Serce w kosmosie - Izabela Dawidowicz

Reflow text when sidebars are open.
serce
w
kosmosie
Izabela Dawidowicz
SERCE W KOSMOSIE
LV
Liberum Verbum
Copyright ? 2019 Izabela Dawidowicz
Wrocław 2019
ISBN: 978-83-953466-3-7
Książka dostępna także w wersji tradycyjnej
Skład i korekta: Liberum Verbum
Redakcja: Zbigniew Zebar
Projekt i realizacja okładki: Zbigniew Zebar
Liberum Verbum
50-078 Wrocław
ul. Leszczyńskiego 4
www.liberumverbum.com.pl
liberum-verbum.sklepypasejo.com.pl
wydawnictwo@liberumverbum.com.pl
MIŁOŚĆ
to dla mnie potęga namiętności, wolności i szczęścia. Można kochać prawdziwie albo wyrzec się swoich uczuć. Twoje serce wybierze jedną ścieżkę, którą będzie podążać do wieczności. Człowiek, który się zakochuje, nie ma pojęcia, co go czeka. Najpierw przepełnia go euforia, czuje, że może zrobić wszystko i z tego powodu staje się lepszy. Potem są tylko łzy, żal i pustka, która zeżre ci serce, zanim zdążysz pomyśleć o śmierci. Kiedyś w to nie wierzyłam. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, że miłość może boleć. Dla mnie ona miała być piękna i wieczna. Byłam młodziutką dziewczyną, więc nie mogłam myśleć inaczej. Pamiętam jeden wieczór, kiedy mama otworzyła mi oczy na prawdę. Do dziś słyszę w uszach te okrutne słowa: "Miłość jest cudowna tylko na początku, po niej zostaje smutek i ból. Jeśli się zakochasz zmarnujesz sobie życie". Jak to możliwe? Nie powinnam kochać żadnego mężczyzny - to oszczędzi mi cierpień. Przecież chcę być spełniona. Mama ma rację, jestem jej jedyną córką, więc pragnie mojego dobra. Chciałabym wiedzieć, co ją spotkało, że odtrąca uczucia. Mam już 19 lat. Pora poznać prawdę. Wiele sobie przemyślałam i czuję, że gdzieś w głębi jestem stworzona do kochania. Wszyscy posiadamy dar miłości. To takie pierwotne. Rodzimy się, by kochać i umieramy w imię wyższych uczuć. Jest w tym ukryty sens. Moje codzienne życie nie różni się od życia innych. Zdałam dobrze maturę i dostałam się na wymarzone studia - pedagogikę. Kocham dzieci i w przyszłości chciałabym je uczyć, choćby języka polskiego. Powinnam się cieszyć, a jednak coś nie daje mi odczuwać tego szczęścia. Nie mam go z kim dzielić, a mama już nie wystarcza. Zakazano mi miłości, a jej przecież pragnę bardziej niż czegokolwiek. Nie pozwolę nikomu kierować moimi uczuciami, bo to nie w porządku. Jeśli moja dusza pokocha godnego mężczyznę, to zostanę z nim na zawsze. Będę należeć do niego aż po kres. Jeśli nie kochamy, jesteśmy jak roboty. Trzeba kochać choćby psa, muzykę czy świat, bo to stanowi o naszym człowieczeństwie. Moja mama nigdy tego nie zrozumie. Widocznie ma swój własny zły świat, a ja wierzę w dobro. Dla miłości zrobię wiele. Do pełni szczęścia brak mi kogoś bliskiego sercu.
Od października zaczynam nowy etap w życiu. Będę studentką, samotną studentką. Studentką z marzeniami, studentką smutną i wesołą, dziewczyną szaloną i rozsądną. Będę wszystkim po trochę i niczym. Zakocham się z wzajemnością albo poznam smak bólu. Moja przyjaciółka Amelia zawsze powtarza, że jestem kowalem własnego losu. Wydaje mi się, że nawet jeśli ma rację, to los mnie dogoni szybciej, jeszcze zanim podejmę decyzję. Ona zawsze się z tego śmiała. Mówiła, że mój umysł wytwarza dziwne myśli. Nie jestem tak silna jak ona, potrafię się poddać.
Amelka jest słodką dziewczyną. Zawsze imponowała mi jej bystrość i niezwykła uroda. Długie blond włosy, błękitne oczy i ujmujący uśmiech. Takiej kobiety nie można nie lubić. Ona przyciąga ludzi jak magnes. Gdziekolwiek się pojawi, wzbudza podziw i zainteresowanie. Nie to co ja, drobna czarnula o piwnych oczach i śmiesznym zadartym nosku. Uroda pomaga w życiu, ale też nie jest miernikiem szczęścia. Amelka ma 21 lat, a już miała kilku partnerów. Niestety u mnie sprawy mają się nieco gorzej. Nie wiem, jak to jest, gdy dwoje ust się spotyka, co czuje się w chwili wybuchu namiętności. Nie potrafię powiedzieć, jak to jest być często przytulaną i rozpływać się w rozkoszy uczuć. To nie jest mi dane, przynajmniej na razie.
Chciałabym żeby kiedyś ktoś popatrzył na mnie inaczej. Dotknął policzka, umierał z miłości i mówił sto razy: kocham, kocham, kocham cię. Wielokrotnie przed snem modlę się o cud. Może niebo mi ześle ukochanego. Możliwe. Miłość zawsze jest możliwa. Wiara jeszcze nikogo nie zgubiła. Choć niektórzy zapominają, że raj jest w prawdziwej miłości, to nie potępiam ich. W pogoni za karierą, pieniędzmi można się zagubić. Wybieram życie spokojne, bez większych stresów. Chcę być dobrą żoną, matką i nauczycielką. To niedużo, wbrew pozorom, a jednak czeka mnie mnóstwo pracy i cierpliwości. Obecnie pomagam mamie we wszystkim. Nie mogę ciągle bujać w obłokach, bo mam mnóstwo obowiązków. Nasze mieszkanie musi być zawsze czyste. Mój brat Marcin kończy studia inżynierskie i nic go w domu nie obchodzi. Przychodzi z uczelni, szybko zjada obiad i wychodzi z kolegami do klubu. I tak jest dzień w dzień. Na początku razem z mamą robiłyśmy mu awantury, ale w końcu się poddałyśmy. Widocznie chłopak musi się wyszumieć. Tak więc obie się męczymy. Bez męskiej pomocy nie jest lekko.
Mama czasem umawia się z kimś na randki, ale raczej wyłącznie dla seksu. Powiedziała, że zawsze będzie sama. Nie czuje się samotna, ponieważ ma dwoje wspaniałych dzieci. Nie wiem, czy mogę jej wierzyć, ale nie mam wyboru. Wiem, że mnie kocha nad życie, ja ją jeszcze mocniej. Marcin też jest dla mnie wsparciem, mimo że udaje obojętność. Mam szczęśliwą rodzinę, choć przyznam, że daje się odczuć brak taty. Oddałabym wiele, by był z nami. Jak to jest mieć ojca? Chodzilibyśmy do kina, żartowali, rozmawiali o życiu, spierali się... Nie tracę nadziei, mimo że mama chce mnie jej pozbawić. Tatuś gdzieś czeka na mnie i na Marcina. Jeszcze będziemy razem. Cała rodzina w komplecie.
