Król kier znów na wylocie - Hanna Krall

-
Proszę czekać

 

 

SZNUROWADŁA

Kupuje sznurowadła do męskich butów.

Robiąc ten jakże banalny zakup, jeszcze wierzy, że kocha Jurka Szwarcwalda. Wszyscy w to wierzą, a już najbardziej państwo Szwarcwaldowie. Jurek nie jest brzydki i nie jest nudny. Nie jest też biedny. Pożycza od niego buty, ponieważ bomba zniszczyła dom na Ogrodowej i nie można się dostać do szafy ani do mieszkania.

W pożyczonych butach wstępuje do Basi Maliniak, swojej przyjaciółki. Na chwilę wstępuje, żeby te nowe sznurowadła nawlec.

U Basi jest młody mężczyzna. Stoi koło pieca i obie ręce opiera na ciepłych kaflach. Jest wysoki, szczupły i ma proste, złote włosy. Ręce na kaflach mają złotawy kolor. Siadając, rozstawia kolana i opuszcza dłonie - nieco niedbale, jakby w roztargnieniu. Stają się wtedy bezradne i jesz­cze piękniejsze. Ma, jak się okazuje, dwa imiona, Je­szajachu Wolf, Basia nazywa go Szajkiem. Nawlekanie przeciąga się. Po godzinie Szajek mówi: masz oczy jak córka rabina. Po dwóch godzinach dodaje: wątpiącego rabina. Basia odprowadza ją do drzwi i szepcze z nienawiścią: powinnam cię teraz zabić.

ZARĘCZYNY

Przychodzi po paru dniach. Przynosi złą wiadomość - o Adku, bracie Hali Borensztajn (siedziały z Halą w jednej ławce aż do matury). Adek umarł na tyfus. Bardzo ją to dziwi: na tyfus? Umiera się na szkarlatynę albo na zapalenie płuc. Teraz będzie się inaczej umierało, mówi Szajek, zacznijmy się przyzwyczajać.

Idą do Hali. Są koledzy Adka. Jest zimno. Piją herbatę. Basia Maliniak, obrażona na oboje, nie odzywa się. Robi sweter na drutach, wesoły, kolorowy, z resztek poprutej włóczki. Rozmawiają o tyfusie. To podobno od wszy. A od człowieka? Podobno nie, tylko od wszy. Hala śmieje się ze swojego ojca: chce zbudować schron i schować się przed wszami i przed wojną. Hala tłumaczy mu, że wojna długo nie potrwa, ale on już gromadzi żywność do schronu. Następnie rozmawiają o miłości. Mówi: wiecie co? Myślałam, że kocham Jurka Szwarcwalda, ale myliłam się. Zaczynają się zastanawiać: powinna mu to wyznać czy raczej nie. Dochodzą do wniosku, że byłoby to zbyt okrutne. Zaręcz się z innym, radzą jej, a Szajek wtrąca: bardzo proszę, jestem do dyspozycji. Po jego wyjściu Basia Maliniak mówi znad swoich drutów: on powiedział na serio. I ma rację.

PENSJONAT "ZACHĘTA"

Jadą podmiejskim pociągiem. Otwiera okno, powietrze jest wiosenne, ciepłe. Pociąg mija Józefów. Pokazuje mu drogę wzdłuż toru, o tej porze każdego roku jechała tędy furmanka. Skręcała między tamte drzewa i zatrzymywała się przed domem z werandą, z pociągu go nie widać. Służąca zdejmowała z furmanki kosze - z pościelą, letnim ubraniem, garnkami, wiadrami, szczotkami... Przynosiła ze studni wodę i szorowała podłogi. Przed domem po prawej stronie zdejmowała kosze służąca państwa Szwarcwaldów, po lewej - kapitanowej Kazimiery Szubert, zwanej Lilusią. Niedaleko była piaszczysta, leśna polana, rósł na niej stary dąb... Nie, skąd, dębu nie widać... Miał mnóstwo żołędzi... Lato kończyło się i znowu zajeżdżały furmanki, zawsze te same, ładowano kosze z pościelą, garnkami, szczotkami...

Nie przestaje mówić, zagłusza słowami lęk, wstyd i ciekawość. Wysiadają w Otwocku, pociąg dalej nie jedzie. Z sąsiedniego wagonu wybiegają chłopcy. Harcerze chyba, bo zmawiają się poważnym, konspiracyjnym szeptem - zbiórka, kompasy, północny wschód, kolumnę zamyka uśmiechnięty piegus. Giną im z oczu w lesie za torami.

