Mademoiselle Oiseau i listy z przeszłości - Andrea de la Barre de Nanteuil


Reflow text when sidebars are open.
SABELLA PRZECIĄGNĘŁA SIĘ i uważnie spojrzała na zakurzoną podłogę w salonie. Zauważyła pod szafką liczne perły, guziki, szminkę lub dwie i trzy makaroniki. Wszystko to leżało na dywanie z kociej sierści, kurzu i włosów Mademoiselle Oiseau.
Nagle Isabella zwróciła uwagę na fotografię ukrytą za komódką z mnóstwem tajemniczych półeczek i szuflad. Podeszła do mebla, kucnęła i wyciągnęła ramiona tak daleko, jak tylko potrafiła, i czubkiem palca dotknęła zdjęcia. Chwyciła je i przeciągnęła do siebie.
Zdmuchnęła z niego kurz i dopiero teraz dostrzegła, że fotografia przedstawia dwie dziewczynki. Mogły mieć po siedem lub osiem lat. Patrzyły wprost w obiektyw aparatu. Były ubrane w identyczne czarne sukienki ze śnieżnobiałymi kołnierzykami bebe. Isabella przyglądała się zdjęciu - coś w intensywnym spojrzeniu dziewcząt przykuło jej uwagę. Obie postaci były połączone długim, grubym warkoczem - ktoś splótł ich ciemne włosy pod lewym uchem jednej z nich i pod prawym uchem drugiej, a następnie związał je elegancką kokardą.
- Spójrz tylko, Isis! - odezwała się Isabella.
Isis opuściła okulary na nos.
- To Mademoiselle Oiseau i Luisa - oznajmiła. - Choć powinnam raczej powiedzieć: Juliette i Luisa. Były nierozłączne.
- Zawsze połączone warkoczem?
- Niekoniecznie. Któregoś ranka Juliette zszyła marynarskie kołnierze ich sukienek, a innym razem pamiętam, że zrobiła spodnie z trzema nogawkami. Poszły wtedy do szkoły jak syjamskie bliźnięta. Musisz wiedzieć, że w tamtych czasach dziewczęta nie nosiły spodni.
- A to ci dopiero - odparła Isabella i spojrzała w zamyśleniu na Juliette i Luisę.
Teraz je rozpoznawała - przyjrzała się znajomo wyglądającym oczom i trójkątnym nosom... Nigdy jednak nie widziała w oczach Mademoiselle Oiseau takiego smutku. Nawet wtedy, kiedy Mademoiselle zachorowała i Doktor Chasse Bobo, chcąc ją wyleczyć, posłał Isabellę po kociątko ocelota, które przyniosła w pudełku na tort.
- Jakie one są smutne - zauważyła.
- Tak, ostatecznie stały się nieszczęśliwe. Na początku żyły jak księżniczki razem z matką, Martą, moją prababcią. Potem jednak coś się wydarzyło... Coś przykrego. Sama właściwie nie wiem co.
- Kto ci o tym opowiadał? Twoja babcia, Luisa?
Isis zamilkła. Jadła powoli kawałek sera. Na jej twarzy malowało się teraz poczucie winy.
- Kiedy byłam mała, przeczytałam pamiętnik Mademoiselle Oiseau - przyznała wreszcie. - Bez pozwolenia. Mademoiselle opiekowała się mną. Pamiętam, że się nudziłam. Nie miała dla mnie czasu, twierdziła, że musi pracować, i zamknęła się w zapachowej kuchni. Rozzłościłam się i wpełzłam pod łóżko z baldachimem. Znalazłam tam wszystkie jej pamiętniki. Nie mogłam się powstrzymać. Miałam wrażenie, że same się przede mną otwarły.
- Dowiedziała się o tym?
- Nie, oczywiście, że nie. Przeczytałam tylko kilka stron. A ponieważ miałam poczucie winy, wyszłam spod łóżka. Na drugi dzień zajrzałam tam, by sprawdzić, czy jeszcze leżą, ale pod łóżkiem nie było już nic, nie licząc kłębków kurzu i kota pogrążonego w depresji.
- I co przeczytałaś?
- Większość chyba zapomniałam, ale pamiętam, że było tam coś o zniknięciu Marty. Dziewczynki musiały zdaje się zamieszkać u krewnych, dopóki nie dorosły. To smutne, nie sądzisz?
- Okropne.
- Poza tym to się chyba wydarzyło tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Juliette napisała wtedy, że już nigdy nie będzie obchodziła świąt. Przestała je lubić na zawsze.
- Naprawdę?
- Tak. Odkąd ją znam, nigdy nie chciała nawet słyszeć o świętach. Co roku, kiedy zbliżał się grudzień, Mademoiselle znikała.
- Jakie to smutne... To pewnie wróci dopiero w styczniu - odparła Isabella.
- Owszem. Będziemy obchodzić święta bez niej.
- Czyli od tamtego wpisu w pamiętniku Mademoiselle nie uczestniczyła w świętach?
- Chyba nie. Zanim Edyta przeprowadziła się do Finlandii, zawsze obchodziłyśmy święta przy Alei Roześmianego Kota. Mademoiselle jednak nigdy nie było z nami. Do stołu siadałyśmy same z Edytą. Z Luisą zresztą jest tak samo - obraziła się na te dni.
Isis nigdy nie nazywała Edyty mamą, a Luisy babcią. Isabella nie miała dotąd ochoty pytać dlaczego.
- Zastanawiam się, co mogło się stać... - odezwała się Isabella.
- To wie chyba tylko Marta - odparła Isis, wzruszając ramionami. - Z niektórymi tajemnicami trzeba się pogodzić. No dobra, muszę się zbierać do domu. Może odwiedzisz mnie jutro po szkole?
Isabella skinęła głową i wsunęła fotografię z powrotem pod komódkę. Po tym, co usłyszała od Isis, uznała, że lepiej, jeśli zdjęcie tam zostanie. Poza tym, gdzie indziej miałaby je odłożyć?