Tak więc wiodę życie pospolite, bez nadzwyczajnych zdarzeń i emocji. Przeciętność mnie wcale nie przeraża. Nie buntuję się, nie szukam przygód. Nie czuję się ograniczoną szarą myszką. Jestem optymistką, ot tak, po prostu cieszy mnie każdy dzień i każda noc.
W KOŃCU
nadeszła piękna, złota jesień. Lubię tę porę roku. Melancholijne wieczory i widok opadających z drzew liści, sprawiają mi przyjemność. Często siedzę przy oknie i obserwuję ludzi. Pijąc gorącą herbatę, rozmyślam o czymś nierealnym: widzę siebie w ramionach przystojnego mężczyzny. Siedzimy przy kominku i patrzymy w ogień, który przypomina nam, jak bardzo się kochamy. Póki on płonie, nasze uczucia nie zgasną. Jest ciepło, przytulnie. Ukochany przynosi dobre wino. Całuje mnie delikatnie i...
- Selena! Ty znów przy oknie. O czym tak myślisz? - spytała mama, odrywając mnie od moich marzeń.
Ocknęłam się w mgnieniu oka. Czy ona naprawdę jest aż tak surowa? Każdy ma prawo do chwili zapomnienia. Byłam zła, dlatego zbyłam ją milczeniem. Oczywiście, ona się obraziła i musiałam przepraszać. Jak zwykle moja wina. Tak bywa. Szanuj matkę swoją, bo innej mieć nie będziesz. Jestem posłuszna, ale nie wiem, czy starczy mi sił, aby wytrwać do końca.
Musiałam pomóc mamie w sprzątaniu. Powycierałam wszystkie kurze, zmyłam naczynia i wyszorowałam wannę. Zmęczenie dało się we znaki, więc położyłam się wcześniej spać. Śniło mi się coś dziwnego: spacerowałam wzdłuż morza. Szum wody wprawiał mnie w zachwyt. Lekki wiaterek muskał moją twarz, rozwiewał włosy na wszystkie strony. Było przyjemnie i kojąco. Jednak to nie trwało długo i zaraz przed moimi oczami pojawił się nieznajomy mężczyzna. Nie widziałam jego twarzy, tylko kontur postaci. Gdy powoli się do niego zbliżałam, uciekał, jakby się mnie bał. Nie mogłam tego pojąć. Zaczęłam biec coraz szybciej, ale im bardziej go chciałam dogonić, tym bardziej on się nie poddawał i także pędził nie wiadomo dokąd. W końcu oboje się zmęczyliśmy. Nie miałam już siły, więc się zatrzymałam. Nieznajomy stał parę metrów ode mnie. Zamarłam. On natomiast wyglądał na smutnego, opuścił głowę, płakał. Ciężkie łzy spłynęły na suchy piasek. W tym momencie obudziłam się zlana potem. Ten sen był niesamowity. Męczyłam się, ale mimo tego, czułam wewnętrzną radość. Do tej pory nie wiem dlaczego. Kim był ten chłopak i z jakiego powodu tak rozpaczał? Czy to jakieś przesłanie? Nigdy wcześniej nic podobnego mnie nie nawiedzało po nocy. Jak to dobrze, że to nie jest prawda. Nie ma żadnego mężczyzny, nie ma bólu.
Jestem wesołą nastolatką. Zaczęłam poważnie studiować. Nie mam szczególnych zmartwień, no może poza drobnymi dylematami, których się nie uniknie. Nauka idzie mi jak po maśle. Miałam już dwa kolokwia, które zaliczyłam na czwórki. Mamusia jest taka dumna. Dogadza mi jak może. Chyba jest szczęśliwa. Gdyby jeszcze Marcin choć trochę się poprawił. Jemu w głowie tylko balety, alkohol i panienki. Daleko mu do dojrzałości. Może jak przejdę na emeryturę, to mój braciszek dorośnie. Na razie marnie mu to wychodzi i nie mogę go winić, bo faceci w tym wieku przeważnie są dziecinni. Pełnoletnie dziewczyny często są już przygotowane do pełnienia wszelkich obowiązków. Oczywiście są też takie, które myślą tylko o zabawie i flirtowaniu, ale to ich sprawa. Żałosne są te lolity, bo nie wiedzą nawet, jak się włącza pralkę albo jak ugotować dobry rosół. Tylko że takim szczęście sprzyja: mają setki adoratorów i niczym się nie przejmują. Ale lekki żywot nie rokuje obiecująco na przyszłość. Nierzadko kończą jako młode matki, bez należytego wykształcenia. Mnie nikt nie docenia, nikt się mną nie interesuje, nikt nie zaprasza nawet na wodę mineralną i być może nikt nie pokocha. Umiem się z tym pogodzić. Przecież stare panny też są szczęśliwe. Współczesne kobiety odnoszą oszałamiające sukcesy i nie potrzebują mężczyzn. Są samodzielne. Tylko słabe kobietki wychodzą za mąż, żeby ktoś się nimi zaopiekował. Do tej grupy należę, ale pewnie i tak zostanę starą, sfrustrowaną babą. Brzydka, gruba, biedna jak mysz kościelana i samotna. Ludzie będą się litowali na początku, a potem o mnie zapomną. Zachoruję nagle na raka i umrę w swoim cuchnącym pokoju. Nikt się nie dowie. Odejdę cichutko i nikt nie uroni nawet łzy. Nie będę mieć pogrzebu, bo byliby na nim tylko ksiądz i grabarze. Tragiczna wizja. Co za pomysł? Mam nadzieję, że nie będzie tak źle. Zawsze może być lepiej. Zawsze można pomóc szczęściu, trzeba tylko wybrać odpowiednią drogę, ale to wcale nie jest proste. Jeśli jest ich kilka albo kilkanaście i tylko jedna jest właściwa? Nie pomylę się. Wiem, co wybiorę.
NIEDŁUGO
zaczyna się moja pierwsza sesja zimowa. Na samą myśl robi mi się niedobrze. Mam trzy egzaminy, a to oznacza mnóstwo wkuwania. Tylko książki i ja. Reszta świata się nie liczy.
Brat mnie ciągle irytuje. Nie mogę już tego znieść. Uważa, że pozjadał wszystkie rozumy, bo pierwszy egzamin zdał najlepiej na roku. Wielka sprawa. I tak zawsze się gorzej ode mnie uczył. W liceum był nawet zagrożony z historii. Moja edukacja była na najwyższym poziomie. Zdobywałam nagrody na olimpiadach i konkursach. Musiałam pomagać bratu w języku polskim, bo nie potrafił sklecić poprawnie nawet jednego zdania. Taki był z niego ancymon. A teraz on śmie mi mówić, w jaki sposób mam się uczyć! Zamykam się w pokoju na klucz, by nie wszczynać niepotrzebnych kłótni. To skutkuje. Marcin daje mi spokój i idzie słuchać muzyki. Mama nie musi się denerwować i nas uciszać, tak jak to robiła bezskutecznie, gdy byliśmy dziećmi. Odrobinę myślenia i wszyscy są zadowoleni. Zastanawiam się, kiedy mój braciszek dorośnie. Mijają miesiące i żadnych zmian.
