Królowa Karaibów - Klementyna Suchanow

Reflow text when sidebars are open.
28 kwietnia, sobota
Zadomawiam się. Rano śniadanie z gospodynią, załatwianie formalności, wymiana waluty na dworcu autobusowym. Oprowadza mnie córka gospodyni o imieniu Krishnia, które otrzymała na cześć Kriszny. Druga córka mieszka w Miami i ma na imię Kenia. Można wywoływać zdjęcia, internet jest drogi, ale jest, można z niego korzystać także w bibliotece, w poniedziałek spróbuję. Kiedy po dwudziestu minutach wracamy z wymienionymi pieniędzmi do domu, jest tam już funkcjonariuszka spisująca moje dane. Kim jestem? Czy przybywam jako turystka, studentka, czy może dziennikarka? Do bycia dziennikarką oczywiście nie można się przyznać. I rzecz jasna, to nie mnie zadawane są pytania. Wszystko odbywa się w białych rękawiczkach.
Chodzimy po Vedado. Słucham historii Krishni. Pracuje na uniwersytecie jako socjopsycholog, z wykształcenia jest nauczycielką nauczania początkowego ze specjalizacją z muzyki. Wyjaśnia mi, że jej obowiązki socjopsychologa polegają na opiece nad sprzętem w akademikach oraz na uczeniu studentów poszanowania zdobyczy rewolucji. Po raz pierwszy słyszę tutaj to słowo. Na Kubie rewolucja trwa już prawie pół wieku. Moja gospodyni z nostalgią i patriotycznym samozadowoleniem wspomina czasy dobrobytu pod opiekuńczymi skrzydłami Związku Radzieckiego. Mieli wszystko: lodówki, pralki, szkoły, mleko dla dzieci. A kiedy po 1989 roku nastąpił krach, Fidel wymyślił turystykę. Oni widzą, że dzieje się niesprawiedliwość, bo turyści oddają się konsumpcji, którą zarażają się Hawańczycy i mieszkańcy nadmorskich kurortów. Ile na tej linii odbywa się przeróżnych szwindli, wiedzą ci, którzy nie zapomnieli początków III RP w latach dziewięćdziesiątych. Kantory, cinkciarze, pirackie kasety, wynoszenie jedzenia i szamponów z hotelu - jednym słowem to, co moja gospodyni nazywa "invento", a na co język polski ma swoje czasownikowe określenie: "kombinować". Język propagandy jest wszechobecny, nic tylko: kapitaliści, imperialiści, terroryści. Może Kubańczycy potrzebują takich mentalnie ostrych granic, inaczej życie nie miałoby sensu?
2. Tita i Krishnia pozują do "rewolucyjnego" zdjęcia.
królowa Karaibów, rok 1933
Gdy nadejdzie rok 1933 - Hitler przejmie władzę w Niemczech, Stalin będzie rozkręcał swoje czystki, na Ukrainie zapanuje Wielki Głód, a w Polsce Witoldo opublikuje Pamiętnik z okresu dojrzewania - Królowa Karaibów zaprzątnięta będzie sprawami swojego egzotycznego królestwa. Europa jest daleko, a Kuba znajduje się w orbicie interesów Stanów Zjednoczonych i dojrzewa do zmiany statusu kolonialnej republiki bananowej. Nowy prezydent USA Franklin Delano Roosevelt, zwolennik dialogu, zapowiada zmianę polityki wobec krajów Ameryki Łacińskiej. Powiązania rządu kubańskiego i interesów bogatych Kubańczyków z interesami amerykańskimi wzniecają wciąż żywe antyamerykańskie i nacjonalistyczne nastroje wśród mniej zamożnych mieszkańców Kuby, którzy nie mogą zapomnieć USA poprawki Platta. Poprawka ta, wprowadzona do kubańskiej konstytucji w 1901 roku, pozwalała Stanom Zjednoczonym na ingerencję zbrojną na Kubie, w razie gdyby USA uznały to za konieczne, zabraniała kupowania kubańskiej ziemi obywatelom innych nacji poza USA, zezwalała USA na zakup "ziemi niezbędnej w kopalnictwie oraz pod bazy morskie" i ogłaszała przejęcie przez Stany Zjednoczone zatoki Guantánamo.
W 1933 roku, gdy nasi bohaterowie już podrośli, na Kubie dochodzi do puczu, na którego czele staje trzydziestodwuletni oficer Fulgencio Batista. Upada rząd skorumpowanego prezydenta Gerarda Machado, wielbiciela Mussoliniego, który rządzi już drugą ze swych sześcioletnich kadencji. Wprawdzie Machado, startujący w wyborach z programem "Woda, drogi i szkoły", unowocześnił wyspę - zbudował autostradę Caretera Central (biegnie ona z Pinar del Río na zachodzie kraju do Hawany), wzniósł imponujący budynek Capitolio w stolicy i otworzył międzynarodowe lotnisko im. José Martíego - ale jego rządy zaczynały coraz bardziej przypominać dyktaturę. Wydawcę gazety "El Día" znaleziono martwego zaraz po tym, jak opublikował karykatury prezydenta, zamordowano sekretarza kubańskiego związku zawodowego i wielu jego członków. W kraju raz po raz wybuchały strajki, w miejscach publicznych podkładano bomby. Wojsko kontrolowało nawet szkoły, szczególnie wyższe uczelnie. W roku akademickim 1927/1928 oraz w latach 1930-1933 uniwersytet był zamknięty, a wielu profesorów znalazło się na emigracji. Szumnym deklaracjom o rozwoju szkolnictwa towarzyszył sześćdziesięcioprocentowy wskaźnik analfabetyzmu. Jedyny sukces prezydenta w dziedzinie edukacji to wybudowanie gigantycznych marmurowych schodów przed wzgórzem, na którym stoi gmach uniwersytetu. Te schody staną się scenografią niejednej decydującej rozgrywki w kubańskiej historii.
W tym właśnie mniej więcej czasie pojawia się nowa postać, która zmiecie z politycznej sceny dyktatora Machado. To Fulgencio Batista, nazywany El Mulato Lindo (Ładny Mulat) - taki przydomek nadali mu koledzy kolejarze z pracy w United Fruit Company. W przyszłości zostanie następnym dyktatorem w kubańskim panteonie satrapów i pierwszym "kolorowym" prezydentem Kuby, do tego niskiego pochodzenia. Urodził się nad zatoką Nipe, w Birán w prowincji Oriente, tam gdzie później przyjdzie na świat Fidel. Edukację przerwał w wieku ośmiu lat, bo musiał pomagać ojcu - najemnemu pracownikowi - przy zbiorach trzciny. Zrobił karierę w wojsku, najpierw jako stenograf, bo wojsko było jedynym miejscem, gdzie przyjmowano niebiałych. Przystojny, robiący wrażenie na kobietach i nie tylko, o ujmującej powierzchowności gwiazdy wodewilu: nieco androginiczna uroda, regularne rysy twarzy, ciemna cera, perfekcyjnie białe zęby i czarne włosy, do tego powłóczyste spojrzenie migdałowych oczu. Adonis strojący się w mundury z licznymi odznaczeniami, doskonały mówca, uważnie studiujący pisma José Martíego, natchnionego poety - legendy kubańskiej wojny z Hiszpanami o niepodległość i bohatera uwielbianego przez naród. Mimo powabnego wyglądu i salonowej ogłady Batista potrafi być bezwzględny. Podtrzymując tradycję ustanowioną przez poprzedniego prezydenta, wydawcę wrogiej mu gazety każe porwać i śmiertelnie napoić benzyną. Popularne na wyspie studenckie protesty stłumi w zarodku, a na ulicach Hawany wciąż ścielić się będą trupy.
