Alergie - Danuta Myłek

Reflow text when sidebars are open.
Chińskie przysłowie mówi, że rozmowa z mędrcem jest więcej warta niż przeczytanie dziesięciu mądrych ksiąg napisanych przez tegoż mędrca. Szczęśliwy, kto ma taką okazję. Spotkałam takich mędrców na swojej drodze życia.
Żadne podziękowania nie są w stanie oddać mojej wdzięczności dla Pana Profesora Macieja Kaczmarskiego ze Szpitala Dziecięcego w Białymstoku, wybitnego specjalisty w dziedzinie alergii i nietolerancji pokarmowej, z którym od wielu lat współpracuję i od którego uczę się zawiłości alergologii oraz pediatrii.
Pan Profesor Edward Zawisza poświęcił mi wiele czasu na merytoryczną dyskusję o udziale leukocytów (neutrofilów) w zapalnych procesach alergicznych, gdy pojawił się test ALCAT badający ten obszar i gdy test ten mnie zainteresował. Pan Profesor uważał, że jeśli nie ALCAT, to jakiś inny test badający rolę neutrofilów w procesach alergicznych zrewolucjonizuje medycynę, a alergologię w szczególności.
Gdybym nie spotkała w 1992 roku doktora Marka Pasuli ze Stanów Zjednoczonych, naukowca polskiego pochodzenia, ani nie byłabym dzisiaj zdrowa, ani nie miałabym tej wiedzy o szkodliwym działaniu pokarmów, jaką zdobyłam dzięki niemu. To on opracował i opatentował ALCAT Test, jego nowszą wersję MRT i kolejną najnowszą wersję, która, mam nadzieję, wejdzie do laboratoriów w 2010 roku. W gorących dyskusjach uczymy się zawiłości szkodliwego działania pokarmów, jego wpływie na kondycję układu immunologicznego i konsekwencjach dla zdrowia.
Dziękuję Panu Profesorowi Douglasowi Sandbergowi z uniwersytetu w Miami, lekarzowi pediatrze, gastroenterologowi i alergologowi, który w USA uważany był za specjalistę od "trudnych i niezrozumiałych" przypadków alergicznych zarówno u dzieci, jak i dorosłych z całego świata. Zanim odszedł na emeryturę, poświęcił wiele czasu na wyjaśnienie mi nieznanych zjawisk, przekazał mi wiedzę na temat rozpoznawania i leczenia alergii i nietolerancji pokarmowej oraz alergii na grzyby za pomocą metody neutralizacji. To drugi uczony, któremu zawdzięczam odzyskanie zdrowia.
Pan Profesor Jonhatan Brostoff to największy autorytet w świecie w dziedzinie alergii i nietolerancji pokarmowej, wielki nauczyciel wszystkich alergologów, którym bliskie są zależności zdrowia i choroby od pokarmu, autor najlepszego, moim zdaniem, podręcznika dla alergologów na świecie o alergii i nietolerancji pokarmowej. Dyskusje z Panem Profesorem uważam za twórcze, nieprzeciętne. Zarówno Jego podręczniki i prace naukowe, jak i osobiste kontakty pozwoliły mi wyjść poza dogmaty, jakie ciągle jeszcze panują w świecie medycyny, a alergologii w szczególności.
Profesor Sami Bahna z Uniwersytetu St. Petersburg na Florydzie, w 1999 roku uznany za najlepszego alergologa nauczyciela w USA, obecny prezydent American College of Allergy, Asthma and Immunology, specjalista pediatra i alergolog, człowiek o szerokiej wiedzy medycznej i humanistycznej, zechciał cierpliwie ze mną dyskutować, spierać się, zgadzając się i nie zgadzając, jak wielki uczony.
Wielu sukcesów w mojej karierze alergologicznej nie osiągnęłabym bez życzliwości i mądrości Pani Profesor Sabiny Chyrek-Borowskiej, Pierwszej Damy polskiej alergologii.
Pani Profesor Stefania Jabłońska, której nazwisko, nieprzeciętny talent medyczny i niespotykana osobowość otwierały przede mną drzwi wszystkich dermatologicznych ośrodków alergologicznych na świecie, nauczyła mnie myśleć kompleksowo o chorym człowieku.
Pan Profesor Sergio Bonini, były prezydent Europejskiej Akademii Alergologii i Immunologii Klinicznej, w swoim Mission Statement (opublikowanym w 1998 r.) jako pierwszy w historii alergologii podał w wątpliwość myślenie, które opiera się na badaniu i stosowaniu w praktyce testów i metod leczniczych wykorzystujących wyłącznie mechanizm IgE-zależny, i ocenił je jako destrukcyjne. Nikt przed nim nie odważył się tak twierdzić. Jego rozważania i podanie w wątpliwość dotychczasowych dogmatów ma znaczenie historyczne, mimo że w zasadzie sam nie zrobił niczego, co by zmieniło dotychczasowe zaskorupienie alergologii w puszce IgE-zależności. Od tego czasu w oficjalnej terminologii alergologicznej używa się terminów: alergia IgE-zależna i alergia nie-IgE-zależna.
Profesor Marek Dąbrowski, niekwestionowany autorytet w immunologii i badacz roli grasicy w zdrowiu i chorobie człowieka, wspaniały nauczyciel, genialny mówca i autor książek o zawiłościach układu immunologicznego. Wpływ jego wiedzy, charyzmy i wyobraźni naukowej na moją wiedzę i sposób leczenia jest ogromny.
Doktor medycyny Teresa Hofman. Skromny i dzielny alergolog nieustraszenie walczący o uznanie roli grzybów w wywoływaniu alergii i innych schorzeń nękających cywilizowanego człowieka.
Ci mądrzy lekarze to skarby, które przechowuję w mojej pamięci i sercu.
Mam nadzieję, że przy kolejnym wydaniu ten skarbiec się powiększy.
Nic nie stoi w miejscu. Wszystko się zmienia. To, w co wierzyliśmy jeszcze kilka lat temu, uległo modyfikacji, powstały nowe leki, nowe teorie, nowe testy lub ich modyfikacje. Niektóre teorie zdewaluowały się. Wiemy więcej o dotychczasowych lekach w dziedzinie alergologii; niektóre z nich dopiero po latach stosowania pokazały swoją prawdziwą, często złą twarz. O niektórych przypomnieliśmy sobie. Niektóre nasze poglądy uległy zmianie. Moje także. Dziesięć lat doświadczenia od pierwszego wydania to tysiące pacjentów, których leczę nie tylko z problemów ze ścisłego pola alergii IgE-zależnej. Praktycznie nie ma dziedziny poza onkologią, kardiologią czy specjalnościami zabiegowymi i niewielu innymi wąskimi podspecjalnościami, które nie dadzą się choć trochę poprawić, jeśli zastosuję całą wiedzę i doświadczenie, a pacjent moje zalecenia wprowadzi w życie. Leki są ważne, ale zajmują dalsze miejsca w powrocie do zdrowia. Długoterminowe rezultaty wiążą się ze zmianą stylu życia. A tego na receptę przepisać się nie da.
Na choroby alergiczne zapada coraz więcej osób na całym świecie, głównie w krajach cywilizowanych. Ludzie żyjący w warunkach prymitywnych, w zgodzie z naturą, nie cierpią z powodu alergii bądź zdarza się im to rzadko.
Co takiego dzieje się w naszym organizmie, że na pewne czynniki znajdujące się w żywności lub w otoczeniu reagujemy objawami chorobowymi? Czy niektórzy z nas rodzą się tacy, czy do powstawania alergii przyczynia się sposób życia?
Ponad 10 lat temu na Kongresie Europejskiej Akademii Alergologii i Immunologii Klinicznej w Birmingham (czerwiec 1998) lekarze szwedzcy przedstawili bardzo interesujące obserwacje. W rodzinach stosujących się w życiu codziennym do praw natury skłonność do występowania chorób atopowych (chorób alergicznych powstających tylko na drodze jednego z wielu mechanizmów) jest dwukrotnie rzadsza. Badania naukowe potwierdzają, co jako oczywiste podpowiada intuicja: jeżeli człowiek żyje w sposób zgodny z naturą, jest zdrowy. Jeśli spożywa w nadmiarze mleko krowie, jakby był cielęciem, albo mięso w nadmiarze, jakby sam był zwierzęciem drapieżnym - narażony jest na alergię, choroby stawów, miażdżycę, nowotwory, choroby psychiczne, czyli choroby cywilizacyjne.