W pokoju pensjonatu "Zachęta", pachnącym rozgrzanymi sosnami, on bardzo dobrze wie, co robić z taką, która się boi i wstydzi, i pragnie, i jest ciekawa. Wracają po południu. Przysiadają pod drzewem, ona kładzie mu głowę na kolanach. Słyszą niegłośny, chóralny śpiew: hejże hej, hejże ha, żyjmy więc, póki czas..., sąsiedzi z pociągu też wracają na dworzec. Piegowaty znowu idzie na końcu, nie śpiewa, może nie ma głosu. Dostrzega ich. Chłopaki, krzyczy, patrzcie, kochają się, Żydki się kochają. Zawraca z chichotem i dogania kolegów. Jesteś jasny, szepcze, nie otwierając oczu, taki jasny jesteś, a oni poznali... Narzuca jej sweter na ramiona. Nie wiedziała, że zsunął się i odsłonił opaskę z niebieską gwiazdą na rękawie bluzki.

ZNAK

Biorą ślub. Nosi błękitną suknię z odcieniem lila. Matka kupiła materiał dawno temu, miała coś sobie uszyć na urodziny syna, na obiad rodzinny. Jest to kolor pervanche, szalenie modny, bo lubiła go pani Simpson. Na ślubie z Edwardem VIII, czy może na weselu, nosiła liliowobłękitną kreację. Matka niczego nie uszyła, bo dwuletni syn umarł na zapalenie płuc. Matka nałożyła czarne ubranie. Powiedziała, że nie zdejmie żałoby do końca życia.

Dzięki Jurkowi Szwarcwaldowi (pogodził się z jej odejściem zaskakująco szybko i też się ożenił; Pola Szwarcwald była sympatyczna i mądra, a mimo trochę przydługiego nosa naprawdę niebrzydka), dzięki Jurkowi, studentowi medycyny, dostaje pracę w szpitalu. Opiekuje się chorymi na tyfus. Podaje im wodę z walerianą, masuje odleżyny i poprawia poduszki. Pierwszy raz w życiu widzi zwłoki (wywozi się je na cmentarz ręcznymi drewnianymi wózkami; mają duże koła z obu stron i cztery uchwyty dla tragarzy). W jej obecności nikt jeszcze nie umarł, a bardzo by chciała zobaczyć czyjąś śmierć. Nie chodzi o to, co ujrzy umierający - jasność, ciemność, anioła czy Boga. Jest ciekawa, co sama zobaczy, kiedy skończy się cudze życie. Duszę? Znak? Jeżeli znak, trzeba go będzie odczytać. Siada przy młodej dziewczynie, bardzo pięknej mimo choroby. Czuwa przez całą noc, kiedy zaczyna się rozwidniać, słyszy ciche westchnienie. Klatka piersiowa chorej unosi się - i nie opada. Pochyla się nad nią w skupieniu. Widzi spokojną, poważną twarz, duszy nie dostrzega. Dziewczynę kładą na czarnym, drewnianym wózku. Zdejmuje fartuch i idzie do domu. Opowiada mężowi, jak wygląda śmierć: duszy nie ma, znaku nie ma. My jesteśmy, dodaje pocieszająco, ale mąż mówi, że i to jest coraz mniej pewne.

ŹRÓDŁA OPTYMIZMU

Pracuje także w nocy, u prywatnych pacjentów. Są to zamożne domy, ludzie mają czystą pościel, swojego lekarza i prawdziwy pogrzeb. Mają też osobny grób. Jak kogoś nie stać na grób ani na pogrzeb, ciało wynosi na ulicę. Trzeba je zasłonić płachtami gazet, a na papierze położyć cegłę albo kamienie. Od wiatru.

W gazetach-całunach jest mnóstwo ważnych wiado­mości.

Kto jest Żydem (ten, którego trzej dziadkowie są ­Ży­dami).

Na którym ramieniu nosi się opaskę z gwiazdą (wyłącznie na prawym).

Jakie opaski powinni nosić zbieracze szmat i odpadków (wyłącznie amarantowe, dotychczasowe - zielone opaski - są nieważne).

Co dostaje się na marcowe kartki (pół kilo kapusty kwaszonej i dziesięć deka buraków), co dostaje się w kwietniu (jedno pudełko zapałek o zawartości 48 sztuk), co w grudniu (jedno jajko ze stemplem w owalu).

Co można zrobić z resztek chleba (namoczyć w wodzie, zagotować, przetrzeć przez durszlak, do uzyskanej zupy dodać sacharynę).