Do tego właśnie oficera, który szykuje zamach stanu, zgłasza się pewnego dnia Amerykanin Meyer Lansky z propozycją popartą sporych rozmiarów walizką o ciekawej zawartości. Pan Lansky jest eleganckim mężczyzną o rok młodszym od kubańskiego prezydenta, nosi szary garnitur i krawat (z biegiem czasu dorobi się imponującej liczby krawatów). Już od kilku lat interesuje się Kubą, która dotychczas służyła jego mocodawcom za morski punkt przeładunkowy nielegalnego alkoholu. Ze swym przyjacielem Charliem "Luckym" Luciano, członkiem cosa nostry, nieraz rozmawiał o tym, czego można by dokonać na Kubie przy sprzyjającym nastawieniu lokalnego rządu, słynącego z korupcji. Wszak w USA dobiega końca prohibicja i mafia potrzebuje nowych rynków zbytu.
Lansky zabrał Batistę do naszego hotelu, otworzył walizkę i wskazał na gotówkę. Batista gapił się na pieniądze, nie wyrzekając ani słowa. Po czym uścisnął rękę Meyerowi i wyszedł. Widywali się kilka razy w ciągu następnego tygodnia i widać było, że Meyer dobrze rozumie się z Batistą. Daliśmy Batiście gwarancję na od 3 do 5 milionów rocznie, tak długo jak będziemy mieć monopol na kasyna w Hotel Nacional i wszędzie tam, gdzie na wyspie pojawiać się będą turyści. (Eisenberg)
Przyjaźnie w mafii to rzecz może niezbyt stała, ale Sycylijczyk Lucky Luciano zna się z Meyerem z czasów nowojorskiego dzieciństwa. Znajomość zawarli na ulicy po lekcjach w szkole. Lucky dorabiał sobie, wymuszając na młodszych uczniach haracze za "ochronę". Jednak młodszy o pięć lat Meyer postawił się i nie chciał płacić, a na propozycję "darmowej ochrony" odpowiedział, że "ma ją gdzieś", a dosłownie "w dupie". W ten sposób narodziła się długoletnia przyjaźń. Meyer pochodził z żydowskiej rodziny i przyszedł na świat w 1902 roku w Grodnie, gdzie mieszkała jeszcze Eliza Orzeszkowa. Rodzina uciekła stamtąd przed biedą oraz prześladowaniami, gdy Meyer miał dziesięć lat. W Stanach rodzice chłopca, Jetta i Maks Suchowlińscy, zmienili nazwisko na Lansky. Meyer pilnie uczęszczał do szkoły, był geniuszem matematycznym, cytował z pamięci Szekspira i z biegiem czasu stał się finansowym mózgiem mafii oraz pierwowzorem postaci Hymana Rotha w drugiej części sagi Coppoli o ojcu chrzestnym. W tym czasie nie żyje już capo di tutti capi Manzano, jest tak zwany czas rządów pięciu rodzin. Ponieważ Lansky nie jest Włochem, szefem mafii zostaje Luciano, który w przeciwieństwie do ortodoksyjnych Włochów z Włoch rozumiał, że w Ameryce podziały narodowościowe nie mają sensu i że do organizacji trzeba dopuścić świeżą krew, krew żydowską. Meyer zostaje wpływowym biznesmenem mafii. Udaje mu się zaprowadzić porządek w kubańskim Gran Casino Nacional i opanować wyścigi konne Oriental Park Racetrack, ale turystyka kubańska po okresie Wielkiego Kryzysu ma się średnio, w 1936 aresztowano Lucky'ego Luciano i skazano na czterdzieści lat więzienia. A do tego wojna w Europie za pasem. Wszystko to przeszkadza w stworzeniu na wyspie wymarzonego przez Lansky'ego tropikalnego Las Vegas.
W obrębie zainteresowań mafii pozostaje jeszcze jedna z ważnych gałęzi gospodarki Kuby - prostytucja. Ta branża jest na wyspie dość dobrze rozwinięta. Już na jednym z trzech statków Kolumba, którymi dopłynął do Kuby, Haiti i Bahamów, poszukując drogi do Indii, podróżowało sześć kobiet, które służyły mężczyznom: Fernanda, Juana, Alonsa (Cuyo), Caridad, Fermina (La Tata) i Venerada (Concha). Prawdopodobnie wymknęły się ze szponów Santo Oficio i przemycono je na statek w tajemnicy przez Królami Katolickimi. Zaraz też odkryte "Indianki" zaczęły służyć w tym samym celu. Mężczyźni, którzy przez całą podróż nie zaznali kobiety, musieli dać sobie upust (o ile nie robili tego między sobą). Diego Velázquez już w czasie pierwszego pobytu na wyspie Juany (jak nazwał Kubę Kolumb) założył specjalną casitę, domek, gdzie trzymał co piękniejsze aborygenki na własny użytek. Wydano również pozwolenie, by żołnierze po "spacyfikowaniu" tubylców mogli używać "niewolnic do ugaszenia swych żądzy". Już w 1526 roku, 4 sierpnia (w dzień urodzin Virgilia i Witolda), w Portoryko założono pierwszy burdel. Na Kubie pierwszy przybytek tego rodzaju otwarto w Santiago de Cuba. Prostytucja ściśle związana była z rasowymi paradygmatami, gdy wybito już "Indianki", przyszła kolej na kobiety sprowadzane z Afryki. Białe i Metyski wkraczają na ścieżkę prostytucji później, mniej więcej w XIX wieku, a szczególnie po wojnie dziesięcioletniej z Hiszpanami o niepodległość - żony, które na wojnie straciły mężów, muszą jakoś zarobić na dzieci i utrzymanie. I tak Kuba zostanie nazwana Burdelem Karaibów: według raportu z 1899 roku na wyspie działa tysiąc czterysta domów publicznych, zwanych casas de tolerancia, domami tolerancji (podczas gdy w tym czasie w Portoryko jest ich dwieście sześćdziesiąt, a na Dominikanie pięćset dwadzieścia trzy). Kuba ustępuje tylko Panamie, gdzie działa aż dwa tysiące sto trzynaście przybytków rozkoszy. Za czasów mafii prostytucja przybiera inne oblicze: zamiast korzystać z usług tanich dziwek z ulicy, można wybrać się do ekskluzywnego burdelu. Najsprawniej działa Do?a Marina, która posiada sieć burdeli, także w luksusowych hotelach. W jej rękach jest też Casa Marina, trzypiętrowy budynek w Starej Hawanie ze specjalnymi pokojami, okrągłymi łóżkami i antycznymi rekwizytami. Do?a Marina reklamuje się nawet w amerykańskim piśmie dla mężczyzn jako "Sin - With a Rumba Beat":
Pluszowe draperie i antyczne meble ozdabiają salony. Napoje odświeżające podaje gościom obsługa w białych fartuszkach, z wdziękiem dygając w podziękowaniu za napiwek lub zapłatę. Dom Mariny oferuje usługi rzadko widziane na Kubie lub nawet poza nią - dwie wyszkolone pielęgniarki stoją w "szpitalnym" punkcie od świtu do nocy, dbając o zdrowie klientów.
Dzięki staraniom mafii prostytucja kwitnie także w Sevilla Biltmore, zaledwie kilka kroków od Pałacu Prezydenckiego. A tam El Mulato Lindo sprawuje władzę nad wojskiem, obsadza co rusz to nowego prezydenta, gdyż sam nie osiągnął jeszcze wieku, jaki zgodnie z konstytucją musi mieć prezydent Republiki Kuby. W ciągu kilku lat przez Pałac Prezydencki przewinie się kilkanaście głów państwa. Najpierw prezydentem zostaje na jeden dzień generał Alberto Herrera y Franchi, później plantator Carlos Manuel de Céspedes y Quesada, który porządzi od sierpnia do września, ale wojskowi nie są z niego zadowoleni, więc zastępują go "pięciopakiem" (Ramón Grau San Martín, Sergio Carbó, Porfirio Franca, José Miguel Irisarri i Guillermo Portela), a następnie z tego składu wyłaniają profesora uniwersyteckiego (specjalizacja fizjologia) - Ramóna Grau San Martína. Nacjonalista Grau San Martín sprawuje rządy aż sto dwadzieścia osiem dni, do momentu gdy Fulgencio Batista zastąpi go innym figurantem - niespełna "trzydniowym" prezydentem, z zawodu chirurgiem, Carlosem Hevią y Reyes Gavilanem, a następnie fotel zajmie na kilka godzin dyplomata Manuel Márquez Sterling, po czym mianowany zostanie prawie na rok Carlos Mendieta y Montefur (za jego rządów kobiety zdobędą prawo do głosowania), później prawnik José Barnet (pięć miesięcy), syn byłego prezydenta Miguel Mariano Gómez (ten ma szczęście utrzymać się przez siedem miesięcy), i wreszcie pułkownik Frederico Laredo Brú, który porządzi aż cztery lata.
