XX/XXI wieku; I. Stachowska, Gra resztkami. O odzyskiwaniu wspomnień; K. Kowalska Objet trouvé na śmietniku, czyli o tym, jak kolekcjoner może zrehabilitować śmieci; A. Kwaśniewska, Lumpeksy, szmateksy, second handy - sklepy z używaną odzieżą i ich klienci; M. Lebioda, Jedząc to, co niejadalne. O społecznych konsekwencjach bycia freeganinem; A. Woźniak, Śmieci na wsi? Krótka historia wiejskiego gospodarowania rzeczami zbędnymi w tym tomie.
[24] Można by dodać również: wiarygodności.
[25] J. Clifford, Kłopoty z kulturą, przeł. E. Dżurak, Warszawa: KR 2000, s. 250.
[26] Autor uważa je za typowe miejsca sprzedaży niezdrowych posiłków.
[27] W. K. Pessel powołuje się na pracę J. C. Alexandra, Mocny program socjologii kulturowej, w: tegoż, Znaczenia społeczne. Studia z socjologii kulturowej, przeł. J. Burdziej, J. Gądecki, Kraków: Zakład Wydawniczy Nomos 2010, s. 111.
Pokaż mi swój śmietnik, a powiem ci, jaką cywilizacją jesteś. Wyobraziła sobie śmietnik swojej cywilizacji, tej wielkomiejskiej odmiany środkowo- czy już zachodnioeuropejskiej, z niewidocznymi latyfundiami w Chinach i Indiach. Podobał się on Mai. Znajdowało się tam sporo jedzenia, ubrania, sprawne sprzęty RTV i AGD, meble, sporo zabobonów, miejskich legend, taśm VHS i płyt DVD, sporo przejrzałych dogmatów, kłamstw i nierówności, sporo idoli, świętych i stereotypów. Mało która cywilizacja mogła poszczycić się tak zasobnym śmietnikiem. Maja odczuwała coś na kształt dumy zrośniętej z niepokojem. Oby tego śmietnika nie dopadł kryzys, niech się powiększa, niczym wszechświat, aż do całkowitego ostygnięcia. Wtedy przez wieczność zrobimy utopię. Mnie już nie będzie na miejscu, będę na śmietniku.
Ignacy Karpowicz, Ości [1]
Książka Śmieć w kulturze to interdyscyplinarna refleksja nad problemem "śmieci". Pojęcie to traktujemy zarówno wąsko, dosłownie, jak i szeroko, metaforycznie. W ujęciu wąskim interesuje nas analiza przedmiotów-śmieci. W ujęciu szerokim hasło "śmieć" rozumiemy jako wszystko, co w kulturze zostaje zepchnięte na margines, ulega społecznemu wykluczeniu. "Śmieć" jako to, co "niepotrzebne", wydaje się bardzo zręczną przenośnią. Jej użycie pozwala oświetlić różne fragmenty rzeczywistości społeczno-kulturowej, które z pozoru nie muszą mieć ze sobą wiele wspólnego. Zbędne, wadliwe, uszkodzone, niemodne, brzydkie, wykluczone, przestarzałe, nieaktualne, niepasujące, brudne, zniszczone, odrzucone, bezwartościowe, niewłaściwe - to wybrane określenia mogące definiować status tego, co staje się odpadem. Niektórym aspektom tego zagadnienia poświęcono stosunkowo dużo uwagi w myśli humanistycznej; innym zdecydowanie mniej - warto w tym miejscu przywołać słowa Zygmunta Baumana: "Pozbywamy się śmieci w najradykalniejszy i najskuteczniejszy sposób: nie patrzymy na nie, sprawiając, że stają się niewidzialne, i nie myślimy o nich, sprawiając, że stają się nie do pomyślenia" [2]. Ile "ukrytych" historii o kulturze można opowiedzieć dzięki śmieciom i metaforze "śmieci"?
Gdy rozpoczynaliśmy prace nad książką [3], interesowały nas przede wszystkim następujące zagadnienia: konstruowanie pojęcia "śmieć" w kulturze; (nieistnienie) śmieci w kulturze niedoboru i (nadprodukcja) śmieci w kulturze nadmiaru; proces wytwarzania i pozbywania się śmieci; semiotyka śmieci; przestrzenie służące do gromadzenia odpadów i "śmieci potencjalnych"; ludzie utrzymujący się z prac związanych ze śmieciami; "ludzie-śmieci"; recykling (w życiu codziennym, sztuce); śmieci a indywidualne i instytucjonalne (muzealne) kolekcjonerstwo; "śmieć" jako wiedza niepotrzebna w sprawnym funkcjonowaniu w świecie. Każdy z tych problemów został odzwierciedlony w książce. Mało tego, znalazło się w niej wiele innych treści związanych z tytułową kwestią.
Można byłoby zawołać za Ignacym Karpowiczem: "Pokaż mi swój śmietnik, a powiem ci, jaką cywilizacją jesteś" [4]. Proces definiowania "śmieci" jest uwarunkowany kulturowo - podkreślają to w tym tomie między innymi Zygmunt Bauman, Marian Golka, Roch Sulima, Waldemar Kuligowski. Produkcja odpadów trwa nieprzerwanie i być może to właśnie ona jest "prawdziwą namiętnością" [5] nie tylko mieszkańców Leonii, ale i zwyczajnych obywateli ponowoczesnego świata. Potrzeba jednak wnikliwych obserwatorów, na miarę Marco Polo z powieści Italo Calvino [6], by to zjawisko dostrzec i zinterpretować [7]. Podstawowe kierunki zostały już wskazane. Zasadniczy kanon prac z dziedziny humanistyki, które w sposób bardziej lub mniej bezpośredni dotykają problemu "śmieci", tworzą przede wszystkim dzieła: Czystość i zmaza Mary Douglas [8] oraz Życie na przemiał Zygmunta Baumana [9]. Odwołania do nich stanowią wspólny mianownik wielu artykułów publikowanych w tej książce. Duże znaczenie dla części autorów mają również prace z "lokalnego" antropologiczno-kulturoznawczego podwórka: Antropologia nieczystości. Studia z kultury sanitarnej Warszawy Włodzimierza Karola Pessela [10] oraz Łowcy, zbieracze, praktycy niemocy. Etnografia człowieka zdegradowanego Tomasza Rakowskiego [11]. Bez względu na to, czy odniesienia do nich pojawiające się w poszczególnych tekstach Śmiecia w kulturze, mają charakter afirmujący czy polemiczny, trzeba o tych książkach wspomnieć, gdy podejmuje się określony rodzaj refleksji na temat śmieci. Istotne "punkty zaczepienia" wyznaczają także publikacje: Rubbish Theory. The Creation and Destruction of Value Michaela Thompsona [12], Kultura materialna w rzeczywistości społecznej. Wartości, działania, style życia Tima Danta [13] oraz Świat rzeczy. Zarys antropologiczny Janusza Barańskiego [14]. Ponadto warto przywołać artykuły, które znalazły się w tomie "Kultury Współczesnej" poświęconym zagadnieniu Odpady w kulturze/kultura odpadów [15]. oraz tekst Marka Krajewskiego Śmieci w sztuce. Sztuka jako śmieć [16]. Ciekawe tropy do analizy odpadów podsuwały prace Rocha Sulimy [17]. Wymienione publikacje stanowią jedynie szkic bibliografii problematyki - spis literatury, do której najczęściej odnoszą się autorzy Śmiecia w kulturze.