Zwierzęta mają instynkt samozachowawczy, który każe im wybierać pożywienie odpowiednie dla gatunku. Małe dzieci mają podobny instynkt. Większość odmawia picia krowiego mleka, wiele nie chce jeść mięsa. Rodzice, działając w dobrej wierze, niszczą ich instynktowne odruchy. Inne taki pokarm jedzą i nic im nie jest. Człowiek jest zaborczy i zarozumiały. W swojej pysze sądzi, że może narzucić przyrodzie własne prawa. Czyni tak zresztą od milionów lat. Przyroda upomina się o swoje i mści się, obdarzając ludzkość całym wachlarzem chorób, których źródłem jest pogwałcenie praw rządzących naszym gatunkiem.
Człowiek należy do zbieraczy. To znaczy, że zgodnie ze swoją naturą powinien odżywiać się tym, co zbierze: nasionami, korzeniami, liśćmi, owocami, jajami ptaków, orzechami i rybami. Są wśród ludzi mięsożercy - dla nich mięso musi być, są tacy, którzy mogą spożywać mleko i jego przetwory, ale są i tacy, którym blisko do wegetarianizmu. Nikomu nie służy przemysł spożywczy cywilizowanego świata.
Codziennie rozmawiam z moimi pacjentami o szczegółach żywienia. Ze smutkiem i troską stwierdzam, że dzieci (dorośli także) nie jedzą prawie wcale kasz, rzadko strączki, prawie nigdy nasion oleistych, bardzo mało warzyw, szczególnie zielonych, bardzo mało ryb, za mało świeżych owoców. W ich dietach króluje wieprzowina, wędliny, mąka pszenna, jedzenie przemysłowe i cukier we wszystkich postaciach. I dodatkowo całe morze tzw. jedzenia śmieciowego (fast food). Najwięcej pożywienia śmieciowego jedzą dzieci, nawet te bardzo małe. I to jest przerażające. Dochodzę do wniosku, że to rodzice i dziadkowie są bezpośrednio winni epidemii alergii, infekcji, nowotworów i cukrzycy u swoich dzieci czy później w wieku dorosłym. To rodzice uczą nas nawyków, smaków i zachowań. Pośrednio jesteśmy winni tym epidemiom my, lekarze. Bezmyślnie nadużywamy antybiotyków (o ich niszczącym wpływie na funkcje życiowe będzie dużo w całej książce), za mało zwracamy uwagę na to, co nasz pacjent je, jak żyje, czy uprawia jakiś sport, czy w ogóle się rusza, czy tylko siedzi.
A najbardziej obciążam system opieki zdrowotnej. Za mało uwagi i funduszy poświęca tej materii.
NASIONA TO PODSTAWA POŻYWIENIA CZŁOWIEKA
- "grube" kasze: jaglana, gryczana, jęczmienna, kukurydza, cała pszenica, żyto, ryż, płatki owsiane, kiełki zbożowe
- różne nasiona roślin strączkowych, na przykład: soja, soczewica, fasole, groch
- orzechy, pestki słonecznika, pestki dyni, migdały
- drobne nasionka, jak siemię lniane, mak, wiesiołek, amarantus, sezam; warto je polecić do uszlachetniania sosów i zup, panierowania kotletów, krokietów, ryb - zamiast tartej bułki, wytwarzania słodyczy i ciasteczek (z miodem, a nie z cukrem).
Nasiona są źródłem wartościowego białka; na przykład soja - wbrew powszechnym opiniom - dostarcza dwa razy więcej energii niż mięso. Zawierają duże ilości węglowodanów i nienasyconych kwasów tłuszczowych, działających przeciwmiażdżycowo. W nasionach występują wszystkie witaminy z grupy B oraz ważne mikroelementy, których niedobory wywołują choroby skóry i błony śluzowej, źle wpływają na włosy i paznokcie. Są m.in. olbrzymim źródłem wysoko przyswajanego wapnia, magnezu, cynku i innych ważnych dla życia mikroelementów. Niewystarczająca podaż tych składników w pożywieniu zaburza pracę układów: nerwowego, hormonalnego i immunologicznego, których prawidłowe funkcjonowanie warunkuje zdrowie. Żadne źródła sztucznych witamin i mikroelementów nie dorównują olbrzymim rezerwom zmagazynowanym w nasionach. Nasiona wreszcie, podobnie jak warzywa i owoce, zawierają błonnik, który działa jak szczotka wymiatająca z jelit śmieci. Błonnika nie ma ani w mięsie i wędlinach, ani w serach, jogurtach i mleku.
Najnowsza wiedza o prawidłowym, zgodnym z naturą człowieka odżywianiu, z trudem przebija się do świadomości społecznej. Na szczęście coraz częściej mówi się publicznie, że nadmiar białka zwierzęcego jest dla człowieka szkodliwy - nie jesteśmy wszak zwierzętami mięsożernymi i nasz przewód pokarmowy nie został ewolucyjnie przystosowany do trawienia wyłącznie mięsa.
W latach dziewięćdziesiątych w Wojewódzkiej Poradni Alergologicznej w Stalowej Woli wszystkich moich pacjentów, bez względu na wiek, rutynowo badałam pod kątem zagrożenia miażdżycą. W 1998 roku 61 procent dzieci było w grupie ryzyka miażdżycy, a 5 procent miało - oprócz znacznego obniżenia poziomu HDL ("dobrej" frakcji cholesterolu) - znacznie podwyższony poziom cholesterolu ogólnego (powyżej 200 mg procent). Zaburzenia gospodarki tłuszczowej u dzieci przeczą opinii, że jest to choroba wieku podeszłego. Miażdżyca sieje spustoszenie wśród Polaków w każdym wieku, a często zaczyna się już w dzieciństwie.
Liczba zachorowań na nowotwory, cukrzycę, choroby serca, psychiczne, zwyrodnieniowe i alergiczne rośnie w zastraszającym tempie. Coraz młodsi umierają na zawały, wylewy, nadciśnienie. Coraz częściej ofiarami tych schorzeń są kobiety, a nawet małe dzieci. Najskuteczniejsze leki przeciwmiażdżycowe, nasercowe, przeciwnadciśnieniowe nie przywrócą zdrowia, jeśli nie zmienimy diety z przewagą mięsa, mleka, białej mąki pszennej i cukru na zdrową, czyli zawierającą głównie zboża, warzywa, owoce, jajka, ryby, zwłaszcza morskie, zwłaszcza tłuste.
Mięso na naszych stołach pochodzi, jak wiadomo, z uboju zwierząt hodowanych w celach spożywczych. W krajach uprzemysłowionych rzadko jego źródłem bywają gospodarstwa domowe, tradycyjnie prowadzone fermy. Takie mięso jest bardziej bezpieczne dla zdrowia, sprzyja (spożywane w nadmiarze) "tylko" zachorowaniom na miażdżycę, alergie, zwyrodnieniom. A przecież jadamy głównie mięso zwierząt hodowanych w sposób przemysłowy. Czy kiedykolwiek zastanawialiśmy się nad tym, jak wygląda taka hodowla?
Zwierząt ras mięsnych nie wypasa się na łąkach, nie mają więc dostępu do świeżego powietrza, słońca, a także roślin i ziół, które regulują ich proces trawienny. Stłoczone w ciasnych oborach, faszerowane są antybiotykami, sulfonamidami i hormonami, żeby szybko rosły i nie chorowały. Łatwo wywnioskować, że zupa na mięsie i kościach to jednocześnie wywar z antybiotyków, sulfonamidów i hormonów, które sobie w niekontrolowany sposób aplikujemy. Te składniki silnie oddziałują na nasz organizm, powodując zaburzenia hormonalne i immunologiczne.
Pamiętać też trzeba, że zwierzęta w fermach hodowlanych żyją w silnym stresie. Stres wyzwala w żywym organizmie adrenalinę - hormon strachu, agresji. Jej ilość w czasie uboju gwałtownie wzrasta.
Między naturalnym pożywieniem człowieka a nim samym wyrosła potężna machina: przemysł spożywczy. Niepożądanym skutkiem ubocznym masowej produkcji żywności jest powstanie ryzyka lawinowego rozwoju trudnych do opanowania chorób.