Obecnie najważniejsza dla mnie jest nauka. Wykształcenie to mój priorytet. Wyrzekam się uczuć. Pokocham dzieci, które będą moimi wychowankami. Po co mi mężczyzna? Przecież są różne rodzaje miłości. Za trzy miesiące kończę 20 lat, a myślę o bzdurach. Przecież i tak nie wiem, co mnie czeka. Nie jestem jasnowidzem. Takie są właśnie kobiety. Bujają w obłokach, zamiast kierować się rozumem. Nie ma we mnie nic wyjątkowego. Jestem taka szablonowa. Nie noszę modnych ubrań, nie robię makijażu i nie potrafię błyszczeć w towarzystwie. Zwykła dziewczyna, zwykłe życie. Nie ma co narzekać. Na pewno kiedyś przyjedzie po mnie rycerz na białym koniu.
Mama czasem zagląda do mnie i pyta, czy czegoś nie potrzebuję. Innym razem przychodzi i narzeka, że nie ma jej kto pomóc w prasowaniu. Tłumaczę jej, że sesja to nie przelewki. Biedna, nie rozumie, ponieważ nigdy nie studiowała. Skończyła liceum ogólnokształcące i od razu zaczęła pracę. Nie mogę jej winić. Pociesza mnie, że na pewno świetnie zdam. Jak to dobrze mieć kogoś takiego.
Nauka to najlepsza dieta. Schudłam trzy kilogramy. Oczywiście egzaminy zdałam bardzo dobrze. Gdybym tylko mogła powiedzieć o tym nie tylko mamie i bratu...
OSTATNIO
bardzo dużo imprezuję. Wciągnęło mnie życie studenckie. Sama siebie nie poznaję. Grzeczna dziewczynka to już pozory. Być może przesadzam, bo właściwie tylko w weekendy wychodzę do klubu. Wypiję małe piwo, nie palę. Jestem nadal samotna, ale nie myślę o tym, ponieważ spędzam większość czasu ze znajomymi. Moje koleżanki z uczelni mają partnerów, każda miała już swój pierwszy raz, a jedna nawet jest już szczęśliwą mężatką. I jak tu się nie dołować?! Robię się taka bezpłciowa. Staram się żyć jak inni, ale kiepsko mi to wychodzi. Wolę mieć swoje zdanie i kierować się własnymi wartościami. Czasem jednak trzeba się dopasować, by nie wypaść z gry. Co ja bym zrobiła, gdyby wszyscy się ode mnie odwrócili? Ludzie z roku to przecież jedno wielkie stado, muszą się trzymać razem.
Parę dni temu była u mnie Amelia. Wpadła poplotkować. Powiedziała, że ma dla mnie miłego faceta. Powinnam się z nim spotkać. Ja ją chyba zabiję! Widzę, że już nikt nie wierzy, że mogę sobie sama kogoś znaleźć. Przecież nie jestem aż taka tragiczna. Nic na siłę. Z jednej strony się cieszyłam, ale z drugiej było mi głupio. Coś mnie jednak podkusiło, aby poznać tego chłopaka. Uzgodniłyśmy, że za dwa dni pójdę z Tomkiem na kawę. Będzie to zupełnie niezobowiązujące spotkanie. Mam sobie niczego nie wyobrażać, gdyż chłopak jest bardzo wymagający. Jest dość przystojny, studiuje prawo i lubi skromne dziewczyny. Amelka uznała, że nadaję się idealnie. Czarno to widzę: zobaczy spłoszoną kobietkę i ucieknie gdzie pieprz rośnie. Wyjdę na idiotkę. Miałam mętlik w głowie. Bardzo się denerwowałam, ponieważ była to jednak moja szansa na miłość. Może Tomek jest tym właściwym?
Muszę być szczęśliwa. Muszę, muszę kochać i być kochaną. Te słowa powtarzam jak mantrę. To moja modlitwa. Rano i wieczorem błagam Opatrzność o iskierkę nadziei. Świat jest ogromny, więc na pewno nie jestem sama. Ktoś, gdzieś daleko, także prosi o cud. A cuda zdarzają się codziennie. Wtedy, gdy wstaje słońce, gdy kropla deszczu spada ci na nos, gdy ptaki zataczają koła na niebie i gdy sądzisz, że jesteś skończony, to cudem jest nadzieja. Gdyby nie było wiary i nadziei, umarłabym śmiercią naturalną z tęsknoty za czymś, co się nie zdarzyło. Marna filozofia, ale w trudnych chwilach mi pomaga. Zawsze możemy zmienić życie i dać sobie nową szansę. Tomek jest moją nadzieją.
WŁAŚNIE
gotowałam zupę pomidorową, gdy zadzwonił telefon. W pośpiechu odebrałam; w słuchawce usłyszałam nieznajomy głos. Nie mam pojęcia, kto mógłby dzwonić o tej godzinie.
- Cześć. Jak leci, laleczko?
- Witam. Z kim mam przyjemność? - spytałam zmieszana.
- Amelka ci nie mówiła? To ja, Tomasz. Mieliśmy się jutro spotkać - odpowiedział z nutką tajemniczości w głosie.
- A tak, cześć. Przepraszam, na śmierć zapomniałam. Jasne, chętnie cię poznam.
- Cieszę się, kotku. W takim razie przyjadę po ciebie jutro o 18. Co ty na to? - spytał.
- Hm, no dobrze, niech będzie, ale uprzedzam, że muszę być przed 22.00 w domu.
Coś mi tu nie pasuje. Chłopak szuka podobno skromnej dziewczyny, a - nie znając mnie - pozwala sobie na zwroty typu "kotku". Zaprzecza sam sobie. Wróciłam do gotowania, ale nie mogłam się skupić. Wyobrażałam sobie, jak Tomek wygląda, pachnie i jak mnie adoruje. Oczywiście przesoliłam zupę, ale to nieważne. Ludzie często przejmują się detalami, podczas gdy istotne sprawy się walą. Potem się dziwią, że ich życie legło w gruzach. Na szczęście moja rodzina jest normalna. Mama jest tolerancyjna, a na brata zawsze mogę liczyć, mimo że jest roztrzepany.
Jeśli randka się uda, to chyba przeniosę góry.
Położyłam się wcześniej spać. Nie mogłam zasnąć. W środku nocy zapaliłam lampkę i czytałam poradnik "Jak zrobić dobre wrażenie na pierwszej randce". Może to idiotyczne, ale odrobina wiedzy mi nie zaszkodzi. Nie jestem desperatką - po prostu lubię dużo wiedzieć. Jutro wszystko się wyjaśni. Trzeba być cierpliwym - nic nie jest za darmo, starania są najważniejsze.