Zakładaliśmy, że będziemy poruszać się po marginesach kultury, a jednak znaleźliśmy się w samym jej centrum. Zgromadzone przez nas teksty stają się w pewnej mierze diagnozą współczesności. Z części wyłania się interesujący portret ponowoczesnej rzeczywistości. Jest to obraz świata, z którego - póki co - nie da się wyrugować marnotrawstwa, a wciąż niezaspokojona potrzeba konsumpcji stanowi siłę napędową gospodarki. Relacje międzyludzkie uległy tu uprzedmiotowieniu - nierzadko traktujemy siebie nawzajem jak towar z wszystkimi tego konsekwencjami: towar ma być przydatny, bezproblemowy w użyciu/obsłudze i łatwo zbywalny [18]. Zakłócenie stosunków opartych na tych zasadach rodzi problemy - indywidualne, instytucjonalne, społeczne [19]. Infrahumanizacja dominuje [20]. Jesteśmy skazani na nadmiar. Z trudem poruszamy się w gąszczu informacji - niejednokrotnie nie dajemy sobie rady z rozpoznaniem ich znaczenia, poddaniem ich skutecznej selekcji. W konsekwencji zanika sens, zmniejsza się sprawność działania, zdolność rozumienia rzeczywistości [21]. Uznajemy za śmieć to, co do niedawna darzyliśmy szacunkiem [22]. Nasze relacje z przedmiotami i śmieciami są o wiele bardziej skomplikowane, niż przywykliśmy sądzić [23].
Ale czy produkcja śmieci jest wyłącznie procesem negatywnym, który musimy postrzegać poprzez pryzmat marnotrawstwa, wykluczenia, nadmiaru? Czy możliwy byłby dobrobyt, rozwój (również w znaczeniu intelektualnym) bez intensywnego wytwarzania odpadów? I wreszcie - czy faza, w której przedmiot, idea, człowiek staje się "śmieciem", to stan nieunikniony? Jaka jest w tym świecie rola humanisty? Czy powinien przyjąć postawę zaangażowaną i bezwzględnie stawać po stronie tych zmarginalizowanych, zdominowanych? Obrać pozycję strażnika tradycji, który dba o to, by przedmioty i idee zbyt wcześnie nie trafiły na kulturowy śmietnik? Opierać się czy potulnie zgadzać, gdy sam zostanie wykluczony (z publicznego dyskursu; nauki uznanej za społecznie "przydatną"; grupy "prawomyślnych")? Szybko reagować - wnikliwym komentarzem - na bieżące wydarzenia? W tym tomie - nie zawsze wprost - podejmujemy także tego rodzaju dyskusję, zakładając, że jej celem nie jest pełna zgoda czy wypracowanie jednolitych rozwiązań, ale poszerzanie pola refleksji.
Książka Śmieć w kulturze dzieli się na pięć części. W pierwszej, zatytułowanej W kierunku śmieciologii, znalazły się artykuły Zygmunta Baumana, Mariana Golki i Rocha Sulimy. Mają one najbardziej wszechstronny, przeglądowy i ogólny charakter, dzięki czemu stanowią doskonały teoretyczny wstęp do dalszych analiz pojęcia "śmieć".
Zygmunt Bauman, odwołując się do ustaleń Mary Douglas, definiuje śmieć jako to, "co nie jest na swoim miejscu". Nie można byłoby mówić o śmieciu, gdyby nie przeświadczenie o istnieniu bądź możliwości zaistnienia ładu. Zatem śmieć to odpad procesu zaprowadzania porządku. Powstanie śmiecia łączy się z nowoczesnością: "byt nowoczesny to tyle, co ładotwórstwo nieustające, obsesyjne i kompulsywne (zwane "modernizacją"), a więc także i nieprzerwane wytwórstwo odpadów i odrzutów nieuchronnie mu towarzyszących". Płynna nowoczesność - najważniejsze pojęcie dla socjologii Baumana - charakteryzuje się zmniejszaniem się "terminu przydatności" kolejno wprowadzanych porządków, i co za tym idzie, dynamicznym wzrostem produkcji śmieci. Bauman przypomina, że celem rynków nie jest zaspokajanie potrzeb człowieka, a ich wytwarzanie i w konsekwencji kształtowanie pożądanego wzoru klienta - ciągle nienasyconego. Również rzesze ludzkich odpadów wciąż rosną, nie tylko w związku z przemianami społeczno-gospodarczymi, ale i indywidualizacją procesu ładotwórstwa. Ilustracje skutków działania tego rodzaju mechanizmów stanowią według Baumana programy telewizyjne typu "Wielki Brat", "Najsłabsze ogniwo", "Agent". Uczą one, że: nikomu nie można zaufać, na nikogo nie można liczyć, nikt nie jest niezbędny, zasługi nie mają znaczenia, w każdej chwili możesz stać się odpadem etc.
Artykuł Mariana Golki Nadmiar i śmieć w kulturze dzieli się na dwie części. W pierwszej autor mierzy się z problemem nadmiaru wytworów kulturowych, w szczególności - nadmiarem informacji. Uznaje nadmiar za wytwór zachodniej nowoczesności. Pisze o zalewie i przedawkowaniu informacji, kłopotach z oceną (wartości, przydatności, skuteczności [24]) informacji, ich kontrolą oraz użytkowaniem. Posiadanie wielu informacji nie jest równoznaczne z efektywnym postępowaniem i pogłębionym pojmowaniem rzeczywistości - rodzi także ryzyko powierzchowności, fałszu, chaosu... Golka stawia pytania, które podkreślają ogrom trudności ze zdefiniowaniem nadmiaru: czy nadmiar jest określany w stosunku do zdolności nabycia, użytkowania lub psychicznego przeżycia? A może decydują o nim potrzeby? Czy jest zjawiskiem obiektywnym czy subiektywnym? W drugiej części tekstu autor skupia się na różnych formach śmieci w kulturze, ich losach oraz skutkach ich istnienia. Wyróżnia kilka form "gospodarki śmieciami", korzystając między innymi z metafor "lamusa", "wysypiska" i "składowiska", "obierek", "kompostowania" i "spalarni śmieci". Jak określić to, co niepotrzebne? Według Golki warto pamiętać, że nie ma śmieci uniwersalnych, a historia uczy, że pozwalanie komuś, by decydował, co jest śmieciem, może mieć wstrząsające konsekwencje.
Roch Sulima podejmuje temat: Śmiecie i sprzątanie w językowym obrazie świata polszczyzny. Zauważa, że problematyka śmieci i sprzątania nie była podnoszona przez badaczy kultury w Polsce - tworzy bibliografię jej nieobecności w literaturze naukowej. Wychodzi z założenia, że zagadnienie to można byłoby potraktować jako znaczącą "figurę diagnozowania polskiej mentalności, postaw kulturowych i autostereotypów". Wstępem do tego rodzaju analiz staje się dla Sulimy badanie świadectw językowych zawartych w słownikach języka polskiego. Autor stwierdza, że polskie sprzątanie to nie działanie systemowe, etosowe, jak miało to miejsce na przykład w Holandii, i stawia hipotezę, że jest ono "wciąż rytualne, cykliczne, odnawiające, transgresyjne, związane z nadejściem niedzieli, świąt, nadejściem kapłana po kolędzie, przybyciem gościa".
W części drugiej - Potencjalny, liminalny, ambiwalentny - prezentujemy artykuły, które ukazują zmienne wartościowanie przedmiotów, idei, przestrzeni, interakcji: sytuacje, gdy rzeczy, wiedza czy przestrzeń znajdują się niejako "pomiędzy" mniej lub bardziej metaforycznym "skarbem" a "śmietnikiem"; gdy w śmieciu, a właściwie w naszym jego postrzeganiu, tkwi jeszcze pewna potencja, ambiwalencja, niepewność; gdy oko i umysł patrzącego/definiującego (jednostki, grupy, społeczeństwa) jeszcze nie nauczyły się go oglądać i interpretować.
