Nieumarła nieodwracalnie - Mary Janice Davidson

Reflow text when sidebars are open.
A Królowa znać będzie umarłych, wszystkich umarłych, którzy się przed Nią nie ukryją
ani sekretów nie będą mieli.
I będzie znała Zło pod wieloma postaciami
i je pokona, jeśli taka będzie Jej wola,
i będzie Obrończynią i Mścicielką wszystkich umarłych
tak długo, jak będzie to wolą Królowej.
Księga Umarłych
Tak jak pająk snujący nić. Czy widziałaś kiedyś,
jak rzucają się w przepaść, przędąc swą sieć?
Ryzykują za każdym razem. Albo im się uda,
albo nigdy niczego nie stworzą. Ale, założę się,
że nie jest to przyjemne uczucie, nawet dla pająka.
Olivia Goldsmith Spóźniona moda
"To wcale nie jest złe drzewko. Po prostu potrzebuje
odrobiny miłości".
Linus A Charlie Brown Christmas
"Pomimo wszystko wydajesz mi się raczej istotą
cielesną, a nie duchem".
Charles Dickens Opowieść wigilijna
Prolog
"St. Paul Pioneer Press",
15 grudnia 2005 r.
ZNALEZIONO TRZECIĄ OFIARĘ
Minneapolis, Minnesota
Dziś rano około szóstej trzydzieści znaleziono ciało mieszkanki Ediny. Dwudziestosześcioletnia Cathie Robinson została znaleziona na parkingu przed supermarketem Wal-Mart na Lake Street. Eksperci medycyny sądowej informują, że przyczyną śmierci było uduszenie. Zaginięcie kobiety zgłoszono 13 grudnia. Najprawdopodobniej jest trzecią ofiarą tak zwanego Parkingowego Zabójcy, który dotychczas pozbawił życia co najmniej trzy miejscowe kobiety.
Detektyw Nick Berry, który współpracuje z FBI od 23 listopada, tj. od dnia, w którym znaleziono drugą ofiarę, Marthę Lundquist, powiedział, że śledczy badają kilka tropów. "Ta sprawa jest priorytetowa - oświadczył Berry. - Nic innego nie jest dla nas równie ważne".
Zaginięcie pani Lundquist zgłoszono 8 listopada, a jej ciało odnaleziono dwa dni później na parkingu sklepu Target na White Bear Lake.
Według profilu psychologicznego sporządzonego przez FBI zabójca wybiera wysokie blondynki o jasnych oczach i krótkich włosach. Choć aresztowanie "to tylko kwestia czasu", Berry zaleca mieszkankom Minneapolis ostrożność przy wychodzeniu z budynków.
Parkingowy Zabójca prawdopodobnie zabijał także w stanach Iowa, Missouri i Arkansas.
FBI i lokalna policja sądzą, że pierwszą ofiarą była 27-letnia Katie Johnson, której zaginięcie zgłoszono 28 października. Jej ciało znaleziono 4 listopada na parkingu Lakeville McStop.
"Star Tribune"
17 grudnia 2005 r.
WITAMY NA ŚWIECIE
Antonii Taylor i Johnowi Peterowi Taylorowi z Ediny w Minnesocie urodził się syn. Jonathon Peter Taylor przyszedł na świat 15 grudnia o 12.05 w szpitalu Fairview Ridges Edina.
Rozdział 1
Na moim nagrobku widniała taka oto inskrypcja:
Elizabeth Anne Taylor
25 kwietnia 1974-25 kwietnia 2004
Nasza najdroższa, wciąż żyje w naszej pamięci
- To takie dołujące - stwierdziła Jessica Watkins, moja najlepsza przyjaciółka.
- To dziwne. - Moja siostra, Laura Goodman, nie mogła oderwać wzroku. - Bardzo, bardzo dziwne.
- "Nasza najdroższa, wciąż żyje w naszej pamięci"? - spytałam. - Co to niby ma znaczyć?!
- A ja uważam, że to miłe - stwierdziła Laura z lekkim wahaniem.
Wyglądała jak marzenie każdego obleśnego starucha: długie blond włosy w odcieniu karmelu, wielkie niebieskie oczy i czerwony płaszczyk. Wiecie, jak to dzieci pastorów lubią czasami poszaleć, gdy wyrwą się spod pieczy rodziców, prawda? Laura była córką diabła (nie żartuję), więc buntowała się, będąc tak miła i słodka, jak to możliwe. Cóż za nikczemny plan.
- Jest trochę nietypowy. Większość moich znajomych zdecydowałaby się na fragment Biblii, ale twoja mama z pewnością nie musiała.
