PRZEDMOWA:GĘSTO ZAROŚNIĘTE WYBRZEŻE
Rankiem w piątek 20 marca 2015 r. kostarykańscy policjanci zatrzymali 42-letniego Sergio Ramireza (imię i nazwisko zmienione) w Vara Blanca, w Heredii, za usiłowanie nielegalnego wywiezienia z kraju 66 storczyków. Jak przypuszczał Rodrigo Arya, zastępca dyrektora policji w Heredii, rośliny pochodziły z obszaru chronionego, ale był pewien problem: nie miały wtedy kwiatów. Dla laika poszczególne gatunki orchidei, kiedy akurat nie kwitną, są do siebie bardzo podobne - mają kilka wydłużonych liści i widoczne korzenie. Aby móc wnieść oskarżenie o przemyt, funkcjonariusze musieli zidentyfikować każdą ze skonfiskowanych roślin i ustalić, które z nich należą do rzadkich, chronionych gatunków, a które do bardziej pospolitych i nie tak cennych. W tym przypadku Ramirez pomieszał pospolite żółte motylniki (Oncidium) z rzadkimi miniaturowymi storczykami z rodzaju Lepanthes. Jak widać na rys. 1, trudno jest je rozróżnić. Żeby to zrobić, potrzeba fachowej wiedzy botanicznej.
Niesamowite bogactwo roślin i grzybów od wieków wzbudza zachwyt ludzi. Pierwsze pisemne świadectwa prób zrozumienia tej różnorodności pochodzą z czasów Platona i Arystotelesa. Przyrodnicy, a później taksonomiści roślin - jak ich się do teraz nazywa - starali się i wciąż starają ustalić naturalną, opartą na ewolucji klasyfikację gatunków. Darwin w swoim dziele "O powstawaniu gatunków" z 1859 r. określił tę różnorodność jako "gęsto zarośnięte wybrzeże"[1]. Zachwyt nad roślinami, ale też uczucie wdzięczności wobec nich są chętnie uwieczniane przez autorów książek, czego przykładem może być klasyk E.J.H. Cornera "Life of Plants"[2] z 1964 r., ale także nowsze opracowania, takie jak "Roślinny kabaret" Richarda Mabeya[3], "Demons in Eden" Jonathana Silvertowna[4] i "Long, Long Life of Trees" Fiony Stafford[5]. Pamiętam, jak czytałem Cornera latem przed rozpoczęciem studiów z botaniki na Uniwersytecie w Reading. Byłem zaskoczony, kiedy podczas pierwszego wykładu dla pierwszoroczniaków nieżyjący już prof. Eric Watson[6] zapytał, kto z nas przeczytał tę książkę. Ku mojemu zażenowaniu i rozczarowaniu, okazało się, że byłem jedyną osobą, która podniosła rękę. Tak czy owak, pomimo podzielanej przez marnych studentów botaniki i ogół społeczeństwa miłości do kwiatów i ogrodnictwa, a także naszych coraz bardziej roślinnych diet, obecność roślin w wielu aspektach jest przez nas uparcie ignorowana.
Rys. 1. Pokaźna kolekcja kostarykańskich orchidei przechwycona przez policję. W botanice sądowej niezmiernie ważna jest prawidłowa identyfikacja gatunków.
Niniejsza książka jest reakcją na powszechny brak uznania dla roślin oraz wszechobecną niezdolność do ich identyfikacji (popularnie określaną ślepotą na rośliny [ang. plant blindness][7]), ujętą w kontekście prawnym. Botanika sądowa skupia się na wykorzystaniu roślin jako dowodów w postępowaniach prawnych, zarówno karnych, jak i cywilnych. Chociaż w niniejszej książce przedstawię wiele przykładów z zakresu tej dziedziny, z moich rozmów z funkcjonariuszami organów ścigania, a także ze spisanych doświadczeń niektórych z najwybitniejszych współczesnych botaników sądowych, jasno wynika, że znaczenie roślin w kryminalistyce jest często niedoceniane. Przedstawiciele organów egzekwowania prawa - od techników kryminalistyki, przez naukowców pracujących w laboratoriach kryminalistycznych, po detektywów - rzadko mają wystarczającą wiedzę botaniczną. Kiedy na miejscu zbrodni znajdywany jest materiał roślinny, zwykle trzeba sprowadzić specjalistę, a zanim ten dotrze, z różnych przyczyn kluczowe dowody mogą zostać utracone. Celnicy przeprowadzający kontrole na granicach są często przepracowani i zbyt obciążeni obowiązkami, aby robić cokolwiek ponad pobieżne inspekcje, albo też muszą się skupiać na określonych sprawach i aktualnych gorących tematach. W efekcie liczba ściganych przypadków nielegalnego zbioru roślin i handlu nimi jest znacznie mniejsza niż ich rzeczywista skala.
Kluczowym elementem każdego botanicznego dochodzenia sądowego jest prawidłowa identyfikacja próbek lub okazów, które mają wartość dowodową i często pochodzą z mikroskopowych lub zdegradowanych fragmentów. To natomiast wymaga znajomości podstaw taksonomii roślin, w szczególności w odniesieniu do różnorodności i powiązań ewolucyjnych pomiędzy głównymi grupami roślin i grzybów. Niniejsza książka nie została pomyślana jako wyczerpujący traktat naukowy z dziedziny taksonomii roślin. Niemniej jednak, gdy było to zasadne, w narrację wpleciono pewne szczegółowe zagadnienia techniczne z zakresu systematyki roślin i botaniki.
