Bardziej niż wczoraj, lecz mniej niż jutro - Urs Tors

Reflow text when sidebars are open.
W mroku szarzyzny grudniowego popołudnia, jednej z tych zim, co to niby są, bo zimno, ale śniegu nie ma i tak jest nijako, siedziałem przy oknie i przeglądałem swoje stare notatki. Szukałem jakiegoś punktu zaczepienia, czegoś, co pozwoliłoby mi skupić uwagę, co dałoby możliwość oderwania się choć na jakiś czas od myśli o Darku.
Gdyby jeszcze tydzień temu ktoś mi powiedział, że zakochał się od pierwszego wejrzenia, zdziwiłbym się z pewnością, a gdyby jeszcze próbował mnie przekonać, że w wyniku tak nagłego i nieobliczalnego uczucia można bardzo cierpieć, ba! niemal szaleć, w ogóle nie dałbym temu wiary. Hm, jakie to odległe...
Spojrzałem błagalnie na telefon; niestety milczał. Darek wyraźnie nie miał zamiaru zadzwonić. Czas mijał, a ja siedziałem na starej poczciwej sofce, zastanawiając się nad sensem ostatnio przeczytanego zdania: Verlange, was du brauchst. Tak, to również wydawało się bardzo odległe. Pragnąłem go zobaczyć albo przynajmniej usłyszeć jego głos, jednakże zdawałem sobie sprawę, że jest to nierealne, że nie mam prawa żądać czegokolwiek. Znałem wprawdzie jego numer telefonu, lecz honor i obawa przed tym, by nie okazać się natrętem pozbawionym taktu, nie pozwalały mi samemu zadzwonić. Czułem się okropnie. Tak, cierpiałem, choć głupio się do tego przyznać. Dotychczas uważałem się raczej za mocnego gościa. Walczyłem ze sobą naprawdę długo, nim wreszcie zdecydowałem się sam chwycić za słuchawkę. Telefon odebrał jakiś chłopak (przyjaciel?). Darka nie było w domu. Obiecał przekazać mu moją prośbę o kontakt. Cóż, pozostawało teraz tylko czekać. Tym telefonem wyczerpałem już ostatecznie wszystkie możliwości. Jeśli Darek nie zadzwoni jutro, pojutrze, będzie to oznaczało, że nie zależy mu na znajomości ze mną. Prawda ta będzie z pewnością okrutna, ale trudno się dziwić - ja jestem przecież równolegle związany z Rosą i jak na razie wcale nie mam zamiaru z tego związku zrezygnować, on zaś jest zdeklarowanym gejem i pewnie nieco inaczej wyobraża sobie układy partnerskie, sam nie wiem. Dodatkowo komplikuje sytuację fakt, że Darek zupełnie nie wie, co do niego czuję. Podobnie jak on, ja sam też nie jestem zbyt wylewny. W kwestii uczuć łatwiej mi pisać, niż mówić, nawet przez telefon. W czasie ostatniej naszej rozmowy mówiłem różne rzeczy; ot tak, żeby coś mówić lub raczej, aby czegoś innego nie powiedzieć. Opowiadałem mu nawet o dziewczynie, którą ostatnio poderwałem. Później zrozumiałem, że nie było to zbyt mądre i tylko jeszcze bardziej oddaliło mnie od niego. Nie wiedziałem już, co robić. Z Ewą (tak miała na imię) poszedłem do łóżka tylko po to, by spróbować zapomnieć na chwilę o nim. Tego oczywiście mu nie powiedziałem. Tak więc Darek nie podejrzewa nawet, jak bardzo mi na nim zależy. Nie zdołałem przełamać paraliżującego strachu przed odtrąceniem i zaoferować mu moją przyjaźń, miłość, wszystko. Ale czy zmieniłoby to cokolwiek? W końcu on pewnie do mnie nic nie czuje. Nasz kontakt fizyczny, nie oszukujmy się, wypadł dość niezręcznie, jakoś mechanicznie. Mam pewne opory w tym zakresie i w gruncie rzeczy właściwie sam nie bardzo wiem, czego pragnę. Brakowało mi uczucia, tej odrobiny serdeczności z jego strony. Ja sam zaś nie zdawałem sobie jeszcze wtedy sprawy z siły rodzącej się miłości i nie potrafiłem być czuły za nas obu.
Zrobiło się dość późno. Raczej z przyzwyczajenia niż z nadziei na wiadomość od Darka włączyłem automatyczną sekretarkę i poszedłem na spacer. Chodziłem po pustym o tej porze parku, snując się to tu, to tam. Dobiegała północ. Blask księżyca odbijał się w zamarzniętym stawie, roztaczając wokół srebrzystą aurę ułudy.