Joanna Minksztym na przeciwległym krańcu znaczeniowym w stosunku do pojęcia "śmieć" umieszcza "rzecz świętą" - pozostającą w kontakcie z sacrum, wysoko wartościowaną i z zasady nietykalną. Jak dochodzi do sytuacji, w której przedmiot naznaczony sacrum traci wymienione wartości i staje się śmieciem lub po prostu "zwyczajną rzeczą", którą można wykorzystać do celów zgoła profanicznych? Autorka nie podejmuje kwestii intencjonalnego procesu desakralizacji zgodnego z regułami religii, zamiast tego skupia się na zmianie waloryzacji obiektu dokonanej przez lokalną społeczność. Omawia przykłady takich sytuacji i zdarzeń z obszaru Polski - opisuje między innymi przypadki wtórnego (świeckiego) zużytkowania tablic nagrobnych z cmentarzy protestanckich, żydowskich, katolickich; krzyży "pojednawczych", cmentarnych oraz przydrożnych; kościelnych dzwonów; świątyń.
Artykuł Ingi B. Kuźmy porusza problem wiedzy niepotrzebnej. Czy w odniesieniu do ładu społecznego i charakterystycznych dla niego wartości da się wskazać tego rodzaju wiedzę? Kto nią dysponuje? Czy można podnieść ocenę kapitału kulturowego depozytariuszy wiedzy (z) marginesu? Kuźma szuka odpowiedzi na te pytania, prowadząc badania w schroniskach dla bezdomnych w Łodzi i analizując realizowany tam projekt bezdomnego miejskiego survivalu, opierający się na założeniu, że wiedza o tym, jak przeżyć czy też sprawnie funkcjonować w stanie bezdomności, może się stać atrakcyjną ofertą na rynku doświadczeń kulturowych, a uczestnictwo w programie - swoistą praktyką terapeutyczną dla bezdomnych przewodników.
Studium Grażyny Woronieckiej Zaśmiecone związki. Interpretacja "insanity of place" Goffmana w kontekście kultury indywidualizmu podejmuje temat wpływu światowych makroprocesów na więzi interpersonalne. Jednostka, pozbawiona oparcia w tradycji, poddana znacznie słabszej niż w przeszłości kontroli społecznej, jest w większej mierze "samorządna" - decyduje o swoich interakcjach, związkach, o tym, w którym momencie przestają się jej one "opłacać", i takie samo prawo zakończenia relacji przyznaje "drugiemu". Jednak nie zawsze tak się dzieje. Woroniecka, odwołując się do koncepcji "obłędu miejsca" Goffmana, omawia przypadki zakłócenia (zaśmiecenia) pożądanego w kulturze indywidualizmu porządku interakcyjnego: nękania psychicznego, polegającego na narzucaniu innej osobie nieakceptowanego kształtu interakcji.
Tekst Katarzyny Orszulak-Dudkowskiej jest poświęcony garażom jako męskim obszarom niejawnym, istotnym dla tożsamości współczesnego mężczyzny, skrywającym w swych wnętrzach - poza oczywistymi samochodami - "rzeczy czasowo niepotrzebne, tracące swą ważność i użyteczność w przestrzeni domowej czy ogrodzie, jak również potencjalne śmieci, zachowujące swą wartość jedynie dla ich właścicieli" (ale już nie dla ich żon - chciałoby się dodać po przeczytaniu artykułu...). Autorka zauważa istnienie przedmiotów w "polu pośrednim" - wyłączonych z użyteczności, czekających na następny etap swojej biografii, którym może być śmietnik lub nowa użyteczność, zabytkowość. W tej perspektywie garaże stają się czasowym schronieniem rzeczy, miejscem umożliwiającym ich nowe kulturowe odczytania.
Katarzyna Kulikowska przywołuje przykłady przypisywania rzeczom znaczeń etnicznych w działalności muzealnej i zwraca uwagę na fakt, że w przeszłości nadawana obiektom etniczność często była chwiejna, zależna od sytuacji politycznej, wydarzeń z "wielkiej historii", poddająca się językowym manipulacjom. W procesie kolekcjonowania muzea niejednokrotnie konkurowały ze śmietnikiem. Rzeczy, które w ciągu XIX i XX wieku stawały się zbędne dla swoich użytkowników - wędrowały na strychy, do komórek, stodół, obór czy wreszcie pojemników na śmieci, niejednokrotnie stawały się pożądanymi "przedmiotami etnicznymi" w muzeach. Tymczasem obecnie artefakty, którym lokalna społeczność przyznaje znaczenia etniczne - przedmioty, które czasami symbolizują grupową różnicę, inność, mogące wyzwalać i reprodukować poczucie identyfikacji i przynależności, są póki co zbędne w muzeum. Jak zauważył James Clifford, muzea nie gromadzą tego, co hybrydyczne, co jest w procesie stawania się [25].
W kręgu zagadnień związanych z muzealnictwem (etnograficznym) pozostaje także artykuł Tomasza Siemińskiego. Autor podejmuje problem przedmiotów, które znajdują się w muzeach, ale nie wpisano ich do rejestru muzealiów - są prawie-ale-jednak-nie w zbiorach, mieszczą się w znaczeniowej sferze pomiędzy eksponatem a śmieciem. W jaki sposób, dlaczego znalazły się w tych instytucjach? Co decyduje o ich niepełnoprawnym statusie? Jakie pełnią funkcje? Jak zaznacza Siemiński: "to "ukryta" rzeczywistość muzealna".
Dla Adama Czyżewskiego śmieć to abstrakt, twór pozbawiony właściwości (jego cechy istnieją tylko potencjalnie), amorficzny. Autor porusza temat kulturowego zaplecza "stanu nieczystości", który obserwuje w Polsce. Odwołując się do historii projektowania miast na przełomie XIX i XX wieku, pisze: "Były to czasy, kiedy miasta miały swoje desegno. Wygląd, wizerunek, zamysł. Nie wszędzie zerwano z tą tradycją tak radykalnie jak w Polsce. Nie wszędzie uznano, że miasta rosną same jak grzyby w lesie". Czyżewski tropi przyczyny tej sytuacji, traktując ją jako syndrom szerszego zjawiska charakterystycznego dla polskiego społeczeństwa.
Karol Walczak rozważa kwestię, dlaczego jemy "śmieci", czyli w tym przypadku żywność niezdrową, wysokokaloryczną, mocno przetworzoną, zawierającą wzmacniacze smaku, koloru i środki przedłużające jej trwałość. Zastanawia się, czy spożywanie tego typu produktów można powiązać z podziałami społecznymi i kulturowymi. Kolejno odrzuca wyjaśnienia problemu, które mogłyby się wydawać najbardziej oczywiste - przekonanie o taniości "śmieciowej" żywności, a więc założenie, że konsumują ją ludzie biedni, oraz przeświadczenie o tym, że do jedzenia w fast foodach [26] (oraz powiązanych z nim zakupów w supermarketach) skłania nas pośpiech. Autor stawia tezę, że o popularności fast foodów decyduje ich symboliczna neutralność.
