Magiczne święta - Marianna Góralska

-
Proszę czekać

Zawsze trzeba mieć nadzieję

Pewnego grudniowego poranka, kilka dni przed Wigilią gdy za oknem świeciło słońce, a na trawniku przed domem zieleniła się trawa i wróble ćwierkały jak oszalałe, niczym na wiosnę, mała dziewczynka i jej mama jadły śniadanie.

Śniegu nie widziano tutaj od zeszłego roku.

Od kiedy grudzień zagościł w kalendarzu pogoda przypominała jesienną - padał deszcz, było wietrznie, szaro, brzydko.

Od kilku dni jednak zrobiło się cieplej, zaczęło świecić słońce, zazieleniło się w sadzie i w ogrodzie.

A przecież kalendarz nie kłamał - był 20 grudnia!

Pogoda zdecydowania płatała figla, nic sobie z tego nie robiąc.

- Mamo? - zagadnęła mała.

Dziewczynka miała na sobie żółtą sukienkę i czerwone wstążki we włosach. Śliczną twarzyczkę w kształcie serca okalały blond loki. Wyglądała jak mała porcelanowa laleczka.

- Tak, Zuziu? - odpowiedziała jej mama.

Kobieta była wysoka i szczupła, ubrana w białą bluzkę i jeansy. Włosy spięła spinką, by nie wpadały jej do oczu, bo były bujne i długie.

- Z czym ci się kojarzy zima?

- Biało, zdecydowanie tak... Śnieg, mróz, szron na drzewach - wyjaśniła jej, podpierając brodę łokciem. - Tak powinna wyglądać zima.

- Ja tak dawno nie widziałam prawdziwej zimy - westchnęła Zuzia. - A czemu w tym roku nie ma śniegu, mamo?

- Jak by ci to wyjaśnić kochanie... - zamyśliła się na chwilę kobieta - klimat się ocieplił, temperatura wzrosła o kilka stopni, i dlatego zamiast śniegu pada deszcz - wyjaśniła po chwili.

- To już nie będę mogła ulepić bałwana? Pojeździć na sankach? - Posmutniała dziewczynka, słysząc odpowiedź mamy.

- Będziesz, córeczko. Zima na pewno do nas wróci. Musimy tylko trochę jeszcze na nią poczekać...

- Obiecujesz? - Córka spojrzała na nią z powagą.

Kobieta uśmiechnęła się. Wierzyła w to, że jej zapewnienia się potwierdzą. Nie chciała robić przykrości małej.

- Tak, Zuziu, bądź cierpliwa. Zima na pewno do nas przyjdzie - przekonywała.

- To super mamo, bo ja bardzo lubię zimę. Lubię jak śnieg prószy, jak mróz szczypie mnie w policzki, jak szron osiada mi na włosach. A najbardziej lubię lepić bałwana i zjeżdżać na sankach z górki za domem. Tęsknię za tym mamo...

- Wiem, Zuziu. - Kobieta podeszła i przytuliła dziewczynkę. Pocałowała ją w głowę. - Jest dopiero grudzień, zima choć się spóźnia, przyjdzie jak nie w teraz, to w styczniu, sypnie śniegiem, mrozem skuje jezioro, las za domem zamieni w bajkową, śnieżną krainę. Będzie pięknie... - Rozmarzyła się.

Zuzia też przymknęła oczy i wyobraziła sobie to, co opisywała jej mama.

- To wiesz, co mamo? Może ja pobiegnę teraz do swojego pokoju i przygotuję sobie zimowe buty i kurtkę? A później pomożesz mi poszukać sanek, dobrze? - Spojrzała na matkę z nadzieją.

- Tak Zuziu, pomogę. Razem przygotujemy się na przyjście zimy - odpowiedziała kobieta, głaszcząc córkę po głowie i uśmiechając się ciepło. - Tylko dojedz płatki i możemy iść.

- Super! - ucieszyła się Zuzia i zaczęła z apetytem jeść.