Darek nie zadzwonił. Nie przeszkadza mi to jednak kochać go dalej.
Minęły jakieś trzy, może cztery tygodnie. W tym czasie kilka razy upiłem się z rozpaczy, ale byłem twardy - w żaden sposób nie próbowałem narzucać się Darkowi. Ciągle jednak nie potrafiłem przestać myśleć o nim. Nie przeszkadzało mi to, że był teraz z kimś innym. Wręcz przeciwnie, z całego serca pragnąłem, by ktoś przelał na niego moje uczucia. Byłoby mi wtedy łatwiej o nim zapomnieć.
Wchodząc na pocztę, ujrzałem wewnątrz Darka przy automacie telefonicznym. Wszystko nagle stało się nieważne. Kochałem go nadal, lecz nie mogłem przecież w miejscu publicznym rzucić mu się na szyję. Poza tym wcale nie byłem pewien, czy podziela moją ogromną radość z naszego spotkania.
Darek bardzo się spieszył, umówiliśmy się na telefon.
wracając do domu
myślałem sobie
wkrótce nadejdzie wiosna
sąsiadka wyniesie swoje kwiatki na balkon
i będzie się cieszyć
imponderabilnym szczęściem
jakie niosą ze sobą
pierwsze promienie słońca
* * *
Było to dobrych kilka lat temu. Chodziliśmy chyba jeszcze do szkoły. Nie, mieliśmy już letnie wakacje. Tuż za plebanią, na kupie wielebnych śmieci leżało wówczas czternaście blaszanych imbryków i duży, pełen sekretów nocnik. Nieraz, szukając śladów boskiej świetności, zachodził tu ksiądz proboszcz i badał starannie te zardzewiałe skarby.
Dziś w nocy byliśmy tu sami - Krystyna, G. i ja. Naszej trójce towarzyszył tylko księżyc dobrodziej. Wyraźnie zachęcał nas do opróżnienia bukłaczka, w którym przynieśliśmy piwo. Noc była parna, alkohol szybko wchodził do głowy. Leżeliśmy, a raczej beztrosko baraszkowaliśmy po puszystej miękkiej trawie. Było bardzo przyjemnie. Miałem kilka orgazmów.
Później, gdy już zupełnie opadłem z sił, panie pozostawiły mnie w spokoju albo to ja sam zdołałem się jakoś od nich uwolnić, nie pamiętam. Siadłem z boku i patrzyłem, jak one robią to dalej same. Poczułem się całkiem niepotrzebny, niczym jeszcze jeden dziurawy imbryk. Może to właśnie wtedy po raz pierwszy zapragnąłem spróbować seksu z chłopakiem?
* * *
Umówiłem się z Darkiem u mnie w mieszkaniu. Miał przyjść około trzeciej po południu. Myślałem, że zjemy razem obiad. Nie pojawił się w ogóle, nawet nie zadzwonił. Było mi bardzo smutno. Nie potrafię się jednak na niego gniewać. Mimo wszystko mam nadzieję, że jeszcze się kiedyś spotkamy.
Następnego dnia rano jadę pociągiem. Naprzeciwko mnie siedzi chłopak z dziewczyną. Ona jest dość ładna, on też ma wiele uroku. Nie wiem, które z nich dwojga podoba mi się bardziej. Gdy na nich patrzę, jak siedzą przytuleni, cieszę się, że są ze sobą szczęśliwi. Jednocześnie ja sam czuję się jakoś nieswojo; chciałbym, by Rosa była teraz przy mnie. W pewnym momencie wzrok chłopaka krzyżuje się z moim. Jest w tym coś nieokreślonego; jego spojrzenie zawiera pytanie, na które nie umiem w tej chwili, a może nie chcę odpowiedzieć. Nie wiem, co robić. Wychodzę z przedziału. Pociąg jest prawie pusty, tak więc bez trudu znajdę sobie inne miejsce. Nie spieszę się z tym jednak. Zatrzymuję się na korytarzu i uchylam okno. Chłodne powietrze działa orzeźwiająco. Pociąg monotonnie płynie w porannej mgle. Gdzieś w oddali na łące pasie się beztrosko jakaś krowa, może dwie. Patrzę na przesuwający się przed oczami krajobraz i nie myślę już o niczym. Ot, jadę. Nie trwa to jednak długo. Po chwili podchodzi do mnie chłopak z przedziału.
- Zapalisz? - Podsuwa mi otwartą paczkę papierosów.