Marcin Kępiński analizuje relacje łódzkich nauczycieli o stanie wojennym i ich pamiątki z tego czasu oraz całego okresu PRL-u. Stawia pytanie o możliwość istnienia wspólnej pamięci o przeszłości, kształtowanej także w oparciu o rzeczy. Wbrew wstępnym założeniom autora okazuje się, że zarówno wspomnienia o stanie wojennym, jak i przedmioty związane z tym czasem stają się niemal "śmieciami pamięci". Według Kępińskiego przyczyna tego stanu tkwi w rozczarowaniu nauczycieli przemianami, które nastąpiły w Polsce po 1989 roku. Badacz podsumowuje: "Pamiątki po przeżytych rozczarowaniach zostały usunięte, zepchnięte w niepamięć, a te które jeszcze pozostały, wkrótce prawdopodobnie spotka taki sam los. Podobnie rzecz ma się z pamięcią stanu wojennego, jej ślad się zaciera".
Tekst Kępińskiego stanowi płynne przejście do trzeciej części tomu Śmieć w kulturze. Kolejny zbiór artykułów - zatytułowany Zbędny, wykluczony, niepasujący - został poświęcony procesom alienacji, wyobcowania, praktykom polegającym na wyłączeniu z grupy "swoich"; co ciekawe i być może znaczące, znalazły się tu tylko teksty dotyczące relacji międzyludzkich.
Waldemar Kuligowski pisze o języku jako narzędziu różnicy i wykluczenia - bada językowe świadectwa związane z pojęciem "śmieć" występujące przede wszystkim w mowie potocznej. Uznanie kogoś za "śmiecia" jest odmówieniem mu człowieczeństwa (dehumanizacja) lub - co bardziej adekwatne - częściowym ograniczeniem jego człowieczeństwa (infrahumanizacja). Drugie z wymienionych zjawisk w kontraście do dehumanizacji występuje w czasie pokoju, codzienności, powszedniości, wymyka się kontroli świadomości. Konkluzje Kuligowskiego są pesymistyczne: "Nasz świat pełen jest śmieci, infrahumanizacja triumfuje, zaprojektowana przez Rorty'ego kultura praw człowieka jawi się jako pięknoduchowa mrzonka. Aż strach pomyśleć, kto i w jaki sposób chciałby naszą Augiaszową stajnię oczyścić z owych śmieci. Ekspertów od czystości i higieny - moralnej, myślowej, narodowej, etnicznej, rasowej - jest wokół aż nadto. Ojczyzna-polszczyzna stała się matecznikiem infrahumanizacji, medium wykluczenia i agresji".
Małgorzata Gnyś-Nidecka w artykule Człowiek - jak śmieć omawia sytuacje, w których ludzi uznawano za elementy niepotrzebne czy szkodliwe z punktu widzenia ładu społecznego (zarówno z przyczyn politycznych, jak i ekonomicznych). Analizuje przypadki między innymi niedopełnienia rytuałów pogrzebowych, anonimowych pochówków, zatajania ewidencji zgonów, znęcania się nad chorymi i rannymi, praktyk eugenicznych, a wreszcie Holocaust. Wskazuje na cywilizacyjne (czyli według autorki prawno-normatywne) oraz kulturowe (tu Gnyś-Nidecka wymienia stosunek do "obcych") źródła takich zachowań i postaw.
"Ludzi-śmieci", uznanych za zbędnych, dotyczy także artykuł Sylwestra Zielki Eugenika - między degradacją a postępem. Autor wychodzi z założenia, że "aby możliwa była eugenika jako praktyka społeczna, która stawiała sobie za cel "oczyszczanie" społeczeństwa z elementów "niepożądanych", musiały wpierw ukonstytuować się pewne sposoby myślenia o człowieku i jego społeczno-przyrodniczym otoczeniu, o jego kondycji, a które zebrane w pewnym dziejowym momencie razem dały przyczynek do praktyk "higienicznych"". Śledzi dziewiętnastowieczne poglądy, które w sposób najbardziej wyrazisty odcisnęły piętno na kształcie eugeniki w rozumieniu biopolityki - przywołuje między innymi prace Benedicta Morela, Cesarego Lombroso, Jeana Baptiste'a Lamarcka, Herberta Spencera, Charlesa Darwina, Francisa Galtona. Zwraca uwagę na dwie konkurujące ze sobą teorie degeneracji oraz ich społeczno-kulturowe konsekwencje.
Z kolei Aleksandra Rzepkowska skupia się na jednej z grup, która doświadcza swoistego naznaczenia "obcością" - autorka podejmuje temat społecznej marginalizacji i wykluczenia osób z zaburzeniami ze spektrum autyzmu oraz ich rodzin. Upośledzenie interakcji społecznych, problemy z komunikacją, powtarzalność zachowań i inne cechy charakterystyczne dla autyzmu rodzą szereg problemów w codziennym funkcjonowaniu osób autystycznych - trudności pojawiają się zarówno w życiu rodzinnym, jak i w ramach systemu edukacyjnego, aktywności zawodowej czy korzystania z usług służby zdrowia. Dla Rzepkowskiej "miarą mądrości, wrażliwości moralno-etycznej oraz dojrzałości każdego społeczeństwa jest [...] to, jak odnosi się do tych swoich członków, którzy z różnych przyczyn nie radzą sobie w rzeczywistości tak dobrze jak ogół - są w nim w pewien sposób niezadomowieni, inni, obcy".
W części czwartej - Zrehabilitowany, odnaleziony, odzyskany - podejmujemy temat "drugiego życia" tego, co wcześniej zostało uznane za śmieć. Powtórnie "odkryte" przedmioty, zmiany kontekstów ich funkcjonowania, nowe kulturowe odczytania i interpretacje rzeczy, fragmentów "nie-materii", zachowań i defaworyzowanych grup stanowią treść zebranych w tym miejscu artykułów.
Najważniejsze konteksty i znaczenia związane ze śmieciami w sztukach wizualnych i dizajnie XX/XXI wieku omawia Paweł Możdżyński, nadając im metaforyczny tytuł Prawda odpadu. Śmieci pełnią w sztuce rolę symbolu, motywu, materiału konstrukcyjnego. Zaistniały w tym polu społeczno-kulturowym między innymi dzięki eksploracjom awangard "nowej fali", neoawangardzie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku, wpływom postmodernizmu i dekonstrukcji, dyskursom recyklingu i upcyklingu, ideom dizajnu krytycznego. Szeroko obrysowując tło działań artystycznych z wykorzystaniem śmieci, autor zwraca uwagę na ich nieoczywiste implikacje.
Iwona Stachowska przybliża idee, na których opiera się Międzynarodowy Instytut Konserwacji, Archiwizacji i Dystrybucji Pamięci Osób Trzecich (IICADOM) utworzony przez Jaspera Rigole'a. IICADOM to projekt artystyczny, socjologiczny i jednocześnie pedagogiczny podejmujący problemy pamięci indywidualnej, zbiorowej, kwestie zarządzania pamięcią i procesów selekcji związanych z pamięcią, w tym odpadów pamięci. Rigole zdobywa materiały (m.in. amatorskie fotografie, filmy, listy i drobne pamiątki) do swojego archiwum na strychach, targach, garażowych wyprzedażach, śmietnikach. Z nich buduje własne prace, a więc umieszcza porzucone wcześniej artefakty w nowym kontekście, poddaje je swoistej rehabilitacji. Głównym celem instytutu jest ocalenie pamięci o przeszłości. Rigole stara się, by minione zwyczajne, codzienne przeżycia nie stały się śmieciem dla współczesnych.