Co słychać w tym czasie u naszych chłopców?
Virgilio ma dwadzieścia jeden lat i wiadomo już, że nie będzie żadnym muszkieterem. Nie brak mu jednak odwagi, by w świecie macho przyznać się najpierw przed samym sobą do bycia innym. Dochodzi do tego dość wcześnie:
Ledwo osiągnąłem wiek, by proces myślenia przekładał się na coś więcej niż plucie śliną i wyrzucanie ramion, dowiedziałem się o trzech rzeczach dość nieczystych, by móc je kiedyś z siebie zmyć. Dowiedziałem się, że jestem biedny, że jestem homoseksualistą i że podoba mi się Sztuka.
Dwie ostatnie będą miały szczególny wpływ na jego życie.
Pierwszą rzecz odkryłem pewnego dnia, gdy powiedziano, że "nie ma nic na obiad".
Drugą, kiedy poczułem, jak ogarnia mnie wstyd, gdy odkryłem u jednego z moich licznych wujków wybrzuszony członek pod spodniami. Trzecią, gdy pewnego dnia usłyszałem, jak moja bardzo gruba kuzynka, ściskając mocno w dłoni kieliszek, wznosiła toast, śpiewając Traviatę.
Sprawę głodu jako siedmiolatek rozwiązał łatwo - zwijając u ulicznego sprzedawcy banana. Sprawę seksu w sposób bardziej wyrafinowany, aczkolwiek dość klasyczny, to znaczy schował się gdzieś przed domownikami, a resztę podpowiedział mu instynkt. Głód sztuki z kolei zaspokajał wyobraźnią. Virgilio za rok skończy liceum i zda maturę. Po latach skomentuje w swojej autobiografii wydarzenia 1933 roku:
Od upadku Machado do Fidela Castro widzieliśmy całą defiladę: Batista, Mendieta, Miguel Mariano Gómez, Barnet, Grau San Martín, i znowu Batista, Prío i ponownie Batista. Każdy łepek u sąsiadów zna na pamięć te nazwiska i zbyteczne jest ich powtarzanie. Jednakże dla tych, którzy cierpieli przez te lata nierządów, wyliczanka ta spisana jest atramentem czarniejszym od czarnego.
Gdy upada Machado, najstarszy z muszkieterów, Huber, ma lat piętnaście. Pamięta to do dzisiaj. Był 12 sierpnia, pracowali z ojcem na fince Buena Vista, gdzie dzierżawili kawałek ziemi pod uprawę ryżu. Było jakoś koło jedenastej czy dwunastej rano, gdy usłyszeli dzwony bijące na wieży kościoła w oddalonej o dwadzieścia kilometrów Yarze. Biły mocno, a oni nie wiedzieli, co się dzieje, aż nadjechał konno znajomy ojca, Rafaelito, i przekazał wiadomość, że obalono prezydenta Machado. Od razu wszyscy zaczęli świętować, ludzie wychodzili na drogę, cieszyli się, wiwatowali. Wierzyli, że nadejdzie wolność, że zniknie bieda i korupcja. W tym czasie Huber z małego chłopca, który szóstą i siódmą klasę skończył w pobliskim Manzanillo, mieszkając u jednej z kochanek swego dziadka, przemienia się w coraz bardziej świadomego młodzieńca. Gdy jedna z nauczycielek gnębi go w szkole, w akcie sprzeciwu nasika na oczach wszystkich przed drzwiami klasy (za co później dostanie baty). Od dwunastego roku życia uczestniczy w męskich dyskusjach w Círculo Social, wprowadzony tam przez lokalnego polityka, wujka Domingo, który wciąż powtarza, że "z tego chłopca coś będzie" i że "zajdzie daleko". Panowie podsuwają mu książki, a Huber ma dużo czasu na lektury, gdyż od dwóch lat nie chodzi do szkoły - wszystkie zamknięto przecież na polecenie prezydenta Machado. Pracuje tylko w sklepie ojca, który chciałby z niego zrobić handlowca.
W tym czasie pasjonuje się lekturą, która zdeterminuje jego życie. To książka Argentyńczyka José Ingenierosa, zwanego Mistrzem Młodzieży Ameryki Łacińskiej. Ingenieros, z zawodu lekarz psychiatra (zajmował się między innymi badaniem symulacji szaleństwa), z zamiłowania był filozofem. Na początku XX wieku założył w Buenos Aires Instytut Kryminologii i Argentyńskie Towarzystwo Filozoficzne. Jego książka Las fuerzas morales (Siły moralne) stała się biblią młodzieży. Zaangażowany w tworzenie podstaw narodowości argentyńskiej, był także antyimperialistą, a jego prace filozoficzne ciepło przyjmowali komuniści i anarchiści. Z tymi ostatnimi zresztą pod koniec życia otwarcie sympatyzował. Ingenieros nauczył Hubera, że trzeba żyć etycznie i być uczciwym. Te proste hasła staną się przewodnią ideą w życiu Matosa. W 1925 roku Ingenieros pisał o Nowym Pokoleniu, które dzięki temu, że młode, czyli wolne od dogmatów i nieobciążone bagażem przeszłości, musi kształtować świat i popychać go do przodu:
Za każdym razem, gdy jakieś pokolenie się starzeje, a jego ideały zastępuje zdegenerowany apetyt, życie publiczne osuwa się w niemoralność i przemoc. W takiej chwili zadaniem młodzieży jest ponieść Pochodnię i wypowiedzieć Słowo, ich misją jest odnowić moralność świata [...].
Młodość to drożdże społeczeństw, na nich wyrasta nowe. Dzięki młodości Pochodnia nigdy nie zgaśnie, trzeba ją tylko przekazywać z rąk do rąk, odnawiając normy i podtrzymując wartości. Tej moralnej siły młodości boją się tyrani i wszyscy niegdysiejsi, postarzali rewolucjoniści. Młody Huber zamierza ponieść Pochodnię i zasiać ziarno, choć Ingenieros uprzedza, że można "nie zdołać zebrać owoców swojego siewu".
W tym czasie łobuz Fidel ma lat siedem i mieszka nadal u Mulata w Santiago. Słyszy wrzenie w mieście, ale niczego nie rozumie. Zmiany nie są korzystne dla jego ojca, zdeklarowanego konserwatysty, który popiera rządy Machado i wścieka się na wieść o nowych porządkach. Nie zamierza zresztą ich przestrzegać, na swoich włościach to on jest panem. Potrzebuje niewolników i basta. Mały Fidel też jest twardy - w jezuickim Colegio Lasalle, do którego chodzi, przywali koledze, który wyzwie go ponownie od "Żydów". Odda też zakonnikowi, który go uderzy, będzie kopał, gryzł, rzucał obelgami. Szkoła chce wyrzucić to "dzikie zwierzę", ale Fidel nie zamierza rezygnować z nauki, a wręcz przeciwnie, rozpocznie bunt, by przenieść go z domu Mulata do internatu, czyli będzie wyzywał i bił jeszcze bardziej. W internacie dzieci - w czwartki oraz niedziele, gdy nie ma lekcji - są zabierane na plażę i na spacery. On też chce chodzić na plażę i na spacery. Działa va banque, instynktownie, ale skutecznie. "Byłem bardzo szczęśliwy [...], cieszyłem się wolnością, łowiłem ryby, pływałem, biegałem, uprawiałem sport". "Mogłem bawić się po lekcjach na podwórzu szkoły ze wszystkimi chłopcami, już nie byłem sam".