Wstałam bardzo wcześnie. Mamusia jeszcze spała, Marcin nie wrócił na noc do domu. Poszłam na palcach do kuchni, by zrobić sobie śniadanie i zaparzyć kawę. Nie ma to jak poranna kawka z mlekiem, od razu przybywa mi energii. Jedząc kanapkę z szynką, marzyłam o wspaniałej miłości. Gdyby mogło być jak w romansie, świat byłby piękniejszy. Wszyscy mieliby uśmiechy na twarzach i nikt by się nie smucił z powodu problemów. Kłopoty to drobnostka, bo masz u boku bliską osobę, na której możesz polegać. Mam cały dzień na to, by pomóc mamie w domu. Zrobię wszystko z wielką ochotą, ponieważ wiem, że czeka mnie przyjemny wieczór. Dziś nie będę siedzieć samotnie przed telewizorem. Dziś noc należy do mnie. Gwiazdy mi sprzyjają, księżyc wskaże drogę. Posprzątałam dom na błysk, zanim mama się obudziła. Była mile zaskoczona i bardzo mi dziękowała. Potem zrobiłam drobne zakupy w sklepie osiedlowym. Gdy wywiązałam się z obowiązków, mogłam spokojnie przygotować się na spotkanie. Nie mogłam się zdecydować, co na siebie włożyć i jaki zrobić makijaż.
- Mamo! Mamo! - krzyczałam z pokoju.
Po chwili weszła moja wybawczyni.
- Kochanie, co się stało? Po co tak wrzeszczysz? - spytała z irytacją w głosie.
- Wiesz, że idę dzisiaj z Tomkiem do kawiarni. Nie mam pojęcia, jak się ubrać. Pomóż mi choć trochę.
Spojrzałam na nią proszącym wzrokiem. Mama zaproponowała mi czarne spodnie i białą bluzkę z kołnierzykiem. Do tego subtelny makijaż i srebrne kolczyki. Nie ma mowy, żebym coś zmieniała. Naturalnie nie byłam zachwycona tym strojem, ale nie miałam wyboru. Teraz żałuję, że ją prosiłam o radę. Taka właśnie jest moja mamcia: zasadnicza i konkretna, ale o gołębim sercu. Nie wolno się sprzeciwiać, gdy jest przekonana, że ma rację. Nauczyłam się jej ustępować. Może nie powinnam, ale zbyt mocno ją kocham.
Nareszcie byłam gotowa. Ostatni raz przejrzałam się w lustrze. Przyznaję, że wyglądałam elegancko. Ciekawe, czy Tomkowi się spodobam? Czego to nie zrobi się dla miłości...
Mój nieznajomy przyjechał punktualnie. Wszedł na górę, aby się przywitać z mamą. Pocałował ją w dłoń i obiecał odwieźć mnie całą i zdrową. Sprawił mi kilka komplementów i pojechaliśmy do kawiarni. W czasie jazdy czułam się nieswojo. Jakoś nie mogłam się odnaleźć w jego towarzystwie. Tomek bardzo się starał: zagadywał, a gdy milczałam, opowiadał dowcipy. Śmiałam się albo raczej: udawałam. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, odetchnęłam z ulgą. Zajęliśmy mały stolik przy oknie. Tomasz zamówił dwie kawy z mlekiem oraz sernik. Patrzyłam mu w oczy, a on się tylko zalotnie uśmiechał. Typowy laluś. Te jego idealne zęby i bujna czupryna... Facet nie powinien tak o siebie dbać, to już metroseksualizm! Upiłam łyk kawy i spytałam:
- Czego oczekujesz od partnerki?
Chłopak chwilę się zastanawiał, po czym rzekł:
- Musi mieć IQ powyżej przeciętnej. Powinna dbać o siebie i mieć jakąś pasję. Oczywiście ułożona, skromna i piękna jak kwiat róży. - Zamyślił się i dodał: - Po prostu lalka o mózgu Einsteina.
- Rozumiem, czyli reasumując - ideał.
- Mylisz się.
Ja się mylę? On chyba kpi. Kobieta, której on pragnie, nie istnieje. Też chciałabym spotkać kogoś wyjątkowego, ale to raczej niemożliwe. Albo masz szczęście, albo nie.
Chciałam skończyć to spotkanie, które skazane było na klęskę, Tomasz jednak nie rezygnował:
- Masz jeszcze na coś ochotę?
- Nie, dziękuję. Myślę, że najwyższa pora zakończyć tę farsę. Wiesz dobrze, że nie pasuje do twojej wymarzonej Wenus, więc darujmy sobie - oznajmiłam z goryczą w głosie.
Tomek się zamyślił. Zupełnie mnie nie słuchał. Tego już nie zniosę. Kultura nie pozwalała mi wyjść bez słowa, a w tej sytuacji powinnam tak zrobić.
- Żabko, nie złość się. Jestem normalnym facetem, który chce się zakochać.
Jego głos był tak lekki, jakby mówił o czymś błahym. Nie lubię go. Amelia chyba się pomyliła. On szuka Barbie, a nie takiej zwykłej dziewczyny jak ja. Przegrywam w wojnie o uczucia. Jestem małą wysepką na oceanie, której nikt, patrząc na mapę świata, nie dostrzega. Jestem słaba. Tomasz zauważył to od razu. Rozszyfrował mnie szybciej, niż by się mogło wydawać. Natomiast ja nie wiem o nim prawie nic. Zresztą nawet nie mam ochoty go poznawać. To pierwsze i ostatnie spotkanie. Zjadłam ostatni kawałek sernika i poprosiłam, aby mnie odwiózł do domu.
- Jesteś pewna, że chcesz już jechać? Jest dopiero 19. Może wpadniesz do mnie? Mieszkam niedaleko - zaproponował, ignorując moją zniesmaczoną minę.
Chwyciłam za torebkę i wyszłam z kawiarni. Usłyszałam za sobą krzyk, więc zaczęłam uciekać. Tomek mnie dogonił i błagał, abym nie odchodziła. W jego oczach zobaczyłam wielki ból. To nie był ten sam chłopak, z którym przed chwilą rozmawiałam. Jak można się tak zmienić? To niewiarygodne.
- Proszę cię, Seleno, nie zostawiaj mnie. Bądź przy mnie. Nie opuszczaj mnie już nigdy - lamentował ze łzami w oczach.
Byłam w szoku. Kompletnie nie wiedziałam, co robić. Tomasz mnie objął i nie chciał puścić. Odczuwał samotność? Kto go tak dotkliwie zranił? Starałam się go pocieszyć, głaskałam po głowie, mówiłam, że wszystko będzie dobrze.
Usiedliśmy na pobliskiej ławce. Było już ciemno i chłodno. Dopiero teraz poczułam, że nie jestem sama. Połączyliśmy naszą samotność. Nasze złączone dłonie symbolizowały pustkę. Smutny widok, ale jakże wzruszający.