Artykuł Mai Dziedzic jest poświęcony zabawkom wykonanym własnoręcznie przez Tadeusza Różewicza z prozaicznych przedmiotów, odpadów znalezionych na podwórku: kawałków drewna, sznurka, drutu, szklanych korków do butelek, guzików etc. Dziedzic analizuje znaczenia, jakie miały dla Różewicza, identyfikuje rolę, jaką spełniały w jego późniejszej twórczości - stawia pytania o to, "dlaczego tak ważnym literackim przedsięwzięciem stało się dla Różewicza odtworzenie w pamięci zabawek z dzieciństwa? Dlaczego nawet po czterdziestu latach wciąż pragnie zrekonstruować "biografię" ulubionych przedmiotów zabaw?".
Filip Szałasek zajmuje się popularną obecnie techniką tworzenia muzyki - samplingiem. Nazywa sampel "muzycznym śmieciem", mając jednak na myśli śmieć odzyskany, dowartościowany, nasycony nowymi znaczeniami. Jak zauważa, kompozycje składające się z muzycznych skrawków, strzępów, urywków, zarówno tych publicznie dostępnych, jak i przynależących do autorskich całości, stanowią wyzwanie dla prawa autorskiego oraz krytyki muzycznej. Szałasek jednoznacznie opowiada się po stronie muzyków samplujących, dostrzegając w tej twórczości nie tylko silne związki z kształtem współczesnej kultury (posługiwanie się fragmentem, anonimowość), ale i znaczeniową głębię, interpretacyjne bogactwo.
Kora Kowalska odwołuje się do koncepcji humanistyki nieantropocentrycznej i bierze pod uwagę podmiotowość rzeczy. Interesuje ją proces, w którym obiekt zostaje uznany za śmieć, potencjał tkwiący w odpadzie i - przede wszystkim - moment, w którym przedmiot do tej pory zbędny dzięki ponownemu "odnalezieniu" staje się "aktywnym uczestnikiem rzeczywistości". Autorka ilustruje tę sytuację, odtwarzając biografię pewnej chromolitografii.
Anna Kwaśniewska poddaje analizie zjawisko popularności w Polsce sklepów z używaną odzieżą. Najpierw omawia historię ich pojawienia się w kraju oraz pochodzenie koncepcji tego rodzaju obiektów handlowych. Następnie proponuje perspektywy interpretacyjne, które mogą pomóc w zrozumieniu fenomenu ciucholandów: perspektywę buntu i kontestacji; relacji między rynkiem a konsumentem; świadomej konsumpcji; rozrywki i interakcji społecznej. Wśród klientek lumpeksów wyróżnia kilka grup: "łowczynie okazji", "artystki", "zakupoholiczki", "oszczędne gospodynie domowe". Ponadto wprowadza kategorię przedstawicieli subkultur i miłośników stylu vintage. Kwaśniewska rozpatruje również przyczyny niechęci do zakupów w second handach.
Maria Lebioda ukazuje działalność freegan jako przełamującą stereotyp śmietnikowych zbieraczy, kulturowy podział na jadalne i nienadające się do spożycia (śmieć), czyste i brudne. Analizuje umocowanie freegan w wyznawanych wartościach czy ideologii oraz zmagania z przełamaniem tabu, wstrętem i wstydem. Autorka pisze o badanej grupie: "Pomimo łamania określonych reguł i sprzężonego z tym uczuciem wstydu, ich dewiacyjne zachowanie pełni rolę wskaźnika dla innej, nieuświadomionej, ogólnospołecznej dewiacji, za którą można uznać wyrzucanie jedzenia. Moralność większości zostaje zatem wywołana do tablicy przez pełniącą rolę głosu sumienia mniejszość".
Celem artykułu Grzegorza Błahuta jest analiza praktyk "zbieraczy z osiedlowych śmietników". Interesują go używane przez nich narzędzia, sposoby działania, wykorzystywane strategie przestrzenne i czasowe, przypisywane "znaleziskom" wartości. Autor podejmuje próbę odpowiedzi na pytanie, czy osoby trudniące się przeszukiwaniem śmietników tworzą przypadkową zbiorowość czy też bardziej homogeniczną grupę. Błahut podkreśla, że zbieraczy nie cechuje psychologiczna i systemowa bezradność - akcentuje ich aktywny stosunek do sytuacji, w której się znaleźli, umiejętność poszukiwania indywidualnych rozwiązań problemów, zaradność.
W części piątej - W poszukiwaniu ładu - znalazły się artykuły, których intencją jest odkrycie zasad porządkujących i wyjaśniających gospodarkę odpadami - zarówno w perspektywie wielu dziesiątek lat, jak i w przypadku wprowadzonej w Polsce 1 lipca 2014 roku "ustawy śmieciowej". Zamieszczone tu teksty dość mocno podkreślają znaczenie kultury w analizie zjawisk.
Tę partię artykułów otwiera studium Anny Woźniak Śmieci na wsi? Krótka historia gospodarowania rzeczami zbędnymi. Autorka zwraca uwagę na fakt, że różne gremia mają wobec polskiej wsi odmienne i niekiedy sprzeczne oczekiwania. Co więcej, czasami wymagania stawiane wsi pozostają w konflikcie z przekonaniami i postawami ich mieszkańców. Dzieje się tak również w przypadku gospodarowania śmieciami. Woźniak poszukuje źródeł stosunku wsi do śmieci w czynnikach kulturowych - w kształtowanym przez dziesięciolecia podejściu mieszkańców wsi do przedmiotów. Wyjaśnia, iż do pewnego czasu na wsi nie istniały rzeczy, które można było określić jako śmieci, przedmioty naprawiano, poddawano przeróbkom, zmieniano ich funkcje, po to by nadawały się do ponownego wykorzystania. Procesy te zachodziły w warunkach ciągłego niedoboru. Zwiększenie liczby przedmiotów i zmiana surowców radykalnie zmieniły kontekst gospodarki odpadami.
Włodzimierz Karol Pessel w tekście Rewolucja na śmietniku pisze o tym, jak nie udała się w Polsce zmiana gospodarki komunalnej śmieciami, i analizuje, jaką rolę odegrała w tym procesie kultura, traktowana jako zmienna niezależna. Autor wykorzystuje metodę badawczą J. C. Alexandra i zgodnie z nią zakłada, że "fakty społeczne nie świadczą same o sobie, lecz muszą być odpowiednio kulturowo przedstawione, wręcz odegrane; znaczenie nie tkwi w zdarzeniach per se, ale powstaje i dopełnia się w narracji kulturowej" [27]. W perspektywie narracyjnej "rewolucja śmieciowa" została przegrana, zanim jeszcze rozpoczęła się na dobre. Według Pessela ustawa o odpadach wymaga pogłębionej analizy z pozycji kulturoznawczych studiów miejskich, w której śmieci nie będą analizowane jako przedmiot działania kolekcjonerów czy designerów, ale jako "praktyczny problem życia w dużych skupiskach ludzkich z życiem zbiorowym uregulowanym prawnie".
Kwestia realizacji ustawy o odpadach zostaje podjęta również przez Jacka Mianowskiego. Autor analizuje relację pomiędzy rozwiązaniami ustawodawczymi, działaniami w zakresie instytucjonalnego gospodarowania odpadami komunalnymi w gminie Gdańsk oraz jednostkowymi i zbiorowymi praktykami mieszkańców Gdańska związanymi z tą sferą. Wskazuje czynniki, które mogą mieć pozytywny i negatywny wpływ na proces gospodarowania śmieciami na badanym obszarze.
Barański J., Świat rzeczy. Zarys antropologiczny, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego 2007.