Jakiej sacharyny wolno używać w święto Paschy (zgodnie z orzeczeniem rabinatu - tylko w kryształkach, rozpuszczonych i przecedzonych przed świętem).

Gdzie będzie opowiadał bajki doktór Korczak (na Śliskiej, w Domu Sierot).

Jakiego przestępstwa dopuścił się Moszek Goldfeder (wyrwał przechodzącej kobiecie bochenek chleba i zaczął uciekać, jedząc w biegu; doprowadzony do służby porządkowej przeprosił ofiarę napaści i obiecał poprawę).

Gdzie zacerować ubranie (tylko w Zakładzie Kellera, który zatrudnia przy cerowaniu stare panny, niesłychanie pedantyczne).

Gdzie zamówić karawan pogrzebowy (tylko w Towarzystwie "Wieczność"; właśnie wprowadziło pierwsze w Warszawie karawany na wózkach rowerowych; są nadzwyczaj praktyczne, mogą pomieścić jednocześnie cztery trumny!).

Skąd bierze się żydowski optymizm (z faktu podobieństwa do Boga - źródła prabytu i dobra).

W jej rodzinie nikt dotychczas nie umarł. Ojciec wymienił połowę kamienicy na całą cielęcą skórę. Matka wymienia kawałki skóry na cebulę i chleb.

KŁÓDKA

Musi pożyczyć trochę pieniędzy. Idzie do Hali (z którą w jednej ławce aż do matury...). Pięćdziesiąt? - dziwi się pan Borensztajn. Na co ci pięćdziesiąt złotych? Na wachę, tłumaczy. Żandarm popatrzy w inną stronę, a ja wyjdę z getta. To kosztuje całe pięćdziesiąt. Ty chcesz wyjść? - zdumiewa się Hala. Z twoimi włosami? Sama jest blondynką i ma zadarty nos, ale zamierza zostać w schronie do końca wojny. Pokazuje kran z wodą, worki z kaszą i zapas lekarstw. Wspaniały schron, zgadza się z Halą, to co, da mi pan pieniądze? Dostaje dziesięć złotych, przyrzeka zwrócić po wojnie. Czterdzieści pożycza od pana Rygiera, ojca Halinki, która w szkole siedziała tuż za Halą, i biegnie do męża.

Mąż pracuje w warsztacie, na strychu wielopiętrowej kamienicy. Wchodząc po schodach, słyszy silniki ciężarówek. Na górze stoi mężczyzna i na drzwiach warsztatu zakłada kłódkę. Trzęsą mu się ręce i klucz nie od razu trafia do zamka. Gdzie Szajek? pyta mężczyznę. Tam, pokazuje zamknięte drzwi (ręka, którą wyciąga w stronę drzwi, też mu się trzęsie) i zbiega po schodach. Szajek, szepcze do kłódki, nie mogę do ciebie wejść. Silniki ciężarówek są coraz głośniejsze. Szajek! próbuje rozerwać kłódkę, potem wali w nią pięścią z całej siły, ja nie mogę stać tutaj! Na podwórku ktoś woła - Żydzi wychodzić! i rozlega się tupot nóg. Wie, co zaraz będzie: zaczną szukać w mieszkaniach, piętro za piętrem. Znajdą mnie, tłumaczy kłódce. Znajdą i zabiorą na plac. Słyszy płacz dziecka, kilka strzałów i obcy rozedrgany głos: ratuj mnie! Szajek, ratuj! Usłyszawszy "Szajek", domyśla się, że to jej własny głos. To ja krzyczę, trochę się przestraszyłam, ale już jestem spokojna, nie mogę tutaj stać, bo mnie zastrzelą, nie mogę stać, zastrzelą na miejscu, on otworzy drzwi i co, i zobaczy mnie zastrzeloną, ja nie mogę... Wszystko to mówi na głos, idąc po schodach. Przed domem zbierają się ludzie. Żydowscy policjanci i esesmani formują kolumnę. Jednym z policjantów jest Jurek Gajer, za którego niedawno wyszła za mąż Basia Maliniak. Widzi ją. Rozkłada ręce. Ma to znaczyć - nic nie mogę zrobić dla ciebie, sama widzisz - i prowadzi ją do kolumny. Idą. Mijają wymarłe ulice. Mijają drewnianą, szeroko otwartą bramę i budynek szpitala... Są na placu. Myśli: jestem na placu. To jest ten Umschlagplatz i ja już tutaj jestem. Przyjadą po nas wagony... Boże święty, przyjadą wagony - i jak on sobie poradzi beze mnie?

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.