Nie jest prawdą, że problem pozostaje zupełnie niezauważony. Opracowywane są i wdrażane prozdrowotne programy o różnym zasięgu. O zagrożeniu miażdżycą mówi się i przestrzega przed nim. Nikt jednakże nie walczy z chorobotwórczymi sklepikami szkolnymi, które sprzedają wyłącznie białą mąkę i cukier w słodyczach oraz "śmiecie" i fast foody. W tych działaniach zbyt mało miejsca poświęca się głównym sprawcom miażdżycy, którymi są: mięso w postaci wędlin i konserw, mleko krowie, wysokoglutenowa biała mąka pszenna, cukier rafinowany, warzona sól i związki chemiczne dodawane do pożywienia przez przemysł spożywczy. Nic dziwnego; nauka ostatnich kilku dziesięcioleci stworzyła mit, że organizm ludzki do swojego rozwoju potrzebuje dużej ilości białka zwierzęcego i że ma ono wyższą wartość niż białko roślinne. Ta tragiczna w skutkach opinia została sformułowana na początku naszego wieku przez angielskiego uczonego Thomasa. Przeprowadzał on doświadczenia, z których wyciągnął wniosek, że młode szczury karmione mięsem rosną szybciej niż ich rówieśnicy pozbawieni tego składnika pokarmowego. Swoją pochopną interpretację odniósł także do ludzi. Uczony nie był jednak w stanie przewidzieć dalekosiężnych następstw odkrycia. Kilkadziesiąt lat później inni uczeni dowiedli, że takie stymulowanie wzrostu zwiększa podatność na choroby, osłabia ogólną kondycję i w rezultacie skraca życie. Te badania początkowo pozostały w świecie nauki niezauważone, a błąd Thomasa spowodował, że współczesna nauka o żywieniu nadal propaguje mit, iż wysokobiałkowa, mięsna i mleczna dieta jest dla człowieka korzystna. Z taką wiedzą zapoznają się lekarze i przekazują ją swoim pacjentom.
W 1963 roku prestiżowe naukowe pismo medyczne "Lancet" ogłosiło, że: białko roślinne nie jest już traktowane jako mniej wartościowe niż białko pochodzenia zwierzęcego. Jednakże machina przemysłowo-reklamowa robi wszystko, aby otumanić konsumenta, aby kupił jedzenie przemysłowe. Polskie instytucje zajmujące się żywieniem przez ostatnie czterdzieści lat mocno podkreślały konieczność zwiększenia ilości białka zwierzęcego w diecie. Opracowane w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku i do dziś obowiązujące normy żywienia dzieci w przedszkolach przewidują, że w jadłospisie przedszkolaków powinno być co najmniej pięć razy więcej białka zwierzęcego niż roślinnego. Rezultaty znamy: w przedszkolach wylewa się konwie mleka, którego dzieci nie chcą pić, a mięso rośnie im w ustach. Natomiast chemiczne wędliny zjadane są chętnie, bo tak są skonstruowane, aby były smaczne. Także rodzice, nieświadomie, choć konsekwentnie, łamią instynkt samozachowawczy dzieci, zmuszając je do jedzenia mięsa i picia mleka w nadmiarze ("jeszcze łyczek mleczka za babcię, jeszcze kawałeczek mięska za mamusię..."). Dzięki temu rosną rzesze pacjentów odwiedzających pediatrów, dermatologów, kardiologów, reumatologów i alergologów, a także psychiatrów.
Podczas światowego kongresu poświęconego osteoporozie (Hongkong 1992) ustalono, że optymalna ilość spożywanego przez człowieka w ciągu doby białka nie powinna przekraczać 1 grama na 1 kilogram ciała. Jeszcze dalej poszli Amerykanie. Wynikiem szeroko zakrojonych badań było opracowanie w latach osiemdziesiątych rewolucyjnych wręcz zaleceń obowiązujących do dzisiaj. Zgodnie z nimi dieta dorosłego mężczyzny powinna zawierać maksymalnie 56 gramów białka dziennie, kobiety - 44 gramy (około 0,5 g/kg wagi ciała), podczas gdy w latach poprzednich obowiązywało odpowiednio 250 gramów i 150 gramów! Natomiast Amerykańska Akademia Pediatrii w wydanym u schyłku lat dziewięćdziesiątych XX wieku oświadczeniu zabrania karmienia mlekiem krowim dzieci do pierwszego roku życia. Te zalecenia obowiązują do dzisiaj.
Obecnie głównym problemem zdrowotnym w krajach uprzemysłowionych nie jest niedobór, lecz nadmiar białka zwierzęcego w naszej diecie.
Jak już była mowa, miażdżyca, największy wróg naszego zdrowia, jest chorobą nadmiaru białka, cukru i tłuszczu i niszczących organizm związków chemicznych i toksyn pasożytów i grzybów.
Często mówimy: "nie wytrzymuję bez mięsa; nie mam siły, jeśli nie zjem mięsa..." Powyższe stwierdzenia dotyczą części ludzkości, zwłaszcza ludzi o konstrukcji immunologicznej określanej symbolicznie jako grupa "O" i grupy "B". Ta ostatnia, jako jedyna, może pić mleko krowie i jego przetwory bez ograniczeń (dopóki mleko lub sery nie są alergenem!). Żadna z pozostałych grup nie powinna pić słodkiego mleka krowiego (najwyżej w niewielkich ilościach naturalne produkty skwaszone), a grupa "O" całkowicie zrezygnować nie tylko z mleka krowiego, ale także z jego przetworów na korzyść przetworów skwaszonych z mleka koziego i owczego. Grupa AB winna spożywać mniej mięsa zwierzęcego, więcej ryb; może spożywać przetwory ze skwaszonego mleka krowiego. Wszyscy mogą spożywać (o ile nie ma alergii) przetwory ze świeżego mleka koziego i jego produkty skwaszone, mniej agresywne dla ludzi niż mleko krowie. Najbliższa wegetarianizmowi jest grupa A.
W procesie metabolicznym mięsa powstaje między innymi kwas moczowy. Przyczynia się on do zwyrodniających chorób stawów u ludzi, u których mechanizmy zobojętniające nadmiar tego kwasu zawodzą. Picie dużych ilości wody i spożywanie surowych zielonych warzyw przez mięsożerców zmniejsza efekty uboczne działania kwasu moczowego.
Na marginesie: ten sam kwas powstaje w następstwie wypicia kawy. Działa on podniecająco, daje poczucie siły, złudne zresztą.
Mięso, zwłaszcza czerwone, wykazuje szczególne powinowactwo z mięśniem sercowym człowieka. Toteż jego nadmiar w diecie jest jednym z czynników prowadzących do zagrażających życiu chorób serca. Wywołuje ono powstawanie wolnych rodników. To niszcząca nasz organizm siła - "bomba" z natychmiastowym lub opóźnionym zapłonem. Wolne rodniki uszkadzają ściany naszych komórek. Do zaklejania tych "dziur" służy cholesterol produkowany przez wątrobę. Jest to rodzaj "cementu", który naprawia, ale i niszczy. W takiej plombie mogą się odkładać sole wapnia. Elastyczna tkanka naczyń krwionośnych ulega usztywnieniu i pogrubieniu, twardnieje. Przy dużym wysiłku, przy podwyższonym ciśnieniu krwi po prostu pęka, następuje wylew. Ale bywa i tak, że ścianka naczynia, jak rura, w którymś momencie życia zarasta i staje się niedrożna. Narządy odżywiane przez to naczynie pozbawione są tlenu. Następuje zawał. Zależnie od tego, które naczynia zostały zaczopowane przez cholesterol, dochodzi do niedotlenienia mózgu, serca, wątroby czy innych narządów, a to oznacza chorobę lub śmierć.
Powstawanie wolnych rodników powodują także zatrucie środowiska, różne związki dodawane do pokarmów produkcji przemysłowej oraz procesy życiowe zachodzące w naszym organizmie.
Rodzą się pytania: dlaczego w szpitalach nie ma diety bezmięsnej, bezmlecznej, bezglutenowej i bezcukrowej; dlaczego lekarze z uporem godnym lepszej sprawy zalecają jedzenie mięsa i mleka, mąki pszennej. Stan wielu pacjentów z alergią lub nietolerancją pokarmową pogarsza się na szpitalnej diecie.
Drugie powszechne w naszym jadłospisie źródło chorobotwórczego białka zwierzęcego to mleko krowie i jego przetwory.
Zgodnie z naturą każdy młody ssak po urodzeniu jest karmiony mlekiem matki - swojej matki: krowy, gdy jest to cielę, kozy - koźlę, a naturalnym pokarmem ludzkiego niemowlęcia jest mleko kobiece.
To logiczne i uzasadnione. Naruszanie tej logiki może mieć niebezpieczne następstwa.