Jej mama spoważniała i zapatrzyła się zamyślona za okno. Na szczęście prognozy pogody zapowiadały kilkustopniowe ochłodzenie, podobno wkrótce miały nadejść mroźne dni. Czapka i szalik z pewnością się przydadzą.

Ale czy spadnie śnieg?

Tego kobieta nie wiedziała, ale nie chciała robić przykrości córce. Przecież zawsze trzeba mieć nadzieję, nie odbierze jej dziecku, które z niecierpliwością czeka na zimę, śnieg i zabawę w białym puchu.

I kiedy skończyły jeść śniadanie, podbudowana tymi słowami wzięła córkę za rękę i razem poszły przygotować się na przyjście zimy.

A kilka dni później w Wigilią mróz ściął ziemię, a z nieba zaczęły sypać się białe płatki śniegu.

Zuzia szczęśliwa i radosna biegała po podwórku przed domem, a oczy błyszczały jej jak gwiazdy.

Radość dziecka była najwspanialszą nagrodą dla matki. Ona również cieszyła się widząc zadowolenie córki.

A zima nie zawiodła, choć trochę spóźniona, przyszła.

I to było najważniejsze.

Bo nigdy nie należy tracić nadziei, nawet wtedy, gdy wydaje nam się, że coś jest niemożliwe.

Czasem życie potrafi nas zaskoczyć i jest szansa, że zaskoczy nas jeszcze nie jeden raz.

A wiara czyni cuda, jak to mówią.

Święta, które pachną wanilią i cynamonem

Dwudziestopięcioletnia Weronika Mikołajewska jak co dnia tuż po trzeciej opuszczała budynek firmy.

Pracowała w jednym z największych czasopism kobiecych w mieście. Była asystentką redaktor naczelnej.

Posadę otrzymała będąc jeszcze na trzecim roku studiów, gdy kończyła dziennikarstwo zaocznie.

Znajoma wspomniała jej, że w "Kobiecie luksusowej" szukają kogoś na staż. Weronika złożyła podanie i szybko o tym zapomniała w ferworze codziennych zajęć.

Jakie było jej zdziwienie, gdy po tygodniu otrzymała telefon z propozycją rozmowy kwalifikacyjnej, którą zresztą przeszła śpiewająco.

Już po dwóch tygodniach mogła zacząć staż, a po trzech miesiącach od rozpoczęcia pracy dostała od szefowej propozycję objęcia stanowiska asystentki za koleżankę, która odchodziła na urlop macierzyński.

Teraz upływało równo pół roku od tamtego czasu. Weronika zajmowała się nie tylko bieżącymi sprawami, terminarzem szefowej, spotkaniami, ale również redagowała artykuły, robiła korektę przed drukiem, prowadziła też kącik listów do redakcji, gdzie odpowiadała na pytania czytelniczek.

Rubryka ta cieszyła się dużą popularnością, więc Weronika miała ręce pełne roboty. Codziennie odpowiadała na dwadzieścia listów, z czego trzy najciekawsze trafiały na łamy gazety. Resztę wrzucała na stronę internetową czasopisma.

Jej grafik był napięty do granic możliwości. Zwykle kładła się spać tuż przed północą. A zdarzało się, że przed zamknięciem numeru siedziała nad korektą do trzeciej nad ranem.

Praca zajmowała ją do tego stopnia, że zapominała o tym, co jest najważniejsze.

Zmienił to jeden list.

Wieczorem Weronika zabrała się do przejrzenia listów od czytelników.

W okresie przedświątecznym ich liczba podwoiła się i młoda dziennikarka musiała poświęcić więcej czasu na rubrykę "Porady nie od parady", którą prowadziła.

Usiadła na sofie, w szlafroku i z kubkiem aromatycznej herbaty z cytryną, imbirem i miodem, po czym sięgnęła po laptopa i zalogowała się na skrzynkę mailową z listami od czytelników.