Tymczasem pięcioletni Ernestito, który ma już siostrzyczkę Celię i braciszka Roberta, przenosi się wraz z rodziną z Buenos Aires w góry, w okolice Córdoby, miasta od zawsze konkurującego ze stolicą. Najpierw trafiają do miejscowości Arguello, ale klimat jest tu niedobry, więc zmieniają plany i jadą do Alta Gracia. Wszystko z powodu niedawno odkrytej u Ernesta astmy, matka martwi się o syna. Najpierw przez sześć tygodni mieszkają w hotelu Grau, potem jest Villa Chichita i Villa Nydia. Ciągłe wędrówki staną się nieodłączną częścią życia rodziny Guevarów.
Nie jest to szczęśliwy rok, w lipcu umiera Hipólito Yrigoyen, prezydent Argentyny. Trzy lata wcześniej, jako siedemdziesięcioośmiolatek, został zmieciony ze sceny politycznej przez wojskowy zamach stanu. W XX wieku groźba wojskowych puczów jak czarna chmura zawiśnie nad "historią oficjalną Argentyny".
A Camilo - nasz ostatni bohater - ma dopiero roczek i właśnie zaznaje smaku pierwszej przeprowadzki. Z powodu braku pieniędzy jego rodzina przenosi się na ulicę O'Reilly, do przybudówki na dachu dwupiętrowego budynku. Chłopczyk może już chodzi, może coś mówi, ale na pewno już się pięknie uśmiecha.
27 kwietnia 2007, piątek
Tym razem był piątek, gdy Kolumb pokonał niebo, do tego był kobietą, i zanotował:
Na lotnisku w Hawanie jest plac zabaw, samochodziki dla chłopców i lalki dla dziewczynek oraz materac dla znudzonego rodzica. Kontakt z urzędnikami przyjemny, ale pozytywne wrażenie psuje dwugodzinne czekanie na bagaż. Nie ma mojej walizki. Szybki rachunek strat. Rozmowa w punkcie Lost and Found. W komputerze pani z okienka brak informacji. Aż tu nagle - bingo - na taśmie transportowej wykwita znajoma czerwień. Nie zastanawiam się nad mechanizmem deus ex machina. Ruszam w miasto.
Podjeżdża nowoczesna taksówka. Funkcjonariuszka lotniska kategorycznie każe mi do niej wsiadać. To będzie mój pierwszy kontakt ze znanym ze słyszenia dychotomicznym podziałem kubańskiego świata na strefę tubylczą i turystyczną. Moja elegancka taxi mknie sprawnie po dobrych drogach, a obok furczą i stękają lokalne pojazdy w stanie rozsypki. Jednak twarze ich kierowców wesołe i chętnie przesiadłabym się, pogadała. Mój kierowca tylko gburowato milczy. Nie wiem, kiedy i jak z lotniska dostaliśmy się do miasta, bo jakoś nie zauważyłam, gdzie się poczęło to miasto. Ciemności na ulicach, godzina dwudziesta trzecia, w mieście brak prądu. W pewnym momencie rozpoznaję jednak znany ze zdjęć plac Rewolucji z budynkiem ministerstwa i portretem Che Guevary. Gdzieś niedaleko stąd jest mój kubański dom.
Se?ora Ana, miła pani koło sześćdziesiątki, pokazuje czysty pokoik (co za odmiana po obskurnym hotelu w downtown Miami). Będzie mi tu dobrze, blisko na uniwersytet i targ z owocami, właśnie jest sezon na mango. Czegóż więcej potrzeba? Okna mojego pokoju wychodzą na ulicę. To dobrze. Mieszkam w dzielnicy Vedado, ponoć elegancka, jak mówią gospodarze, ale cała w ruinach. Spoglądam przez żaluzje. Na rogu dwaj młodzieńcy. Piątkowa noc, zwierzenia na chodniku. Czy ona kocha? Właściwie to bardziej podoba mu się ta druga? Jutro pójdą gdzieś potańczyć? O czym mogą rozmawiać? Nie słychać. W pokoju telewizor Sony z czterema programami, lodówka Samsung. Wiadomości dotyczą przygotowań do obchodów pierwszomajowych, później przekonam się, że żyje nimi całe miasto. Na innym kanale film amerykański. Emisja kończy się, jak Pan Bóg przykazał, o północy. Zasypiam, jest ciepło, na razie obchodzę się bez klimatyzacji.
Po co tu jestem? Tak żal było zostawiać Hesię. I po co mi słońce, którego nie lubię? Cóż, misja. Muszę odnaleźć listy Witolda Gombrowicza do jego kubańskiego przyjaciela Virgilia Pi?ery. A przy okazji może odpowiem sobie na pytanie, dlaczego od dłuższego czasu czytam tylko o kubańskiej rewolucji.
1. Che Guevara, Camilo Cienfuegos i José Martí.
kim był Virgilio?
Kim był Virgilio, który sprowadza mnie na Kubę? Urodzony 4 sierpnia 1912 roku (o osiem lat młodszy od Witolda, urodzonego również 4 sierpnia, ale w dalekiej i posępnej Polsce, pod Ostrowcem Świętokrzyskim), w miejscowości Cárdenas, prowincja Matanzas. Czyli na wschód od Hawany, nad tą samą zatoką, przy której położony jest kurort Varadero, dokładnie naprzeciwko florydzkiego Key West, przyszłego domu Ernesta Hemingwaya. Można by nawet wykreślić prostą linię z jego domu w południowym stanie USA do domu Pi?ery, gdyby tylko nie rozminęli się w czasie, bo na razie Hemingway jest trzynastolatkiem i mieszka w Oak Park, na przedmieściach Chicago, ma za sobą pierwsze próby poetyckie, "nie boi się niczego" i spędza czas nad Jeziorem Niedźwiedzim, strzelając do gołębi. Za rok pójdzie do high school, a gdy ją ukończy, wyruszy do Europy na swoją pierwszą wojnę, gdzie zacznie zdobywać pisarskie szlify jako reporter.
Virgilio był trzecim z sześciorga dzieci inżyniera Juana Manuela Pi?ery, który "podążał za rutyną dni i przyjął małżeństwo jako jedno z koniecznych nieszczęść", a dzieci "robił z braku innych ważnych rzeczy do roboty", oraz Maríi Cristiny Llery - nauczycielki. Nikt lepiej nie jest w stanie opisać przyjścia na świat Virgilia niż sam Virgilio:
Uważam za zbyteczne podawanie roku mego urodzenia. Rok urodzenia podaje się, gdy przychodzi się na świat w kraju, w którym coś się wydarza, coś się zaczyna - czy to na polu wojskowym, czy ekonomicznym bądź kulturalnym... [...] Ale kiedy ja przychodziłem na świat - w 1912 roku (niech będzie, podam datę, żeby zaspokoić ciekawość) - nic wielkiego (to dopiero!) nie działo się na Kubie. Wychodziliśmy, jak to się mówi, z okresu kolonialnego i wkraczaliśmy na nową drogę, skazani na rolę śmiesznego karła w dolinie olbrzymów... Nie mieliśmy nic wspólnego z żadną z miliona strasznych rzeczy, które wówczas działy się na świecie. Podajmy przykład: wojna 1914 roku była dla mego ojca zabawną sprzeczką Francuzów z Niemcami. A także sposobem na zabijanie czasu z powodu braku innych obiektów do eksterminacji. Mój ojciec w towarzystwie innych ojców spędzał większą część dnia na zaklinaniu się, że Niemcy to wandale (prawdopodobnie nigdy nie przyszło mu do głowy, by zastanowić się, co chce powiedzieć, używając właśnie tego określenia), a Francuzi to anioły, że Foch to strateg, a Ludendorff krwiożerca. Z kolei moja mama, przewodząc ciotkom i innym krewnym, przyjmowała wiadomości o nieuchronnym upadku Paryża dosłownie, wypatrując Niemców nawet w zupie. Pewnego dnia, gdy gruba berta zagrzmiała donioślej niż zwykle nad paryskimi dachami, zabroniono nam wychodzenia na ulicę, gdyż obawiano się bombardowania!1
W dniu zakończenia wojny tłumy zbierają się w głównym parku miasta, dokąd ojciec zabiera dzieci. Virgilio ma sześć lat i pozna smak lodów - będących wtedy na Kubie nowością - zwanych skimo pie. Rok przed końcem wojny ojciec stracił pracę, ale dzięki hossie na giełdzie rodzinę stać na nadmorskie wakacje. W 1919, gdy alianccy żołnierze zdążyli poznać już zapach broni chemicznej pod Ypres, cena cukru kubańskiego wzrosła z 1,9 centa za funt do 9,2. Cała Kuba wirowała w szalonym tańcu z milionami (jak w musicalu La danza de los millones, wystawianym w Teatro Nacional). W latach 1920-1921 nadejdzie kryzys i fala bankructw - upadnie Banco Nacional, mający sto trzydzieści filii, oraz osiemnaście innych kubańskich banków. Na razie jednak rodzina Virgilia ma się dobrze i sześcioletni rachityczny chłopczyk kąpie się w śmiesznym stroju sięgającym kolan oraz wybiera się na przejażdżki konnym tramwajem. A na Trzech Króli rodzice kupują dzieciom amerykańskie pianino Hamilton. Virgilio chce się uczyć gry na pianinie, ale ojciec uważa to zajęcie za niemęskie.