Dla noworodka i niemowlęcia ludzkiego białka mleka krowiego są agresywne immunologicznie, a jeśli dziecko jest skłonne do odczynów alergicznych, obce gatunkowo mleko jest alergenem. Noworodki i niemowlęta pijące mleko krowie mają zwiększone ryzyko niebezpiecznych dla życia infekcji bakteryjnych, wirusowych i grzybiczych. W mleku krowim jest trzy razy więcej kazeiny niż w mleku ludzkim, agresywnego białka, potrzebnego cielęciu do błyskawicznej produkcji mięśni, racic, rogów. W ludzkim organizmie kazeina ulega m.in. przemianie do białka homocysteiny, która sprzyja miażdżycy naczyń, zwyrodnieniu w układzie kostnym i powstawaniu kamieni żółciowych. W organizmie niemowlęcia kazeina mleka krowiego tworzy ser, z trudem trawiony przez niego; pojawia się niestrawność, kwaśne, biegunkowe stolce, kwaśne wymioty. Kazeina mleka ludzkiego jest wstępnie trawiona już w piersi matki, tworzy małe, przyjazne drobiny, szybko dostaje się do jelita i szybko w całości wchłania się do krwi, nie zalega w jelicie, nie ulega gniciu, jak to jest w przypadku kazeiny mleka krowiego. To dlatego niemowlęta karmione mlekiem ludzkim domagają się częściej pokarmu, a matki interpretują to bardzo często: "...podałam mleko krowie, bo było głodne, a jak dałam to mleko, to dziecko było syte...".
Matka nie wie, że kazeina krowia po prostu długo zalega w przewodzie pokarmowym, częściowo gnije (wchłania się tylko w 50 procent) i zatruwa dziecko oraz sprzyja powstawaniu alergii, infekcji i otyłości w dzieciństwie, osteoporozy, miażdżycy, cukrzycy, kamicy, zwyrodnienia stawów w życiu dorosłym, a czasami już młodzieńczym. Kazeina jest przyczyną powstawania gęstego śluzu w jelitach, utrudniającego wchłanianie koniecznych składników pokarmowych. W zatokach, nosie, uszach i oskrzelach powstaje gęsty śluz jako wynik procesów zapalnych. Śluz jest przyczyną zwężenia światła oskrzeli, niedrożności nosa. W tym śluzie bakterie mają wymarzone warunki do rozmnażania. Przeciwciała zawarte w mleku krowim nie są przystosowane do układu obronnego człowieka - przewaga immunoglobulin G, w mleku ludzkim immunoglobulin A (o ich roli czytaj w rozdziale IX), stąd tyle infekcji u dzieci karmionych mlekiem krowim, jogurtami i serami.
Należy tu dodać, że drugą, może jeszcze bardziej istotną przyczyną wzrostu infekcji i innych schorzeń zależnych od grasicy jest nadużywanie, wręcz katastrofalne, antybiotyków (patrz dalej w rozdziale Trochę teorii i Leczenie chorób alergicznych). Mleko krowy potrzebne jest cielęciu wyłącznie po to, aby szybko zwiększyło swoją wagę. Dużo hormonów wzrostu w mleku krowim wynika z natury bydła: w ciągu 2 lat staje się 900-kilogramowym zwierzęciem. Rozwój mózgu u bydła nie jest priorytetem, inaczej niż u człowieka. Człowiek dla zdobycia 60 kg potrzebuje 20 lat i głównym celem jest rozwój mózgu, a nie kopyt, rogów i masy mięśniowej. Inne priorytety. W życiu dorosłym ilość białka potrzebnego do życia to 0,5 g/kg wagi ciała, a przeciętny Polak 1 szklanką mleka i codzienną porcją mięsa niszczy swoje zdrowie nawet 25-krotnie większą ich ilością. Z zawartych w mleku krowim tłuszczów powstaje kwas palmitynowy, wiążący się w jelitach z wapniem w nierozpuszczalne związki wydalane z kałem. Mleko zawiera zbyt dużo jonów fosforanowych, co jest kolejnym elementem utrudniającym wchłanianie wapnia z mleka krowiego. Im więcej dziecko z alergią pije krowiego mleka, tym więcej wapnia "ucieka" z kości i zębów z powodu złej proporcji wapnia do fosforu i magnezu w mleku krowim, nieprzystosowanej do wymogów gospodarki wapniowej człowieka, zakwaszającego działania białek mleka spożywanego ponad możliwości zobojętnienia przez organizm. Wymaga to dodatkowych porcji soli wapnia i magnezu z rezerwuarów wapniowych (kości, krew, zęby). Paradoksalnie - matki, które dbają o to, żeby dzieci piły dużo mleka, aby zapewnić podaż wapnia - zmniejszają rezerwy tego cennego budulcowego składnika. Także wchłanianie żelaza z mleka krowiego jest u niemowląt co najmniej o połowę mniejsze, a z mieszanek mlecznych nawet siedmiokrotnie mniejsze niż z mleka matki. Wynika to z całkowitego braku witaminy C, niewielkiej ilości witaminy E i miedzi oraz zbyt małej ilości laktozy w mleku krowim, bez których żelazo w przewodzie pokarmowym człowieka wchłania się gorzej. Picie mleka i spożywanie jego przetworów przez niemowlę może sprzyjać powstawaniu anemii niedobarwliwej. Ale spotykam, rzadko, takie zjawisko także u dorosłych. U dorosłych nadmiar sodu w mleku krowim prowadzi w niektórych przypadkach do powstania nadciśnienia, zatrzymania wody w organizmie i zaburzeń gospodarki wodno-mineralnej (pacjenci wyglądają jakby byli obrzęknięci, mają zaparcia), niewydolności nerek i zawałów serca. Niedobór nienasyconych kwasów tłuszczowych w mleku krowim jest przyczyną zaburzeń nerkowych u małych dzieci, a w późniejszym wieku sprzyja powstawaniu miażdżycy. Nadmiar wszystkich soli mineralnych może prowadzić do tężyczki, drgawek, zaburzenia w formowaniu emalii zębów i w konsekwencji próchnicy, którą potęguje kwaśny odczyn, ulubiony odczyn patologicznych bakterii w jamie ustnej, także sprzyjających próchnicy. Mleko krowie nie zawiera koniecznych aminokwasów, które potrzebne są niemowlęciu i małemu dziecku do prawidłowej budowy nerwów. Dzieci pijące mleko krowie gorzej rozwijają się pod względem emocjonalnym, mają gorszą pamięć, gorzej u nich z koncentracją uwagi. Bo po co cielęciu te cechy!
A przecież są inne źródła wapnia niż mleko krowie (tu jest 118 mg/100 ml). Więcej zawierają brokuły - 130, kapusta włoska - 187, migdały - 254. W sezamie, maku jest go 10 razy więcej - 1160, w sardynkach i innych rybach morskich 4 razy więcej - około 400 w tej samej objętości, czyli 100 ml.
Niektóre dziewczynki i kobiety spożywające mleko krowie pochodzące z hodowli przemysłowej (hormony wzrostu w paszy!) cierpią w okresie dojrzewania i w życiu dorosłym z powodu schorzeń ginekologicznych (torbiele, cysty, mięśniaki, upławy, infekcje, zaburzenia miesiączkowania, bezpłodność).
Z tego pobieżnego przeglądu własności mleka krowiego, gdy znajdzie się w organizmie ludzkim, widać, że spożywane przez ludzi sprzyja wielu chorobom i przysparza pacjentów lekarzom różnych specjalności, począwszy od pediatrów, a na psychiatrach skończywszy.
O mleku w alergologii będzie jeszcze mowa wielokrotnie, przejdźmy więc do następnego szkodliwego składnika w naszej diecie.
Trzecim czynnikiem sprzyjającym powstawaniu alergii, miażdżycy, próchnicy i cukrzycy jest cukier rafinowany. Nie chodzi o cukier występujący w miodzie, burakach cukrowych, rodzynkach, figach, suszonych daktylach, słodkich owocach, słodzie jęczmiennym, kaszy jaglanej, kukurydzianej. To naturalny cukier, potrzebny człowiekowi do życia jak pokarm i woda. Zwłaszcza mózg nie może obejść się bez naturalnej "słodyczy", a dzieciom potrzeba jej więcej niż dorosłemu.