- Biorąc pod uwagę to, jak skończyłaś - dodała Jess, gładząc gładko zaczesane, czarne włosy - ten napis jest nieco proroczy, nie sądzisz?
Jak zwykle związała włosy tak mocno, że brwi wyrażały wieczne zdziwienie. Choć z drugiej strony możliwe, że stojąc z nami na cmentarzu, naprawdę była zdziwiona.
- Słuchajcie, stanie nad własnym grobem to ostatnia rzecz, na jaką mam ochotę siedemnastego grudnia. To dołujące i dziwaczne. Pewnie przez nadchodzące święta.
Jessica znowu westchnęła i oparła czoło na moim ramieniu.
- Biedna Betsy. Nie mogę się z tym pogodzić. Byłaś taka młoda!
Laura nieznacznie się uśmiechnęła.
- Jakby trzydzieste urodziny nie były wystarczająco traumatyczne. Biedna Betsy.
- Taka młoda!
- Weźcie się w garść, okej? Przecież tu jestem. - Schowałam dłonie do kieszeni płaszcza z niezadowoloną miną. - Chyba jest ze dwadzieścia na minusie. Zaraz zamarznę.
- Ty zawsze marzniesz. Przestań jęczeć, trzeba było nie wychodzić na dwór bez rękawiczek. A poza tym jest na plusie, bekso.
- Chcesz mój płaszcz? - zaproponowała Laura. - Ja nie czuję chłodu.
- Kolejna z twoich nikczemnych mocy - skomentowała Jessica. - Dodamy ją do listy, zaraz za bronią wykutą z ognia piekielnego i umiejętnością bezbłędnego wyliczenia dwudziestodwuprocentowego napiwku. Betsy, a ty mi jeszcze raz wytłumacz, skąd się tutaj wziął twój nagrobek.
Wyjaśniałam z nadzieją, że to już ostatni raz. Wiosną, jak wiadomo, umarłam. Ożyłam rano w dniu pogrzebu i wybrałam się na przechadzkę. Ponieważ moje ciało zaginęło, pogrzeb został odwołany.
Ale mama, która zdążyła się potwornie pokłócić z moim ojcem i macochą o kwotę, jaką należy wydać na mój marmurowy nagrobek, już go zamówiła. Gdy go wykonali, było po ptakach - odwołany pogrzeb, odwołana msza, odwołany pochówek (moja rodzina wiedziała, kim się stałam, podobnie jak Jessica. Współpracownikom i przyjaciołom powiedziałam, że mój pogrzeb był po prostu kawałem w bardzo złym guście).
Tak czy inaczej, od sześciu miesięcy mój nagrobek znajdował się w magazynie. Macocha naciskała na zwykły, tani granit z moimi inicjałami i datami urodzin i śmierci. Widocznie wyznawała zasadę grosz do grosza... Ojciec - jak zwykle, gdy mama i Antonia się spierały - trzymał się z daleka.
Po kilku miesiącach dom pogrzebowy grzecznie spytał mamę, co zrobić z nagrobkiem. Zarówno kwatera, jak i nagrobek, były już opłacone, więc mama przedwczoraj zdecydowała się go postawić, a wspomniała mi o tym wczoraj podczas lunchu. Wiecie, jak to jest: "Kelner, poproszę zupę pomidorową z grzankami z parmezanem, a przy okazji, skarbie, wczoraj na cmentarzu postawili ci nagrobek".
Jessica i Laura umierały z niezdrowej ciekawości, żeby go zobaczyć, więc powlekłam się z nimi. Co mi tam? Chociaż mogłam oderwać się od planowania wesela i wypisywania kartek świątecznych.
- Twoja mama - stwierdziła Jessica - jest przerażająco oszczędna.
Laura się rozpromieniła.
- Och, pani Taylor jest taka miła.
- A gdy myślałam, że twoja macocha osiągnęła już szczyt kiczu... bez urazy, Laura...
W zasadzie Ant była biologiczną matką Laury. To długa historia.
- Nic nie szkodzi - odparła radośnie.
- Napatrzyłyście się już wystarczająco, wariatki?
- Czekaj, czekaj. - Jessica położyła bukiet kremowych kalii na moim grobie.
Niemal wrzasnęłam. Byłam pewna, że miała zamiar udekorować nim jeden ze stu tysięcy stolików w naszym domu. A nie mój grób. Brr!
- Od razu lepiej.
- Pochylmy głowy - poinstruowała Laura.
- Nie ma mowy. Chyba się wam popierniczyło w głowach.
- Uważaj na język - łagodnie upomniała mnie siostra.
