Język rodziny - Tracy Hogg, Melinda Blau

Reflow text when sidebars are open.
Może i nie ogarniamy wszystkiego, ale razem mamy wszystko.
- Autor nieznany
Pierwsza część prologu powstała, zanim Tracy Hogg przegrała bohaterską, ale pełną cierpienia walkę z rakiem. Gdy zmarła, miała czterdzieści cztery lata. Chociaż nie dożyła publikacji swojej książki zatytułowanej Zaklinaczka dzieci. Jak rozwiązywać problemy wychowawcze (The Baby Whisperer Solves All Your Problems), która pojawiła się w księgarniach w styczniu 2005 roku, przez kilka miesięcy planowała napisanie kolejnej - "poradnika rodzinnego" (bo tak określano wtedy ten projekt) - i często o tym mówiła.
Sherman Oaks, Kalifornia, sierpień 2004
Lekarze mówią, że rak powrócił. Poradnik rodzinny wydaje mi się teraz ważniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. Nie wiem, co bym zrobiła bez swoich bliskich. W dzisiejszych czasach tylko na rodzinie można polegać, a przynajmniej tak właśnie być powinno. Mam szczęście, bo w moim wypadku to prawda. Rodzina i przyjaciele, którzy czasem czują się jej częścią, pomagają mi w tych trudnych chwilach. Ot, to taka nasza rodzinna sprawa.
Jestem zaklinaczką1 dzieci - zajmuję się problemami najmłodszych i nie prowadzę terapii rodzinnych. Nie skończyłam psychologii, ale w związku z wykonywaną pracą odwiedziłam wiele rodzin. Rodziny te wpuściły mnie do swojego życia. Zaoferowały nocleg w pokojach gościnnych lub w sypialniach dzieci. Jadłam przy ich stołach, jeździłam z nimi na zakupy. Od czasu do czasu wpadałam na rodzinne uroczystości: chrzciny, komunie lub przyjęcia wydawane przez znajomych Żydów z okazji mało przyjemnego dla małych chłopców zabiegu obrzezania. Byłam też przy nich, gdy dochodziło do spięć: gdy zaaferowana młoda mama napadała na męża za to, że kupił twaróg inny niż prosiła, albo gdy krzyczała na własną matkę, która przecież tylko próbowała pomóc, układając pościel w szafie.
Widziałam i słyszałam chyba wszystko. I choć zawsze najbardziej interesowało mnie dziecko, tłumaczyłam świeżo upieczonym rodzicom, że powinni myśleć nie tylko o nim. W chwili gdy osoba dorosła decyduje się na dziecko i sprowadza je na ten świat, zakłada rodzinę. W wielu wcześniejszych książkach wspominałam, że to ona jest dla mnie najważniejsza i że niemowlę lub małe dziecko należy traktować jak jej członka, a nie jak pana życia i śmierci pozostałych. Rodzice nie powinni koncentrować się wyłącznie na dzieciach ani też podporządkowywać im wszystkich zwyczajów domu. Kiedy zaś przychodzi do podejmowania decyzji - i nieważne, czy dotyczy ona lekcji śpiewu małego Jasia, czy też przeniesienia go do innej szkoły - warto, by w procesie tym uczestniczyła cała rodzina.
A jednak rodzice bardzo rzadko myślą w tych kategoriach. Koncentrują się na dzieciach i na tym, jak najlepiej ukształtować ich charakter. Kiedy dziecko nie potrafi sprostać jakiemuś wyzwaniu, zakładają, że to ich wina. Zaczynają mieć wyrzuty sumienia. Drobiazgowo analizują, co takiego zrobili lub czego nie zrobili, albo też jak powinni się w danej sytuacji zachować. Ale uwierzcie mi, kochani, z poczucia winy nigdy nie wynika nic dobrego, bo dręczeni wyrzutami sumienia nie potrafimy skutecznie rozwiązywać problemów. Tak intensywnie się kajamy, że nie dostrzegamy tego, co mamy tuż pod nosem. Co więcej, wyrzuty sumienia przysparzają nam stresu, a akurat tego dzisiejsi rodzice mają aż nadto.
A teraz najważniejsza uwaga, drogie mamy i tatusiowie: żadne z was nie ponosi wyłącznej odpowiedzialności za to, na kogo wyrośnie wasze dziecko. Oczywiście, to jak go wychowujecie, ma istotne znaczenie. Gdyby było inaczej, po cóż marnowałabym czas, pisząc na ten temat aż trzy książki? Ale zachowajmy zdrowy rozsądek. To nie rodzice odpowiadają za to, że Jaś nabił Karolkowi guza plastikową ciężarówką, że Klarysa zaczęła się malować już w piątej klasie i że słodki czternastoletni Adam zamienił się nagle w jadowitego "nastopotwora", jak mawiamy na takich w Duncaster. O postawie dzieci decyduje również ich osobowość, przyjaciele oraz wszystko, co im się w życiu przydarza.
Ta książka ma wam ułatwić kojarzenie faktów. Nie traktuję jej jak poradnika dla rodziców, choć zapewne to oni będą sięgali po nią najchętniej. Nie martwcie się, że wasza rodzina jest młoda2 - to nawet lepiej, bo przecież właśnie na początku wspólnej drogi tworzycie podwaliny waszego związku. Poza tym, młodzi rodzice chętniej skłaniają się ku nowym pomysłom. Nie przejmujcie się także, jeśli macie znacznie dłuższy staż. Nigdy nie jest za późno, by zmienić sposób patrzenia na dzieci i by skupić się na rodzinie, a nie tylko na jej najmłodszych członkach.
Czego spodziewam się po tej książce? Cóż, mam nadzieję, że kiedy ją przeczytacie, zaczniecie dostrzegać elementy składające się na wasze życie rodzinne. Liczę na to, że zwrócicie uwagę na codzienne drobiazgi, których zazwyczaj się nie dostrzega: na rozmowę, skinienia głową, gesty. Te pozornie nieistotne składniki codzienności są ważną wskazówką, jaka jest wasza rodzina i jaką rolę pełni w niej każde z was. Po drodze nauczycie się podejmować bardziej trafne decyzje i lepiej radzić sobie z trudnościami. Zakładam też, że patrząc na świat przez pryzmat dobra całej rodziny, pozbędziecie się poczucia winy.
Daję słowo, że nie zamierzam poprzez tę książkę kreować rodziny idealnej. Nie, za nic! Zależy mi jednak na tym, byście stworzyli rodzinę, która będzie przy was zawsze, bez względu na okoliczności - w chwilach szczęśliwych i w chwilach złych, gdy wydaje wam się, że cały świat sprzysiągł się przeciwko wam!
Nawet jeśli wypełnicie moje instrukcje co do joty (a nie oszukujmy się, kochani, na pewno tego nie zrobicie), wasze życie nie zmieni się od razu w piękną bajkę - czeka was jeszcze wiele trudności i przykrych niespodzianek. Wszystkie rodziny - nawet te najszczęśliwsze - borykają się z kłopotami. Los bywa przewrotny i czasem zsyła na nas coś, co sprawia, że niemal tracimy ducha. Ale, jak mawiała moja babcia, nieważne, co nam się w życiu przytrafia, bo liczy się tylko to, co z tym zrobimy. Zresztą, jeśli rodzina trzyma się razem, wszystko wydaje się łatwiejsze.
Czytając kolejne strony, pamiętajcie:
Rodzina to grupa złożona z rodziców i dzieci mieszkających razem i prowadzących wspólne gospodarstwo domowe.