Pi?erowie żyją w klanie, otoczeni purytańskimi ciotkami, wujkami, kuzynami.
Miałem szczęście urodzić się na prowincji, co nie jest niczym złym, a wręcz może i dobrym [...]. Mieszkałem więc w mieście prowincjonalnym, w stolicy prowincji, która ze swej strony stanowiła jedną z sześciu stolic prowincjonalnej prowincji z prowincjonalną stolicą w stanie niezwykle prowincjonalnym. [...] Wiele razy zastanawiałem się, dlaczego kobiety i mężczyźni z mojego rodzinnego miasta Cárdenas nie nazywali się wszyscy tak samo. Na przykład Arturo. Arturo spotyka się z Arturo i opowiada mu, że Arturo przyjechał ze swoim synem Arturo i swoją córką Arturo i że jego żona Arturo niedługo urodzi kolejnego Arturo, ale że nie chce akuszerki Arturo, tylko tę drugą Arturo, która jest akuszerką u szwagra Arturo, u matki tego ślicznego Arturo, którego ojciec Arturo pracuje w fabryce Arturo... Moja rodzina, rzecz jasna, była częścią klanu Arturo.
Mimo licznej rodziny Virgilio spędza dzieciństwo przeważnie sam, zamknięty w domu. Dlaczego?
Na Kubie panuje wciąż segregacja rasowa. Każda szanowana rodzina ma czarne niańki, służące i kucharzy, ale istnieją różne przepisy regulujące, co wolno blancos, czyli białym, a czego nie wolno negros, czyli czarnym. Oczywiście czarni nie mogą przebywać w lokalach przeznaczonych dla białych. Na dansingach parkiet taneczny przedzielony jest sznurem, który oddziela strefę białych od strefy czarnych, tak samo jak na południu Stanów Zjednoczonych. Czarni nie mogą korzystać z transportu publicznego, a tym bardziej pracować jako kierowcy, bo "damy z towarzystwa wyraziły odrazę wobec możliwości wejścia w fizyczny kontakt z czarnymi rękami poprzez zakup biletu". Plaże zarezerwowane są jedynie dla białych wielbicieli słońca i wody, czarni nie mogą też wynająć pokoju w hotelu, a tym bardziej pełnić funkcji państwowych. W spisie ludności z roku 1907 tylko czterech spośród tysiąc trzystu czterdziestu pięciu prawników było określonych jako negros bądź mulatos. Czarni mieszkańcy kraju mogli wykonywać zawody robotnika budowlanego, farmera, krawca, szewca, piekarza czy tragarza, mogli też być żołnierzami i w razie potrzeby oddać życie za ojczyznę. Popularna na Kubie religia santería była od 1906 roku uznawana za religię los negros brujos, czarnych czarowników. W 1922 roku wprowadzono zakaz tańców plemienia Lucumí:
Jak nauczyło nas doświadczenie, organizowanie podobnych fiest, podczas których tańczy się tango bembé, stwarza zawsze okazję do kradzieży i porywania lub zabijania dzieci rasy białej, których krew jest upuszczana w czasie tańca oraz podczas modłów do świętych o rzekome uzdrowienie przez jednego z tych fanatyków. (Sublette)2
Jednym słowem, czarni byli źli i białe dzieci przestrzegano przed zabawą na ulicy, strasząc porwaniem przez czarną rękę.
Virgilio najbardziej lubi się bawić ze swoją siostrą Luisą, najstarszą z dzieci. Doskonale się rozumieją, ale nie rozumie ich reszta rodzeństwa. Luisa jest organizatorką zabaw małego Virgilia, a ich schronieniem jest strych dużego drewnianego domu w Cárdenas. Tam całymi godzinami bawią się lalkami. Lalka Luisy ma na imię Elena, lalka Virgilia to Fabiola. Wujkowie denerwują się, że matka pozwala chłopcu na zabawy z dziewczynką, ojciec krzyczy: "czy ty wiesz, co z niego wyrośnie?!". Virgilio razem z siostrą przejawiają również inklinacje do książek. Rodzina zakupuje kilkutomową encyklopedię, dla której trzeba zamontować specjalną półkę, są także Trzej muszkieterowie, ale już Woltera nie wolno czytać - w tej sprawie ciotka Julia skonsultowała się ze spowiednikiem, który zagroził jej ekskomuniką. Rodzina Pi?erów żyje wedle restrykcyjnych zasad rodem z Kastylii - ojciec jest władcą niepodzielnym, dzieci płodzi się co rok, mężczyzna utrzymuje rodzinę, ale w zamian wymaga posłuszeństwa. Przemoc i wybuchy ojcowskiego gniewu są na porządku dziennym, tak jak romanse ze służącymi oraz pozadomowe przygody miłosne, które doprowadzają matkę do płaczu. Za zakłócenie ojcowskiego spokoju śmiechem, nie daj Boże krzykiem, dzieciom należy się kara. Muszą ustawiać się kolejno, wedle wieku, by ojciec wymierzył razy, po czym z miną dobroczyńcy mógł odprowadzić je do pokoju i zamknąć. Chowanie się pod spódnicą matki niewiele daje, gdyż i żona mężowi posłuszna być musi.
Światowy kryzys, nakładający się na niedawny kryzys powojenny, powoduje, że powiązana gospodarczo ze Stanami wyspa pogrąża się w recesji, a co za tym idzie, wiele rodzin kubańskiej middle class, do której należy rodzina Pi?ery, przeżywa poważne problemy ekonomiczne. Ojciec wciąż zmienia pracę (pracuje między innymi dla Cuban Sugar Cane Company), wszędzie wciąż i coraz bardziej obniżają mu wynagrodzenie, tak że trudno utrzymać ośmioosobową rodzinę. Ima się z całą pomysłowością różnych biznesów, jak handel kawą (o czym zdegustowane ciotki szepczą ze zgrozą, bo nie przystoi mężczyźnie z takiej rodziny zajmować się handlem), hodowla kur, uprawa ogórków, produkcja vinagre. Za każdym razem wierzy, że jest na dobrej drodze, by zbić fortunę oraz zapewnić rodzinie dostatek.
Podążając za kolejnymi pracami taty Pi?ery, rodzina będzie się kilkakrotnie przenosić. Najpierw pojadą do Guanabacoa pod Hawaną, gdzie ojciec rozpocznie domową produkcję świec, w czym mają pomagać dzieci, a co czynią nad wyraz niechętnie, szczególnie jedenastoletni Virgilio. Wysłany raz w nocy po świece do odległego pokoju, odmówi przejścia przez ciemny korytarz. Gdy będą chcieli dodać mu kurażu, bo jest już przecież dużym i odważnym mężczyzną, Virgilio odrzeknie, że on żadnym mężczyzną nie jest. Później Pi?erowie przeniosą się do Camagüey, gdzie Virgilio rozpocznie naukę w liceum. Zamieni w ten sposób otoczenie "przeklętej wody", jak ją później nazwie, na ląd stały. Miasto Camagüey leży pośrodku wyspy, na tej długości geograficznej co Bahamy na północy i Jamajka na południu, i zasłynie później jako mekka homoseksualistów.
