Czy można wygrać z rakiem? 9 kluczowych zasad wspierania walki z nowotworem - Kelly Turner


Reflow text when sidebars are open.
RADYKALNA
ZMIANA DIETY
Niech pożywienie będzie twoim lekarstwem, a lekarstwo - pożywieniem.
- HIPOKRATES
Hipokrates, grecki lekarz uznawany za twórcę współczesnej medycyny, był przekonany, że żywność potrafi dostroić, zbilansować i uzdrowić cały organizm. Wyobraźcie sobie, jak bardzo byłby rozczarowany, gdyby dowiedział się, że współcześni studenci medycyny w ciągu czterech lat studiów mają łącznie jedynie siedem dni zajęć poświęconych żywieniu1. Niedawno sama podczas wizyty u lekarza musiałam tłumaczyć pani doktor, że będąc wegetarianką, przyswajam duże ilości wapnia poprzez jedzenie zielonych liściastych warzyw (ona zalecała wyłącznie mleko), a źródłem żelaza są dla mnie fasola i wodorosty (jej propozycją było czerwone mięso). Mówiąc krótko, nie chodzi o to, że lekarze nie wierzą w leczniczą moc odżywiania, lecz po prostu o tym nie wiedzą (nikt ich tego nie uczył).
Gdyby lepiej zgłębili tematykę związaną z żywieniem, odkryliby, że w istocie jesteśmy tym, co jemy, ponieważ elementy spożywanego przez nas pożywienia zostają rozłożone i przekształcone w komórki naszego ciała. To, co jemy i pijemy, bezpośrednio wpływa na nasze naczynia krwionośne i tkankę, dzięki czemu - w zależności od tego, po jaką żywność sięgamy - są one mniej lub bardziej narażone na stany zapalne. By zrozumieć tę koncepcję, wyobraźcie sobie, że podajecie pięciolatkowi filiżankę kawy. Po około dziesięciu minutach nie mielibyście już wątpliwości, że to, co spożywamy, bezpośrednio wpływa na stan naszego zdrowia.
Nasze zdrowie - a tak naprawdę całe nasze życie - można postrzegać jako sumę codziennych decyzji każdego z nas. Dotyczy to zarówno odżywiania, jak i tego, o czym myślimy, co czujemy, jak reagujemy, kiedy i w jaki sposób odpoczywamy. Żywność zawdzięcza swój potencjał temu, że świadomie wybieramy to, co chcemy zjeść. Zjem słodkie płatki czy owsiankę z owocami? Przygotuję sobie prostą kanapkę z masłem orzechowym i dżemem czy nieco bardziej skomplikowaną sałatkę z komosy ryżowej? Większość z nas odczuwa permanentne wątpliwości związane z tymi codziennymi wyborami. Jakiś głos podpowiada nam: "Czy to naprawdę ma znaczenie? Czy to, co jem, rzeczywiście wpływa na moje zdrowie?". Ankietowane przeze mnie osoby, które doświadczyły radykalnej remisji, wynoszą te wątpliwości na kolejny poziom. Zadają sobie pytanie: "Czy to, co jem, pomoże mi pokonać raka?". Wielu z nich odkrywa, że odpowiedź na to pytanie brzmi twierdząco.
Po przeanalizowaniu setek przypadków radykalnej remisji wiem, że jednym z czynników, które zawsze pojawiają się w sytuacji walki z nowotworem, jest radykalna zmiana diety. Co więcej, większość zbadanych przeze mnie osób wymieniało cztery identyczne zmiany. Są to:
znaczne zredukowanie lub wyeliminowanie spożycia cukru, mięsa, nabiału i żywności przetworzonej, zwiększenie ilości spożywanych warzyw i owoców, jedzenie żywności organicznej, picie filtrowanej wody.Po szczegółowym przedstawieniu każdej z tych zmian opiszę dwa przypadki radykalnej remisji. Dotyczą one mężczyzny i kobiety, którzy całkowicie zmienili swoją dietę, by zwalczyć raka prostaty i piersi. Na koniec przedstawię kilka prostych kroków, dzięki którym można przejść na dietę przeciwnowotworową.
ŻADNYCH SŁODYCZY, NABIAŁU ANI POKARMÓW PRZETWORZONYCH
Olbrzymia większość osób, u których nastąpiła radykalna remisja, twierdzi, że powrót do zdrowia zawdzięczają zredukowaniu lub całkowitemu wyeliminowaniu z diety słodyczy (cukru), mięsa, nabiału i produktów przetworzonych. Zacznijmy od cukru. Nie bez powodu ostatnio dużo mówi się o związku cukru z rakiem. Nie ulega wątpliwości, że komórki rakowe pochłaniają (metabolizują) cukier, czyli glukozę, w tempie o wiele szybszym niż zdrowe komórki. Dokładnie w taki sposób działa obrazowanie metodą PET (pozytonowa tomografia emisyjna): najpierw badany wypija szklankę roztworu glukozy, a następie specjalny skaner wykrywa, w którym miejscu jest ona metabolizowana najszybciej. Te glukozowe "ośrodki zapalne" to obszary naszego organizmu, które są zagrożone wystąpieniem nowotworu. Naukowcy wciąż nie mają pewności co do tego, czy dieta bogata w cukier wywołuje nowotwory, ale faktem jest, że gdy komórki rakowe znajdą się już w organizmie, pochłaniają od dziesięciu do pięćdziesięciu razy więcej glukozy niż zdrowe komórki2. Jest więc logiczne, że pacjenci chorzy na raka powinni ograniczyć spożycie cukru w największym możliwym stopniu po to, aby nie "karmić" swojego nowotworu. Do słodzenia potraw powinni oni używać wyłącznie fruktozy, która występuje w naturalnej postaci w warzywach i owocach. Przeciętny Amerykanin spożywa równowartość dwudziestu dwóch łyżeczek cukru dziennie, podczas gdy maksymalna dopuszczalna ilość wynosi od sześciu do dziewięciu3. Oznacza to, że niezależnie od tego, czy zmagamy się z nowotworem czy nie, powinniśmy dokonać zmian w swojej diecie.
Związek pomiędzy komórkami rakowymi a cukrem odkrył po raz pierwszy w 1920 roku doktor Otto Warburg. Odkrycie, że komórki nowotworowe czerpią energię i oddychają inaczej niż zdrowe komórki, przyniosło mu Nagrodę Nobla. Okazało się wówczas, że komórki rakowe pozyskują energię wskutek rozkładania dużych ilości glukozy i oddychają bez pomocy tlenu (jest to tzw. oddychanie anaerobowe). Natomiast zdrowe komórki rozkładają o wiele mniejsze ilości glukozy i oddychają tlenowo (oddychanie aerobowe). Co ciekawe, komórki rakowe oddychają w sposób anaerobowy nawet wówczas, gdy mają dostęp do dużych ilości tlenu. Doprowadziło do dra Warburga do sformułowania hipotezy, iż komórki rakowe muszą mieć niewłaściwie funkcjonujące mitochondria, gdyż właśnie ta część komórki odpowiada za oddychanie aerobowe. Nie przejmujcie się, jeżeli czytając to, przypomną wam się lekcje biologii z liceum. Przekaz jest jasny: komórki rakowe zachowują się inaczej niż zdrowe komórki, a jedną z kluczowych różnic jest fakt, że do funkcjonowania potrzebują one dużych ilości cukru. Wyeliminowanie przetworzonego cukru z naszej diety może więc doprowadzić do "zagłodzenia" komórki nowotworowej.
Jednym z ludzi, którzy doświadczyli radykalnej remisji, był Ron - mężczyzna, który zmienił swoją dietę głównie poprzez wyeliminowanie cukru. Raka prostaty wykryto u Rona, kiedy skończył pięćdziesiąt pięć lat. Obecność nowotworu wykazały badania krwi (6 w skali Gleasona i PSA na poziomie 5,2), a potwierdziły ją dwie spośród dwunastu próbek biopsji, których wynik był pozytywny. Lekarze rekomendowali natychmiastowy zabieg operacyjny w celu usunięcia całej prostaty. Ron jednak dowiedział się niedawno o kimś, komu udało się pokonać raka dzięki odpowiedniemu żywieniu, więc chciał najpierw spróbować tej metody. W małym miasteczku, w którym mieszkał Ron, nie było onkologa o profilu integracyjnym ani specjalisty do spraw żywienia, mężczyzna zaczął więc czytać książki i artykuły opisujące, w jaki sposób komórki rakowe pochłaniają duże ilości cukru, którego bogatym źródłem są typowe amerykańskie produkty żywnościowe: białe ziemniaki i białe pieczywo. Po kilku tygodniach intensywnych badań Ron zdecydował się odłożyć operację i spróbować w zasadniczy sposób zmienić swoją dietę.
Rak był być może najlepszą rzeczą, jaka mi się przytrafiła, ponieważ zawsze byłem aktywny fizycznie, ale nie odżywiałem się prawidłowo. Byłem uzależniony od cukru... (By pozbyć się nowotworu) wyeliminowałem z diety cukier i wszystko, co białe. Żadnych białych ziemniaków, żadnego białego pieczywa itp. Jadłem mnóstwo zieleniny i piłem dużo soku z kapusty. Wciąż to robię, choć już nie w takim stopniu, jak dawniej (...). Nowotwór oddycha anaerobowo (...), zaś glukoza transportuje azot żywiący nowotwór. Jeżeli więc uda się odciąć dopływ glukozy, rak nie przetrwa.
Po takiej zmianie diety u Rona odnotowano spadek wartości PSA do zdrowego poziomu 1,3 w ciągu niespełna roku. Mężczyzna uniknął usunięcia prostaty, co mogło trwale i negatywnie wpływać na czynność przewodu moczowego i funkcje seksualne. Ron już od ponad siedmiu lat jest wolny od raka.
JEŻELI CHODZI o nabiał, to możemy wymienić dwa główne powody, dla których badane przeze mnie osoby sugerują ograniczenie lub całkowite wyeliminowanie jego spożycia. Pierwszy powód jest taki, że nabiał to mleko z piersi innego zwierzęcia, co oznacza, że obfituje ono w hormony i białka przeznaczone do rozwoju cieląt, a nie ludzi (jesteśmy jedynym gatunkiem, który pije mleko innych ssaków). Co więcej, badania wykazały, że kazeina (główny typ białka w krowim mleku) pobudza rozwój komórek rakowych zarówno w szalkach Petriego, jak i u szczurów laboratoryjnych. Naukowcy odkryli, że mogą sterować obecnością nowotworu u szczurów jedynie poprzez karmienie lub niekarmienie ich kazeiną4.
Drugi powód konieczności ograniczenia spożywania nabiału, który wskazują osoby po radykalnej remisji, jest taki, że w większości dostępnych w USA produktów wytworzonych z mleka są obecne niezdrowe substancje chemiczne, takie jak bydlęcy hormon wzrostu, antybiotyki i pestycydy. Produkowane w USA mleko i nabiał nie zostały dopuszczone do sprzedaży w Europie, ponieważ amerykańskim krowom wstrzykuje się rekombinowany bydlęcy hormon wzrostu (rBGH). Wiele badań naukowych wykazało związek tego hormonu z powstawaniem nowotworów5. Poza tym amerykański nabiał zawiera niezdrowe ilości tłuszczów omega-6 (zamiast zdrowych tłuszczów omega-3), ponieważ w USA krowy są karmione kukurydzą, a nie ich naturalnym pożywieniem, jakim jest trawa6. Wynika to z faktu, że uprawa kukurydzy jest o wiele tańsza niż uprawa trawy. Konsekwentnie znajdowane są dowody na związek kwasów omega-6 z występowaniem nowotworów7.
Należy też pamiętać, że nabiał nie jest niezastąpionym źródłem żadnego ze składników odżywczych, nawet jeżeli reklamy w telewizji starają się nam wmówić co innego. Tyle samo wapnia można znaleźć w liściastych warzywach i rzepie, a tyle samo białka w fasoli i orzechach. Dowody wskazują na to, że nabiał może przyczyniać się do powstawania nowotworów - czy to ze względu na obecność kazeiny, czy na szkodliwe dodatki. To właśnie dlatego wiele badanych przeze mnie osób, które doświadczyły radykalnej remisji, w drastyczny sposób ograniczyło spożycie nabiału lub całkowicie wyeliminowało go ze swojej diety, przynajmniej do czasu, aż pozbyło się nowotworu.
Jane Plant to przykład kobiety, która pokonała raka poprzez wyeliminowanie z diety nabiału (między innymi). U czterdziestodwuletniej Jane wykryto raka piersi w pierwszym stadium. Lekarze zapewniali ją, że mastektomia "załatwi sprawę". Niestety, nie mieli racji. Nowotwór powracał łącznie pięć razy, a w ciągu kolejnych dziesięciu lat chora przeszła trzy dodatkowe operacje, trzydzieści pięć sesji radioterapii i dwanaście cykli chemioterapii. Gdy rak powrócił po raz piąty, a zabieg chemioterapii nie wpłynął na zmniejszenie wielkiego jak jajko nowotworu, tym razem umiejscowionego w szyi, lekarze powiedzieli pacjentce, że zostało jej zaledwie kilka miesięcy życia. Jane, kochająca matka i doświadczony geolog, nie przyjęła do wiadomości tego rokowania. Wykorzystując swoje geologiczne doświadczenie, próbowała dowiedzieć się, co przyczyniło się do powstania jej nowotworu. Zmieniła też swoją dietę: jadła teraz dużo warzyw i produktów pełnoziarnistych, ale była przekonana, że należy dokonać jeszcze jednej istotnej zmiany:
W moim przypadku bardzo ważne było zrezygnowanie z nabiału (...). Przechodziłam wtedy tradycyjną chemioterapię, która nie przynosiła efektów. Chemia zaczęła działać dopiero wówczas, kiedy przestałam jeść nabiał (...). Wydaje mi się, że raka powoduje wiele czynników, ale w trakcie leczenia należy zrezygnować ze spożywania produktów, które go żywią, pobudzają do rozwoju (...). Czasem odstawienie samego nabiału nie wystarcza. Ważne są też inne zmiany w diecie i stylu życia.
Jane pisze o tych zmianach w swojej książce zatytułowanej Your Life in Your Hands (Twoje życie w twoich rękach), która okazała się bestsellerem w Anglii. Autorka radzi w niej, by wyeliminować z diety wszelkie produkty mleczne; spożywać więcej organicznych warzyw i owoców; żywić się zdrowym wegańskim białkiem, takie jak to występujące w fasoli, orzechach i nasionach; stosować zdrowe oleje, zioła i przyprawy; unikać produktów przetworzonych i pić filtrowaną, przegotowaną wodę. Jane już od dziewiętnastu lat żyje bez raka i wciąż interesuje się tematyką pozbawionej nabiału, ale bogatej w warzywa diety.
GŁÓWNY ARGUMENT PRZECIWKO spożywaniu mięsa jest taki, że natura przystosowała ludzi do diety składającej się z mięsa w zaledwie 10%, a mięsem tym powinna być chuda dziczyzna. Dziś dieta przeciętnego Amerykanina składa się w 15% z mięsa, co oznacza, że zjada on około 90 kilogramów tego produktu rocznie8. Z drugiej jednak strony zwolennicy tak zwanej diety paleo (diety człowieka pierwotnego) są zdania, że ludzie są przystosowani do spożywania od 20 do 40% mięsa. Niezależnie od tego, co nasi przodkowie jadali tysiące lat temu (nie da się tego udowodnić), obecnie zmagamy się z epidemią nowotworów, zaś znaczna część rzetelnie opracowanych badań wykazuje związek pomiędzy regularnym spożywaniem mięsa (zwłaszcza czerwonego) a wieloma rodzajami raka9. W jednym z takich badań dowiedziono, że jedzenie dwóch porcji mięsa dziennie zwiększa ryzyko wystąpienia raka piersi u kobiet aż czterokrotnie10.
Oprócz tych alarmujących odkryć ważny jest też fakt, że przemysł produkujący mięso, drób i ryby zmaga się z tymi samymi problemami, co przemysł mleczarski. Mam na myśli niezdrowe dodatki w postaci sztucznych hormonów wzrostu, antybiotyków, pestycydów i kwasów omega-6. Podobnie jak w przypadku nabiału, mięso również nie jest niezastąpionym źródłem żadnej z ważnych substancji odżywczych. Wegetarianie mogą na przykład czerpać białko z fasoli i pełnych ziaren zbóż, zaś doskonałym alternatywnym źródłem żelaza są wodorosty oraz fasola. Mój osobisty wniosek dotyczący konsumpcji mięsa jest podobny jak w przypadku nabiału: w razie wystąpienia choroby nowotworowej zalecam drastyczne ograniczenie lub wyeliminowanie mięsa z diety, przynajmniej do czasu pełnej remisji. Jeżeli upieracie się przy mięsie, upewnijcie się, że pochodzi ono z hodowli organicznych, że jest wolne od hormonów i antybiotyków oraz że bydło korzystało z wolnego wybiegu i było karmione trawą. Jednak także wtedy potrzebne jest ograniczenie ilościowe.
Ostatnią grupą produktów, które ludzie wyleczeni z raka radzą ograniczyć lub wyeliminować, są pokarmy przetworzone, a zwłaszcza przetworzone zboża. Żywność taka jak chleb jest produkowana ze zmodyfikowanej (ze swojej pierwotnej postaci, czyli ziarna) i zmielonej na drobną mąkę pszenicy. Mąka jest następnie mieszana z drożdżami i cukrem, a potem wypiekana w postaci bochenka. Rezultatem jest chleb o wysokim indeksie glikemicznym, co znaczy, że zawarte w nim węglowodany bardzo szybko po spożyciu zostaną zamienione na glukozę, która - jak dowiedzieliśmy się wcześniej - jest przysmakiem komórek rakowych. Co gorsza, spożywanie pokarmów o wysokim indeksie glikemicznym, takich jak chleb, makaron, mąka czy inne krótko gotowane zboża, nie tylko dostarcza komórkom rakowym dużych ilości glukozy, ale też podwyższa poziom insuliny we krwi, co także ma związek z występowaniem nowotworów11.
By utrzymać niski, stabilny poziom cukru i insuliny w organizmie, ankietowane osoby po radykalnej remisji zdecydowanie ograniczają spożycie produktów przetworzonych (lub całkowicie eliminują je z diety) i zamiast tego starają się spożywać węglowodany w ich naturalnej, nieprzetworzonej postaci. Nasz organizm trawi pełne ziarna o wiele wolniej niż ziarna przetworzone, co pomaga utrzymać poziom cukru i insuliny we krwi na niskim poziomie. Ponadto pełne ziarno zawiera więcej błonnika i witamin niż ziarno przetworzone12. Być może najważniejszy jest jednak fakt, że wśród ludzi spożywających pełne ziarna odsetek osób chorujących na nowotwory jest znacznie niższy w porównaniu z osobami żywiącymi się głównie produktami przetworzonymi13. Do żywności nieprzetworzonej zaliczamy na przykład brązowy ryż, komosę, pełne ziarna owsa i jęczmienia oraz ziarniaki pszenicy. Polecam też pieczywo z ziarna skiełkowanego, które charakteryzuje się większą gęstością i zawiera znacznie mniej cukru niż zwykłe pieczywo białe oraz pełnoziarniste.
Przeprowadzałam wywiad z pewnym lekarzem medycyny alternatywnej z Tajlandii, który jest twórcą specjalnej kuracji oczyszczającej. Odwiedzają go ludzie z całego świata, którzy chcą przejść oczyszczający proces trwający od trzech do siedmiu dni. Dla tego Tajlandczyka przetworzone pokarmy są tak niezdrowe, że unika on ich całkowicie:
Nie jadam w barach typu fast food, nie kupuję jedzenia z automatów, nie jem też nabiału. Spożywam to, co daje mi natura [tzn. to, co rośnie w ziemi]. Tak wyglądają moje codzienne nawyki żywieniowe. Wszystko, co trafia do puszek, nie ma w sobie życia - jest martwe. Pomyślcie o datach przydatności do spożycia na opakowaniach. W jaki sposób pożywienie może przetrwać cztery lata? Jeżeli zerwiesz z krzewu owoc i pokroisz go, on umrze. Przetrwa trzy, cztery dni, czasami tylko jeden dzień. Jem tylko świeżą żywność - wszystko, co daje mi natura.
Amerykanie uwielbiają maszynowo produkowane jedzenie - takie jak mąka czy makaron. Jest to podstawa standardowej amerykańskiej diety obfitującej także w mięso i cukier, ale warto pamiętać, że nasze kubki smakowe nie zawsze wiedzą, co dla nas najlepsze. Istnieje wart wiele miliardów dolarów przemysł wytwarzający sztuczne substancje smakowe działające na nasze kubki smakowe w taki sposób, abyśmy nie potrafili powstrzymać się przed kupowaniem niezdrowej, przetworzonej żywności. Strzeżcie się również tak zwanych "naturalnych" smaków, ponieważ nie zawsze są one tym, czym mogą się wydawać. Czy wiecie, że wydzielina z gruczołu odbytowego bobra - zwana kastoreum - często jest wykorzystywana do tworzenia "naturalnego" smaku malin w produktach żywnościowych i napojach?14. Amerykańska Agencja Żywności i Leków zezwala na określanie tej substancji mianem "naturalnego smaku malinowego", ponieważ pochodzi ona z naturalnego źródła15, chociaż źródłem tym z pewnością nie są maliny.
Oprócz kuszenia nas tymi sztucznymi i "naturalnymi" smakami firmy produkujące żywność dodają do niej olbrzymie ilości soli, tłuszczu i cukru, ponieważ ich szefowie wiedzą, że nasze kubki smakowe (wykształcone w czasach, gdy byliśmy jeszcze łowcami i zbieraczami) wciąż są zaprogramowane na poszukiwanie właśnie takich smaków, jakich tysiące lat temu najbardziej nam brakowało. Dzięki postępowi w dziedzinie rolnictwa możemy obecnie produkować tyle soli, tłuszczu i cukru, ile tylko chcemy. Niestety, ewolucja nie dostosowała się do tej zmiany, a firmy produkujące żywność wykorzystują ten fakt. Gdy czujemy zapach tłuszczu, cukru lub soli, w dalszym ciągu ślinimy się jak szaleni, wskutek czego bardzo trudno nam się oprzeć na przykład gorącym frytkom.
Z powyższych powodów pacjenci chorzy na raka oraz ludzie starający się mu zapobiec nie powinni ufać swoim kubkom smakowym przy wyborze posiłków. Badane przeze mnie osoby walczące z nowotworem powróciły do nawyków żywieniowych naszych przodków, którzy jedli głównie uprawiane domowym sposobem warzywa i pełne ziarna zbóż, natomiast rzadko sięgali po kosztowne specjały, takie jak mięso i cukier, a dzięki temu znacznie rzadziej niż my chorowali na raka16.
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej
1 K. M. Adams i in., Nutrition in Medicine: Nutrition Education for Medical Students and Residents, "Nutrition in Clinical Practice: Official Publication of the American Society for Parenteral and Enteral Nutrition" 25, nr 5 (październik 2010), s. 471-80.
2 O. Warburg, The Metabolism of Tumors (Londyn: Constable, 1930); O. Warburg, On the Origin of Cancer Cells, "Science" 123, nr 3191 (24 lutego, 1956), s. 309-14.
3 R. K. Johnson i in., Dietary Sugars Intake and Cardiovascular Health: A Scientific Statement from the American Heart Association, "Circulation" 120, nr 11 (15 września 2009), s. 1011-20.
4 G. E. Dunaif, T. C. Campbell, Relative Contribution of Dietary Protein Level and Aflatoxin B1 Dose in Generation of Presumptive Preneoplastic Foci in Rat Liver, "Journal of the National Cancer Institute" 78, nr 2 (luty 1987), s. 365-69; L. D. Youngman, T. C. Campbell, Inhibition of Aflatoxin B1-Induced Gamma-Glutamyltranspeptidase Positive (GGT+) Hepatic Preneoplastic Foci and Tumors by Low Protein Diets: Evidence that Altered GGT+ Foci Indicate Neoplastic Potential, "Carcinogenesis" 13, nr 9 (wrzesień 1992), s. 1607-13.
5 L. Q. Qin, K. He, J. Y. Xu, Milk Consumption and Circulating Insulin-Like Growth Factor-I Level: A Systematic Literature Review, "International Journal of Food Sciences and Nutrition" 60, suplement 7 (2009), s. 330-40; I. Bruchim, H. Werner, Targeting IGF-1 Signaling Pathways in Gynecologic Malignancies, "Expert Opinion on Therapeutic Targets" 17, nr 3 (marzec 2013), s. 307-20; H. Werner, I. Bruchim, IGF-1 and BRCA1 Signalling Pathways in Familial Cancer, "The Lancet Oncology" 13, nr 12 (grudzień 2012), s. e537-4.
6 F. Leiber i in., A Study on the Causes for the Elevated N-3 Fatty Acids in Cows' Milk of Alpine Origin, "Lipids" 40, nr 2 (luty 2005), s. 191-202; D. F. Hebeisen i in., Increased Concentrations of Omega-3 Fatty Acids in Milk and Platelet Rich Plasma of Grass-Fed Cows, "International Journal for Vitamin and Nutrition Research (Internationale Zeitschrift für Vitamin- und Ernährungsforschung; Journal International de Vitaminologie et de Nutrition)" 63, nr 3 (1993), s. 229-33.
7 M. de Lorgeril, P. Salen, New Insights into the Health Effects of Dietary Saturated and Omega-6 and Omega-3 Polyunsaturated Fatty Acids, "BMC Medicine 10" (maj 2012), s. 50; A. P. Simopoulos, The Importance of the Omega-6/Omega-3 Fatty Acid Ratio in Cardiovascular Disease and Other Chronic Diseases, "Experimental Biology and Medicine" 233, nr 6 (czerwiec 2008), s. 674-88.
8 U.S. Department of Agriculture, "Agriculture Fact Book 2001-2002" (Washington, DC: U.S. Government Printing Office, 2003); G. Block, Foods Contributing to Energy Intake in the U.S.: Data from NHANES 1999-2000, "Journal of Food Composition and Analysis" 17, nr 3-4 (czerwiec-sierpień 2004), s. 439-47.
9_2 M. Salehi i in., Meat, Fish, and Esophageal Cancer Risk: A Systematic Review and Dose-Response Meta-Analysis, "Nutrition Reviews" 71, nr 5 (maj 2013), s. 257-67; L. N. Kolonel, Nutrition and Prostate Cancer, "Cancer Causes and Control" 7, nr 1 (January 1996), s. 83-94; G. R. Howe, J. D. Burch, Nutrition and Pancreatic Cancer, "Cancer Causes and Control" 7, nr 1 (styczeń 1996), s. 69-82; M. T. Goodman i in., Diet, Body Size, Physical Activity, and the Risk of Endometrial Cancer, "Cancer Research" 57, nr 22 (15listopada 1997), s. 5077-85; E. Destefani i in., Meat Intake, Heterocyclic Amines and Risk of Colorectal Cancer, "International Journal of Oncology" 10, nr 3 (marzec 1997), s. 573-80; H. Chen i in., Dietary Patterns and Adenocarcinoma of the Esophagus and Distal Stomach, "American Journal of Clinical Nutrition" 75, nr 1 (styczeń 2002), s. 137-44; D. S. Chan i in., Red and Processed Meat and Colorectal Cancer Incidence: MetaAnalysis of Prospective Studies, "PLOS ONE" 6, nr 6 (2011), s. e20456; L. M. Brown i in., Dietary Factors and the Risk of Squamous Cell Esophageal Cancer Among Black and White Men in the United States, "Cancer Causes and Control" 9, nr 5 (październik 1998), s. 467-74; C. Bosetti i in., Diet and Ovarian Cancer Risk: A Case- Control Study in Italy, "International Journal of Cancer (Journal International du Cancer)" 93, nr 6 (wrzesień 2001), s. 911-15; C. Bosetti i in., Food Groups and Laryngeal Cancer Risk: A Case-Control Study from Italy and Switzerland, "International Journal of Cancer (Journal International du Cancer)" 100, nr 3 (lipiec 2002), s. 355-60; M. C. Alavanja i in., Lung Cancer Risk and Red Meat Consumption Among Iowa Women, "Lung Cancer" 34, nr 1 (październik 2001), s. 37-46; W. S. Yang i in., Meat Consumption and Risk of Lung Cancer: Evidence from Observational Studies, "Annals of Oncology" 23, nr 12 (grudzień 2012), s. 3163-70.
10 J. R. Hebert, T. G. Hurley, Y. Ma, The Effect of Dietary Exposures on Recurrence and Mortality in Early Stage Breast Cancer, "Breast Cancer Research and Treatment" 51, nr 1 (wrzesień 1998), s. 17-28.
11 M. J. Gunter, M. F. Leitzmann, Obesity and Colorectal Cancer: Epidemiology, Mechanisms and Candidate Genes, "Journal of Nutritional Biochemistry" 17, nr 3 (marzec 2006), s. 145-56; E. Giovannucci, Metabolic Syndrome, Hyperinsu- linemia, and Colon Cancer: A Review, "American Journal of Clinical Nutrition" 86, nr 3 (wrzesień 2007), s. 836-42; A. A. Siddiqui, Metabolic Syndrome and Its Association with Colorectal Cancer: A Review, "American Journal of the Medical Sciences" 341, nr 3 (marzec 2011), s. 227-31.
12 Q. Sun i in., White Rice, Brown Rice, and Risk of Type 2 Diabetes in U.S. Men and Women, "Archives of Internal Medicine" 170, nr 11 (14 czerwca 2010), s. 961-69.
13 Schatzkin i in., Dietary Fiber and Whole-Grain Consumption in Relation to Colorectal Cancer in the NIH-AARP Diet and Health Study, "American Journal of Clinical Nutrition" 85, nr 5 (maj 2007), s. 1353-60; D. R. Jacobs Jr., L. F. Andersen, R. Blomhoff, Whole-Grain Consumption Is Associated with a Reduced Risk of Noncardiovascular, Noncancer Death Attributed to Inflammatory Diseases in the Iowa Women's Health Study, "American Journal of Clinical Nutrition" 85, nr 6 (czerwiec 2007), s. 1606-14; L. Strayer i in., Dietary Carbohydrate, Glycemic Index, and Glycemic Load and the Risk of Colorectal Cancer in the BCDDP Cohort, "Cancer Causes and Control" 18, nr 8 (3 października, 2007), s. 853-63.
14 G. A. Burdock, Safety Assessment of Castoreum Extract as a Food Ingredient, "International Journal of Toxicology" 26, nr 1 (styczeń/luty 2007), s. 51-55.
15 U.S. Food and Drug Administration, Code of Federal Regulations: Animal Foods; Labeling of Spices, Flavorings, Colorings, and Chemical Preservatives, "Title 21-Food and Drugs", rozdział 1, podrozdział E, Część 501, sekcja B, podsekcja 501.22, 21CRF501.22 ed. (Washington, DC: U.S. Food and Drug Administration: 2013).
16 Centers for Disease Control and Prevention, "Leading Causes of Death", 1900-1998, http://www.cdc.gov/nchs/data/dvs/lead1900_98.pdf.
| Anomalia: |
coś wykraczającego poza standard, normę lub oczekiwania.
Prawdopodobnie znacie opowieści tego typu: osoba cierpiąca na nowotwór w zaawansowanym stadium próbuje wszystkiego, co ma do zaoferowania medycyna konwencjonalna, w tym chemioterapii i operacji, ale nic nie skutkuje. Chory trafia do domu, by dożyć tam swych ostatnich dni, ale pięć lat później wchodzi do gabinetu swojego lekarza zdrowy i bez żadnych śladów po nowotworze.
Po raz pierwszy zetknęłam się z podobną historią, kiedy pracowałam jako doradca pacjenta w dużym ośrodku badań nad nowotworami w San Francisco. Czytając w przerwie na lunch książkę Samouzdrawianie dra Andrew Weila, trafiłam na przypadek, który można określić mianem radykalnej remisji. Byłam oszołomiona i zdezorientowana. Czy coś takiego naprawdę się wydarzyło? Czy osoba, o której pisano w książce, rzeczywiście pokonała nowotwór w zaawansowanym stadium bez pomocy medycyny konwencjonalnej? Jeżeli tak było w istocie, to dlaczego nie pisano o tym na pierwszych stronach gazet? Nawet jeżeli coś takiego zdarzyło się tylko raz, to wciąż jest to niepojęte zjawisko. Przecież temu choremu udało się jakimś cudem znaleźć lekarstwo na swój nowotwór! Pacjenci, którym doradzałam, daliby wszystko, by poznać tajemnicę ozdrowienia; ja zresztą również.
Zaintrygowana, niezwłocznie zaczęłam szukać kolejnych przypadków radykalnej remisji. To, co znalazłam, wstrząsnęło mną. W prasie specjalistycznej bez rozgłosu opisano i udokumentowano ponad tysiąc przypadków podobnych wyzdrowień, a ja, osoba pracująca w ważnym ośrodku badań nad rakiem, słyszałam o tym po raz pierwszy.
Im bardziej zagłębiałam się w ten temat, tym bardziej byłam sfrustrowana. Okazało się, że nikt nie zajmuje się poważnym badaniem takich przypadków ani nie stara się ich śledzić na bieżąco. Co gorsza, większość przepytywanych przeze mnie osób, które doświadczyły radykalnej remisji, wyznała mi, że ich lekarze co prawda cieszyli się z takiego obrotu spraw, ale nie byli zainteresowani powodem, dla którego ich pacjenci wrócili do zdrowia. Kilka z nich stwierdziło, że lekarze wręcz odradzali im opowiadanie o swoim uzdrowieniu innym pacjentom w poczekalni. Dlaczego? By nie dawać im "złudnej nadziei". Mogę zrozumieć, że lekarze nie chcieli rozbudzać oczekiwań co do skuteczności określonych metod w przypadku innych chorych cierpiących na nowotwór, ale to nie upoważniało ich do zamykania ust ludziom pragnącym podzielić się swoją opowieścią o autentycznym powrocie do zdrowia.
Kilka tygodni później jedna z moich pacjentek wybuchnęła płaczem podczas sesji chemioterapii. Miała trzydzieści jeden lat i dwoje małych dzieci (bliźniaki), a niedawno zdiagnozowano u niej agresywny nowotwór piersi w trzecim (na cztery możliwe) stadium zaawansowania. Ze łzami w oczach pytała mnie: "Powiedz, co mam zrobić, by wyzdrowieć? Zrobię wszystko. Nie chcę, by moje dzieci dorastały bez matki". Patrzyłam na tę wyczerpaną, pozbawioną włosów kobietę, dla której jedyną szansą przeżycia była substancja powoli sącząca się do jej żył. Pomyślałam wtedy o tych wszystkich niezwykłych przypadkach całkowitych wyzdrowień, których nikt nie badał. Wzięłam głęboki oddech, spojrzałam jej w oczy i powiedziałam: "Nie wiem. Ale postaram się tego dowiedzieć".
Postanowiłam napisać pracę doktorską w całości poświęconą badaniu i analizie przypadków radykalnej remisji. Zamierzałam nagłośnić te przypadki. Jeżeli bowiem chcemy pokonać raka, to czyż nie byłoby zasadne porozmawiać z tymi, którzy już tego dokonali? Czy nie powinniśmy poddać rekonwalescentów różnego rodzaju badaniom naukowym, by móc poznać ich tajemnice? To, że nie potrafimy od razu czegoś wyjaśnić, nie znaczy, że powinniśmy to zignorować lub kazać innym milczeć.
Zawsze przytaczam przykład Alexandra Fleminga, naukowca, który zdecydował się nie ignorować pewnej anomalii. Historia głosi, że w 1928 roku Fleming wrócił z urlopu i spostrzegł, że w jego laboratorium na szalkach Petriego pojawiła się pleśń. Nie zdziwiło go to, gdyż długo tam nie zaglądał. Postanowił wysterylizować szalki w przekonaniu, że musi zacząć eksperyment od nowa. Na szczęście w porę się zatrzymał, by przyjrzeć się bliżej jednej z szalek, na której wszystkie bakterie wyginęły. Nie zbagatelizował tego zjawiska i nie uznał go za przypadek. Podjął decyzję, że zbada całą sprawę, co doprowadziło go do odkrycia penicyliny.
Niniejsza książka przedstawia wyniki moich badań nad radykalną remisją nowotworów. Jest ona rezultatem decyzji, by nie ignorować tych niezwykłych przypadków, lecz - na wzór A. Fleminga - przyjrzeć im się uważniej. Na początku jednak chciałabym przedstawić wam własną historię, byście mogli lepiej mnie zrozumieć i dowiedzieć się, co zainspirowało mnie do poświęcenia się temu zagadnieniu.
MOJA HISTORIA
Po raz pierwszy zetknęłam się z rakiem w wieku trzech lat. Dowiedziałam się wówczas, że u mojego wujka zdiagnozowano białaczkę. Jego choroba trwała długie pięć lat. Tajemniczy rak odcisnął piętno na całej rodzinie i przejął grozą jej najmłodszych członków. Gdy miałam osiem lat, wujek zmarł, a moja dziewięcioletnia kuzynka została bez ojca. Wtedy uświadomiłam sobie, że tatusiowie mogą umrzeć na raka.
Później, tuż po skończeniu ósmej klasy, w wieku zaledwie czternastu lat dowiedziałam się, że mój bliski przyjaciel cierpi na raka żołądka. Cała społeczność naszego małego miasteczka w stanie Wisconsin natychmiast otoczyła go opieką, organizując charytatywną zbiórkę pieniędzy i odwiedzając go w szpitalu. Niektórzy spośród moich znajomych byli pełni nadziei, ale ja odczuwałam głęboki lęk, którego nie sposób było zlekceważyć. Widziałam to wszystko już wcześniej. Po dwóch pełnych cierpienia latach mój szesnastoletni wówczas przyjaciel zmarł. Całe miasteczko uczestniczyło w pogrzebie, ja zaś przez następne kilka lat wraz z przyjaciółmi regularnie odwiedzałam jego grób i składałam na nim kwiaty. Te przeżycia pozwoliły mi zrozumieć, że absolutnie każdy może w dowolnej chwili umrzeć na raka.
Podczas studiów licencjackich na Uniwersytecie Harvarda po raz pierwszy zetknęłam się z medycyną alternatywną, jogą i medytacją. Te niezwykłe praktyki i idee sprawiły, że zaczęłam kwestionować moje dotychczasowe poglądy o odrębności umysłu i ciała. Stopniowo zainteresowałam się jogą. Cztery cudowne lata później, w ramach mojej pierwszej pracy po skończeniu studiów, zostałam współautorką książki poświęconej globalnemu ociepleniu. W pewnym momencie dostrzegłam, że całymi dniami przesiaduję przed komputerem i nie angażuję się już społecznie w takim stopniu, w jakim robiłam to na studiach. Przyjaciółka zasugerowała, bym podjęła pracę jako wolontariuszka, a ja od razu pomyślałam o pomocy pacjentom cierpiącym na raka. Bez wątpienia było to spowodowane moimi doświadczeniami z tą chorobą.
Wciąż pamiętam pierwsze dni wolontariatu na oddziale pediatrii w ośrodku Memorial Sloan-Kettering Cancer Center w Nowym Jorku. Całymi dniami grałam w Monopol z dziećmi otrzymującymi chemioterapię dożylną. Świadomość, że choć przez kilka godzin pomagałam im zapomnieć o chorobie, naprawdę odmieniła moje życie. Czułam, że znalazłam swoje powołanie, więc po kilku tygodniach pracy zaczęłam szukać uczelni, na której mogłabym pogłębić swoją wiedzę i uzyskać tytuł naukowy. Wybrałam Uniwersytet Kalifornijski w Berkeley, a moja praca magisterska miała dotyczyć wolontariatu na oddziałach onkologicznych ze specjalnym uwzględnieniem wspomagania pacjentów chorych na raka.
Na studiach magisterskich moje zainteresowanie medycyną alternatywną pogłębiło się jeszcze bardziej. Przeczytałam wiele książek o tym zagadnieniu i ukończyłam intensywny kurs instruktorów jogi. Za dnia udzielałam wsparcia pacjentom cierpiącym na nowotwory, a popołudniami uczyłam się i ćwiczyłam jogę. W tym samym czasie mój mąż starał się uzyskać dyplom w dziedzinie tradycyjnej medycyny chińskiej (akupunktura, ziołolecznictwo itp.) i zgłębiał tajniki ezoterycznej formy leczenia energią, więc byłam zaznajomiona z tematem medycyny alternatywnej. To właśnie wówczas przeczytałam książkę Andrew Weila, która odmieniła moje życie, zapoznając mnie z tzw. "spontanicznym uzdrawianiem". To zdarzenie zachęciło mnie do kontynuowania studiów nad interesującym mnie zagadnieniem oraz do uzyskania tytułu doktora. Od tamtej chwili w całości poświęciłam się odkrywaniu tego, czego potrafią dokonać ludzie, by wbrew wszelkim niepomyślnym prognozom pokonać raka.
CZYM JEST RADYKALNA REMISJA?
By zrozumieć, czym jest radykalna remisja, należy najpierw określić, co jest uznawane za "standardową" lub "nieradykalną" remisję. Lekarz może oczekiwać remisji, jeżeli nowotwór został wykryty na odpowiednio wczesnym etapie rozwoju i zalicza się do grupy nowotworów "wyleczalnych". Jeżeli na przykład u kobiety zdiagnozuje się nowotwór piersi na etapie pierwszym, to statystycznie rzecz biorąc, można założyć, że jeżeli podda się ona zalecanym zabiegom (takim jak operacja czy chemio- lub radioterapia), to co najmniej przez kolejne pięć lat nie będzie musiała się martwić. Jeżeli jednak u tej samej kobiety wykryje się raka trzustki w pierwszym stadium rozwoju, to jej szanse na przeżycie kolejnych pięciu lat wynoszą jedynie 14%, nawet jeżeli podda się ona wszelkim zalecanym zabiegom medycznym1. Dzieje się tak dlatego, że medycyna konwencjonalna nie potrafi obecnie leczyć nowotworów trzustki równie skutecznie, jak raka piersi.
Radykalna remisja według mojej definicji to remisja nieoczekiwana ze statystycznego punktu widzenia, zaś statystyki te różnią się w zależności od typu i etapu zaawansowania nowotworu oraz zastosowanej terapii. Mówiąc ściślej, radykalna remisja zachodzi wtedy, gdy:
nowotwór znika bez żadnego udziału medycyny konwencjonalnej; pacjent próbuje korzystać z dobrodziejstw medycyny konwencjonalnej, lecz remisja nie następuje, więc sięga on po terapię alternatywną, która prowadzi do remisji; pacjent - by zwiększyć swoje szanse na przeżycie - eksperymentuje zarówno z metodami konwencjonalnymi, jak i alternatywnymi (w przypadku nowotworów, dla których szanse na przeżycie więcej niż pięciu lat wynoszą mniej niż 25%).Przypadki nieoczekiwanej remisji są rzadkie, ale doświadczyły jej tysiące osób. Wszystkim spotkanym przeze mnie onkologom zadaję pytanie, czy kiedykolwiek zetknęli się w swojej pracy z przypadkiem radykalnej remisji. Jak do tej pory, wszyscy odpowiedzieli twierdząco. Z tego powodu nie dowiemy się, jak często występuje zjawisko radykalnej remisji, dopóki nie opracujemy sposobu śledzenia tego typu przypadków. By to osiągnąć, założyłam stronę internetową pod nazwą radicalremission.com, na której pacjenci, lekarze, uzdrowiciele i czytelnicy mogą w prosty i szybki sposób opisać swoje doświadczenia z radykalnymi remisjami. Dzięki temu grupa badaczy będzie mogła policzyć, przeanalizować i prześledzić takie przypadki. Baza danych na stronie jest dostępna dla wszystkich, by zarówno osoby chore na raka, jak i ich bliscy mogli dowiedzieć się, w jaki sposób ludzie, których spotkał podobny los, wyzdrowieli wbrew negatywnej kwalifikacji.
INFORMACJE O KSIĄŻCE
Gdy zaczęłam interesować się tematem radykalnych remisji, ze zdziwieniem odkryłam, że pośród ponad tysiąca przypadków opisanych w literaturze medycznej niemal zupełnie pominięto dwie grupy ludzi. Pierwsza z nich to pacjenci, którym udało się pokonać raka. Zdziwiło mnie, że ogromna większość artykułów nie wspomina o tym, co według samych pacjentów mogło być przyczyną remisji. Czytałam publikacje, w których lekarze szczegółowo wymieniali wszystkie zachodzące w organizmie ozdrowieńca zmiany biochemiczne, ale żaden autor nigdy bezpośrednio nie zapytał, co zdaniem samego zainteresowanego mogło być przyczyną cudownego wyzdrowienia. Moje zdziwienie spowodowane było tym, że przecież owi pacjenci mogli nawet nieświadomie zrobić coś, co pomogło im pokonać nowotwór. Dlatego właśnie prowadząc badania do swojej pracy magisterskiej, postanowiłam o to zapytać ludzi, którzy doświadczyli radykalnej remisji. Pytanie, z którym zwróciłam się do dwudziestu wybranych osób, brzmiało: "Jak sądzisz, co sprawiło, że twój nowotwór zniknął?".
Druga grupa pomijana w artykułach naukowych to lekarze medycyny alternatywnej. Większość radykalnych remisji pojawia się z definicji przy braku udziału konwencjonalnej medycyny zachodniej, więc zdumiało mnie, że nikt nigdy nie przyjrzał się sposobom leczenia raka praktykowanym przez uzdrowicieli alternatywnych. Znaczna część osób po radykalnej remisji szukała pomocy u uzdrowicieli ze wszystkich zakątków świata. Odwiedziłam wiele krajów i pytałam pięćdziesięciu niezwiązanych z kulturą zachodnią uzdrowicieli o to, w jaki sposób leczą raka. Przez dziesięć miesięcy poszukiwałam, a następnie przepytywałam alternatywnych specjalistów od raka mieszkających w dżunglach, górach i miastach dziesięciu różnych krajów: USA (Hawaje), Chin, Japonii, Nowej Zelandii, Tajlandii, Indii, Anglii, Zambii, Zimbabwe i Brazylii. Była to podróż, która odmieniła moje życie i pozwoliła mi spotkać wielu fascynujących uzdrowicieli. Niniejsza książka jest podsumowaniem wiedzy, którą podzielili się ze mną wszyscy ci ludzie.
Od czasów tamtych badań udało mi się dotrzeć do wielu nowych spraw i obecnie mam za sobą ponad sto wywiadów oraz analizę ponad tysiąca opisanych w literaturze przypadków radykalnej remisji. Po skrupulatnym i rzeczowym przeglądzie wszystkich tych spraw wyszczególniłam ponad siedemdziesiąt pięć różnych czynników, takich jak czynniki fizyczne, emocjonalne i duchowe, wykazujących wpływ na radykalne remisje. Gdy jednak zestawiłam ze sobą częstotliwość występowania tych czynników, spostrzegłam, że dziewięć z nich pojawia się praktycznie w każdym wywiadzie. Innymi słowy, bardzo niewielu spośród ankietowanych wspomniało na przykład o siedemdziesiątym trzecim czynniku, którym jest przyjmowanie suplementu z chrząstki rekina, ale prawie każdy mówił o dziewięciu okolicznościach, które pomogły mu w pokonaniu raka. Te dziewięć głównych czynników mających wpływ na radykalną remisję to:
radykalna zmiana diety, odzyskanie kontroli nad stanem własnego zdrowia, podążanie za intuicją, stosowanie ziół i suplementów, uwalnianie stłumionych emocji, zmaksymalizowanie pozytywnych emocji, przyjmowanie pomocy ze strony innych, pogłębianie więzi emocjonalnych, wykazywanie silnej motywacji do życia.Warto zaznaczyć, że czynniki te nie zostały przytoczone według stopnia ważności. Nie ma tu żadnego wyraźnego "lidera". Wszystkie dziewięć uwarunkowań pojawiało się równie często w moich ankietach, mimo iż (jak dowiecie się z tej książki) niektórzy ankietowani woleli skupiać się wyłącznie na jednym czynniku. Miejcie na uwadze, że większość badanych przeze mnie osób, które doświadczyły radykalnej remisji, spełniało (przynajmniej w pewnym stopniu) wszystkie dziewięć warunków.
By uporządkować treść, podzieliłam tę książkę na dziewięć rozdziałów, z których każdy szczegółowo mówi o jednym istotnym czynniku. W każdym rozdziale najpierw przyjrzycie się głównym założeniom danego czynnika z uwzględnieniem najnowszych badań naukowych z nim związanych. Następnie poznacie historię dotyczącą radykalnej remisji, która w szczególny sposób ilustruje i zwraca uwagę na dany czynnik. Na końcu każdego rozdziału zamieściłam listę zadań, które musicie wykonać, jeżeli chcecie wprowadzić w życie dany czynnik pomagający w wywołaniu radykalnej remisji.
ZANIM ZACZNIEMY
Zanim podzielę się z wami tymi kluczowymi kwestiami, chciałabym wyjaśnić kilka spraw. Na początku muszę wyraźnie podkreślić, że w żadnym wypadku nie jestem przeciwniczką konwencjonalnych metod walki z rakiem, takich jak zabiegi operacyjne, chemioterapia czy radioterapia. Wierzę, że choć większość z nas do przebiegnięcia maratonu potrzebuje butów, to istnieje niewielka grupa ludzi, którzy potrafią bez przeszkód pokonać dystans 40 kilometrów boso. Sądzę również, że choć większości ludzi do walki z rakiem potrzebna jest medycyna konwencjonalna, to niektórym z nas udaje się go pokonać za pomocą nieco innych metod. Jako osoba badająca choroby nowotworowe pragnę dowiedzieć się jak najwięcej o ludziach z tej drugiej grupy i zastosowanych przez nich metodach, by odkryć, w jaki sposób udało im się na przekór niepomyślnym rokowaniom pokonać raka.
Moim celem nie jest sprawienie, by niniejsza książka wzbudziła w was złudne nadzieje. Pamiętacie, jak pisałam o lekarzu, który nie chciał, by jego pacjenci dowiedzieli się o radykalnej remisji? Rozumiem go, gdyż radzenie sobie z całą grupą ludzi, których szanse na przeżycie są ze statystycznego punktu widzenia znikome, to prawdziwe wyzwanie. Jednak moim zdaniem taka postawa spowodowała coś gorszego niż złudną nadzieję: brak wiedzy. Przecież w dalszym ciągu nikt poważnie nie zajmuje się przypadkami cudownych wyzdrowień. Podczas moich pierwszych zajęć na uniwersytecie w Berkeley nauczyłam się, że obowiązkiem naukowca jest badanie wszelkich nietypowych spraw, które nie przystają do przyjętej przez niego hipotezy. Po przebadaniu tych anomalii naukowiec ma jedynie dwa wyjścia: może wyjaśnić, dlaczego te dziwne przypadki nie odpowiadają jego modelowi hipotetycznemu lub wymyślić nowy model, który je uwzględnia. Tak czy inaczej - nie ma scenariusza, który pozwalałby na ignorowanie przypadków niepasujących do przyjętej hipotezy.
Z naukowego punktu widzenia ignorowanie przypadków ludzi, którzy pokonali nowotwór w sposób niekonwencjonalny (zwłaszcza jeżeli naszym wspólnym celem jest znalezienie leku na raka) to brak odpowiedzialności. Chciałabym też zwrócić uwagę na termin "złudna nadzieja". Jest to nadzieja oparta na czymś, co jest błędne. Radykalnej remisji nie da się jeszcze wytłumaczyć naukowo, ale jest ona czymś istniejącym realnie, czymś prawdziwym. Wszystkim tym ludziom naprawdę udało się na przekór statystykom pokonać nowotwór. Musimy to zrozumieć, by przestać bać się wzbudzania złudnej nadziei i zacząć naukowo badać tego typu niezwykłe przypadki. To może tylko pomóc w walce z rakiem. Dziewięć kluczowych czynników opisanych w niniejszej książce to hipotezy stanowiące potencjalne wytłumaczenie zjawiska radykalnej remisji i nie należy ich traktować jako naukowo udowodnionych faktów. Niestety, potrzeba będzie wielu lat rzetelnych i powtarzalnych badań, zanim uda nam się jednoznacznie stwierdzić, czy te dziewięć czynników w istocie zwiększa szanse w walce z rakiem.
Nie chciałam czekać tak długo z ujawnieniem moich hipotez. Pragnę przedstawić wam wyniki własnych badań, by sprowokować dyskusję o tym, dlaczego takie przypadki są ignorowane i czego mogą nas nauczyć. O wzbudzaniu złudnych nadziei mogłaby być mowa wyłącznie wtedy, gdybym powiedziała wam, że z pewnością wygracie z rakiem, jeżeli postąpicie według tych dziewięciu wskazówek. Nie twierdzę tak. Chcę po prostu powiedzieć, że zgodnie z wynikiem moich badań jest to dziewięć najbardziej popularnych hipotez tłumaczących zjawisko radykalnej remisji.
Teraz, gdy już wiecie, że moim celem nie jest wzbudzanie złudnych nadziei, powiem wam, czego w istocie się spodziewam. Po pierwsze wierzę, że inni naukowcy zaczną jak najszybciej badać przedstawione tu hipotezy. Mam nadzieję, że osoby chore na raka i ich bliscy znajdą w tej książce i opisanych w niej autentycznych historiach tyle samo inspiracji co ja, gdy po raz pierwszy zetknęłam się z przypadkiem radykalnej remisji. Liczę na to, że pokrzepi ich relacja o powrocie do zdrowia (na przekór wszystkiemu) niektórych chorych. Ponadto wierzę, że niniejsza książka zmotywuje ludzi do poszukiwań kolejnych sposobów na poprawę swojego stanu zdrowia, niezależnie od tego, czy chcą oni zapobiec powstaniu nowotworu, czy są aktualnie w trakcie konwencjonalnej terapii przeciwnowotworowej, czy też szukają alternatywnych rozwiązań, ponieważ typowe metody zawiodły. Przede wszystkim jednak mam nadzieję, że książka ta zainicjuje wielce potrzebną debatę na temat radykalnej remisji, byśmy mogli w końcu przestać ignorować to zjawisko i zaczęli czerpać z niego wiedzę.
GDY MÓWIMY o przypadkach radykalnej remisji, nie rozumiemy jeszcze, z jakiej przyczyny doszło do cofnięcia się nowotworu i dlaczego określone metody poskutkowały w jednym przypadku, a w innym nie. Jestem jednak zdania, że jeżeli zaczniemy badać te zjawiska z należytą uwagą, zamiast ignorować je tylko dlatego, że nie potrafimy ich zrozumieć - to rezultaty będą następujące: być może dowiemy się czegoś o zdolnościach samoregeneracyjnych naszego organizmu, a może odkryjemy lekarstwo na raka. Jeżeli jednak będziemy dalej lekceważąco traktować przypadki radykalnej remisji, to nic takiego się nie wydarzy. Jak wyglądałby dziś nasz świat, gdyby Alexander Fleming zignorował pleśń w tej jednej szalce Petriego? Historia pokazała nam, że badanie anomalii bywa bardzo produktywne. Właśnie tak dochodziliśmy do przełomowych odkryć i tu właśnie tkwi prawdziwa nadzieja.
1 American Cancer Society, "Pancreatic Cancer Survival by Stage" http://www.cancer.org/cancer/pancreaticcancer/detailedguide/pancreatic-cancer-survival-rates, wyświetlono 11 września 2013.