Bauman Z., Razem, osobno, przeł. T. Kunz, Kraków: Wydawnictwo Literackie 2003.
Bauman Z., Straty uboczne. Nierówności społeczne w epoce globalizacji, przeł. J. Hunia, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego 2012.
Bauman Z., Życie na przemiał, Kraków: Wydawnictwo Literackie 2005.
Calvino I., Niewidzialne miasta, przeł. A. Kreisenberg, Warszawa: Czytelnik 1975.
Clifford J., Kłopoty z kulturą, przeł. E. Dżurak, Warszawa: KR 2000.
Dant T., Kultura materialna w rzeczywistości społecznej. Wartości, działania, style życia, przeł. J. Barański, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego 2007.
Douglas M., Czystość i zmaza, przeł. M. Bucholc, Warszawa: PIW 2007.
Karpowicz I., Ości, Kraków: Wydawnictwo Literackie 2013.
Krajewski M., Śmieci w sztuce. Sztuka jako śmieć, "Zeszyty Artystyczne" 2004, nr 13.
Pessel W. K., Antropologia nieczystości. Studia z kultury sanitarnej Warszawy, Warszawa: Trio 2010.
Pessel W. K., Na śmietnisku świata. Autopsja badacza i masy odpadowe w retorykach kultury, w: Brud. Idee - dylematy - sprawy, red. M. Sztandara, Opole: Wydawnictwo Uniwersytetu Opolskiego 2012.
Pessel W. K., Śmieciarze. Antyrecyklingowe studium z antropologii codzienności, Łomża: Oficyna Wydawnicza Stopka 2008.
Rakowski T., Łowcy, zbieracze, praktycy niemocy. Etnografia człowieka zdegradowanego, Gdańsk: słowo obraz/terytoria 2009.
Rakowski T., Zbiory, wyliczenia, przedmioty przejściowe, w: Rzeczy i ludzie. Humanistyka wobec materialności, , red. J. Kowalewski, W. Piasek, M. Śliwa, Olsztyn: Wydawnictwo Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego 2008.
Sulima R., Antropologia codzienności, Kraków: Wyd. UJ 2000.
Sulima R., Między rajem a śmietnikiem. Ikonosfera warzywnych ogródków, "Polska Sztuka Ludowa. Konteksty" 1990, nr 4.
Thompson M., Rubbish Theory. The Creation and Destruction of Value, Oxford: The University of Chicago Press 1979.
Śmieć, jak wszyscyśmy świadomi dzięki epokowemu studium Mary Douglas, to "rzecz nie na swoim miejscu". Milczącym założeniem, bez jakiego zdanie owe nie miałoby sensu, jest tu istnienie ładu lub wyobrażenia o ładzie, lub intencji zaprowadzenia ładu; ładu - czyli takiego stanu rzeczy, w jakim rzeczom - wszelkim rzeczom - przydzielono zawczasu określone miejsce albo miejsca odmówiono. "Ład" ma granice i strukturę. Granice, bo nie dla wszystkich bytów jest w nim miejsce; i strukturę - bo byty, jakie do ładu należą, są do wyznaczonego im miejsca przypisane. Mieszczą się w ładzie o tyle, o ile się przeznaczonych dla nich miejsc trzymają. W przeciwnym wypadku są śmieciem. Śmieć jest zatem odpadem/odrzutem ładotwórstwa. Ład jest ładem o tyle, o ile zdolny jest oczyszczać się od śmieci. Znamieniem, znakiem rozpoznawczym, a pewnie nawet atrybutem definiującym ład są zakłady asenizacyjne oraz wysypiska lub palarnie śmieci.
Śmieć jest wynalazkiem nowoczesnym. Idea porządku i sprzęgnięty z nią antonim (innymi słowy, opozycja comme il faut i comme il n'est faut pas - "jak trzeba" i "nie jak trzeba") są wprawdzie w dziejach ludzkości zjawiskami ponadczasowymi, ale byt nowoczesny to tyle, co ładotwórstwo nieustające, obsesyjne i kompulsywne (zwane "modernizacją"), a więc także i nieprzerwane wytwórstwo odpadów i odrzutów nieuchronnie mu towarzyszące. Nadto jeszcze - co bodaj najważniejsze - poczynając od decyzji przejęcia natury pod zarząd ludzki i postulatu poddania jej ludzkiej kontroli - prerogatywę czy obowiązek definiowania ładu i jego przeciwieństwa, a wraz z nim podejmowania czynności zmierzających ku zaprowadzaniu ładu i usuwania nieładu, nowoczesność złożyła na barki człowieka. Innymi słowy: inicjacja ery nowoczesnej zbiega się z przejściem od zachowawczej postawy gajowego (którego zadaniem jest strzeżenie przedustawnego porządku rzeczy i jego ochrona przed naruszycielami) do twórczej (a ściślej mówiąc "twórczo-niszczycielskiej") postawy ogrodnika (którego zadaniem jest planowanie pożądanego porządku rzeczy i jego wdrażanie - głównie przez tępienie chwastów, czyli intruzów zakłócających swą obecnością zamierzoną harmonię i udaremniających jej realizację).
Śmieć, krótko mówiąc, jest skutkiem ubocznym popędu do porządkowania i zastępowania ładu jednego rodzaju innym. Jest więc nieodłącznym towarzyszem nowoczesnego sposobu bycia we wszystkich jego odmianach. Intensywne skracanie przewidywalności życia każdego z kolejno zaprowadzanych porządków, cechujące "płynną" fazę nowoczesności, zwiastuje jednak - musi zwiastować - gwałtowny wzrost produkcji odpadów i odrzutów.
Nowym, specyficznym, a i zapewne najobfitszym źródłem śmiecia w płynnej fazie nowoczesności jest proces indywidualizacji społeczeństwa i stopniowe, lecz nieustające przesuwanie zadań ładotwórczych z obszaru publicznego i polityki społecznej do (by użyć terminologii Tony'ego Giddensa) nowo powstałej strefy "polityki życiowej" - czyli czynienia ich obowiązkiem indywidualnym i przedmiotem indywidualnej odpowiedzialności. Wedle Ulricha Becka to jednostka ludzka obarczona jest dziś obowiązkiem znajdywania indywidualnych rozwiązań dla społecznie wytwarzanych problemów; jednym z owych problemów jest właśnie konstrukcja i doglądanie "porządkowych" obszarów ludzkiego życia i współżycia.