- Nie będziemy modlić się nad moim grobem. Mam ciary od samego stania w tym miejscu. To by było totalne przegięcie, wy czubki.
- To nie ja jestem na płynnej diecie, o królowo wampirów. Dobrze, jeśli nie chcesz się modlić, to chodźmy coś zjeść.
- No - zgodziłam się, rzucając jeszcze jedno niepewne spojrzenie na swój grób. - Chodźmy.
Rozdział 2
Dobry wieczór, Wasza Wysokość.
- Tina, skarbie! - zawołałam, wlewając śmietankę do herbaty. - Siadaj. Napij się herbaty.
- Kiedy się obudziłaś, pani?
- Jakieś dwie godziny temu - odpowiedziałam, starając się ukryć zadowolenie.
Bóg wysłuchał moich próśb i ostatnio udawało mi się budzić około czwartej po południu. Oczywiście w grudniu w Minnesocie było równie ciemno jak o ósmej, ale i tak.
- Ale... nie wiedziałaś jeszcze gazety? - Tina usiadła po drugiej stronie z gazetą zwiniętą pod pachą. Położyła ją przed sobą i zignorowała dzbanek herbaty. - Jeszcze nie?
- Nie podoba mi się to. Ani trochę.
Tina zawahała się, a ja przygotowałam się na cios. Tina była starą, absurdalnie piękną wampirzycą (jak większość wampirów), całkowicie oddaną Sinclairowi oraz - w mniejszym stopniu - mnie. Dawno temu przemieniła Sinclaira, a niedawno pomogła nam zdobyć koronę, chroniła nas, mieszkała z nami (ej, ale nie w tym sensie, fuuuj!)... Była takim majordomusem, tyle że filigranowym i ładnym. Więc pewnie powinna nazywać się minordomusem.
Miała długie włosy w kolorze karmelu, które zazwyczaj wiązała w prosty supeł, oraz ogromne, ciemne oczy. Wielkie, brązowo-czarne oczy jak u postaci z anime. Choć ledwo sięgała mi do brody, miała w sobie coś dystyngowanego. Jak matka Scarlett O'Hary, Ellen, nigdy nie dotykała plecami oparcia krzesła. Nigdy się nawet nie przygarbiła. Poza tym była niesamowicie sprytna i nigdy o niczym nie zapominała. Szczerze mówiąc, bardziej nadawałaby się na królową niż ja.
W każdym razie z ogromną pewnością siebie radziła sobie w sytuacjach, które większość z nas doprowadziłyby do szaleństwa, a przynajmniej solidnie zszargałyby nam nerwy. A teraz się wahała. Była zdenerwowana.
Panie, daj mi siłę.
- To lepiej mi powiedz.
W milczeniu rozprostowała gazetę i mi ją wręczyła. Narodziny i nekrologi. Przeczytałam zawiadomienie.
- Hm - mruknęłam całkowicie niezaskoczona. - Kilka dni temu urodził mi się brat, a oni nawet nie dali znać. A to ci niespodzianka.
Tina niemal kuliła się na krześle i szeroko otworzyła oczy, słysząc moje słowa.
- To... to wszystko? Tylko tyle masz mi do powiedzenia?
- Daj spokój. Dorastałam z tymi ludźmi. To zagranie to nic nowego. Lepiej pojadę do nich i złożę życzenia. Pomyślmy... Miałam się dzisiaj spotkać z Sinclairem w kwiaciarni, ale pewnie nie będzie miał nic przeciwko zmianie planów... a Jess i ja miałyśmy zjeść późną kolację, ale pewnie nie chciałaby, żebym to przegapiła... No dobra, pojadę dziś zobaczyć małego.
Idealnie gładkie czoło Tiny zmarszczyło się w zaskoczeniu.
- Muszę przyznać, Wasza Wysokość, że znosisz to dużo lepiej, niż sądziłam.
- Spodziewałam się tego. Rzucałam okiem na zawiadomienia o narodzinach... Po prostu dzisiaj nie miałam jeszcze na to czasu. Urodziło się wcześnie... Ant miała termin chyba dopiero na styczeń.
- Może pomyliły jej się daty - podpowiedziała Tina. - Mogła źle wyliczyć datę ostatniej miesiączki...
- Tina, ja tu staram się zwalczyć moje pragnienie krwi - upomniałam ją.
- Przepraszam.
Mój wzrok powędrował z powrotem na gazetę.
- Braciszku Jonie, ostatnie dziecko Ant okazało się córką diabła. Ciekawe, kim ty się okażesz?
Koniec wersji demonstracyjnej