W Camagüey Virgilio nauczy się pływać, wyślą go na rok do konserwatorium, będzie się uczył francuskiego, zacznie też grywać w piłkę z kolegami, aczkolwiek nigdy nie da się wciągnąć w typowo chłopięce rozrywki, jak bójki po lekcjach. Raz, gdy zaproponują mu takie polekcyjne starcie, siądzie na ziemi i nie ruszy się, aż zniechęceni koledzy odejdą. Ponieważ nie ma jeszcze telewizji, radio też jest rzadkością, w domu Pi?erów organizuje się wieczorki artystyczne, których głównym animatorem zostaje Virgilio. Jest też częstym gościem w miejscowym salonie literackim, do którego sprowadzono kiedyś nawet Blaise'a Cendrarsa. Ojciec rodziny, mimo swej gwałtownej natury i machistowskich zachowań, lubi wiersze i nie wstydzi się recytować ich przed sąsiadami, co odbije się kiedyś źle na sytuacji finansowej rodziny. Jeden z sąsiadów uzna bowiem takie rzeczy za śmieszne, a papę Pi?erę za człeka niepoważnego, i zadenuncjuje go przed policją za nielegalną produkcję vinagre w domu, co sprowadzi na nich urząd podatkowy. W rewanżu Virgilio nazwie jedną z kur sąsiadów imieniem córki owego sąsiada.
Historia mojej rodziny to historia jakiejkolwiek rodziny z klasy średniej. Opis jest wprost prześmieszny: poznaliśmy ciasnotę pokoju czteroosobowego dzielonego przez osiem osób, brak obuwia, jak i całą gamę i źródła głodu. Byliśmy klasą średnią, ale równie dobrze mogliśmy być klasą czwartą czy dziesiątą.
W tym samym mieście Virgilio ukończy naukę w liceum, zaliczywszy zajęcia z wychowania wojskowego, obowiązkowe w czasie dyktatury Gerarda Machado. Nauczyciele określą go jako ucznia "mało dbałego o mundur i wygląd", do tego "okazuje brak szacunku i nie należy do punktualnych".
pierwszy muszkieter
Kiedy mały Virgilio ma sześć lat, w innym mieście na wyspieKubie rodzi się pierwszy z czterech muszkieterów przyszłej rewolucji, która tak zmieni oblicze tej ziemi. W 1918 roku na świat przychodzi Huber, chłopiec o niezwykle intensywnie niebieskich oczach. Dziwne imię nada mu ojciec, amator pszczół, po ślepym pszczelarzu ze Szwajcarii, Franciszku Huberze. Ojciec zachwycił się jego książką, zatytułowaną Krótka nauka o chodowaniu pszczół w kuszkach z podstawkami, z których miód wyrzynać można bez uszkodzenia pszczół i zarodu, a które sobie każdy gospodarz zrobić może ze słomy podług podanego tu sposobu. Syn długo nie będzie rozumiał, dlaczego dostało mu się takie imię, na podwórku będą się z niego śmiali, bo ani to Hubert, ani Humberto. W końcu ojciec wyjaśni, że Franciszek Huber oślepł, a mimo to przez dwadzieścia lat pracował nad spisaniem swojej wiedzy o pszczołach. "Ale co to ma wspólnego ze mną?", będzie pytał Huber. "Ty też masz być silny wewnętrznie".
Na razie jednak jesteśmy na wschodnim krańcu wyspy, w miejscowości Yara w prowincji Oriente. Tam, gdzie wznoszą się góry Sierra Maestra, które za niespełna czterdzieści lat owionie rewolucyjna legenda. Huber przychodzi na świat w tym samym drewnianym domu, w którym urodziła się jego matka, Salustina. Rodzice chłopca nie są zbyt zamożni. Rodzina matki to rdzenni Kubańczycy o nazwisku Benítez, ze strony ojca Huber dziedziczy niewyjaśnione portugalskie pochodzenie i nazwisko Matos. Huber Matos jest pierwszym synem swojego ojca (ma już dwie starsze siostry) i pierwszym dzieckiem swojej matki. Będzie miał jeszcze dwóch braci i jedną siostrę, które zrodzą się z tego małżeństwa. Ojciec Rogelio jest właścicielem pól ryżowych i szanowanym lokalnym sędzią. Funkcja ta jest czysto honorowa, nie dostaje się za nią wynagrodzenia - Rogelio po prostu godzi skłócone strony. Chce, by jego syn był "silny i prawy" i żeby nie był beksą-lalą. Dlatego gdy mały Huber się skaleczy, nie może płakać. Babka Hubera uważa, że wnuk ma dobrego ojca, ale nie podobają jej się stosowane kary cielesne. Czy jest jednak inny sposób, by dzieci nie kłamały, szanowały rodziców i ojczyznę? Salustina, z zawodu nauczycielka, pięknie śpiewa, czyta dzieciom książki historyczne i powieści, starając się, aby poznały świat i widziały coś więcej niż czubek własnego nosa. Dwie starsze siostry Hubera, Eva Luz i Argelia Livia, plus młodsze rodzeństwo: bracia Rogelio César i Hugo Rolando oraz najmłodsza Salustina Elvira będą stanowić zgraną paczkę, bo cała rodzina kocha się i wspiera. Wydawałoby się, że oto mamy do czynienia z klasyczną, przyzwoitą familią z prowincji, gdyby nie dziadek ze strony matki, do którego chłopiec wydaje się podobny. Dziadek jest lekarzem i cieszy się takim powodzeniem, że ma w okolicy sześć-siedem kobiet naraz. Z niektórymi ma dzieci, a wszystkie utrzymują ze sobą kontakty i odwiedzają się. "Taki był zwyczaj, to było cywilizowane i dojrzałe społeczeństwo. Gdyby moja babcia odczuwała zazdrość, oburzyła się z powodu rywalki, która sypia z panem Benítez, jej mężem, zostałaby sama" (Stąpór).
Matosowie mieszkają naprzeciwko parku, przy głównym placu Yary. Niedaleko ich domu jest kościół, Círculo Social, gdzie zbierają się na wieczorne dysputy mężczyźni, oraz rodzinny dom ojca i ciotki. Dom Matosów stoi na rogu. Latem, gdy ulicą przejeżdżają wozy, wzbijają się tumany kurzu. Z tyłu domu rozciąga się patio o wymiarach dwadzieścia na sto metrów, na którym ojciec sadzi drzewa owocowe, uprawia kawę, pomidory i sałatę. Po drugiej stronie ulicy jest duży ogród. Huber rzuca kamieniami w mango i wspina się na wysoki tamaryndowiec, aż babka załamuje ręce: "pewnego dnia chłopak się zabije". Rzeczywiście, czasem niewiele brakuje. Na drzewie Huber ma dobry punkt widokowy: widzi fabrykę cukru trzcinowego i niedalekie góry Sierra Maestra. Marzył zawsze o tym, by kiedyś namalować taki obraz. Kto by zgadł, kto by potrafił wywróżyć ze znaków na błękitnym niebie i obłędnie zielonej ziemi, kto jest na tyle przenikliwy, kto posiada tę zdolność, by po rzeczach małych poznać rzeczy wielkie? Wiedzieć już teraz, gdy Huber siedzi na drzewie, że chłopak wpatruje się w swoje przeznaczenie? Że tam na horyzoncie, w tych górach, tkwi klucz, wedle którego odczytywane będzie jego życie?
Z owoców tamaryndowca robi się pyszne soki w kolorze miodu, ale w ogrodzie są jeszcze śliwki, ożywcze kokosy, dekoracyjne níspero (żółte kuleczki z toksyczną pestką ułożoną jak para byczych jąder, sprowadzone z Azji do Nowego Świata przez Hiszpanów) i bezwstydne guanaby z niegroźnymi kolcami, pękate ananasy, egzotyczne jabłka w kształcie bomby z gałązką jak zapalnik, idealne do serwowania na zimno, które po przecięciu w poprzek mrugają przebarwioną gwiazdką, a nazywane są cainito (tylko czy te zielone, bardziej soczyste, czy te ciemniejsze, słodsze i o grubszej skórce, które Derek Walcott nazwał star-apple i które uczynił symbolem Karaibów?), oraz różne odmiany boskich pomarańczy. Jednym słowem, soczysty raj. Huber bardzo lubi owoce, a najbardziej mięsiste mango. Ich sok spływa po brodzie, gdy wdziera się w nie zębami, niecierpliwie odrywając skórkę, by dotrzeć do włochatego sedna, które wyrzuca się po konsumpcji w geście przesytu, wycierając pomarańczową ślinę czym popadnie.
