Niech nikogo nie zmyli wyraz „Photoshop” w tytule. To nie jest książka o obsłudze Photoshopa, tylko o kolorach, fotografiach i wyglądzie jednych i drugich. Napisana dowcipnie, ale poważna, wnikliwa i wyczerpująca.
Korekcja i separacja
Trudno recenzować taką książkę. Za każdym razem, gdy siadałam do pisania recenzji, wpadał mi w oko jakiś ciekawy fragment i zaczynałam czytać, przemyśliwać i porównywać obrazki. A potem robiło się późno i pisanie trzeba było przełożyć na jutro. Wystąpienie takiego „efektu zaczytania” najlepiej świadczy o tym, że Korekcja i separacja to pozycja ciekawa. Może nie dla wszystkich w ogóle, ale dla takich osób, które uważają barwy na zdjęciach za kwestię istotną i które w ten czy inny sposób przenoszą czasem fotografie na papier.
Najpierw podstawy
Każde kolejne wydanie Korekcji i separacji różni się od poprzedniego bardziej, niż można by się spodziewać po wciąż niezmiennym tytule. To jest już piąte, a autor wciąż się uczy, nabiera doświadczenia, opracowuje techniki pracy z obrazem i... radykalizuje poglądy. Całym tym doświadczeniem i przemyśleniami dzieli się z czytelnikami.
Wywód jest zbudowany klasycznie, wręcz podręcznikowo: od kwestii najprostszych i podstawowych, które po prostu trzeba opanować, do zagadnień bardziej skomplikowanych, wymagających refleksji i decyzji artystycznych, a nawet niejednoznacznych. Zanim jednak przejdziemy do zastanawiania się, czy kąpiący się tygrys ma wpływ na wygląd wody w rzece, trzeba po prostu poznać i przyswoić kilka najważniejszych zasad korekcji koloru. Temu są właśnie poświęcone pierwsze rozdziały: nauce wykorzystywania krzywych tonalnych, ustalania punktów bieli i czerni, znajdywania obszarów neutralnych i odgadywania, jakie parametry będą odpowiednie dla osiągnięcia właściwych kolorów. Tego trzeba się po prostu nauczyć; później można zacząć dywagacje.
CMYK, GCR i inne tajemnicze skróty
Po podstawowych rozdziałach, na których lekturze skorzysta każdy fotograf edytujący swoje zdjęcia, następują rozdziały przeznaczone w większości dla zawodowców małej i dużej poligrafii, choć nie tylko dla nich. Możemy się więc dowiedzieć, jak przygotowywać zdjęcia do wydruku w różnych warunkach: od domowych drukarek po drukarnie offsetowe, od papieru gazetowego po fotograficzny. Tajemnicze skróty staną się mniej tajemnicze, a wyostrzanie idealnie ostrych krawędzi przestanie się wydawać absurdalne. Dowiemy się też, na czym polegają różne procesy drukowania, jakie różnice pomiędzy nimi są istotne z punktu widzenia edytora i dlaczego fotografia na papierze nie może wyglądać tak samo, jak na monitorze. Wszystkie te skomplikowane kwestie są podane przystępnie (przynajmniej dla osób, które czytały poprzednie rozdziały), z wyjaśnieniami dlaczego, po co i co by było, gdyby nie. Dowcipne nawiązania do literatury urozmaicają wywód i ułatwiają zapamiętywanie.
Po co to wszystko
Książka jest zorientowana na praktykę. Nie chodzi w niej o obsługę programu, a o osiągnięcie konkretnych efektów na konkretnych fotografiach: taką korektę tonalną i wyostrzenie, a na koniec dostosowanie do wydruku, by na monitorze i na papierze uzyskać wyniki zgodne z oczekiwaniem - fotografa, edytora, klienta. Jeśli ktoś spodziewa się w książce prostych, magicznych sztuczek, w stylu „kliknij tu a potem tam, to będzie fajnie”, to się rozczaruje. Dan Margulis przedstawia problem, pokazuje ilustrującą go fotografię, a potem przedstawia sposoby rozwiązania tegoż problemu. Czasem są one prostsze, czasem bardziej skomplikowane, a bywa też tak, że ideału osiągnąć się nie da. W dążeniu do celu, jakim jest jak najlepszy wygląd fotografii, wszystkie chwyty są dozwolone. Ile kanałów ma plik zdjęciowy? Trzy? Nie, dziesięć, a jakby się postarać, może mieć nawet więcej. I z wszystkich warto korzystać, jednocześnie lub po kolei. RGB, CMYK czy LAB - bierzemy to, co da w danej sytuacji lepszy efekt. Cała sztuka w tym, by ocenić, jakie narzędzia są w danej chwili optymalne - i tego Margulis też uczy.
Pamiętaj, że jesteś człowiekiem
Dan Margulis przypomina, że ostateczną instancją w ocenie wyglądu fotografii jest widz - nie maszyna do sprawdzania kolorów. Ta prosta prawda niesie z sobą daleko idące implikacje. Przede wszystkim pamiętaj, że jesteś człowiekiem - tak tłumaczy autor w rozdziale jedenastym, zawierającym wstępne rozważania na temat kalibracji. A człowiek, w przeciwieństwie do kalibratorów, spektrofotometrów i innych maszyn, ma zmysł estetyczny i ma też wzrok, który podlega różnym złudzeniom, od adaptacji poczynając. Ten właśnie zmysł estetyczny i nieobiektywne postrzeganie trzeba zadowolić, jeśli zdjęcia mają się podobać. W jaki sposób? O tym mówią kolejne rozdziały, dotyczące teorii i praktyki kalibracji. W procesie kalibracji przydają się urządzenia, ale najważniejszy jest człowiek - takie humanistyczne podejście czyni z Margulisa niemal rewolucjonistę. To człowiek wie najlepiej, które odcienie są właściwe. Kalibrowanie jest przydatne, jeśli podejdziemy do niego rozsądnie, pamiętając, że postrzeganie jest ważniejsze, niż suche liczby. A jak? O tym mówią rozdziały dwunasty i trzynasty, z których dowiemy się między innymi, jak zbliżyć się do ideału odbitki wyglądającej tak samo jak obraz na ekranie komputera. Autorowi można wierzyć - przygotował w końcu ilustracje do tej książki, a gdy mówi, że coś jest bardziej zielone czy niebieskie, to na prezentowanych zdjęciach rzeczywiście to widać. Przy okazji, plus dla wydawnictwa - jakość i papieru, i druku jest bardzo dobra, dzięki czemu wszystkie omawiane niuanse kolorów możemy naocznie zaobserwować.
Nikt nie wzbogacił się jeszcze na sprzedaży histogramów
Przy całym ładunku solidnej wiedzy, jaką niesie Vademecum Profesjonalisty, największą zaletą tej książki jest z jednej strony jej praktyczność, a z drugiej - zmuszanie czytelnika do myślenia. Autor przedstawia konkretne metody pracy i zasady, których należy się trzymać w edycji zdjęć. Z drugiej strony jednak pokazuje, że czasem warto reguły łamać, by uzyskać lepsze, ładniejsze obrazki. Reguły łamania reguł - to już wymaga trochę główkowania.
Nieważny histogram, kalibracje i pomiary - ważne, żeby obrazek bardziej się podobał po korekcji, niż przed nią. Takie podejście może się wydawać obrazoburcze, ale w naszych zorientowanych na technologię czasach, jakże odświeżające! A w „Korekcji i separacji” można znaleźć całą wiedzę, dzięki której obrazki będą się podobać. Warto zagłębić się w lekturę.
Digital Foto Video; 2008-07-14