O jakim cukrze mówimy "biała śmierć"? O białym, rafinowanym i o zawierających ten cukier słodyczach i produktach pokarmowych wytwarzanych przez przemysł spożywczy (od wędlin poprzez pieczywo do różnych konserw mięsnych, owocowych, warzywnych, soków, sosów, napojów, keczupów, słodyczy, przecierów, musztard itd). Cukier wchłania się do krążenia w jelicie cienkim. Wkrótce po zjedzeniu lub wypiciu czegoś słodkiego następuje nagły wzrost jego stężenia we krwi. Ponieważ przekroczenie poziomu 100 mg procent jest dla organizmu niebezpieczne, do akcji włącza się trzustka, która produkuje więcej insuliny, aby usunąć nadmiar cukru. Stężenie cukru we krwi spada, ale jeśli dolna granica normy zostaje przekroczona, także nie jest dobrze. Czujemy się senni, śpiący, łatwo się męczymy, pocimy się, pojawiają się zaburzenia wzroku, zawroty głowy, drżenia i skurcze mięśni, łomotanie serca. Za sprawcę złego samopoczucia uważamy stres, niskie ciśnienie, złą pogodę, przepracowanie, zapominając, że na nasz jadłospis składają się słodkie napoje (kilka filiżanek mocno osłodzonej herbaty dziennie), muesli z cukrem i mlekiem na śniadanie, ciastka, czekoladki i cukierki, po które sięgamy niemal nieświadomie. Niepełnowartościowy pokarm z cukrem, zwiększając produkcję insuliny, sprzyja przedwczesnemu starzeniu skóry (zmarszczki, przebarwienia). Po kilku latach nazbyt słodkiej diety zmuszona do nadmiernego wysiłku trzustka zaczyna funkcjonować nieprawidłowo. Produkuje za mało insuliny. Powstaje cukrzyca. Aby żyć, musimy dostarczać organizmowi insulinę w postaci zastrzyku. Na nic zdadzą się środki łagodzące objawy stresu i przemęczenia. Trzeba wyeliminować z diety cukier.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat liczba przypadków cukrzycy wzrosła w Polsce kilkunastokrotnie. Mimo to nie prowadzi się kampanii na rzecz zapobiegania tej chorobie. Chorym dzieciom podaje się większość leków w syropie, czyli stężonym cukrze. Mieszkańcy cywilizowanych, bogatych krajów nie wyobrażają sobie diety bez cukru.
Biały cukier to szybkie kalorie. U jednych spalany jest niemal błyskawicznie i gromadzony w wątrobie w postaci glikogenu; ci pacjenci są szczupli, nerwowi, z zaburzeniami koncentracji uwagi, miewają chandry, kryzysy nerwowe. U innych, których trzustka odmawia posłuszeństwa, cukier ulega przemianie w tłuszcze. Powstaje miażdżyca i otyłość. Tacy ludzie są apatyczni, leniwi, nic im się nie chce, narzekają na wszystko, niczego nie mogą osiągnąć. Czy nie lepiej zastąpić cukier rafinowanym miodem, cukrem nierafinowanym, naparem z koniczyny czerwonej, chmielu (ale nie w piwie), potrawami z soi, które to składniki działają odwrotnie niż cukier - odmładzają nasze tkanki, gruczoły wewnętrznego wydzielania, skórę, włosy, paznokcie i oczy! Jeden z przedstawicieli naszych cukrowni na moją prośbę, aby produkowano także cukier nierafinowany, stwierdził, że w naszym kraju nikt by tego nie kupił!
Dlaczego cukier powoduje chorobę?
Już od pierwszych chwil obecności w naszym organizmie działa on destrukcyjnie. Stomatolodzy nazywają go "mordercą zębów", ponieważ stwarza korzystne warunki do rozwoju bakterii wywołujących próchnicę. Produkują one niszczące szkliwo kwasy, przez ubytki szkliwa docierają do wnętrza zęba i uszkadzają go. Nie pomoże fluor, który ma utwardzać zęby, bo próchnica nie bierze się z niedoboru fluoru, lecz z nadmiaru cukru. Szeroko prowadzone akcje fluorowania zębów to często działania pozorne, co więcej - szkodliwe. Organizm czerpie fluor z pokarmów, lecz również z... zanieczyszczonego środowiska. Mamy więc tego pierwiastka raczej w nadmiarze niż niedoborze, a nadmiar fluoru sprzyja alergiom.
Ale to dopiero początek listy chorób, za które odpowiedzialny jest cukier.
W jamie ustnej powinno być środowisko zasadowe dla prawidłowego trawienia skrobi przez enzymy zawarte w ślinie. Cukier zakwasza ślinę, co sprawia, że skrobia nie jest przygotowana w jamie ustnej do "obróbki" w żołądku i jelicie. Zawierające ją pokarmy nie są więc odpowiednio wykorzystane. Treść z jamy ustnej przechodzi do żołądka, gdzie jest kwaśne środowisko, niezbędne do prawidłowego trawienia białek. Cukier (podobnie jak mięso i każde inne białko) zwiększa kwasowość treści żołądkowej. Nadmiar kwasów trawi śluzówkę żołądka. Powstają przewlekłe zapalenia żołądka i jelit, sprzyjające kolonizacji bakterii Helicobacter pylori, która z kolei doprowadza do przewlekłych stanów zapalnych śluzówki przełyku, żołądka i dwunastnicy i w ostatecznym efekcie do choroby wrzodowej tych narządów. Do tego u wielu osób dołączają się procesy alergiczne. Cukier, niszcząc śluzówkę jelita, sprzyja nadmiernemu rozwojowi drożdży i kolonizacji grzybami pleśniowymi w przewodzie pokarmowym oraz ułatwia powstawanie alergii na pokarmy i na grzyby Candida albicans. Na nic zdadzą się leki przeciwalergiczne, przeciwwrzodowe i rutynowe diety, jeśli nie usunie się z jadłospisu cukru.
Aby proces wchłaniania potrzebnych organizmowi składników pokarmowych przebiegał prawidłowo, odczyn w jelicie cienkim powinien być zasadowy. Jeżeli z żołądka do jelita dociera lekko kwaśna treść, zostaje ona łatwo zneutralizowana. Jeżeli natomiast zjemy plaster szynki lub innego mięsa, wypijemy szklankę mleka lub herbaty z cukrem, rezultatem takiego posiłku jest duże zakwaszenie treści żołądka. Dla jego zobojętnienia w jelicie zużywany jest wapń, magnez, fosfor, chrom z rezerwuarów organizmu (kości i zębów). To w ciągu lat prowadzi między innymi do osteoporozy. Leki uzupełniające wapń w kościach niewiele dadzą, jeśli w diecie pozostaną "złodzieje wapnia": cukier oraz, w nadmiarze, mięso, mleko i ich przetwory.
A inne szkodliwe składniki pokarmowe obecne w naszym codziennym pożywieniu? Sól warzona obciążająca nerki, aspartam obniżający próg drgawkowy mózgu, akrylamidy będące podobnie jak cukier neurotoksyną i elementem miażdżyco- i rakotwórczym, glutaminian sodu, zaburzający pracę nerek i układu naczyniowego, a także współwinny epidemii autyzmu (obok rtęci zawartej w szczepionkach ochronnych) etc. Lista jest długa. Odsyłam Czytelników do literatury Federacji Konsumentów.
Pokarm jest zatruwany już na początku procesu produkcji. Dla ochrony przed chwastami i owadami stosowane są środki chemiczne, dla zwiększenia plonów - nawozy sztuczne. Produkt roślinny od producenta idzie do zakładu przetwórstwa spożywczego, gdzie jest przerabiany, sztucznie konserwowany, wzbogacany i uzdatniany. Odżywiając się wyłącznie produktami przemysłowo przetworzonymi, spożywamy pokarm mniej wartościowy i zanieczyszczony związkami chemicznymi niekorzystnymi dla układu nerwowego i układu immunologicznego. Rzadko jesteśmy informowani, jakie dodatki chemiczne zawiera dany produkt spożywczy. Nie wiemy, czy nie są szkodliwe.
Te informacje bywają celowo skrywane, aby nie odstraszać konsumenta. Tak więc codziennie spożywamy wiele produktów i dodatków, które sprzyjają chorobom alergicznym. Szerzej piszę o nich w rozdziale Trochę teorii.
Odczyny alergiczne były znane od wieków. Ale nie dotyczyły tak wielkiej liczby ludzi jak obecnie. Dlaczego? Jest to cena, jaką płacimy za rozwój przemysłu i jego dobrodziejstwa, które ułatwiają ludziom życie. Działania zamierzone, a więc na przykład stosowanie nawozów sztucznych i środków ochrony roślin w rolnictwie, chemicznych barwników spożywczych, środków smakowych i konserwujących w przemyśle spożywczym, a także niepożądane efekty tych działań: śmieci przemysłowe (spaliny, wyziewy z fabryk), awarie elektrowni atomowych, katastrofy tankowców z ropą naftową - wszystko to wpływa niekorzystnie na sprawność układu immunologicznego, nerwowego i hormonalnego człowieka. Do tego dołączają się złe nawyki, na przykład kulinarne. Powiedzmy na marginesie, że polskie należą do najgorszych na świecie; nasza kuchnia jest szczególnie miażdżyco- i alergogenna. Pośpiech i stres życia codziennego dopełniają złego. Częściej chorujemy na raka, miażdżycę, infekcje, choroby zwyrodnieniowe stawów i oczywiście choroby alergiczne. Nasz gatunek trwa, ponieważ został wyposażony w wydolny układ immunologiczny. Ale jest on nadwerężany przez niszczące działanie wielu czynników, dlatego zdrowie ludzi jest coraz bardziej zagrożone.