Tomek w końcu przerwał grobową ciszę:
- Przepraszam cię. Nie wiem, czemu tak się zachowałem.
Naprawdę żałował. Intuicja mi to podpowiadała. Tym razem był sobą, tym razem nie udawał.
- Nic się nie stało, to ja zawaliłam. Nie przepraszaj za swoje cierpienie, tylko znieś je w pokorze.
- Chcę ci coś opowiedzieć. To będzie smutna historia, ale wysłuchaj jej, bo warto. To może być dla ciebie przestroga.
Milczałam, co oznaczało moją zgodę. Tomek przysunął się bliżej, ale głowę odwrócił w lewą stronę.
- Kasię poznałem rok temu na dyskotece. Była piękną brunetką o oczach jak węgle. Tak delikatna, że mogłaby chodzić po chmurach. Jedno spojrzenie, jeden dotyk i już moje serce oszalało. Kasia zmieniła wszystko. Dzięki niej chciałem być lepszy. Wziąłem się do nauki, przestałem palić. Rodzice mnie nie poznawali. Od razu polubili moją wybrankę. Trudno było jej nie lubić. Dobra z natury, szczera i taka oddana. Nie znam drugiej takiej kobiety. Kierowała się zawsze emocjami i nie potrafiła się gniewać. Kochałem ją nad życie. Widywaliśmy się codziennie. Gdy nie mogliśmy się spotkać, byłem sfrustrowany.
- Nigdy wcześniej nie byłeś zakochany? - spytałam zaciekawiona.
- Parę lat temu, byłem niedojrzałym chłystkiem, zmieniałem dziewczyny jak rękawiczki. Wstyd mi teraz. Naprawdę nie miałem zamiaru cię uwieść. Chciałem odreagować, zawierając nowe znajomości, zapomnieć o stracie - ciągnął z nostalgią. - Przypominasz trochę moją Kasię, dlatego gdy Amelka mi opowiedziała o tobie, od razu chciałem cię poznać.
Tak bardzo było mi smutno. Odebrało mi mowę, choć jeszcze nie znałam zakończenia jego historii.
- Mów dalej, nie przerywaj.
Tomasz chwilę się zadumał. Potem zamknął oczy i kontynuował swoją opowieść:
- Kasia mnie porzuciła, ponieważ doszło między nami do poważnej kłótni. Nie chcę tego roztrząsać, bo to zbyt osobiste. - Opuścił głowę i mówił dalej: - Prędzej czy później pogodzilibyśmy się, ale los chciał inaczej.
- Co takiego masz na myśli? - zapytałam zmartwiona.
- Posłuchaj, Seleno, naprawdę ciężko mi o tym rozmawiać. Tu chodzi o całe moje życie, a nie o jakiś mały problem, który można szybko rozwiązać.
Zapadła cisza, ale czułam, że w powietrzu coś wisi. Jakaś negatywna energia, której trudno nie poczuć.
Może lepiej stąd pójść, byleby nie poznać zapewne smutnego zakończenia? To nie wchodzi w grę, tak po prostu nie wypada. Muszę go wysłuchać do końca.
- Rozumiem cię, jeśli nie jesteś w stanie, to nie musisz aż tak się przede mną otwierać.
- Pozwól, że dokończę. Chcę to zrobić, gdyż powinnaś mieć świadomość, że miłość zdarza się tylko czasem i nie zawsze może być spełniona. To wielki dar, a ty jesteś młoda i być może kiedyś też pokochasz z wzajemnością.
- Moja mama mnie prosi, abym się nie zakochiwała, bo uważa, że nie warto - odpowiedziałam nieco zawstydzona.
- Warto, Selenko, zawsze warto, nawet gdy się nie uda, nawet gdy jest mnóstwo przeszkód, gdy tracisz nadzieję, gdy wszystko się wali. O miłość trzeba walczyć za wszelką cenę, by choć przez chwilę ją w sobie poczuć.
Byłam zdruzgotana. Sama już nie wiem, w co wierzyć. Czy warto się zakochać nawet za cenę cierpienia? Pewnie los to za nas rozstrzygnie.
- Hm, co to za nowy pogląd? Nieważne, powiedz, jak się skończyła wasza miłość, bo chyba się skończyła, prawda?
- Tak, ale moje serce nadal bije dla Kasi. Nigdy o niej nie zapomnę, choć jest już aniołem. - Z oczu płynęły mu łzy.
- Jak to? Ona nie żyje? - Gdy to mówiłam drżały mi wargi. - Tomek, tak mi przykro...
- Tak bywa, nie jest mi łatwo. Kiedy się rozstaliśmy ona wyjechała i już nigdy nie wróciła, bo potrącił ją jakiś pirat drogowy. Jeden moment odmienił wszystko. Zawsze miałem nadzieję, że się zejdziemy i na pewno by tak było - Kasia napisała do mnie list.
- Masz go jeszcze?
- Tak, to świętość. Czytam go co wieczór. Pisała tak pięknie, miała talent do wyrażania uczuć za pomocą słów.
Przytuliłam go najmocniej jak potrafiłam. Tak bardzo było mi go żal. Gdyby mnie się coś takiego przydarzyło, chyba umarłabym z tęsknoty.
Tomek wytarł rękawem mokry policzek. Patrzyłam na niego ze smutkiem.
- Mógłbym żałować, że to tak się skończyło. Jednak nie robię tego, bo te cudowne chwile, które przeżyłem razem z moim aniołem, były warte nawet takiej tragedii. Nie jestem egoistą. Uwierz mi. Pewnie sądzisz, że powinienem popełnić samobójstwo, ale nie zrobię tego. Powód? Cierpienie jest gorsze od śmierci, więc muszę odpokutować to, że zawiodłem Kasię.
- Nadal nie mogę w to uwierzyć. Jak Bóg może być tak okrutny?
- To nie On. To my jesteśmy winni. Wiesz już wszystko, więc odwiozę cię do domu. Twoja mama się pewnie martwi, a obiecałem jej, że wrócisz cała.
Objęci, jak dwoje przyjaciół, ruszyliśmy w kierunku parkingu, a noc nas okryła swoim ramieniem.
PO POWROCIE
do domu nie mogłam spać spokojnie. Co godzinę budziłam się i przypominałam sobie słowa Tomka: o miłość trzeba walczyć za wszelką cenę, by choć przez chwilę ją w sobie poczuć". To zdanie, jakże mądre, odbierało mi rozum, ponieważ jeszcze bardziej zapragnęłam się zakochać.