Pierwszy dotyczył porady na najlepszy barszcz z uszkami, w drugim czytelniczka Ania prosiła o sposób na wywabienie plamy z czerwonego wina, w kolejnym było pytanie pani Haliny o krem pod oczy, w innym czytelniczka Beata prosiła o poradę na temat odżywki do włosów.

Weronika odpowiedziała na listy, większość z nich nie stanowiła żadnego zaskoczenia. Jej palce szybko stukały w klawiaturę i po chwili większość porad była gotowa.

- Został jeszcze jeden list - zauważyła, przeciągając się i tłumiąc ziewnięcie. - Uwinę się z nim raz dwa i kładę się spać - zdecydowała, patrząc na zegar na ścianie, który wskazywał 21.35.

Kobieta otworzyła wiadomość z listem i zaczęła czytać, po kilku sekundach jej oczy zaczęły robić się wilgotne, a usta drżeć. Otarła wierzchem dłoni łzę spływającą po policzku i raz jeszcze przeczytała list.

"Droga redakcjo"

Piszę do was, ponieważ moja mama bardzo lubi to pismo i wiem, że je czyta. Mam na imię Julka i mam 9 lat. Bardzo lubię czas Bożego Narodzenia i chciałabym spędzić magiczne święta, takie z choinką, prezentami, pachnące piernikiem, cynamonem i goździkami. A przede wszystkim z rodziną, żebyśmy byli wszyscy razem. Chciałabym znów przeżyć takie święta, jakie były, kiedy jeszcze żyła babcia Halinka. Co zrobić, żeby w moim domu znów zagościła atmosfera świąt?

Julka Majewska

Weronikę bardzo wzruszył list od dziewczynki i postanowiła, że pomoże jej spełnić świąteczne marzenie.

Nie można przecież zwątpić w magię świąt.

Bo jak mawiała kiedyś ciocia Zosia:

- Jeżeli ludzie przestaną wierzyć w magię świąt, nieuchronnie doprowadzi to do końca świąt Bożego Narodzenia.

A przecież to jedno z najpiękniejszych świąt w roku.

Weronika pomyślała o swojej rodzinie. Oni również byli tak zabiegani, że na co dzień zapominali o tym, co jest najważniejsze - o byciu razem. Mijali się w drodze do i z pracy, a kiedy mieli już chwilę dla siebie włączali Netflixa albo siedzieli z nosami w smartfonach.

"To smutne i przykre, jak się od siebie potrafiliśmy oddalić", myślała.

- Przecież lada chwila są święta, a to czas, kiedy możemy zrobić coś dobrego dla innych - powiedziała do siebie. - Pomogę tej dziewczynce, może choć na jednej twarzy zagości uśmiech.

"Jak ja chciałabym spędzić święta?", pomyślała.

I po chwili zaczęła pisać.

"Droga Julko,

Bardzo wzruszył mnie twój list i przyznam szczerze, że z początku nie wiedziałam, czy i co ci odpisać.

Jak wiesz Boże Narodzenie to czas radości, refleksji i właśnie czas na spędzenie go z rodziną.

Jak sprawić, żeby były one magiczne? Myślę, że wspólne przygotowanie świąt z rodzicami sprawi, że takie będą. Poproś mamę i tatę o pomoc, z pewnością się zgodzą.

Przygotowania najlepiej zacząć od odpowiedniego wystroju domu. Ciepły, przytulny, pachnący choinką dom sprawi, że będziecie czuć atmosferę świąt. Wspólne ubieranie choinki z tatą może być świetną zabawą. Możecie zrobić własnoręczne ozdoby choinkowe, bombki, łańcuchy. Pięknie będzie wyglądała też na świątecznym stole dekoracja ze świerku, szyszek, dzikiej róży i świec. A do lampy na suficie koniecznie należy przywiesić jemiołę, ozdobić ją wstążką. Można przystroić cały dom lampkami, świątecznymi skarpetkami, kolorowymi figurkami Mikołajów, aniołków, a nawet gwiazdami wykonanymi z kolorowego papieru, tektury i brokatu.