Spaliny samochodowe, zanieczyszczenia ekologiczne sprzyjają zaburzeniom funkcji komórek układu immunologicznego, powodują nadprodukcję patologicznych przeciwciał wywołujących niebezpieczne alergie. Odpady przemysłowe zatruły większość rzek i jezior. W większości miast brakuje wody, którą można pić bez szkody dla zdrowia. Nawet po przegotowaniu nie nadaje się do picia. Coraz więcej mieszkańców miast musi korzystać ze specjalnych filtrów uzdatniających wodę pobieraną z ujęć rzecznych lub czerpie wodę z ujęć głębinowych. Bez zdrowej wody, zawierającej niezbędne minerały i mikroelementy, nie możemy być zdrowi.
Jeśli nie zmienimy sposobu myślenia o jedzeniu i naszych nawyków żywieniowych, alergolodzy będą mieli coraz więcej pracy, a za dziesięć, dwadzieścia lat cała cywilizowana populacja będzie cierpieć z powodu alergii. Dopóki będziemy odżywiać się niezgodnie z prawami natury, dopóty będziemy płacić za to gorszą jakością życia.
Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła wiek XXI wiekiem epidemii alergii.
Słowo alergia robi wielką karierę we współczesnym społeczeństwie. Coraz więcej o niej wiemy, coraz lepiej wykrywamy jej mechanizmy, coraz skuteczniej ją leczymy.
Choroby alergiczne powstają z winy niesprawności trzech głównych układów: nerwowego, hormonalnego i immunologicznego, czyli naszej armii zaczepno-obronnej, w której każda linia komórek może być przyrównana do dywizji, batalionów i drużyn wojska. To wojsko szkoli, wysyła do pracy i nadzoruje grasica, skromny narząd, o którym zbyt często zapominamy. Sprawne, dobrze uzbrojone wojsko da sobie radę z każdym wrogiem. Słabo wyszkolone, źle wyposażone, chorowite nie obroni przed nikim.
Z defektem, "kalectwem" układu immunologicznego na ogół się rodzimy. Wszystkie cechy dziedziczymy po swoich rodzicach, dziadkach, pradziadkach. W zależności od sposobu karmienia po porodzie i późniejszego sposobu życia (odżywianie, warunki bytowe, stan środowiska) wrodzone cechy albo się nasilają, albo słabną.
Jeżeli dziedziczymy sprawny układ immunologiczny, lecz nie dbamy o dostarczenie składników niezbędnych do jego prawidłowej pracy, to możemy się znaleźć w grupie alergików. Stajemy się bardziej narażeni na infestacje pasożytami i infekcje wirusowe, bakteryjne i grzybicze i - stosowanie antybiotyków. Antybiotyki - antagoniści - grasicy wywołują powyższe choroby. Pacjent znów dostaje antybiotyk - błędne koło. Warunki pracy (obecność w powietrzu trujących związków chemicznych, dużych ilości zarodników grzybów pleśniowych, sierści zwierząt futerkowych) lub zamieszkania (zagrzybienie domu, opary formaliny z nowych mebli i dywanów, klejów do tapet, toksycznych lakierów do malowania wnętrz itp.), a także stres i pesymistyczne nastawienie do życia sprzyjają rozregulowaniu układów nerwowego, immunologicznego i hormonalnego, a w rezultacie rozwojowi choroby. I co najmniej u pięciu specjalistów będziemy szukać pomocy.
Od lat leczę ludzi cierpiących z powodu chorób alergicznych w najszerszym tego słowa znaczeniu oraz dermatologicznych. W znakomitej większości są to ofiary niewiedzy, przesądów żywieniowych i nadużywania antybiotyków oraz, na szczęście coraz rzadziej, ogólnie podawanych steroidów. W ich miejsce pojawiły się jednakże nowe zagrożenia - leki biologiczne. Nie oznacza to, że nie doceniam roli tych doskonałych leków. Jestem wrogiem bezmyślnego ich nadużywania, na co podaję wiele przykładów na stronach tej ksiązki. Mimo że na temat alergii ukazała się pokaźna liczba książek - zarówno fachowych, jak i popularnych, mimo że czasopisma propagujące zdrowy styl życia niemało artykułów poświęcają różnego rodzaju uczuleniom, stan świadomości społeczeństwa na temat niektórych schorzeń alergicznych omawianych w tej książce pozostawia wiele do życzenia. Stosunkowo dobrze znane i popularyzowane są alergie IgE-zależne, w których proces chorobowy uruchamiany jest przez nadprodukcję immunoglobulin E. Natomiast o innych alergiach, pseudoalergiach, nadwrażliwościach, nietolerancjach, autoagresji wie się niewiele lub zgoła nic. Także poziom wiedzy części lekarzy niespecjalistów w zakresie alergologii nie jest zbyt wysoki. I stąd pomysł napisania tej książki.
Kieruję ją do wszystkich Czytelników zainteresowanych alergiami: do osób cierpiących z ich powodu, do rodziców alergicznych dzieci, do ludzi zdrowych chcących uniknąć choroby, a także do moich Kolegów - lekarzy innych specjalności niż alergologia oraz studentów medycyny - pragnących poszerzyć swą wiedzę. Czy moi Czytelnicy wiedzą, że obecnie, tak jak kiedyś, student medycyny w ciągu sześciu lat studiów ma tylko jeden semestr wykładów o immunologii? Czy wiedzą moi Czytelnicy, że w ciągu sześciu lat studiów nie ma w ogóle wykładów czy przedmiotu o żywieniu i zagrożeniach płynących ze złego stylu życia jako osobnego ważnego kolokwium, egzaminu?
Chciałabym, aby książka ta stanowiła mój wkład w kształtowanie prawidłowych relacji między lekarzem a pacjentem: aby lekarz, mogąc do niej odesłać chorego, nie musiał zniecierpliwiony robić mu wykładu i wyjaśniać spraw dla każdego medyka oczywistych; aby pacjent, mając podstawową wiedzę, traktował zalecenia swego lekarza ze zrozumieniem, a nie oczekiwał od niego wyłącznie zapisywania leków i jakiegoś cudu. Już dawno udowodniono, że podstawą powodzenia terapii jest współpraca leczonego z leczącym. Lekarz i pacjent to dwaj partnerzy w walce z chorobą, nie zaś uczony specjalista, z jednej strony, a z drugiej "przypadek".
Zasadniczą część mojej książki stanowi omówienie schorzeń poszczególnych układów, których podłożem są szeroko rozumiane alergie. Będzie też mowa o stosowanych na świecie i w Polsce metodach wykrywania tych chorób i ich leczenia. Czytelnicy dowiedzą się, jak z nimi żyć i jak im zapobiegać. Aby uczynić zrozumiałymi dla laika terminy i pojęcia, którymi operuje alergologia, oraz mechanizmy uruchamiające procesy alergiczne, przed rozdziałami traktującymi o chorobach zamieszczam rozdział wyjaśniający te właśnie sprawy.
Co do leczenia, to proszę moich Czytelników pacjentów, aby traktowali rozdział o leczeniu chorób alergicznych informacyjnie, a nie instruktażowo i nie próbowali sobie sami ordynować leków.
I jeszcze słów kilka o przykładach: bez nich ta książka byłaby mniej lub bardziej przydatnym opracowaniem pozbawionym walorów praktycznych. Otóż wszystkie przykłady, z wyjątkiem kilku, co zaznaczam w tekście, zaczerpnęłam z własnej praktyki. Mają one nie tylko uwiarygodnić moje poglądy, ale także wyjaśnić sprawy być może dla niektórych Czytelników nie do końca jasne.
Na zakończenie wstępu do książki pragnę jeszcze raz podkreślić rolę pożywienia i stylu życia w zachowaniu zdrowia. Jakże często nieświadomie kopiemy łyżką własny grób.
George Bernard Shaw, słynny pisarz i wspaniały prześmiewca, który nie cenił u lekarzy ich pogardy dla zjawisk naturalnych, jest autorem następującego aforyzmu: Nauczyliśmy się fruwać w powietrzu jak ptaki, pływać w wodzie jak ryby. Pozostaje tylko jedno: nauczyć się żyć na Ziemi jak człowiek.
Nic dodać, nic ująć.