Jestem szalona, bo kochać dla samego kochania to zbrodnia na samym sobie. Okaleczę się, ale przynajmniej umrę w poczuciu, że warto było żyć i darzyć kogoś wielkim uczuciem. To dopiero bohaterstwo. Bo po co człowiek ma serce? Gdzie rodzi się miłość, empatia? Ciekawe, jak kochają mężczyźni, czy cierpią równie mocno jak kobiety? Różnica na pewno jest - mamy inną wrażliwość. Nudne byłoby życie, gdybyśmy byli tacy sami. Facet ukrywa swój ból, a dziewczyna musi się wyżalić. Zdecydowanie wolę być kobietą. Jestem dumna ze swojej delikatności i nie wstydzę się słabości. Niech mężczyźni będą sobie siłaczami i zgrywają twardzieli. Lubię ich takich, jakimi są. Akceptuję ich wady i cieszą mnie ich zalety. Jednak to kobiety są wyjątkowe, więcej czują i kierują się emocjami. Nie znaczy to, że mężczyźni są gorsi. Zaczynam filozofować, a przecież dzisiaj czeka mnie tyle obowiązków do spełnienia: muszę pomagać mamie, bo beze mnie nie dałaby sobie rady.
Mama prowadzi własny sklep z odzieżą, więc wszystko jest na jej głowie. W wakacje zastępuję ją i dostaję za to małą wypłatę. Dzięki tym pieniądzom mogę być niezależna. Kupuję sobie różne rzeczy lub opłacam jakiś wyjazd. Mamusia może odetchnąć, a ja mam satysfakcję z pracy. I tak upływa mi czas. Nie ma niespodzianek ani też jakichś tragedii.
Właściwie to nie powinnam narzekać, bo niczego mi nie brakuje. Elementarne potrzeby mam zaspokojone. Co z resztą? Nie mam tego, co najważniejsze dla ducha. Miłość przychodzi niespodziewanie, ale nie każdemu się zdarza. Być może mi nie jest pisane ją poznać. Czułabym się zaszczycona, gdyby było mi dane się zakochać, choćby bez wzajemności. Chcę czuć tę chemię, być lekka jak piórko i unieść się wysoko.
PADAŁ RZĘSISTY DESZCZ
Odwołałam moje spotkanie z koleżanką z uczelni. Nie ma sensu iść do kina w taką pogodę. Razem z mamą patrzyłyśmy w okno. Krople deszczu uderzały o szybę i miałam wrażenie, że chcą nam coś powiedzieć. Grzmoty i błyskawice przestrzegały przed bólem związanym ze stanem zakochania. Była w tym jakaś magia. Po burzy zawsze wychodzi słońce. Istnieje nadzieja, że wyjdzie ono kiedyś i dla mnie.
Ponoć miłość nie zawsze kończy się dobrze, ale trzeba zaryzykować. Jak to dobrze, że poznałam Tomasza. On pokazał mi inną drogę ku szczęściu. Tym razem mama się pomyliła. Nie mogę w nieskończoność jej słuchać - jestem już dorosła. Teraz jestem pewna, że pragnę kochać i być kochana. I niech się dzieje wola Boża.
Po obiedzie bardzo mi się nudziło. Postanowiłam zamknąć się w swoim pokoju i wyciszyć. Gdy leżałam na łóżku, wpadł mi do głowy pomysł. I tak zaczęłam pisać wiersze. Zadedykuję je mężczyźnie, którego pokocham w przyszłości. Kiedy go odnajdę, przeczytam mu mój tomik. Wzięłam czysty zeszyt ze słodką okładką przedstawiającą trzy małe kotki w koszyku. Na początku nie było łatwo, ale po niecałej godzinie napisałam dwa wiersze. Nie przeczytam ich ani rodzinie ani znajomym.
Dla wymarzonego
Nigdy serce mnie nie bolało
Zawsze biło w mej piersi spokojnie
Nie było we mnie wielkich emocji
Nie czułam w środku miodu
Ani nie płynęłam rzeką mleka
Nie byłam sama
Ale dusza mi pękała
Mijały noce
Księżyc się ze mnie śmiał
Gwiazdy wróżyły szczęście
W które nie wierzyłam
Wiatr przyniósł mi wiadomość o tobie
Byłam blisko i daleko
Bałam się ciebie zapragnąć
Jeszcze cię nie miałam
A już obawiałam się utracić
Pod wierzbą nie raz płakałam
Śmiałam się w deszczu
Marzyłam o tobie
Patrząc w morze przeznaczenia
Byłeś diabłem i aniołem
Byłeś radością i udręką
Byłeś jedyny wyjątkowy
Byłeś początkiem świata i końcem tęczy
Zawsze dawałeś mi tlen
Bez którego nie mogłabym żyć
Pobiegłam do ciebie
A ty czekałeś na końcu raju
Dziękuję
Że patrzysz jak dla ciebie umieram
Dziękuję
Że położysz na moim grobie różę
Dziękuję
Że jeszcze raz pozwolisz mi się dla ciebie urodzić
I wśród tłumu odnajdę cię
Byś mógł mnie szukać...
Wzruszyłam się. Tak, to niesamowite, ale płyną mi łzy, gdy czytam własną poezję. Człowiek nigdy nie wie, jakie skrywa w sobie talenty, dopóki za czymś nie zatęskni.
Wybrałam miłość, ponieważ odkryłam w sobie szczere pragnienie kochania. Tak - będę walczyć o to, by ją zatrzymać. Nikt mnie nie skrzywdzi. Wszyscy będą mi dziękować, a świat przesiąknie uczuciami, których coraz mniej.
Selena - kobieta, która przynosi szczęście.
ZALICZYŁAM
pierwszy rok studiów, i to z całkiem dobrymi wynikami. Przede mną trzy miesiące wakacji, a ja zamiast się cieszyć i robić plany, siedzę znużona w domu i piszę. Zapisałam połowę zeszytu i ani myślę na tym poprzestać. Mama mnie krytykuje, zarzucając bujanie w obłokach. A co ją obchodzi, co ja robię? Przecież mam wolny czas i mogę go spędzać jak chcę. Zaczynam się buntować. Czy aby nie za późno? Marcin twierdzi, że jestem nienormalna. Za to on jest panem świata! Nie mogę wytrzymać tej aury, dlatego często wychodzę na spacery.
Na naszym osiedlu znajduje się uroczy park. Jest tam parę stawów i plac zabaw. Niekiedy siadam na ławce i obserwuję dzieci. Ich beztroska jest taka ujmująca. Nie wiedzą, że w dorosłym życiu już nie jest tak kolorowo. Szkoda mi ich trochę. Sama chętnie cofnęłabym czas, ale tylko o parę lat. Jeszcze tyle chwil przede mną, tyle godzin, dni i lat. A czy te dzieciaki są szczęśliwe? Czasem się zastanawiam, czy one także się zakochują. Zapewne odczuwają miłość inaczej niż dorośli. Ich uczucia są takie nieskażone. Kiedy napatrzę się na dziecięce, roześmiane twarze, idę nakarmić ptaki, które tak często bywają ignorowane przez ludzi. Zasmucam się przez moment i wracam do realnego świata. Spoglądam na wodę i widzę swoje oczy. One ciągle czegoś szukają, ale nie wiedzą czego. Czy odnajdę siebie?
SŁOŃCE
już wstało. Pogoda zapowiada się wyśmienicie. Wakacje w pełni, a ja jestem taka samotna. Chodzę bez celu, walczę z toksycznymi myślami i nie wiem, co ze sobą zrobić.