Początki taksonomii roślin jako nauki mają związek z publikacją Karola Linneusza z 1753 r., upowszechniającą binominalny system nazewnictwa gatunków. Następnie pojawił się Karol Darwin ze swoją ewolucyjną teorią doboru naturalnego z 1859 r. (i rysunkiem pierwszego drzewa ewolucji w "Notatniku B" z 1837 r.). Dziś mamy nowoczesne systemy klasyfikacji oparte na DNA i projekt Open Tree of Life[8]. Co prawda identyfikacja nieznanych roślin na podstawie klasycznych cech morfologicznych lub anatomicznych pozostaje fundamentem botaniki sądowej (rozdziały 1-4), to ogromnego znaczenia nabrały nowoczesne metody genetyczne (rozdział 5) i chemiczne (rozdział 6). Zwięzłe objaśnienia często wykorzystywanych w kryminalistyce metod chemicznych i molekularnych zawarłem w Słowniczku.
Aby przeprowadzić botaniczne dochodzenie sądowe, konieczne jest prawidłowe zidentyfikowanie danej rośliny za pomocą jej binominalnej nazwy łacińskiej lub naukowej, aby uniknąć nieporozumień, które wynikają z używania nazw zwyczajowych lub lokalnych. Być może pamiętacie słowa Julii do Romea: "Nazwa twa tylko jest mi nieprzyjazna [...] / Czymże jest nazwa? To, co zowiem różą, / Pod inną nazwą równie by pachniało"[9]. Zgodnie ze schematem nazewnictwa binominalnego róża należy do rodzaju Rosa i istnieją różne gatunki róż, takie jak róża dzika (Rosa canina) i róża wielokwiatowa (Rosa multiflora).
Taksonomiści przy tworzeniu naukowych nazw roślin opierają się na znajomości zależności ewolucyjnych pomiędzy różnymi "jednostkami taksonomicznymi" - czyli gatunkami. Aby poruszać się po tej książce, potrzebujemy zatem roboczej definicji gatunku. Najbardziej odpowiednia tutaj będzie koncepcja tzw. gatunku biologicznego, jako że interesują nas kwestie identyfikacji i jednoznacznego nazywania roślin. W ramach tej koncepcji gatunkiem jest grupa osobników, które mogą się skutecznie krzyżować i produkować płodne potomstwo. Odrębność gatunkowa zostaje utrzymana dzięki separującym gatunki mechanizmom izolacyjnym, takim jak następowanie po sobie w czasie poszczególnych zdarzeń reprodukcyjnych, izolacja geograficzna i niekompatybilność genetyczna. Charakterystyczne dla gatunków morfologiczne i molekularne cechy mogą wyznaczać ich granice i opisywać je. Gatunki są następnie grupowane w większe jednostki taksonomiczne nazywane rodzajami (np. Rosa), a te z kolei w rodziny (np. Rosaceae), rzędy (Rosales) i tak dalej w górę hierarchii taksonomicznej. Obecnie do rozszyfrowywania filogenez gatunków, wskazujących związki ewolucyjne między taksonami, wykorzystuje się dane molekularne.
Aby prawidłowo zidentyfikować nieznaną roślinę, botanik musi doskonale opanować bogatą terminologię botaniczną i mieć dużą biegłość w używaniu klucza dychotomicznego. Promotor mojej pracy doktorskiej, nieżyjący już prof. Peter Greig-Smith[10], uparcie wymagał od swoich studentów prawidłowego używania ręcznej soczewki (lupy) do przyglądania się z bliska kwiatom. Biada była tym przyłapanym na zaglądaniu do przewodników ze zdjęciami lub rysunkami, zamiast korzystania z kluczy i opisów zawartych we florze botanicznej (mieliśmy egzemplarz Claphama, Tutina i Warburga "Flora of the British Isles" z 1962 r., wyd. 2[11]). Dzisiaj do identyfikacji roślin coraz częściej używa się aplikacji w telefonach. Ich wiarygodność jest jednak wątpliwa, ale za to nie wymagają od użytkownika żadnej lub prawie żadnej wiedzy botanicznej.
W niniejszej książce określenia rośliny zazwyczaj używam w bardzo szerokim znaczeniu, obejmującym zarówno rośliny (w ścisłym sensie tego pojęcia, włączając glony), jak i grzyby. Jak wyjaśniłem w rozdziale 4, ze względów historycznych botanicy często studiują rośliny i grzyby razem. Należy jednak pamiętać, że są to różne organizmy.
W podjętych tu rozważaniach głośne sprawy sądowe przeplatają się z różnymi zagadnieniami z kręgu botaniki, które okazały się pomocne przy wyjaśnieniu zbrodni. Wybrałem przykłady interesujące z botanicznego punktu widzenia, skupiając się na kwestiach dopuszczalności i wiarygodności naukowej dowodów roślinnych, przedkładanych przedstawicielom organów prawa.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki