Baśń - Janusz Niżyński

Reflow text when sidebars are open.
Drogi Czytelniku,
przypuszczam, że tytułem mojej najnowszej książki mogłem Cię trochę zaskoczyć. Baśń bowiem, jako gatunek literacki, nieczęsto jest podejmowany przez współczesnych pisarzy, a jeśli już - to głównie ze wskazaniem na najmłodszych czytelników. Tymczasem moją "Baśń" jednoznacznie kieruję do osób dorosłych. Czynię tak jednak nie ze względu na wysublimowane treści, opisy, ani nawet nie z powodu śmiałych scen erotycznych, pojawiających się czasem w fabule. Baśń moją dedykuję dorosłemu czytelnikowi z powodu tajemniczo-mrocznawego klimatu towarzyszącego losom postaci, lecz również z uwagi na pokomplikowane wątki obyczajowe. Także ze względu na sceny rozgrywane w nocnych klubach czy też w zapuszczonych budynkach. Wreszcie - z uwagi na desperacje moich bohaterów, i co za tym idzie, na różne przydarzające się im w konsekwencji dramatyczne wydarzenia... Zgodzisz się chyba ze mną, że wszystkie te elementy powinny być dobrze rozumiane przez dojrzałego odbiorcę i zapewne mało komunikatywne dla czytelnika nieletniego?
Oczywiście, jak przystało na gatunek literacki, znajdziesz Czytelniku w mojej Baśni także i typowe elementy fantastyki oraz sił nadprzyrodzonych. Będą więc cudowne zdarzenia, pojawią się tajemnicze postacie, a nawet nadnaturalne zjawiska. Z góry jednak chcę Cię uspokoić: cała powieść mocno osadzona jest we współczesnych "twardych" realiach naszej codzienności. Sceny baśniowe, gdy się pojawią, trwają tylko mgnienie, jako dopełnienie akcji, i zaraz potem znikają. Wszyscy bohaterowie są z "krwi i kości", i nawet jeśli w nielicznych z nich odnajdziesz baśniowe cechy, to i tak każdy z osobna jest na tyle zwyczajny, że aż może być skądś Ci znany. Może to ktoś, kto podobny jest do kogoś z Twych znajomych? Może do postaci, które pojawiały się w poprzednich moich książkach?... A, przy okazji, może i same zdarzenia baśniowe wcale nie są aż tak bardzo baśniowe, skoro przypominają zwyczajne ludzkie przywidzenia? Sam będziesz musiał sobie odpowiedzieć na te pytania... Ja z obowiązku dodam tylko, że wszyscy moi bohaterowie są postaciami fikcyjnymi, że ich losy są przeze mnie całkowicie zmyślone i że jakiekolwiek podobieństwa do realnych osób i wydarzeń mogą być co najwyżej dziełem przypadku.
Drogi Czytelniku, ufam, że "Baśń" moją przeczytasz z satysfakcją i z przyjemnością. Sprzyjać temu będzie intrygująca fabuła oparta na kilkunastu niedługich rozdziałach, z których, dodam jako ciekawostkę, niemal każdy mógłby być niezależnym, samodzielnym opowiadaniem. Zachęcam Cię jednak do przeczytania wszystkich rozdziałów po kolei. Wówczas końcowe akapity staną się logicznym zwieńczeniem całości. A gdybyś już po przeczytaniu książki zechciał ze mną podzielić się swymi refleksjami - to nic prostszego: możesz to uczynić na mej prywatnej witrynie Janusz.Nizynski.pl albo na moim facebookowym Fanpage'u. Miło byłoby mi, gdybyś i Ty dołączył na nim do rzeszy moich sympatyków.
A teraz, gdy już w kilku zdaniach opowiedziałem Ci o mojej najnowszej książce, nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Ci, drogi Czytelniku, ciekawej i inspirującej lektury!
Janusz Niżyński
Do "Złotego kogucika"weszła ich cała trójka: dwóch mężczyzn w skórzanych marynarkach i wyzywająco piękna blondyna. Pewnym krokiem przemieścili się w stronę odległego kąta, gdzie poza zasięgiem przypadkowych ciekawskich spojrzeń zasiedli przy małym stoliku w kącie sali.
- A teraz przypatrzcie się, jak nasz "obiekt" raczy samotnie whisky przy barze - odezwał się do dwójki współtowarzyszy ten, który zdawał się być najstarszym, będąc najwyraźniej także ich liderem. Ubrany były cały na czarno, to jest: w wykwintny czarny garnitur, czarne buty i czarny na głowie kapelusz. Na imię miał Marduk.
- Tamten w bordowej skórzanej marynarce, o twarzy twardziela? - Leniwie zapytał drugi o kocim wyrazie twarzy. (Ten, z kolei, miał na imię Anmael i swym szarym prostym ubiorem niczym nie odróżniał się od pozostałych bywalców lokalu.) - Załatwimy go "bez mydła".
- Mam nadzieję, że się nie mylisz. - Marduk przeniósł wzrok z Anmaela w stronę kobiety. - Zacznij! Lilith... Jak zwykle dajemy ci pierwszeństwo.
Porucznik Kris Fabian, ubrany po cywilnemu, po kolejnym ciężkim dniu służby siedział przy barze, popijając whisky. Niełatwo jest żyć w świadomości, że już zaczął piąty krzyżyk, a w życiu wciąż pod górkę. Kariera nie dopisuje, z pieniędzmi krucho, bo wciąż jak miecz Damoklesa wisi nad nim niespłacony dług hipoteczny i, co najważniejsze, coraz więcej problemów ze swą żoną Dorotą, takich, których powodów się nie pamięta, za to po których zostają w pamięci przykre, wzajemnie rzucane wobec siebie oskarżenia. Tak jak dziś rano...
- Cześć, przystojniaku!
Zaskoczony Kris Fabian spojrzał spode łba w stronę "głosu". Obok przysiadła się (właściwie skąd się tu wzięła?) młoda kobieta szał-blondyna. Jej emanujące seksapilem kształty natychmiast uruchomiły w jego zmysłach korowód zakazanych fantazji: "ależ musi być bosko całować tak zmysłowe, pokryte karmazynową szminką usta; ale cudownie byłoby zapuścić się palcami w te długie blond włosy spadające aż po krągłości biustu... I ta cienka bluzeczka pod zupełnie odkrytą szyją... Tam mógłbym błądzić dłońmi godzinami... I ta kusa spódniczką ledwie osłaniająca boskie uda... Bogini!"
- Cool chłopiec! - Powiedziała "bogini", prześliznąwszy cienkim palcem z krwisto-czerwonym paznokciem po ustach mężczyzny. - Od razu zwróciłam na ciebie uwagę, gdy tylko weszłam... Przy okazji: mam na imię Lilith, dla przyjaciół Lila - i położyła rękę Krisa na swe śniade, gorące kolano. - Idziemy?
Kris Fabian zbladł z pożądania. Do takich damulek jak ta obok nigdy dotąd nie ośmielał się nawet wzdychać. Konwulsyjnie przełknął ślinę, bezwolnie skinął głową. Kobieta wzięła go pod ramię i poprowadziła do ciemnego korytarzyka między toaletami. Mężczyzna chwacko przytulił do siebie elastyczne, niczym u kota, "boskie" ciało i zapominając o wszystkim przywarł pożądliwymi wargami do jej ust... Nagle coś ostrego boleśnie zakłuło go w tors. Uwolniwszy się z uścisku, poczuł ręką na szyi srebrny krzyżyk, prezent od Dorotki - jego żony. Dobrze pamiętał łagodny jej szept, gdy mu wręczała: "Niech Bóg Cię chroni!"
- Co jest? - Zapytała niecierpliwie Lilith.
Porucznik Fabian, tym razem jakby nie swymi oczyma, a bacznym wzrokiem doświadczonego służbisty, chłodno i krytycznie spojrzał na kobietę. Wulgarnie zmiętolona spódniczka (na jego gust stanowczo za krótka), ckliwie-słodki zapach perfum, rozmazana krwista szminka, wyzywająco umalowane czerwonym lakierem paznokcie, bezduszne oczy, jak u drapieżnika. Co on w niej, do cholery, widział?!...
- Przykro mi - odpowiedział głucho. - Jestem żonaty.
I poprawiwszy marynarkę wrócił do baru, nie zwracając uwagi, z jakim wulgarnym grymasem na twarzy odprowadzała go swym spojrzeniem ledwie co poznana kobieta.
- Tracimy kwalifikacje? - zażartował Marduk, patrząc podirytowanym spojrzeniem na kobietę. - Teraz ty! - i skinął głową w stronę drugiego współtowarzysza.
- Witam, kolegę! - Młody mężczyzna o kocich ruchach i twarzy jak u kota przysiadł się obok Krisa. - Muszę z kimś zagadać, podzielić się swymi problemami. Pozwoli, kolega?
- Gadaj sobie... - wzruszył ramionami porucznik.
- Uważa kolega, żona mnie zdradza... A ja tak bardzo się starałem... Cóż?... Wszystko do kitu! Znalazła kogoś lepszego... U was, kolego, też może jest tak?
Porucznik Kris Fabian poczuł w sercu niepokój. Może, faktycznie, Dorka znalazła kogoś innego? Ból ściskający w piersi przechwytywał oddech. Przyłożył dłoń do torsu, szczypnął krzyżyk... No, nie! Co za bzdura! Ona na pewno nikogo nie ma.
- Proszę wybaczyć... U mnie wszystko w porządku. - Odpowiedział rozmówcy. - Niech pan sobie poszuka do zwierzeń kogoś innego. - I przesunął się nieco dalej od nieproszonego gościa.
- Dyletanci! - Fuknął z pogardą Marduk do partnerów cierpiących z powodu poniesionego fiaska. - Patrzcie i uczcie się!
Mężczyzna zbliżył się do baru, głośno rozmawiając z kimś przez telefon, na tyle głośno, że porucznik chcąc nie chcąc stał się mimowolnym słuchaczem.
- Nie przyjdziesz? Dlaczego? Rozumiem. Jedziesz do kochanki... A mąż? Pokłóciła się z nim i wywaliła z domu? Czyli będziesz pocieszycielem?... Ty farciarzu! A gdzie mieszka? W Zielonkach przy ulicy Cichej?
Porucznik Fabian nagle poczuł, jak krew napływa mu do twarzy. Dłonie samoistnie zacisnęły się w pięści. Wściekle zadudniło serce. Zerwał się, wybiegł z baru.
- I jak widzicie, teraz dowali swej żonie i zrealizuje za nas całe zadanie. - Mówi zadowolony z siebie Marduk popijając wino. - Potem skończy ze sobą i zleconko mamy odfajkowane z nawiązką. Nie zaszkodziłoby i odfajkować w bonusie kochanka, no, ale cóż? Jego żona przecież takiego nigdy nie miała...
- Co za nieudacznik życiowy! - Leniwie skomentowała Lilith. - Lećmy, obejrzyjmy to mydlane przedstawienie. - Zwróciła się do współtowarzyszy.
*
Kris Fabian walił pięściami w drzwi (okazało się, że zapomniał kluczy od domu). Wreszcie otworzyła je przyodziana w szlafrok Dorota. Jej twarz była spuchnięta od płaczu.
- Gdzie jest ten gach? Gdzie jest ten twój kochanek?! - Krzyknął już z progu.
- Jaki kochanek? Krzysiu, jesteś szalony czy pijany? - Ze strachem odpowiedziała.
Podniósł rękę do ciosu. Ale nagle w domu otworzyło się okno, przez które wieczorny wiatr przywiał nie wiadomo skąd zapach czeremchy. Mąż i żona spojrzeli na siebie, jakby wybudzeni z koszmaru.
- Pachnie czeremchą - powiedziała kobieta. - Zupełnie jak w dniu, gdy się poznaliśmy...
- Rzeczywiście... - jakby ocknął się ze snu, potwierdzając słowa żony.
- Krzysiu, dobrze, że już jesteś... bardzo się o ciebie martwiłam...
- Wybacz mi, kochana! - Wyszeptał z trwogą. - Miałem dziś ciężki dzień. Aż dwa samobójstwa młodych ludzi...
Dwoje małżonków przytuliło się do siebie, mocno, z czułością...
*
Cała trójka spojrzała na siebie ze zniechęceniem.
- Cholera! A był już prawie nasz - powiedział młodszy kompan.
- Wydaje się, między nimi jest nadal dość silne uczucie - stwierdziła Lilith.
- No trudno. Nic tu już po nas. Spadamy! - zakomenderował Marduk.
*
Nad miastem zapanowała noc. Trójka łowczych dusz: Zazdrość, Pokusa i Podstęp ruszyli w poszukiwaniu kolejnych ofiar.