W sposobie przednowoczesnego życia, nacechowanym przerobem wtórnym (czyli "recyklingiem" avant la lettre) wszystkiego, co po wykonaniu zamierzonej czynności pozostawało niewykorzystane, pojęcie "odpadu" czy "odrzutu" nie istniało - zarówno w gospodarce materiałami, jak i ludźmi. Niczego na śmietnik nie wyrzucano - a i na pojęcie "śmietnika" nie było w przednowoczesnym bytowaniu miejsca. Odpady ze stołu wykorzystywano dla karmienia trzody. Nowo narodzeni członkowie rodziny mieli zagwarantowane, "z natury rzeczy", miejsce przy rodzinnym stole, jakby skąpo nie był ów stół zastawiony, i zapewniony udział w pracach na rodzinnym gospodarstwie, na zagrodzie czy na polu. Póki praca nie miała ceny rynkowej, zawsze znajdowało się coś dla nich do zrobienia i nikt nie pozostawał "bez przydziału". Ekonomiści w międzywojennej Polsce szacowali "ukryte bezrobocie" na osiem milionów; zaliczali doń mieszkańców wsi wchłoniętych, zatrudnionych i utrzymywanych przy życiu, choćby i nędznym, przez gospodarstwa chłopskie. Gdyby "modernizacja" kraju postępowała raźniej i dotarł do wsi polskiej nowoczesny rynek pracy, czyli gdyby praca ludzka stała się towarem w poszukiwaniu nabywców i pojawili się nabywcy gotowi za nią płacić - "ukryci bezrobotni" wystawaliby w kolejkach do urzędów pracy, najczęściej daremnie wyczekując zarobku. Jak na razie jedyną alternatywą, nie dla wszystkich zresztą do osiągnięcia, była dla nich wyprawa "na saksy" do krajów bardziej zaawansowanych w nowoczesnym sposobie bycia. Mogły ich te kraje zaabsorbować dzięki temu, że własne "chwasty ludzkie" - ludzi, jakich nowy przemysłowy ład uczynił zbędnymi - potrafiły "recyklingować" w armie ekspedycyjne, kolonistów osadzanych na podbitych ziemiach czy urzędników kolonialnej administracji. Tuż po wojnie, gdy wprowadzano w PRL pierwsze pralnie publiczne jeszcze przed rozpowszechnieniem pralek domowych, zaskoczyła ich inicjatorów niechęć gospodyń domowych do korzystania z usług zakładów pralniczych. Przepytywane o przyczyny tej niechęci i preferowania pracochłonnej i czasochłonnej harówki ręcznego prania domowego, tłumaczyły one swój wybór oszczędnością: pranie domowe, powiadały, znacznie mniej kosztuje niż maszynowe. Taka opinia, wyraźnie sprzeczna z "rachunkiem ekonomicznym", nie była bezpodstawna: skazane na rolę gospodyń domowych i nienawykłe do poszukiwania pracy zarobkowej poza domem, kobiety liczyły skrzętnie wartość potrzebnego do prania mydła i proszków, ale nie wliczały w rachunek wydatków ceny zatraconego na pranie czasu własnej pracy. Ślęcząc godzinami nad balią, zarobków nie traciły; nie wpadłoby im do głowy, że mogłyby je zdobyć. Potrzeba było jeszcze paru lat modernizacji i uprzemysłowienia kraju, aby ręczne pranie i prasowanie bielizny uznane było za marnotrawstwo sił i czasu. Jak na razie owe siły i czas nie uzyskały jeszcze, w każdym razie w świadomości wyłączonych z rynku pracy kobiet, rynkowej ceny.
Z wszystkiego, co dotąd powiedziane, wynika, iż pojęcie "śmiecia" - rzeczy pozbawionej wartości (w angielskim języku junk) oraz nadającej się do wyrzucenia i tego się domagającej (w angielskim rubbish), rzeczy, jakiej unicestwienie nie zalicza się do strat, ale przeciwnie: jest przejawem właściwego jej potraktowania - jest kulturowo uwarunkowane i wraz z kulturą się zmienia. Coś jest "śmieciem" nie ze względu na jego właściwości, lecz ze względu na przyjęty porządek rzeczy odnotowany w kulturowo kształtowanej świadomości. "Kiedy walczymy z brudem - pisała Mary Douglas - kiedy tapetujemy, urządzamy mieszkanie, sprzątamy, nie kierujemy się lękiem przed chorobą i chęcią jej uniknięcia. Dokonujemy w istocie ponownego uporządkowania świata, dopasowując go do naszych wyobrażeń [...]. Mówiąc krótko, walka z nieporządkiem to działanie wymierzone w każdą rzecz lub ideę, która mogłaby zmącić lub podważyć zwyczajowe dla nas klasyfikacje" [1].
Natury owych klasyfikacji nie zawsze potrafią ludzie je stosujący wyartykułować, a i zdarza się, że ich sobie nie uświadamiają. Gdyby spytano mieszkańców Leonii, jednego z alegorycznych miast opisanych przez Italo Calvino, znakomitego pisarza i filozofa [2], co jest namiętnością ich życia, odpowiedzieliby pewnie, jak to zauważył w opisie swej u nich wizyty Marco Polo, porte-parole autora, że stanowi ją "radość z nowych i odmiennych przedmiotów". I rzeczywiście - powiada Marco Polo: co rano ludność wkłada tam "nowiuteńkie szlafroki, wyjmuje z najnowocześniejszej lodówki nie otwarte jeszcze puszki, słuchając z ostatniego modelu radia ostatnich bredni". Ale - co budzi wątpliwości sprawozdawcy - każdego ranka "resztki wczorajszej Leonii czekają na wóz zamiatacza". Pyta więc Marco Polo, czy prawdziwą namiętnością jej mieszkańców nie jest raczej "odrzucanie, wydalanie, obmywanie się z nawracającej nieczystości". Bo przecież dlaczego wita się w Leonii zamiataczy "jak aniołów", otaczając równocześnie ich misję "milczącym szacunkiem"? Podczas gdy mieszkańcy prześcigają się w pogoni za nowościami, "forteca niezniszczalnych resztek otacza Leonię, piętrzy się nad nią ze wszystkich stron niczym łańcuch górski".
Wedle badań brytyjskich jedna trzecia wszystkich zakupów żywnościowych ląduje na śmietniku. Brak wprawdzie porównawczych danych o zakupach innych niż żywnościowe - ale wywóz wszelkiego typu śmieci, wydzielanie dla nich zsypisk, konstrukcja spalarni oraz ochrona środowiska i jego mieszkańców przed trującymi wyziewami zajmują coraz większe miejsce wśród kłopotów nękających władze municypalne licznych miast Europy - i nie tylko jej. Krótko mówiąc: ilość śmieci - produktów, na które brak zapotrzebowania i dla których nie ma zastosowania - rośnie niepowstrzymanie, a wraz z nią potęguje się marnotrawstwo wbudowane w gospodarkę dzisiejszego "społeczeństwa konsumentów". Marnotrawstwa nie da się z tej gospodarki wytrzebić. Przynajmniej tak długo, jak rozmach i powodzenie gospodarcze kraju i jakość życia jego mieszkańców mierzy się szybkością starzenia się nowości i skracaniem drogi ze sklepu do śmietnika. Gospodarka społeczeństwa konsumentów żyje i kwitnie przyśpieszaniem rotacji towarów: wypadaniem z użytku nabytych poprzednio przedmiotów i ich zastępowaniem przez nowe, świeżo na rynek rzucone i dopiero zabiegające o stworzenie na siebie popytu. Wysypiska śmieci mogłyby przestać rosnąć tylko w mało prawdopodobnym przypadku, w jakim producenci i nabywcy przedmiotów konsumpcji zaprzestaliby powodowania ich rośnięcia. Kult nowości może być przejawem fałszywej świadomości przesłaniającej prawdę o kierowaniu się nie tyle pragnieniem rzeczy nowych, co popędem do "oczyszczania pola": pozbywania się rzeczy dotąd posiadanych, krępujących ruchy, a swego posiadacza mających w swym władaniu; ale owa świadomość jest niezbędna dla samoodtwarzania się gospodarki opartej na szybkiej cyrkulacji towarów i wzroście ilości pieniędzy przechodzących z rąk do rąk, czyli PKB.