Atopia to nadwrażliwość komórek tucznych występujących w tkankach sąsiadujących ze światem zewnętrznym - skórze, śluzówkach nosa, ucha, gardła, krtani, oskrzeli, jelit. Ale nadwrażliwa komórka tuczna - pod wpływem czynników, które dla zdrowego człowieka są obojętne - zbyt łatwo wyzwala wydzielanie tych substancji nazywanych mediatorami, takich jak histamina, odpowiedzialnych za określone reakcje tkanek, na przykład: podrażnienie, obrzęk, ból, stan zapalny. Także inne komórki układu odpornościowego zachowują się nieprawidłowo. Limfocyty B produkują nadmierne ilości immoglobulin E (IgE), przeciwciał o fundamentalnym znaczeniu dla zjawisk alergicznych zwanych atopią. Zaburzone działanie limfocytów pomocniczych Th (CD4) sprawia, że następuje przewaga ich podklasy Th 2, produkującej "złe" interleukiny (IL-4 i IL-5). Ostatnio niemałe znaczenie przypisuje się komórkom T pomocniczym Th17 i cytokinom przez nich wydzielanym. Limfocyty supresorowe Ts (TCD8) i T Reg (TCD4+CD25+), regulujące produkcję przeciwciał IgE przez limfocyty B, nie spełniają swej roli prawidłowo, co wyzwala niekontrolowaną produkcję tych przeciwciał. Tak w dużym uproszczeniu wygląda mechanizm atopii, czyli alergii natychmiastowej. To rodzaj zaburzenia immunologicznego, bardzo niebezpieczny dla pacjenta typ odczynu alergicznego.
Ten typ alergii powoduje choroby narządów, w których występują komórki tuczne (nos, ucho, gardło, krtań, oskrzela, jelita, skóra). To narządy najbliżej graniczące ze światem zewnętrznym. Choroby atopowe charakteryzują się patologiczną, nadmierną produkcją przeciwciał IgE, u zdrowego człowieka występujących w ilościach śladowych. Stąd nazwa: alergia IgE-zależna. W organizmie atopika, czyli alergika IgE-zależnego, na skutek nadprodukcji przeciwciał IgE następuje reakcja alergiczna wywołująca objawy chorobowe: wysypkę, świąd, kaszel, katar, duszność, biegunkę, bóle brzucha, gardła i inne.
W chorobach centralnego układu nerwowego (migrena, padaczka, moczenie nocne, zaburzenia zachowania i snu) udział mechanizmu IgE-zależnego jest niewielki - od dziesiętnych procenta do kilku procent. Natomiast odpowiada on za kilka procent przypadków pokrzywki, do trzydziestu procent atopowego zapalenia skóry i od kilkunastu do kilkudziesięciu procent astmy, zapalenia oskrzeli, nosa, krtani, uszu, zatok, gardła, spojówek, przewodu pokarmowego. To główny sprawca zagrażającego życiu wstrząsu anafilaktycznego.
Do wykrywania atopii służą testy punktowe i swoiste przeciwciała IgE skierowane przeciwko konkretnemu alergenowi (na przykład roztoczy, pyłków drzew, traw, zbóż, chwastów, sierści zwierząt, jadu osy lub pszczoły, pokarmów).
To szersze pojęcie, obejmujące i atopię, i inne typy nadwrażliwości powstające na skutek uruchamiania odmiennych mechanizmów immunologicznych niż obserwowany w atopii. Alergii, która nie zależy od przeciwciał IgE, nie da się wykryć testami punktowymi czy badaniem poziomu tych przeciwciał we krwi.
Alergie niezależne od IgE stanowią duży procent patologii, która jest przedmiotem mojego zainteresowania. Z tą częścią chorób alergicznych często nie umiemy sobie poradzić: albo wcale nie są one diagnozowane i leczy się je objawowo (leczymy skutek, nie znając przyczyny) lub diagnozuje się je w niewielu wyspecjalizowanych ośrodkach (przodują w tym Stany Zjednoczone; w Europie, w tym w Polsce takimi możliwościami dysponują tylko nieliczne placówki).
Pojęcie alergia obejmuje choroby większości narządów, w tym narządów wewnętrznych, w których proces IgE-zależny rzadko ma miejsce. W zakres tego pojęcia, poza atopią, wchodzą także zjawiska zależne od mechanizmu cytotoksycznego, zależne od przeciwciał (np. plamice), mechanizmu krążących kompleksów immunologicznych, zbudowanych z antygenów pokarmowych, leków, związków chemicznych czy białek bakterii, grzybów i pasożytów. Mechanizm ten funkcjonuje w pokrzywce, chorobach nieinfekcyjnych stawów, migrenach, otyłości, wielu schorzeniach przewodu pokarmowego, zespole nerczycowym. Kolejny mechanizm - alergia komórkowa (wyprysk).
Do badania tych mechanizmów mamy narzędzia w postaci możliwości oceny, jakie alergeny wywołują powstanie patologicznych swoistych przeciwciał IgG - pokarmy, grzyby, wyzwalanie mediatorów z krążących we krwi komórek immunologicznych przez pokarmy i związki chemiczne dodawane do produktów pokarmowych przez przemysł spożywczy (MRT), jakie substancje (alergeny wziewne, chemiczne i pokarmy) wywołują odczyny komórkowe, kontaktowe (testy płatkowe).
Zanim przejdę do omawiania schorzeń alergicznych, przybliżę Czytelnikowi kilka podstawowych pojęć i terminów, które pozwolą na zrozumienie tej nowej, niełatwej dziedziny medycyny - zarówno pacjentom, jak i lekarzom innych specjalności oraz studentom medycyny zainteresowanym problematyką alergologiczną.
Alergia zależy od zaburzeń w układzie odpornościowym.
Co to jest układ odpornościowy, czyli immunologiczny?
Układ ten to dwie strony: immunogenna, czyli każda komórka organizmu, która sygnalizuje swoje potrzeby. Druga strona to specjalne komórki przyjmujące sygnały ze strony komórek organizmu i reagująca wedle potrzeby. Tę drugą stronę nazywamy komórkami immunokompetentnymi.
Układ immunologiczny ma za zadanie przede wszystkim rozpoznawać, tolerować, akceptować i wspomagać własne prawidłowe tkanki. Jego wtórnym zadaniem po rozpoznaniu sygnałów płynących z organizmu jest eliminacja tkanek nieprawidłowych, zablokowanie toksycznego działania niektórych komórek-killerów, nadzór nad niszczeniem własnych zmutowanych tkanek czy likwidacja zakażeń bakteriami, wirusami, grzybami, pasożytami.
Ta skomplikowana struktura składa się z trzech obszarów:
1. tkankowo-narządowego (szpik kostny, grasica, węzły chłonne, naczynia limfatyczne, kępki Peyera, wyrostek robaczkowy i śledziona)
2. około 500 miliardów komórek:
2.1. limfocytów T, B, NK (naturalnie cytotoksyczne) i K (cytotoksyczne zależne od przeciwciał);
2.2. komórek prezentujących antygeny (APC), czyli monocyty, makrofagi, komórki dendrytyczne i częściowo limfocyty B, czyli APC profesjonalne. Oprócz nich jest mnogość innych komórek (śródbłonki naczyń krwionośnych, nabłonki dróg oddechowych i przewodu pokarmowego, fibroblasty tkanki łącznej, komórki krwiotwórcze szpiku, komórki mięśniowe, komórki wszystkich narządów), które w naturalny sposób prezentują swoje antygeny zgodności tkankowej (HLA), aby być wspieranym, tolerowanym przez nadrzędne limfocyty grasiczozależne (limfocyty T). Jeśli zaprezentują zmienione antygeny (zmutowane, zakażone), wówczas dochodzi do ich naprawienia lub zniszczenia i usunięcia.
3. produktów humoralnych produkowanych przez ww. komórki (immunoglobuliny, cytokiny, czynniki wzrostu komórkowego, hormony, neuropeptydy, enzymy, mediatory zapalenia).
Na szeroko rozumianą odporność składa się: eliminacja złego (swojego lub obcego), tolerancja (swojego lub obcego) i wspomaganie metabolizmu organizmu.
Wszystkie komórki układu odpornościowego pochodzą ze szpiku. Część z nich dojrzewa w szpiku i potem w obwodowych narządach układu immunologicznego (limfocyty B, NK, K, monocyty, makrofagi). Te najważniejsze, nadrzędne (limfocyty T) dojrzewają w grasicy.
CO TO JEST GRASICA?
Dopiero w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku dowiedzieliśmy, jak bardzo ważna w całym życiu człowieka jest grasica. Dopiero w końcu lat dziewięćdziesiątych XX wieku otrzymaliśmy dowody na to, że grasica pracuje do późnego wieku, że nie znika całkowicie po osiągnięciu dojrzałości płciowej.