Wczoraj dzwoniła Amelia z propozycją wyjścia do klubu. Odmówiłam, ale jakoś tak bez przekonania. Ostatnio zamiast się uśmiechać i cieszyć z każdego dnia, jestem przygnębiona. Moja mama zaczyna się zamartwiać. Chciała mnie nawet wysłać do psychologa, ale kategorycznie odmówiłam. Po moim trupie takie wizyty!
Pisanie mi dzisiaj nie szło, więc wyszłam do sklepu, aby kupić parę rzeczy. Włożyłam krótkie spodenki dżinsowe, czarną bluzkę na ramiączkach i sandały. Niestety kiepsko trafiłam, ponieważ kolejka była duża. Ludzie w sobotę najwyraźniej się nudzą. Kobieta przede mną przez piętnaście minut wybierała masło, a w momencie zapłaty, zrezygnowała z zakupu i wyszła. Oczywiście niektórzy klienci byli oburzeni. Mnie takie sytuacje nie szokują. Nie raz musiałam się użerać z damami, które nigdy nie mogły się zdecydować, w czym byłoby im najładniej, albo irytujące nastolatki robiące bałagan tylko po to, by sobie pomierzyć ubrania, których i tak nie kupią ze względów finansowych. Przywykłam już do trudnych osób. Po zrobieniu zakupów chciałam jak najszybciej wyjść ze sklepu. Niosłam dwie ciężkie reklamówki, które lada chwila mogły się urwać. Pospiesznym krokiem podążałam w kierunku domu. Idąc chodnikiem, zapatrzyłam się na pewnego przechodnia i upuściłam zakupy. Wysypała się cała zawartość, czyli żywność oraz podpaski. Nieznajomy szybko przybiegł mi z pomocą.
- Proszę się nie czerwienić - rzekł mężczyzna, uśmiechając się zalotnie w moją stronę.
- Wcale się nie wstydzę tego, że właśnie dowiedziałeś się jakich używam podpasek - odpowiedziałam zażenowana.
Popatrzyliśmy sobie w oczy i równocześnie wybuchnęliśmy gromkim śmiechem. To było fantastyczne. Jakbyśmy się znali od dawna.
- A tak w ogóle, to się nie przedstawiłem. Jestem Adam, miło mi.
Podałam mu rękę i zdradziłam swoje imię. Ten facet miał coś w sobie. Był szczupły, wysoki, o wydatnym nosie i blond włosach w nieładzie. Wiele kobiet marzy o takim i zapewne uznałoby jego urodę za idealną. Adam nie był w moim typie, ale miło mi się z nim rozmawiało. Miał poczucie humoru i chyba wpadłam mu w oko, gdyż odprowadził mnie do domu. Oczywiście uwolnił mnie od niesienia zakupów, za co byłam mu wdzięczna. Na koniec poprosił mnie o numer telefonu komórkowego i pocałował w policzek. To nie do wiary! Wyszłam tylko na kilkanaście minut, a tu proszę - poznałam kogoś tak uroczego jak Adam. Od razu poprawił mi się humor.
Ugotowałam obiad i napisałam nowy wiersz.
Czekając na Niebo
Czekam na ciebie wytrwale
Czekam od narodzin aż po śmierć
Dla ciebie kochany
Warto ofiarować tchnienie na tej ziemi
Proszę tylko o jeden szept
Jeden oddech
Jedno uderzenie serca
Będę malować naszą przyszłoś
Najpiękniej jak potrafię
Z tobą poczuję senny błękit nieba
Wciąż czekam
Może nikt na mnie nie czeka? Możliwe, że piszę te słowa na darmo i nikomu ich nigdy nie przeczytam. Skonam w samotności i ktoś podrze te wiersze, które dla mnie znaczą tak wiele. Jest jeszcze inna możliwość: sama je wyrzucę do kosza i zapomnę, że tak bardzo chciałam poznać miłość. Pogrzebię moją twórczość będącą odzwierciedleniem moich marzeń.
TOMASZ
skreślił mnie definitywnie. Napisał parę esemesów i wyjechał za granicę. Tłumaczył, że nie jest w stanie nikogo już pokochać, bo należy do Kasi i żadna kobieta jej nie zastąpi. Nawet nie wiem, dokąd się udał. Amelka milczała jak zaklęta. Nie mogłam nic zrobić. Tak musiało być. Tomek zapomni o mnie, ale ja jego nie. Nie potrafiłabym go wymazać z pamięci. Zbyt dużo mi powiedział mądrych słów. One we mnie żyją i pozwalają patrzeć na niektóre kwestie pod innym kątem.
Od ludzi, którzy przeżyli miłość, można się dowiedzieć, co to znaczy kogoś kochać, i obrać własne stanowisko w tej sprawie. Porozmawiam jeszcze z innymi osobami, aby rzucić jasne światło na ten temat. To zupełnie tak, jakbym została powołana do misji specjalnej
Po południu dzwonił Adam. Chciał się ze mną umówić. Zgodziłam się bez chwili wahania. Ogromnie się cieszę, że go poznałam. Może wyjdzie z tego jakaś konkretna znajomość. Jestem dobrej myśli, chociaż melancholia mnie nie opuszcza. To nonsens mieć doła podczas lata. Natura dziwnie mnie skonstruowała. Pocieszyłaby mnie nawet przyjaźń. W obecnych czasach podstawowe wartości zanikają, dlatego powinniśmy je bardziej doceniać i szanować. Jeśli czegoś nie zmienimy, nastąpi zagłada moralna. Wina będzie wyłącznie nasza, bo to ludzie zapominają żyć pięknie. Możliwe, że razem z Adamem pokażemy innym nowy wymiar relacji damsko-męskich.
Adaś zaprosił mnie do kina na komedię romantyczną. Śmialiśmy się, komentowaliśmy sceny, rzucaliśmy się popcornem, aż w końcu jakaś para przed nami zwróciła nam uwagę. Po seansie poszliśmy na krótki spacer po mieście. Wieczór był ciepły i przyjemny. W głowie kłębiły mi się dziesiątki pytań, ale nie ośmieliłam się odezwać. Na szczęście zrobił to za mnie mój towarzysz.
- Selenko, chciałbym się dowiedzieć czegoś o tobie. Chyba nie będziesz ciągle taka tajemnicza?
- Jasne, że nie. Pytaj o co chcesz.
- Hmm, o co chcę, mówisz, tak? - spytał, drapiąc się po brodzie, jak filozof.
- No tak, ale są granice, które zapewne znasz.
- W porządku, wiem już, jakich używasz podpasek... więc...
Bez namysłu uderzyłam go torebką w plecy. Byłam wściekła.
- Przecież to boli! Jak możesz?! Jestem taki grzeczny...
Zaczęliśmy się śmiać z własnej głupoty.
W towarzystwie Adama czułam się doskonale. Odprowadził mnie do domu taką radosną. Spędziłam uroczy wieczór. Ten facet przywraca mi wiarę w mężczyzn.