Inne jeszcze, ale równie wątpliwe przekonanie towarzyszy nieodłącznie gospodarce społeczeństwa konsumentów: że celem rynków konsumpcyjnych jest zaspokojenie potrzeb ludzkich. Prawdziwym ich celem (lub tym, co Robert Merton określił mianem "funkcji ukrytej" w przeciwieństwie do manifestowanej) jest wytwarzanie wciąż nowych potrzeb, a wraz z nimi także i nowych klientów: w sumie stwarzanie zapotrzebowania na przedmioty czy usługi, z których potrzeby ich przyszli nabywcy nie zdawali sobie dotąd sprawy. Tym, co motywuje i napędza poczynania wytwórni i rynku towarów konsumpcyjnych, nie jest zaspokojenie potrzeb klienta, lecz utrzymywanie go w stanie nieustannego niezaspokojenia. Klient zadowolony ze swego stanu posiadania jest zmorą rynków towarowych. Sztuka marketingu sprowadza się dziś do burzenia jego spokoju i zapobiegania zadowalaniu się stanem swego posiadania. Tresura konsumenta nacelowana jest głównie na wyrobienie nawyku nie tyle nabywania towarów, ile szybkiego i pozbawionego skrupułów ich się pozbywania. Jeśli już rynki służą zaspokojeniu jakiejś potrzeby, to jest nią właśnie potrzeba zastępowania wyrzucanych na śmietnik przedmiotów konsumpcji. A w sztuce marketingu idzie o to, by ową potrzebę zastępowania uniezależnić od stanu używalności zastępowanej rzeczy czy usługi - od ich zdolności spełniania funkcji, dla jakiej je nabywano. Trwająca używalność i funkcjonalność przedmiotu nie może być powodem powstrzymania się przed jego zastąpieniem, gdy nowa partia towaru znajdzie się na rynku i przejmie rolę ostatniego krzyku mody.
Wypracowany w społeczeństwie konsumentów, usilnie wdrażany i w wyniku skutecznej indoktrynacji masowo stosowany wzór relacji klient - towar (czy nabywca - nabytek) skłonniśmy przenosić na stosunki międzyludzkie. Pod względem łatwości stosowania i wolności od sprzężonych kłopotów bije wszak ten wzór już w przedbiegach skomplikowane i ryzykiem najeżone procedury montowania i odtwarzania ludzkiego partnerstwa. Wzór ten obiecuje spełnienie Kartezjuszowej asymetrii wszechwładnego podmiotu i potulnego przedmiotu, jaka w spotkaniu dwu podmiotów jest praktycznie nieosiągalna. Dobra konsumpcyjne do nabycia w sklepach, w odróżnieniu od upatrzonych partnerów, nie stawiają nas przed okrutnie nużącym, a i pełnym zasadzek wyzwaniem ciągnących się w nieskończoność negocjacji, przykrych ustępstw, kompromisów i poświęceń - nie do uniknięcia w zawieraniu i utrzymywaniu międzyludzkich związków. Nie skarżą się też dobra konsumpcyjne i nie awanturują, gdy się nimi znudzimy, wypowiemy im gościnę i postanowimy się z nimi rozstać. Nie wymagają klątw wiekuistej wierności i bez szemrania odprawiają się na wysypisko śmieci, gdy przyjdzie nam ochota tam je wysłać. Krótko mówiąc, towary konsumpcyjne są niemal doskonałym wcieleniem nieostateczności i zasadniczej odwracalności wyborów, a także powszechnej wymienialności/zastępowalności przedmiotów wyboru: jakości nader pożądanych, gdy wypada utrzymywać się na powierzchni płynnego żywiołu. A co najważniejsze, oferują nam one błogie poczucie kontroli. To my, konsumenci i jako konsumenci właśnie, decydujemy o zaliczeniu przedmiotu do kategorii rzeczy użytecznych albo śmiecia - i my też określamy moment jego przeklasyfikowania. Gdybyśmy za partnerów mieli towary konsumpcyjne (lub partnerów mieli za towary do konsumpcji...), nie musielibyśmy się obawiać, że sami też skończymy w koszu na śmieci... Pokusa, by wzory konsumenckiego zachowania rozciągnąć na stosunki międzyludzkie, jest zaiste trudna do odparcia i nie dziw, że tak wielu z nas jej ulega.
W płynnie nowoczesnym świecie konsumentów ludzkie odrzuty i odpady przemian społecznych (ludzie skazani na zbędność w wyniku procesów ładotwórczych i tzw. postępu gospodarczego), których dzieje i losy starałem się przedstawić w Życiu na przemiał [3], nie są jedyne w doświadczaniu grozy wykluczenia, banicji, skazania na przemiał - a tym bardziej lęku przed jej możliwością. Dołączyły do nich, i to masowo, ofiary współbieżne wspomnianego powyżej procesu indywidualizacji uprawnień i obowiązków ładotwórstwa. Także i na obszarze indywidualnie uprawianej "polityki życiowej" przeznaczone na przemiał ofiary ładotwórczego zapału i zapędu ścielą się gęsto - nie bez gorliwej asysty rynków konsumpcyjnych, nie bez kozery węszących szanse zysku kryjące się w bezradnych i bezładnych szamotaniach ładotwórców-na-mocy-dekretu czy z-nadania-losu. Ogromne już i nadal rosnące w liczebność jest grono ludzi, którym przy tej czy innej okazji, z tego czy innego powodu przyszło pokosztować gorzkiego, bo upokarzającego losu zbędności lub ściskania się gardła i paraliżu woli na myśl o jej możliwości.
Zgubne dla moralności i solidarności międzyludzkiej konsekwencje tej nowej sytuacji odsłoniły milionom (przypuszczam, iż mimo woli raczej niż z zamierzenia) widowiska telewizyjne typu Wielki Brat, Najsłabsze ogniwo czy Agent, przyciągające parę lat temu jak świat długi i szeroki tłumy widzów zafascynowanych odgrywanym na szklanym ekranie dramatem ich najskrytszych strachów i najkoszmarniejszych przeczuć. Lekcja poglądowa, jaką te widowiska wbijały (i chyba całkiem skutecznie) w miliony głów, składała się, z grubsza biorąc, z twierdzeń następujących.
Nikt poza garstką zwycięzców w zaciekłej konkurencji gry o sumie zerowej nie jest tak naprawdę niezbędny, a na niczyją lojalność nie można tak naprawdę liczyć. Spisywanie do kategorii odrzutów odbywa się regularnie i w twardo a nieodwołalnie określonych terminach (co tydzień - jak w Wielkim Bracie lub co parę minut - jak w Najsłabszym ogniwie) i ktoś musi być za każdym razem spisany bez względu na swe osobiste cnoty i zasługi. Człowiek potrzebny jest innym ludziom jedynie tak długo, jak długo potrzebują korzyści, jakie może im przynieść. Wysypisko śmieci, ostateczne przeznaczenie wszystkich wykluczonych, jest naturalnym miejscem wygnania dla tych, których wykorzystać dla swych celów już się nie da albo nie opłaca lub którzy na wykorzystywanie się nie godzą. Współistnienie ludzkie to tak naprawdę gra o przetrwanie w nieprzychylnym, niegodnym zaufania i zdradzieckim otoczeniu, a ostateczną stawką w tej grze jest przeżycie konkurentów.
Lekcja trafiła na podatny grunt. Dowodem liczba telewizyjnych widzów uczestniczących w rytualnym głosowaniu, kogo z uczestników tym razem z gry wyrzucić w ramach oczyszczania jej z "misfitów". Niejednokrotnie była ona większa od liczby głosujących w ostatnich wyborach parlamentarnych.
Bauman Z., Życie na przemiał, przeł. T. Kunz, Kraków: Wydawnictwo Literackie 2004.
Calvino I., Niewidzialne miasta, przeł. A. Kreisberg, Warszawa: Czytelnik 1975.
Douglas M., Purity and Danger: An Analysis of Concepts of Pollution and Taboo, Middlesex: Penguin 1970.