Grasica jako narząd wewnętrznego wydzielania (mówimy narząd hormonalny) podlega wpływom innych gruczołów w systemie sprzężenia zwrotnego. Jej aktywność wzmaga hormon wzrostu przysadki, prolaktyna, enkefaliny, endorfiny, DHEA (dehydroepiandrosteron), tyroksyna i estrogeny w stężeniach fizjologicznych. Jej aktywność osłabiają sterydy kory nadnerczy (z wyjątkiem DHEA), hormony płciowe (estrogeny w nadmiarze i progesteron). Grasica tworzy wraz z układem hormonalnym i nerwowym układ kontrolujący, nadzorujący nasze życie w różnych okolicznościach działania czynników środowiskowych na różnych etapach życia aż do starości włącznie. Wśród czynników środowiskowych na jej funkcję bardzo źle wpływa przewlekły stres oraz antybiotyki, steroidy, leki antymitotyczne i inne immunosupresory, agresywna immunostymulacja (interferony, cytokiny, antycytokiny), promieniowanie jonizujące, jak też estrogeny w nadmiarze (antykoncepcja, suplementacja) i podawanie hormonów tarczycy. Grasica nadzoruje odporność na infekcje, zapobiega rozwojowi alergii, autoagresji, nowotworom, sprzyja odnowie tkanek, zapobiega przedwczesnemu starzeniu się, sprzyja, poprzez wpływ na podwzgórze i przysadkę, prokreacji. Grasica jest pierwszym narządem osiągającym już w życiu płodowym pełną dojrzałość, ale też najwcześniej ulega fizjologicznej redukcji w okresie dojrzewania płciowego, gdy kończy się faza wzrostu (coraz mniej somatotropiny, która wspiera grasicę, a coraz więcej hormonów płciowych - antagonistów grasicy) i przewagi hormonów kory nadnerczy także antagonistów grasicy. Potem stopniowo ulega inwolucji, ale tempo jej zanikania zależy od stylu życia, sposobu leczenia różnych chorób. Złym stylem życia (alkohol, papierosy, używki, narkotyki, stresy, antybiotyki, kortykosteroidy, immunosupresory, promieniowanie, nadużywanie rentgenodiagnostyki klatki piersiowej, gdzie mieści się grasica, liczne szczepienia ochronne bez oceny sprawności układu immunologicznego) niszczymy całkowicie grasicę, wywołujemy u siebie wtórny niedobór odporności i schodzimy przedwcześnie z tego świata. Pochopne usuwanie migdałków podniebiennych, jatrogenne pozbawianie człowieka wyrostka robaczkowego - to dalsze kroki do zubożania układu immunologicznego. Wtedy przy życiu i zdrowiu może podtrzymać suplementacja hormonu grasiczego (patrz rozdział o leczeniu). Jeżeli żyjemy zdrowo, mądrze leczymy się - wówczas, mimo mniejszej objętości i aktywności, nasza grasica trwa i nawet jej zredukowana tkanka i zapasowe uśpione limfocyty T, rezydujące w obwodowych narządach limfatycznych, służą nam długo, przedłużając życie w zdrowiu fizycznym i psychicznym, tym bardziej że w latach 1997-1999 dowiedziono, że nawet w podeszłym wieku grasica może wzmagać swoją aktywność i dostarczać immunokompetentnych limfocytów zgodnie z sygnalizowanymi potrzebami organizmu. Tak więc do lamusa należy odłożyć stary pogląd - jakoby narząd ten zanikał raz na zawsze w pierwszych latach życia.
Dla alergologii ważnym i głównym zadaniem grasicy jest zaopatrzenie układu odpornościowego w immunokompetentne limfocyty T wszelkich odmian. Każdy limfocyt charakteryzuje się obecnością specjalnych cząsteczek białkowych na swojej powierzchni - CD (cluster of differentiation). Dwie z nich (CD2, CD3) występują na powierzchni wszystkich limfocytów. Inne limfocyty mają na swojej powierzchni swoją, charakterystyczną dla siebie cząsteczkę (CD4, CD8 etc.). Jakie komórki są w grupie limfocytów grasiczozależnych?
1. limfocyty inicjujące odpowiedź na zagrożenie (TCD4, czyli Th); to elita układu immunologicznego; to one inicjują odpowiedź i dyktują jej kierunek poprzez odpowiednie rozdanie zadań innym komórkom układu immunologicznego przy pomocy swoich cytokin. Ma dwa fenotypy: Th1 z limfokinami IL-2, Interferon á, a i a, IL-12, IL-18 nadzorują obronę przed patogenami wewnątrzkomórkowymi (np. wirusami), ale także odpowiadają za większość schorzeń zapalnych o mechanizmie komórkowym. IL-18 odpowiedzialne są za komórkowy typ odpowiedzi immunologicznej. Drugi fenotyp to Th2, które wyzwalają interleukiny IL-4, IL-5, IL-6, IL-9, IL-10, IL-13, a więc inicjują zapalenie i odpowiadają za niekontrolowaną produkcję przeciwciał (immunoglobulin) przez limfocyty B, m.in. za alergię IgE-zależną, czyli atopię. Jej powstanie sygnalizuje brak odpowiedniego nadzoru ze strony najważniejszych limfocytów grasiczozależnych czyli TCD4 - Th oraz T Reg (TCD4+ CD25+). Limfocyty B nie przestają bowiem samoistnie produkować niebezpiecznych przeciwciał, dopóki im limfocyt TCD4 i limfocyt T Reg CD4+CD25+ nie zabroni.
2. limfocyty efektorowe, czyli cytotoksyczne i supresyjne (TCD8 czyli Ts) oraz Th17 - w warunkach zdrowia pod ścisłym nadzorem komórek TCD4 (Th). W warunkach zdrowia bez sygnału od TCD4 nie podejmują akcji na własną rękę. Po wykonaniu swojego zadania zleconego przez limfocyt TCD4 komórki TCD8 i Th17 zaprzestają działań niszczących i tym różnią się od limfocytów B. Limfocyty TCD8+ wyzwalają m.in. TNF alfa i IFN gamma oraz IL-17.
3. limfocyty regulacyjne (CD4+CD25+ czyli T Reg) przy pomocy swoich cytokin IL10 i TGF beta zapewniają równowagę w działaniach wszystkich innych komórek układu odpornościowego: powstrzymują dalszy ciąg reakcji naprawczych, eliminujących destrukcję, blokują niepożądane reakcje alergiczne czy autodestrukcyjne, zapobiegają infekcji wirusami, bakteriami, grzybami, pasożytami.
Pod nadzorem limfocytów T pracują liczne inne komórki wykonawcze układu odpornościowego (limfocyty B-CD19, monocyty - CD16, makrofagi o licznych powierzchniowych receptorach CD, komórki NK - CD56 i K, czyli killery [zabójcy], zależne od przeciwciał, które nie mają na swojej powierzchni cząsteczki CD). Komórki wykonawcze mogą niszczyć obcych i chronić własne tkanki przed autodestrukcją. Jeżeli wymkną się spod kontroli limfocytów TCD4 (Th) lub T Reg (CD4+ CD25+) wówczas mogą być niebezpieczne dla organizmu i wywoływać choroby z autoagresji (kolagenozy np. toczeń, pęcherzyca, sklerodermia) uszkodzenia tkanki nerwowej (np. stwardnienie rozsiane i boczne, zapalenia wielonerwowe), choroby hematologiczne (anemia złośliwa), uszkodzenie narządu ruchu (reumatoidalne zapalenie stawów, choroba zesztywniająca kręgosłupa).
W wyniku wpływu czynników zewnętrznych lub wewnętrznych mogą powstać zaburzenia dojrzewania i różnicowania limfocytów T w grasicy, np. mniej limfocytów Th (CD4), więcej limfocytów Ts (CD8); może mieć miejsce niekorzystna zmiana proporcji podklas Th z przewagą limfocytów Th2 (w zdrowym organizmie jest odwrotnie). Komórki efektorowe Th17 poprzez swoje interleukiny (IL-17 i IL-23) są odpowiedzialne za powstawanie schorzeń z autoagresji (alergiczne zapalenie mózgu, reumatoidalne zapalenie stawów, łuszczyca, choroba Crohna, stwardnienie rozsiane).
Być może nie wszystko w moich wyjaśnieniach będzie dla Czytelników zrozumiałe. Wiele można doczytać. Proszę się tym nie przejmować i pamiętać, że alergologia jest młodą dziedziną. Wiele zagadnień wchodzących w zakres jej zainteresowania jest nie do końca zbadanych i niejasnych także dla nas, alergologów. Czytelnik zaś ma się zorientować w głównych problemach alergologii, a nie zdawać z niej egzamin. Mało jest podręczników, które - w sposób zrozumiały dla laika lub lekarza mającego niewielką wiedzę o układzie immunologicznym - wyjaśniają skomplikowaną istotę układu immunologicznego, szczególnie na wyższym piętrze układu immunologicznego, czyli w grasicy i w obrębie pierwszego szeregu układu immunologicznego. W sposób bardzo zrozumiały i obrazowy opisuje te zjawiska prof. Marek Dąbrowski w swojej książce: Grasica, odporność, zdrowie.