MAMA
powiadomiła mnie, że w te wakacje zostajemy w domu. Brak pieniędzy jest tego powodem. Sprzedaż ubrań nie idzie zbyt rewelacyjnie. Martwię się o przyszłość. A jeśli zbankrutujemy? Trzeba być przygotowanym na najgorsze. Staram się dużo pracować. Nawet w weekendy rozdaję ulotki informacyjne. Przemęczenie szybko mi mija, bo jestem zahartowana. Zapomniałam już, co to znaczy dobra zabawa.
Adam pisze do mnie codziennie maile. Nie zawsze mogę odpisać, ale staram się to robić jak najczęściej. Co ciekawe, nasze wiadomości nie są zwyczajne, bowiem rozprawiamy w nich o ważnych sprawach, takich jak przyjaźń, śmierć czy seks. Każde z nas ma inne poglądy i doświadczenia. Uczymy się od siebie głębszego patrzenia na rzeczywistość. Adaś uważa, że przyjaźń pomiędzy kobietą i mężczyzną jest możliwa, a nawet lepsza od przyjaźni między kobietami czy mężczyznami, ponieważ można się więcej dowiedzieć o płci przeciwnej, a wiedza zaowocuje w przyszłym związku.
Chciałabym mieć oddanego przyjaciela, który opiekowałby się mną i był przy mnie w chwilach słabości.
POJECHAŁAM
z Adamem na wycieczkę rowerową. Ścigaliśmy się i ryzykowaliśmy upadek, jadąc bez trzymania się kierownicy. Było wspaniale! Kiedy byliśmy zmęczeni, robiliśmy krótki postój. Wyjęłam wtedy kanapki oraz sok.
- Masz na coś ochotę? - spytałam, pokazując bułki.
- Wyglądają smacznie, z czym są?
- Z serem, szynką i sałatą.
- Chętnie zjem tę z szynką, ale pod warunkiem, że ty spróbujesz mojego jabłka. Jest z ogrodu babci.
Podał mi wielki, czerwony owoc, który był niezwykle soczysty. Jedliśmy w milczeniu, patrząc na chmury.
- Widzisz tę twarz? - Spytałam, mrużąc od słońca oczy.
- Nic nie widzę, oprócz chmur kłębiastych.
- Ale przypatrz się uważniej: jedna z nich wgląda jak czyjaś twarz. Tu jest nos, tam...
Adam patrzył chwilę na mnie, potem wystawił język i zrobił zeza.
- Głuptasie!
Wsiadłam na rower i szybko odjechałam. Naturalnie mój kolega zaczął mnie gonić. Znów jechaliśmy obok siebie. Czasem kątem oka zerkałam w jego stronę.
Adam jest taki wyjątkowy. Szkoda, że to nie miłość.
- O czym tak myślisz?
- O motylkach i... kwiatkach - skłamałam, chcąc zachować prawdę dla siebie.
Nie wiem, jak rozpoznać miłość, a Adaś mi w tym nie pomoże.
Wróciłam do domu z dylematem w głowie. Doszłam do wniosku, że w związku nie ma mowy o braku przyjaźni między partnerami.
JESTEM
szczęśliwa. Mam przyjaciela, który zawsze jest przy mnie i daje mi poczucie bezpieczeństwa. Żadne z nas się nie zakochało, więc nie ma powodu do obaw. Nie brak mi już niczego. Dlaczego miałabym chcieć miłości? Przez nią jeszcze się nacierpię, a dzięki przyjaźni zyskam wiele.
Nauczyłam się troski o drugą osobę oraz empatii. Spotykam się z Adamem co parę dni. Chodzimy do kina, na basen i na imprezy. Jest absolutnie cudownie! Między nami panują czyste relacje. Jesteśmy tacy niewinni, tacy młodzi, tyle przed nami. Nawet mama cieszy się, że go poznałam. Adam od razu przypadł jej do gustu. Student ochrony środowiska o wysokim poziomie kultury osobistej, spodobałby się każdemu. I pomyśleć, że jeszcze niedawno śniłam o wielkim uczuciu. Jaka ja byłam infantylna, przecież mnie się taki cud nie zdarzy. Adaś mnie zmienił. Sprawił, że uwierzyłam w przyjaźń między kobietą i mężczyzną.
WAKACJE
dobiegły końca. Spędziłam je na pracy w sklepie oraz wycieczce w góry. Pojechałam z mamą i bratem w Tatry. Pozostały mi piękne wspomnienia, które utrwaliłam na zdjęciach. Zaczęła się rutyna. Nauka, imprezy i obowiązki domowe. Jesień mnie znużyła. Nadal piszę wiersze.
Słuchałam w pokoju muzyki (uwielbiam soul). Podskoczyłam ze strachu, gdy mama wpadła do mnie z krzykiem.
- Seleno! O Boże, dziecko!
- Co się stało?
Wstałam z łóżka i złapałam ją za obie ręce.
- Amelia nie żyje!
Zamarłam. Musiałam usiąść.
- Co...?
Ścisnęło mnie w gardle.
- Tak naprawdę to twoja przyjaciółka się zabiła. Chłopak ją porzucił - wyjąkała mama.
Objęłyśmy się i razem płakałyśmy jak bobry. To najgorszy dzień mojego życia.
NA POGRZEBIE
Amelii była rodzina, przyjaciele oraz większość studentów z naszej uczelni. Pochowano wspaniałą dziewczynę. Tak zwyczajnie. Najpierw msza, potem słowa księdza mające dodać otuchy. Tysiące łez zalało trumnę, a ja nie potrafiłam płakać. Wypaliłam się zupełnie. Przecież tyle dla mnie znaczyła nasza przyjaźń. Wszyscy czuli gorycz i niesprawiedliwość, oprócz przyzwyczajonych do śmierci grabarzy. Nie potrafiliśmy jej winić, choć była winna. Nie potrafiliśmy nienawidzić, bo martwemu można jedynie dobrze życzyć w drodze ku wieczności.
Złożyłam na grobie bukiet kwiatów i przystanęłam na moment.
Amelio, moja słodka Amelko, dlaczego to zrobiłaś? Nie masz pojęcia, jak mnie załamałaś. Czy chciałaś mojej rozpaczy? Pewnie nie. Postąpiłaś egoistycznie, ale wybaczam ci, ponieważ w dalszym ciągu jesteś dla mnie ważna. Teraz wiem, jaki skutek może przynieść miłość. Jak mam teraz kogoś pokochać? Odpowiedz. Jeśli słyszysz moje myśli, to spraw, abym nigdy się nie zakochała. Proszę, błagam. Boję się, bo skoro ty przez to toksyczne uczucie odebrałaś sobie życie, to nawet nie chcę wiedzieć, co czułaś. Ukochany aniele, posłuchaj uważnie: dla ciebie wyrzekam się miłości. Nie będę kochać żadnego mężczyzny. Przeżyję w celibacie. Dam radę i nie poddam się tak łatwo. Odpoczywaj w pokoju, moja wierna przyjaciółko.
I odeszła młoda dziewczyna. Była kimś, a za parę lat nikt nie wspomni jej uśmiechu.