Jednym z najważniejszych wspomnień z dzieciństwa będą dla Hubera wyjazdy na wieś, gdzie Matosowie uprawiają kawałek ziemi. Dla dzieci to raj, ale pewnego dnia ten raj zostanie utracony. Ojciec nie radzi sobie ze spłatą hipoteki i podczas jednego z niedzielnych wypadów oświadcza rodzinie, że to ich ostatni wyjazd. Od trzech lat matce nie wypłacają wynagrodzenia w szkole, rodzice muszą co miesiąc sprzedawać pięć-sześć krów z ponad stu sztuk bydła i nie dają już rady. Huber zapamięta jeszcze strzelbę ojca i dzień, w którym jako bodajże sześciolatek upoluje rzadkiego ptaka. Rogelio Matos będzie dumny z syna, sam jest zapalonym myśliwym. Huber pamięta też pierwszy automobil, który pewnego dnia pojawił się u nich w Yarze.
Nie ma tu przedszkola, ale jako sześciolatek Huber zostaje wysłany na naukę do wiejskiej szkoły, gdzie skończy cztery klasy. Lubi matematykę, lubi też śpiewać, a przede wszystkim rysować. Jest zdolny, ale nieśmiały. Nawet gdy zna odpowiedź, nie podnosi ręki. Gdy skończy drugą klasę, na świecie pojawi się drugi muszkieter. I odtąd zacznie tykać zegar Historii.
drugi muszkieter
Jest 13 sierpnia 1926 roku, druga w nocy. Virgilio ma czternaście lat i odkrył już tajemnicę seksu, Witoldo odpoczywa w Wiśle po zaliczeniu czwartego roku prawa i z seksem u niego nie wiadomo jak, a Huber cieszy się z wakacji.
A tu - plantacje trzciny cukrowej dookoła, wschodni kraniec wyspy, jesteśmy w zatoce Nipe, prowincja Oriente, soczystozielone okolice miejscowości Mayarí. Ta kojarzy nam się z piosenką Chán Chán śpiewaną przez Compaya Segundo z Buena Vista Social Club, opowiadającą o wyprawie z Ceuty do Mayarí: De Alto Cedro voy para Marcané / Llego a Cueto, voy para Mayarí. Z Mayarí przenosimy się trzydzieści sześć kilometrów na południowy zachód, do małego Birán. Piosenka zostanie napisana dopiero w 1940 roku, na razie nazwy Mayarí i Birán nikomu poza Kubą nic nie mówią.
Nucąc sobie pod nosem, powróćmy do tematu. I uwaga, uwaga, bo tu rodzi się Historia! Na świat przychodzi bowiem ponadczterokilogramowy chłopiec. Dadzą mu na imię Fidel. Urodzony w znaku Lwa, zostanie Królem. Na razie jest jednak niemowlęciem o bardzo skomplikowanym statusie społecznym. Jego ojciec Ángel Castro y Argiz w 1895 roku przybył na Kubę z hiszpańskiej Galicji wraz z wojskiem, które zostało tu wysłane, by bić się z czarnymi mambistami walczącymi o niepodległość wyspy. Kupił kawałek ziemi, na której uprawia trzcinę i owoce, ma też kawałek lasu i małą kopalnię niklu. Jego żona pracowała kiedyś jako nauczycielka. Mają dwoje dzieci: Lidię i Pedra Emilia.
Fidelito jest jednak synem innej kobiety. Lina Ruz, młoda Dominikanka, w wieku czternastu lat zaczęła pracować u Castrów jako pomoc domowa i szybko przebranżowiła się w matkę dzieci pana. Teraz ma lat dwadzieścia trzy, a Fidel jest już trzecim dzieckiem jej i Ángela. Lina Ruz jest kobietą twardą, nieraz widuje się ją z bronią, jeździ konno i potrafi walczyć o swoje. Dziecię odziedziczy po matce srogość spojrzenia oraz zaciętość twarzy. Potem urodzi się jeszcze Raúl, bardzo oddany matce, ze wzajemnością, i trzy córki: Juanita, Emma i Agustina.
Mały Fidelito nie mieszka nawet z ojcem, bo dom Ángela Castro zajmuje prawowita żona. Wychowuje się z babką Dominikanką, która wyznaje santeríę, religię czarnych. Jej przodkowie pochodzą z zachodniego Sudanu, Konga lub Karabali. Dziadek ze strony matki ma równie oryginalne pochodzenie - to turecki Żyd ze Stambułu. Matka chce zapewnić dzieciom lepsze życie, więc Fidel jako mniej więcej pięciolatek zostaje wraz ze starszym rodzeństwem, bratem Ramónem oraz siostrą Ángelą, wsadzony do pociągu i wysłany do Santiago de Cuba - stolicy prowincji Oriente, położonej pięknie między Morzem Karaibskim a górami Sierra Maestra. Santiago de Cuba, założone w 1514 roku, to drugie pod względem wielkości miasto na wyspie. Królewski wysłannik Diego de Velázquez, widząc bogactwo tej ziemi i dogodną komunikację z Dominikaną, podówczas miejscem pobytu rządu Nowych Indii, sprowadził tu swego czasu samą elitę konkwistadorów, między innymi Hernána Cortésa. W tym mieście, gdzie krzyżują się wpływy kultur haitańskiej, jamajskiej i dominikańskiej z afrykańską, narodzi się też słynny karnawał, kubański odpowiednik karnawału z Rio de Janeiro. Fidel trafia na przedmieścia Santiago, do "małego drewnianego domku, w którym wszystko było mokre, kiedy padał deszcz". Mokre okaże się też jego łóżko, gdy obudzi się pierwszego dnia po przyjeździe. To dom jego nauczycielki z Birán, Mulatki, która poślubiła haitańskiego konsula Luisa Hibberta, również Mulata. Fidelito nie lubi ani ich, ani tego miejsca. Jego rodzeństwo chodzi do szkoły, a on, mimo że rozpoczął naukę jeszcze w szkółce w Birán, jest zmuszony przez długi czas przesiadywać zamknięty w starym domu. Będzie potem wspominał, że był bardzo chudy, wiecznie głodny i brudny.
Przede wszystkim pamiętam, że byłem oderwany od rodziny. Wysłali mnie do Santiago i to już spowodowało problemy, bo byłem z dala od rodziny, od domu, od miejsc, które lubiłem, gdzie sobie biegałem, spacerowałem, byłem wolny.
Dzieci rzadko ktoś odwiedza, ojciec nie przyjeżdża w ogóle. Nawet święta Bożego Narodzenia spędzają u Hibberta. Fidelito będzie długo pamiętał nędzne prezenty znajdowane pod łóżkiem na Trzech Króli. "Trzy razy dostałem trąbkę, mógłbym zostać muzykiem". Pierwsza była tekturowa, z metalowym albo aluminiowym ustnikiem, długości ołówka. Druga była tekturowo-metalowa, a trzecia "cała z metalu i miała trzy klawisze". Na Trzech Króli trzeba było przygotować trawę i szklankę wody dla zmęczonych wielbłądów, na których przyjeżdżali królowie. Dla samych królów nic nie szykowano, "być może dlatego nie byli wobec mnie zbyt szczodrzy".