Mam teraz okazję przyjrzeć mu się uważniej. Jest rzeczywiście ładny, a przy tym sprawia dość niewinne wrażenie. Z pewnością jest trochę młodszy ode mnie - może mieć dwadzieścia, najwyżej dwadzieścia dwa lata, nie więcej.
- A twoja dziewczyna? - Ruchem głowy wskazuję przedział. - Nie będzie jej smutno?
- Ona nie pali, poza tym... - wzrusza ramionami i uśmiecha się dość wymownie, kładąc przy tym rękę na moim ramieniu.
Czuję, że jego ciało drży, zdaje się, jakby nieśmiało szeptać:
- Weź mnie!
Patrzę w jego oczy. Są ufne, wyczekujące. Czuję, że nie potrafię mu odmówić; zresztą, dlaczego miałbym to zrobić?
Poszliśmy razem do klopa. Było ekstra. Wspaniale ciągnął laskę; ciekawe, gdzie się tego nauczył? Nigdy później już się nie spotkaliśmy. Nie wiem nawet, jak miał na imię. Jestem mu bardzo wdzięczny. Dzięki niemu zdołałem wreszcie uwolnić się od Darka, zrozumiałem, że świat się na nim nie kończy. Nie znaczy to wcale, że Darek nagle stał mi się całkiem obojętny. Nie, odzyskałem tylko psychiczną równowagę, przestałem za nim szaleć. Nadal życzę mu jak najlepiej i szczerze pragnę jego szczęścia.
Nur nicht aus Liebe weinen,
es gibt auf Erden nicht nur den einen.
Es gibt so viele auf dieser Welt
ich liebe jeden, der mir gefällt!1
* * *
Byłem na zebraniu ciot wojujących. Szkoda słów - istny bazar, chwilami nawet groteska. Dwóch jąkających się nieboraków o prezencji niegodnej nawet komentarza prowadziło agitację do pedalskiego kółka teatralnego. Cóż, można i tak.
Zaraz po zebraniu pojechaliśmy w kilka osób (były też lesbijki) na Żoliborz do ciotki W. na kolacyjkę. Ciotka ta udzielała się wówczas w ruchu homoseksualnym i miała w związku z tym dość szerokie kontakty. Nie wiem, jak ona to robiła, ale zawsze potrafiła zwabiać do siebie całkiem niezły towar. Była przy tym niestety wyjątkowo nieciekawa: gruba, przegięta, rozplotkowana i potwornie złośliwa. Przyjmując zaproszenie, miałem nadzieję poznać u niej jakiegoś fajnego chłopaka. Tak też się i stało.
Poznałem dwóch - Rafała i Jurka. Chłopcy ci byli ze sobą razem od czterech miesięcy. Stanowili śliczną parę. Było to w pewnym sensie niezwykłe spotkanie. Jurek jest dokładnie o 23 minuty młodszy ode mnie. Urodziliśmy się w tym samym szpitalu. Niesamowite! Fizycznie nie jesteśmy do siebie podobni. Jurek jest niższy, drobnej budowy ciała i w żadnym wypadku nie wygląda na swoje 25 lat. Rafał odwrotnie, jest niemal 3 lata młodszy, lecz sprawia wrażenie dużo starszego. Nie ma to jednak dla mnie znaczenia. Obaj są uroczy.
Idziemy we trzech razem ulicą.
- Czuję się mężczyzną - mówi z pewnością siebie Rafał.
- A ja jestem chłopcem - beztrosko wyznaje Jurek i tajemniczo uśmiecha się, rzucając mi niewinne spojrzenie, jakby coś już planował.
Ja nic nie mówię. Dochodzimy do mnie do domu. Coraz bardziej czuję, że Jurek ma również ochotę spędzić tę noc ze mną. Podobają mi się obaj. Staram się jednak o tym nie myśleć, mając w pamięci nie tak dawne cierpienia związane z Darkiem. Boję się wybuchu nowej miłości bez szansy na urzeczywistnienie. Poza tym Rafał jest bardzo zaborczy. Nie chciałbym go zranić, niczym sobie przecież na to nie zasłużył.
W końcu on też mi się podoba. Byłoby miło zrobić to we trójkę. Niestety, Rafał robi scenę zazdrości i odchodzi. Psuje nam to nastrój. Jest mi autentycznie przykro, a Jurek mruczy coś pod nosem, że czeka go jutro okropny dzień. Za oknem rozlega się jeszcze kilkakrotne rozpaczliwe wołanie Rafała:
- Jurek! Jurek!