Po latach Fidel wyzna bratu Beto w wywiadzie o religii, że był "ofiarą wyzysku". Hibbert dostaje pieniądze za to, że dzieci u niego mieszkają, pośredniczy także w przewożeniu nielegalnych imigrantów z Haiti i Dominikany. Santiago jest bowiem - oprócz Guantánamo - najdalej wysuniętym na południowy wschód miastem Kuby. Nielegalni robotnicy bardzo się przydają don Ángelowi, bo to głównie ich zatrudnia na swoich plantacjach, znany jest wszak z ciężkiej ręki, wyzysku oraz chciwości. W okolicy mówią o nim ladrón, złodziej. Jego syn Fidelito też doczeka się niemiłych przydomków. Zanim przybierze miano El Comandante, wołają na niego loco (wariat), a później caballo (koń), bicho (gnida), guajiro (wieśniak) albo po prostu hijo de puta (skurwysyn). Chłopiec nie jest lubiany. Do tego pozostaje nieochrzczonym bękartem, a Kuba jest katolicka. Szkołę, do której Fidelito zacznie w końcu chodzić, prowadzą jezuici. Dzieci wołają na niego judío de porquería, czyli parchaty Żyd. Nie rozumie, co to znaczy.
trzeci muszkieter
Teté, tak go nazywają w rodzinie, to trzeci z muszkieterów rewolucji. Rodzi się daleko od wyspy, w argentyńskim Rosario, 14 maja 1928 roku. Miał się urodzić miesiąc później w Buenos Aires, dokąd rodzice płynęli rzeką Paraná z północnej prowincji Argentyny, Misiones, gdzie ziemia czerwona, niebo niebieskie, a zieleń zielona jak nigdzie. Tam ojciec chłopca, Ernesto Guevara Lynch, zamierza uprawiać yerba mate, jak wielu napływających wtedy do Argentyny polskich, żydowskich, białoruskich i ukraińskich imigrantów, zwanych często los judíos - w odróżnieniu od Żydów, nazywanych los rusos. Ojcu się nie uda, nie ma głowy do biznesu, z zawodu jest architektem, uda się za to wielu innym imigranckim rodzinom, które z biegiem czasu zdominują uprawę argentyńskiej mate. Nawykli do ciężkiej pracy w trudnych warunkach, poradzą sobie i z dżunglą.
Narodziny pierwszego syna zbiegną się więc z rezygnacją młodej pary z pionierskich marzeń. Małżonkowie (pobrali się rok wcześniej w Buenos Aires) powracają teraz do stolicy i osiadają niedaleko w San Isidro. Tu rezyduje również Victoria Ocampo, pierwsza dama literatury argentyńskiej, założycielka pisma "Sur", które zacznie wychodzić za trzy lata, trzymająca literatów żelazną, acz kapryśną ręką. Tu także kilkadziesiąt lat później osiądzie Maria Świeczewska, którą często odwiedzać będzie Witoldo, dojeżdżając podmiejskim pociągiem ze stacji Retiro. U niej będzie spożywać syte obiady i dyskutować o filozofii z Karolem, mężem pani domu, czego nie omieszka opisać potem w Dzienniku.
Matka chłopca, Celia de la Serna y Llosa, z tych de la Sernów, ale nie z tych Llosów (jej korzenie sięgały ostatniego hiszpańskiego wicekróla Peru), wniosła w małżeństwo pieniądze oraz duch antyklerykalny, okraszony postawą feministyczno-socjalistyczną, odziedziczoną po matce i starszej siostrze Carmen, działaczce partii komunistycznej i przyszłej żonie poety oraz komunisty Cayetana Córdovy Iturburu, z którym lata później Witoldo będzie wiódł ostry spór ideologiczny.
Rodzina nazywa chłopca Teté, ale tak naprawdę imię Ernesto odziedziczył po ojcu, podobnie jak domieszkę krwi irlandzkiej. Teté rósłby zdrowo, kochany przez rodziców, gdyby nie jeden incydent. Niedługo przed drugimi urodzinami, 2 maja 1930 roku, matka - świetna pływaczka - zabrała syna do klubu żeglarskiego River Plate, gdzie ujawniła się astma chłopca, która będzie go prześladować przez całe życie.
Jesteśmy w bogatej Argentynie, która aspiruje do miana kraju Pierwszego Świata i która w 1913 roku pod względem dochodu na głowę mieszkańca znalazła się na trzynastym miejscu na liście najbogatszych państw, wyprzedzając Francję. I o ile w roku 1912 na Kubie nie wydarzyło się nic specjalnego, na co będzie się skarżyć Virgilio, o tyle w Argentynie rok ten jest bardzo znaczący. Kraj stawia ważny krok na drodze ku demokratyzacji, wprowadzając powszechne, tajne wybory, choć prawo do głosowania przysługuje tylko mężczyznom. Głosy oddawać mogą rdzenni obywatele oraz naturalizowani imigranci. Dzięki tej ustawie cztery lata później wybory wygra Hipólito Yrigoyen (właśc. Juan Carlos Hipólito del Sagrado Corazón de Jesús Da Silva de Yrigoyen y Robledo Argentino Segundo Surcado), który po sześcioletnich rządach powróci jeszcze na fotel prezydenta Republiki kilka miesięcy po narodzinach Teté, obejmując władzę po nielubianym Marcelu T. Álvearze - z tych Álvearów. Yrigoyen, mistyk, żyjący jak asceta, poruszający się po domu prawie bez oświetlenia, moralista, pokutował za stare grzechy. Bo to on, pomimo swych socjalistycznych poglądów, dziesięć lat wcześniej był odpowiedzialny za zbrojne rozgromienie strajku robotników, gdy ci domagali się zmniejszenia liczby godzin pracy z jedenastu do ośmiu dziennie, lepszych warunków zdrowotnych, podwyżek oraz wolnych niedziel. Podczas La Semana Trágica (Tragicznego Tygodnia) zginęło siedemset osób, a cztery tysiące zostało rannych. Wtedy też postanowiono zatrzymywać wszystkich obcokrajowców, którzy przywozili z Europy niezdrowy powiew socjalizmu oraz anarchii, czyli Żydów, Polaków, Rosjan i Niemców. Atak zwolenników tradycji, patriotów i "obrońców dobrych rodzin oraz obyczajów" na dzielnicę żydowską (la caza de los rusos) uznawany jest jednocześnie za pierwszy pogrom w Ameryce Łacińskiej. Niedługo po narodzinach Ernesta Guevary, w 1929 roku, prawa, o które walczyli robotnicy, oraz te dotyczące pracy kobiet i dzieci, są już zagwarantowane w kodeksie pracy. Jednak mimo policzalnej co najmniej szóstki dzieci z różnymi kobietami Hipólito Yrigoyen będzie przeciwny rozwodom, uznając komórkę rodzinną, której nigdy nie założył, za najważniejszą.
czwarty muszkieter
I oto poznajemy ostatniego z czterech muszkieterów. Camilo Cienfuegos de Gorriarán przychodzi na świat w 1932 roku, podczas gdy reszta naszych bohaterów albo już chadza do szkół, albo już je ukończyła. Huber jest starszy od niego o czternaście lat, Fidel o sześć, Argentyńczyk Ernesto o cztery lata. Mimo swego promiennego uśmiechu, z jakiego zasłynie lata później, nie będzie miał w życiu szczęścia.
Jego hiszpańscy rodzice, Emilia Gorriarán Zaballa i Ramón Cienfuegos, pochodzili z asturyjskiej Pravii i kantabryjskiego Castro Urdiales. Ojciec przyjechał na Kubę, gdy był kilkuletnim dzieckiem, matka, gdy miała piętnaście lat. Oboje mają anarchistyczno-rewolucyjne poglądy. Camilo urodzi się na przedmieściach Hawany, przy ulicy Pocito 71 (dzisiaj Pocito 228), w jednej z najbiedniejszych dzielnic miasta - Lawton, 6 lutego o siódmej rano jako trzeci z synów. Droga z Lawton prowadziła do Santiago de las Vegas y Bejucal - już wtedy w tych okolicach ukrywali się działacze komunistyczni. Rodzina żyje bardzo biednie. Ojciec jest krawcem, działa w związku robotników branży tekstylnej i walczy przeciwko dyktaturze Gerarda Machado. Matka zajmuje się domem i dziećmi, dorywczo także szyciem. Cóż jednak powiedzieć o rocznym bobasie? Rośnie zdrowo, ma blond włoski, jest pogodny i ma dwóch starszych braci: Osmaníego oraz Humberta.